• slider003
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> W najważniejszym meczu kolejki Korecki pokonał Bylicę 3:2 w snajperskim pojedynku i tym samym trzy punkty z boiska w Kozińcu podnieśli gracze Victorii Półwieś. Hat-trickiem swój powrót na boisko okrasił Stanek z Grodu.

W najważniejszym meczu kolejki Korecki pokonał Bylicę 3:2 w snajperskim pojedynku i tym samym trzy punkty z boiska w Kozińcu podnieśli gracze Victorii Półwieś. Hat-trickiem swój powrót na boisko okrasił Stanek z Grodu.

DSC01798 ABC

Gród pewnie zmierza do B-klasy. Za jego plecami ciągle się kotłuje, co powoduje, że lider ma już 10 punktów przewagi nad trzecią w tabeli drużyną. Niby w piłce możliwe są wszelkie scenariusze, ale gdyby bukmacherzy obstawiali kurs na brak awansu Grodu w tym sezonie do klasy B, wynosiłby zapewne 1.01… Przecież najlepszej drużynie cyklu przyjdzie się jeszcze mierzyć z trzema z czterech ostatnich ekip w lidze. Gracze z Grodziska w tym sezonie wygrali 11 meczów, 2 razy dzieli się punktami. Jeśli dodać do tego znakomitą passę 5 zwycięstw na koniec poprzedniej batalii, wychodzi, że są niepokonani od 18 spotkań i… dokładnie roku. Ostatni raz przegrali 17 maja 2015 roku na własnym boisku z Orłem Radocza (2:3).
Już w drugim meczu pogubili się gracze Zagórnika. Niedobrze układają się też sprawy dla Czarnych Koziniec. Prawdopodobnie plany awansu piłkarze tego klubu muszą odłożyć do przyszłego sezonu. Ocknęła się za to być może w najważniejszym meczu Victoria i to ona wraz ze Skawą Witanowice mają największe szanse na awans. Wprawdzie witanowiczanie wyprzedzają drużynę z Półwsi aż o 5 „oczek”, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że w ostatnich czterech kolejkach grają z najtrudniejszymi rywalami. Misja „Skawa Witanowice w klasie B” może się jednak powieść, bo też wicelider prezentuje wysoką formę.
Orzeł Radocza miał niepowtarzalną szansę na pierwsze w sezonie zwycięstwo, ale pechowo je stracił.

 

 
GRÓD GRODZISKO – GRONIE ZAGÓRNIK 6:1 (4:0)

 

 
Bramki: Stanek 18, 29, 42, Dominik Kajfasz 12, Czopek 65, Woźniak 81 – Żyrkowski 50.

 

 
GRÓD: Klaja – Kutermak (64 Woźniak), Szlęzak, Noworyta, Kluska – Dziedzic, Polus, Dominik Kajfasz, Czopek (76 Damian Kajfasz) – Ciemiera, Stanek.

 



 
GRONIE: Krzysztof Góra – Babiński, Gądko (75 Bałamucki), Góralczyk, Białek (65 Sz. Bury) – Ficek, Karcz, Fijołek, Kamil Góra – Żyrkowski, Matusiak.

 

 
- Od początku narzuciliśmy swój styl gry i graliśmy wysokim pressingiem. Chcieliśmy zdominować rywala i to nam się udałokomentuje Adam Kutermak, trener Grodu.

 

 
Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gospodarzy, choć Gronie nie czekało tylko na to co zrobił rywal, samo również momentami groźnie atakowało. Niewątpliwie sporym wzmocnieniem gospodarzy na ten mecz okazał się Mirosław Stanek, który zagrał pierwszy raz w tej rundzie po karencji za kartki. To właśnie on zrobił różnicę w pierwszej części gry. Już w 12 minucie przedarł się prawą stroną, wyłożył piłkę jak na tacy Dominikowi Kajfaszowi, który z pięciu metrów umieścił ją obok bramkarza. Później Stanek wziął się za strzelanie i zanotował klasycznego hat-tricka. Pierwszy jego gol padł po podaniu Dziedzica. Stanek minął bramkarza i dopełnił formalności. Przy drugim trafieniu dośrodkował Noworyta, a Stanek przyjął piłkę na klatkę piersiową, po czym uderzył z 10 metrów. Trzeci gol to spora zasługa Dominika Kajfasza, który minął dwóch obrońców i asystował przy trafieniu Stanka z dwunastu metrów. Goście próbowali się odgryzać. W słupek trafił Żyrkowski, a później piłkę niemal na linii bramkowej po strzale Ficka obronił Klaja. W drugiej części gry Gród nieco się wycofał i to zespół z Zagórnika zaczął dominować. Zaraz po przerwie Jacek Żyrkowski przejął źle zagraną przez obrońcę do bramkarza piłkę i dopełnił formalności. Dwa gole dołożyli jeszcze gospodarze. Czopek przelobował bramkarza, a Woźniak po asyście Ciemiery płaskim strzałem zaskoczył Krzysztofa Górę. Okazji było sporo, szczególnie dla Gronia, ale więcej bramek już nie padło.

 

 
- Wiedzieliśmy, że mocną stroną Gronia jest atak i mają szybkich zawodników jak m.in. Żyrkowski, więc chcieliśmy od początku ich zdominowaćzdradza Adam Kutermak.W drugiej połowie spotkanie się wyrównało, chcieliśmy zagrać z kontry i trochę oddaliśmy im pole gry. Goście mieli kilka sytuacji, ale ogólnie mecz był pod nasza kontrolą i przy lepszej skuteczności, mogliśmy dołożyć jeszcze kilka bramek. Trzeba pochwalić Klaję, który jest pewnym punktem naszej drużyny. Jesteśmy coraz bliżej awansu.

 

 
- Wynik nie pokazuje tego, co działo się na boisku twierdzi Czesław Góra, prezes Gronia. – Chłopaki walczyli, ale niestety zdarzyły się błędy w obronie, a napastnicy nie wykorzystali tego co mieli i to się zemściło. Pierwsza połowa była dla gospodarzy, ale po przerwie to my dominowaliśmy, jednak zabrakło skuteczności i szczęścia. Trzeba jednak przyznać, że gospodarze postawili nam trudne warunki. Mają zawodników o dobrych warunkach fizycznych, grających twardo.

 

 

 

 
CZARNI KOZINIEC – VICTORIA PÓŁWIEŚ 2:3 (1:0)

 

 
Bramki: Bylica 30, 65 – Korecki 55 (karny), 70, 80.

 

 
CZARNI: M. Kołodziejczyk – Wiercimak, Worytko, Grzyb (80 Boczoń), Nicieja – Potoczny, J. Kudzia, Wróbel (75 P. Kołodziejczyk), M. Kudzia (25 Bylica), Kasicki – Dyrcz.

 

 
VICTORIA: Srokosz – Rybarz, K. Łąka, Frączek, P. Łąka – P. Dawidowicz, M. Dawidowicz, T. Maślona, P. Maślona – M. Maślona, Korecki.

 

 
Czarni na to spotkanie mieli niemałe kłopoty kadrowe. Z gry do końca rundy przez kontuzje wypadli Adamczyk i Pawlik. Kwiatkowski nie zagrał przez kartki, a Hałabisa zatrzymały sprawy osobiste. Do drużyny dołączył ostatnio Wróbel, który powinien być wzmocnieniem. Grał wcześniej m.in. w Białce, czy Makowie Podhalańskim.
Pierwsza bramka padła po półgodzinie gry. Na boisko chwilę wcześniej wszedł Tomasz Bylica i „błysnął” szybko zdobytą bramką. Po wrzutce w pole karne, uprzedził bramkarza i strzałem głową przelobował go. Po stronie gości szczęścia próbował Korecki i Paweł Maślona, ale bez efektu. Zaraz na początku drugiej połowy Bylica nie wykorzystał rzutu karnego i dość szybko się to zemściło. Taką samą sytuację wykorzystał Korecki po faulu na Piotrze Dawidowiczu i był remis. Bylica zrehabilitował się później. Dostał podanie za obrońców od Potocznego i trafił z pierwszej piłki obok obrońców. Szybko wyrównał jednak Piotr Korecki, toczący korespondencyjny pojedynek z Bylicą na bramki. Tomasz Maślona dograł prostopadłą piłkę, a Korecki wygrał pojedynek z bramkarzem. Mecz rozstrzygnęło trzecie trafienie Koreckiego, które poprzedziło kapitalny rajd Piotra Dawidowicza. Rozpoczął go na swojej połowie, minął na wielkiej szybkości dwóch zawodników i zagrał do środka Koreckiemu, który wykorzystał sytuację. Dogodną okazję miał jeszcze Paweł Maślona, nie wykorzystując okazji „sam na sam”, a z kolei po stronie gospodarzy szansę na remis zaprzepaścił Dyrcz, który chciał dograć zamiast strzelać w sytuacji „dwa na jeden”.
Warto zaznaczyć, że w 60 minucie Stanisław Frączek wyleciał z boiska za dwie żółte kartki, a pięć minut później czerwoną kartkę za kłótnie z sędzia z ławki dostał Raczek. Nie pomogło to gospodarzom.

 

 
- Nasz eksperymentalny skład nie tłumaczy porażkiocenia Daniel Zaborowski, trener Czarnych. – Mecz był wyrównany, choć w pierwszej połowie mieliśmy szczęście, że nie straciliśmy bramki. Remis byłby bardziej sprawiedliwy w moim odczuciu i nie krzywdziłby żadnej ze stron. Boli ta porażka, bo mecz był do wygrania. Dobrze zagrał Nicieja, który popełnił jednak jeden błąd, po którym padła bramka. Założenia były takie, aby w pierwszej połowie poczekać, a w drugiej zaatakować. Cóż, teraz gramy już w zasadzie tylko o honor.

 

 
- Spotkanie było nerwowe, dużo było dość kontrowersyjnych decyzji sędziegotwierdzi Michał Dawidowicz, zawodnik Victorii. – Czarni grali głównie długie piłki, my próbowaliśmy rozgrywać, ale nie zawsze nam to wychodziło. W drugiej połowie gospodarze częściej centrowali za plecy obrońców. Skutecznie się jednak broniliśmy i kontrowaliśmy. Mieliśmy trochę szczęścia w tym meczu, ale nie byliśmy słabsi. Stworzyliśmy więcej klarownych sytuacji i wcześniej mogliśmy zamknąć ten mecz.

 

 

 

 
ORZEŁ RADOCZA – ORZEŁ II RYCZÓW 3:3 (2:2)

 

 
Bramki: Piskorz 5, Dyrcz 30, Harmata 75.

 

 
ORZEŁ RADOCZA: Nowak – Cisoń, Kisała, Pszczeliński (60 Waliczek), Górka – Piskorz (90 Mlak), Bik, Pustułka, Harmata (88 Płaczek) – Wesołowski, Dyrcz.

 

 
Niepowtarzalną szansę na pierwsze zwycięstwo w sezonie miał Orzeł Radocza. Gospodarze wypuścili z rąk zwycięstwo w ostatniej chwili, po stracie gola po rzucie karnym już w doliczonym czasie gry.
Spotkanie znakomicie rozpoczęło się dla gospodarzy. Po zamieszaniu w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Kisiały, Piskorz popisał się skuteczną dobitką. Na 2:1 trafiał Dyrcz. Mocnym strzałem przelobował bramkarza. Sytuacji „sam na sam” nie zdołał z kolei wykorzystać Harmata. Zrehabilitował się po przerwie. Przeprowadził indywidualną akcję, minął trzech zawodników i skutecznie wykończył. Wydawało się, że goście mogą się już nie podnieść, ale wyrównali w końcówce po raz trzeci i gospodarzom nie było dane posmakować pierwszego w tym sezonie zwycięstwa.

 

 
- Obie drużyny mocno zaczęły ten mecz, to był cios za cios relacjonuje Nikodem Hajost, kierownik Orła Radoczy. – Okazji nie brakowało z dwóch stron. W drugiej połowie zawodnicy obu drużyny nieco opadli z sił. Wyróżnić trzeba naszego bramkarza, bo gdyby nie on, mogliśmy stracić więcej bramek. Zagraliśmy lepiej niż ostatnio, ambitnie. Żal straconych punktów w ostatniej minucie. Pozostaje spory niedosyt, ale wynik jest sprawiedliwy. Obie drużyny mocno walczyły i zasłużyły na punkt.

 

 
W pozostałych meczach:

 
Skawa Witanowice – Zaskawianka 6:2

 
Dąb II Paszkówka – Sokół Chrząstowice 3:0

 
(PK)