• moja liga
  • slider003
  • 002
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Ludzie sportu -> Tomasz Pytlowski. “Zamienił trykot Orła Radocza na koszulkę reprezentacji Polski”.

Tomasz Pytlowski. “Zamienił trykot Orła Radocza na koszulkę reprezentacji Polski”.

Tomasz-Pytlowski jedynka-crop

Historia Tomasza Pytlowskiego, piłkarza z Radoczy, który w wieku 20 lat poprzez wypadek i amputację nogi, musiał zmienić rodzące się plany życiowe pokazuje, że tragedia nie musi wszystkiego przewartościowywać. Osiem lat po wypadku Tomek nadal podąża drogą sportowych pasji. W czerwcu spełnił swoje marzenie – przywdział koszulkę reprezentacji Polski w amp futbolu, występując w spotkaniu z Ukrainą.

Osobisty dramat nie złamał piłkarza. Wręcz przeciwnie, 28-latek udowadnia sobie i wszystkim, że poprzez ambicję, upór, można skutecznie działać na wielu płaszczyznach, nie tylko sportowych. Tomasz Pytlowski opowiada nam o feralnym dniu, jego konsekwencjach, ale przede wszystkim zapoznaje w obszernym wywiadzie z amp futbolem, szeroko omawiając wiele zagadnień z nim związanych.

 

 

 

 

Tomasz Pytlowski

Tomasz Pytlowski

- W sezonie 2005/2006 wywalczyłeś wraz z kolegami z Orła Radocza awans do klasy B. Niestety nie udało się w niej zadebiutować…

 
- Nie było mi to dane, uległem groźnemu wypadkowi, a po nim wszystko było już inne. Chciałem studiować na wydziale transportu, jeszcze będąc w technikum zrobiłem kurs prawa jazdy na samochody ciężarowe. Dzięki temu od razu zdobyłem pracę, bo na rynku brakowało kierowców. Przepracowałem praktycznie całe wakacje. 23 sierpnia 2006 roku doszło do wypadku na trasie do Poznania. Cały dzień został wymazany z mojej pamięci. Wszystko co wiem, znam tylko z opowieści, dokumentacji biegłych sądowych. Obudziłem się po dziesięciu dobach z powracającą świadomością. Po paru dniach doszło do mnie w jakiej sytuacji się znalazłem. Amputowano mi prawą nogę. Trzeba było powoli sobie uświadamiać ograniczenia – niemożność gry w piłkę nożną, aktywności ruchowej na normalnym poziomie. Legły w gruzach marzenia o zawodzie kierowcy. Po prostu 20-latkowi runęły wszelkie plany. To był bardzo trudny okres.



 
- Mimo wszystko dosyć szybko potrafiłeś się z tą sytuacją fizycznie i psychicznie uporać. Niesamowite, że rok po wypadku grywałeś w amatorskich turniejach siatkówki.

 
- Tak, psychicznie szybko sobie z tym problemem poradziłem – dzięki najbliższym i wsparciu, serdeczności ludzi wokół. Najtrudniejszy był półroczny okres hospitalizacji. Po sześciu miesiącach otrzymałem pierwszą protezę, bardzo szybko “złapałem” sprawność manualną, co dziwiło rehabilitantów. Z końcem lutego 2007 roku wróciłem do domu, wsiadłem do samochodu. Okazało się, że mogę bez problemu jeździć. To był bardzo duży impuls. Wiedziałem, że jestem mobilny i wszystko jest w moim zasięgu.

 
Foto: Grzegorz Press - Skąd pomysł na amp futbol? To Twoja inicjatywa czy czyjaś podpowiedź?

 
- Przyznam, że odzyskując powoli sprawność nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje. To były początki tej dyscypliny. Skupiałem się raczej na pracy nad sobą. W 2013 roku trafiłem do firmy Otto Bock zajmującej się między innymi protezami kończyn. Okazało się, że jeden z protetyków jest w sztabie trenerskim reprezentacji Polski w amp futbolu. On poinformował mnie, że taka drużyna istnieje, namawiając do spróbowania sił. Jesienią pojechałem na pierwsze zgrupowanie i od razu złapałem bakcyla. Tłumaczono mi, że podczas pierwszych zajęć będę leżał i płakał z bólu i wycieńczenia. Faktycznie łatwo nie było. Do siedmiu lat po wypadku nie podejmowałem przecież treningów kondycyjnych czy wytrzymałościowych. Aktywność ruchowa ograniczała się do tej potrzebnej na co dzień. Dużo łatwiej mają ludzie, wchodzący w amp futbol zaraz po wypadkach. Ich organizmy są wytrenowane i siłą rzeczy lepiej przygotowane.

 
- Zaskoczyło Cię, że reprezentacja, której już teraz jesteś pełnoprawnym członkiem, to profesjonalna drużyna, z pełnym zapleczem, dobrze zorganizowana?

 
- Tak. Od razu dało się to zauważyć – podejście trenerów, organizatorów, baza. No i same treningi czy zaangażowanie w nie wszystkich piłkarzy. Ciekawe jest to, że w tej chwili trenuję w Krakowie, ale ta drużyna powstała później niż reprezentacja – Stowarzyszenie Amp Futbol Polska. Ona najwcześniej prawnie zrzeszała piłkarzy z dysfunkcjami.

 
- Od kiedy zatem masz okazję trenować w Krakowie?

 
- Przełom, a zarazem rozwój dyscypliny nastąpił na przełomie listopada i grudnia 2013 roku. Powstał klub w Górze i Krakowie. Od maja bieżącego roku również mamy status stowarzyszenia, żeby móc działać na szerszym obszarze.

 
Foto: Grzegorz Press - Można zatem powiedzieć, że jesteś pionierem w tworzeniu struktur krakowskiego amp futbolu?

 
- Poniekąd tak. Klub się rozwija. Jest nawet pomysł stworzenia drużyny kobiet. W tej chwili trenują z nami dwie dziewczyny. Jeszcze jedna ćwiczy w Warszawie. Nie ma jeszcze na świecie zespołu kobiecego. Być może Polska będzie taki w przyszłości mieć.

 
- Atmosfera w drużynie zbudowanej z ludzi doświadczonych życiowo zapewne jest wyjątkowa. To muszą być twarde charaktery. Piłkarze chcący walczyć, nadal oddawać się swojej pasji, mimo życiowych tragedii…

 
- Rzeczywiście atmosfera jest znakomita. Jako grupa jesteśmy bardzo zwarci. Temat niepełnosprawności wśród ogółu społeczeństwa nie jest często poruszany, może być kłopotliwy. Natomiast my się z tym zmierzyliśmy, pogodziliśmy i potrafimy w swoim gronie nawet z tego żartować.

 
- W jaki sposób trafia się do kadry Polski?

 
- Każdy kto ma jakąś dysfunkcję może zgłosić się na zgrupowanie. Odbywa się co jakiś czas w sobotę i niedzielę. Natomiast same treningi to jeszcze nie reprezentacja. Zawodnicy biorący udział w zajęciach są bacznie obserwowani przez trenerów pod kątem umiejętności i naprawdę trzeba dać z siebie bardzo wiele, żeby zyskać w ich oczach uznanie. Nie ma miejsca na rekreacyjne podejście.

 
tomasz-pytlowski- Można przypuszczać, że reprezentacja będzie się rozwijać. Nadal jest spora grupa osób o niej nie wiedząca. Zapewne są i tacy, którzy dojrzewają do decyzji o spróbowaniu sił. Sądzisz, że z czasem do kadry będzie się coraz trudniej dostać?

 
- Zdecydowanie tak. Dwa lata temu, gdy chłopaki byli na pierwszych mistrzostwach świata,  konkurencja była zdecydowanie mniejsza. Teraz, przy większej liczbie piłkarzy, już z tej grupy ktoś nie zagrał, wypadł ze względów sportowych. Pojawia się rywalizacja, chęć udowodnienia, że to mnie należy się miejsce. To wszystko podnosi poziom.

 
- Szkoleniowcy są związani z piłkarskimi klubami?

 
- Tak. Przykładowo Marek Dragosz był kiedyś związany z Clepardią Kraków, doświadczenie zawodowe zdobywał również w Afryce. Bardzo poważnie podchodzi do swoich obowiązków, podobnie zresztą jak jego asystenci – trener bramkarzy Krzysztof Wajda i Grzegorz Skrzeczek. Trener Dragosz przyznawał, że kiedy zaczął zajmować się amp futbolem, nie wiedział jak do tego podejść, bo to była w Polsce nowość, ale po pierwszym treningu zauważył, że nie może być taryfy ulgowej. Liczy się tylko profesjonalizm (na stronie www.ampfutbol.pl trener zapytany w ankiecie dlaczego pracuje z reprezentacją, odpowiedział: “bo to unikalna sprawa, coś wyjątkowego i nieskażonego gwiazdorstwem” – przyp. red.)

 
- Przybliżysz mniej zorientowanym kibicom na czym polega amp futbol, jaka jest jego specyfika?

 
- Poza kilkoma wyjątkami jest to normalna gra w piłkę nożną. Boisko ma wymiar 60 na 40 metrów, pole karne 10 na 6 metrów, a wymiary bramki to 2 na 5 metrów. Można zatem przyjąć, że jest to typowy “orlik”. W polu mogą grać piłkarze poruszający się na kulach łokciowych z jednostronną amputacją, bądź dysfunkcją nogi, natomiast bramkarz musi mieć sprawne kończyny dolne, z kolei z powodów losowych nie ma ręki. Nie można grać żadną częścią amputowanej nogi, byłoby to niesprawiedliwe, jako że niektórzy mają amputację biodrową, a komuś na przykład odjęto stopę. Takie zagrania są nieprzepisowe. Traktuje się je tak samo jak w normalnym futbolu dotknięcie piłki ręką. Rzutem wolnym karane jest też zagranie kulą. Bramkarz wychodząc poza pole karne, otrzymuje czerwoną kartkę. Drużyna składa się z siedmiu zawodników. Mecz trwa 50 minut. Zmiany są dokonywane “na gwizdek”, z przerwą w grze. Na boisku może naraz pojawić się dwóch nowych piłkarzy, ale ci którzy schodzą nie kończą meczu, ponownie mogą wejść na plac gry.

 
Foto: Grzegorz Press- Przez wiele lat grałeś w piłkę na pełnowymiarowym boisku. Te pięćdziesiąt minut jest porównywalne jeśli chodzi o wysiłek, wydatek energetyczny z dziewięćdziesięcioma?

 
- Tak, wydaje mi się nawet, że amp futbol zabiera więcej sił. Tutaj samo poruszanie się, już nie mówiąc o biegu za piłką, czy udziale w akcji, jest bardzo meczące. Trzeba brać pod uwagę wszystkie założenia taktyczne, przesuwać się, dublować pozycje.

 
- Jak dobiera się piłkarzom pozycje na boisku? Sprawność prawej lub lewej kończyny ma zapewne duże znaczenie?

 
- Oczywiście jest to ważne. Ja akurat mam amputowaną prawą nogą, a właśnie nią się posługiwałem grając wcześniej w piłkę. Jest mi zatem trudniej. Nie stawia mnie to w uprzywilejowanej sytuacji. W treningach wszystko idzie jednak w dobrym kierunku. Na pewno się rozwijam, a lewą nogą kopię teraz dużo lepiej niż wtedy, gdy byłem pełnosprawny. Nie można doprecyzować jaka jest moja pozycja. Akurat niezbyt wiele było meczów przez ostatni rok, ale w układzie taktycznym 1-2-3-1, trener ustawia mnie raczej na lewej stronie obrony, ewentualnie w środku pola.

 
- W drugiej połowie czerwca reprezentacja Polski zagrała dwa oficjalne mecze z Ukrainą w Suwałkach. Zagrałeś w jednym z nich, więc przy Twoim nazwisko pojawiło się magiczne dla każdego piłkarza “1A”. Powołanie na oficjalne mecze reprezentacji Polski było zaskoczeniem?

 
- Przede wszystkim to spełnienie marzeń. A czy byłem zaskoczony?… Nie jestem z natury zbytnim optymistą, widziałem jak wyglądały treningi, praca piłkarzy na zgrupowaniu, wiem jaki jest mój poziom względem chłopaków dłużej trenujących, dlatego powściągliwie podchodziłem do sprawy. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale w reprezentacji są zawodnicy grający wcześniej w III, IV czy V lidze. Jako ciekawostkę podam, że nasz bramkarz zdobył niedawno w klasie A tytuł króla strzelców występując w rozgrywkach z pełnosprawnymi piłkarzami. To pokazuje jaka jest siła tej drużyny. Ostatecznie znalazłem się w 18-osobowej kadrze i zagrałem z orłem na piersi. W życiu nie przypuszczałem, że osiągnę poziom wyższy niż klasa B. Cała oprawa meczów była bardzo profesjonalna. PZPN nas nie wspiera finansowo, ale dostaliśmy stamtąd sprzęt – stroje piłkarskie, dresy, koszulki polo, torby piłkarskie.

 
tomasz-pytlowski-5- Jest szansa na to, że amp futbol będzie z czasem mocniej promowany, wspierany finansowo, choćby przez główną centralę?

 
- Mam taką nadzieję. Jest to możliwe, jeśli dyscyplina będzie rozwijała się tak dobrze jak obecnie. Media tworzą dobry klimat dla tej reprezentacji. Między innymi dzięki nim może osiągniemy kiedyś pełne prawa, zostaniemy zauważeni przez Ministerstwo Sportu czy Polski Komitet Olimpijski, a co za tym idzie może i start w paraolimpiadzie nie będzie mrzonką.

 
- Pierwsze Twoje marzenie – mecz w narodowych barwach stał się faktem, teraz możesz zrealizować kolejne – zagrać w mistrzostwach świata w Meksyku.

 
- Trafiłem do reprezentacji w ubiegłym roku po Amp Futbol Cup w Warszawie, którego kolejna edycja będzie za dwa miesiące i wstrzeliłem się w oficjalne rozpoczęcie przygotowań do tych mistrzostw. Wszystkie treningi są od tego momentu ukierunkowane pod kątem mundialu, który zacznie się z końcem listopada. Nie pozostaje mi nic innego jak walczyć o powołanie. W tej chwili moim priorytetem jest zagranie we wspomnianych wrześniowych spotkaniach. Tam będą cztery oficjalne mecze plus dwa sparingowe. Chciałbym się dobrze zaprezentować.

 
- Przed mistrzostwami świata przeprowadza się eliminacje?

 
- Nie. Decyduje pozycja w rankingu i reprezentacyjny dorobek. W 2010 roku w Argentynie było 18 drużyn. Polska w nich nie uczestniczyła, jako że nie było jeszcze kadry narodowej. Dwa lata później w turnieju rozgrywanym w Rosji wzięło udział 12 zespołów, a Polacy zajęli 11 lokatę.  Prawdopodobnie również 12 ekip wystąpi w Meksyku.

 
- Jako piłkarze kadry macie kontakt z zawodnikami, trenerami, pracującymi w polskiej ekstraklasie?

 
- Nie, ale byłaby to na pewno fajna sprawa. Akurat na swoim pierwszym zgrupowaniu występowałem przed szerszą publicznością. Graliśmy “wewnętrzny” mecz w ramach promocji naszej dyscypliny podczas europejskiej konferencji trenerów na Torwarze. Z tego co wiem, każdy z obecnych tam szkoleniowców analizował grę innego piłkarza. Trudno mi powiedzieć czy tam były jakieś trenerskie europejskie tuzy. Z polskich trenerów zauważyłem Tomasza Hajto. A propos tego meczu mogę powiedzieć, że miałbym świetne wejście w struktury reprezentacyjne. Minimalnie chybiłem uderzając głową, a mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

 
tomasz-pytlowski-6- Jesteś bardzo zajętą osobą. Wykładasz na uczelni robiąc doktorat, grasz w piłkę, trenujesz, pracujesz, od niedawna działasz w zarządzie macierzystego klubu Orzeł Radocza. Jak sobie z tym radzisz?

 
- Może nie łączę tego wszystkiego bez problemu, ale cóż by w tym było ciekawego, gdyby wszystko przychodziło łatwo. Daję radę. Jeśli biorę na siebie jakieś zobowiązanie, staram się je wypełnić.

 
- Amp futbol pozwolił Ci stać się na powrót czynnym sportowcem…

 
- Poznałem dzięki niemu wielu świetnych ludzi; trenerów i piłkarzy. Nie jesteśmy grupą rencistów, jeśli ktoś tak myśli. W pełni realizujemy swoją pasję. Mam jednak w życiu trochę szczęścia w nieszczęściu - kończy z uśmiechem Tomek.

 

 
PAWEŁ KRĘCIOCH

 

 
Fotografie Tomasza Pytlowskiego ze strony ampfutbol.pl