• 002
  • 002
  • slider003
  • moja liga
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C1 -> Skawa Jaroszowice – Korona Skawinki. „Sprzeczka w zespole receptą na gola”.

Skawa Jaroszowice – Korona Skawinki. „Sprzeczka w zespole receptą na gola”.

DSC01966 START

Liczba gier poszczególny zespołów w klasie C I jest dosyć zróżnicowana. Na razie przy analizie tabeli więcej jest gdybania niż wyciągania konstruktywnych wniosków. Faktem jest jednak, że w sobotę, 21 maja, na boisku w Jaroszowicach spotkały się czołowe wiosną zespoły. Skawa miała przed potyczką dwa wygrane spotkania, a jej przeciwnik – Korona Skawinki grała czterokrotnie, dwa razy wygrywając, dwukrotnie dzieląc się punktami. Okazało się, że passa meczów bez porażki obu ekip została podtrzymana. Starcie zakończyło się remisem 2:2. Jaroszowiczanie podzielili się punktami po raz pierwszy w sezonie, a na „Koroniarzy” w rewanżach sposobu nie znalazł jeszcze żaden gospodarz, choć grali na obcych boiskach już trzykrotnie.

 
DSC01943SKAWA JAROSZOWICE – KORONA SKAWINKI 2:2 (1:2)

 
Bramki: Listwan 24, Mikołajczyk 67 – Pocielej 39, D. Słonina 43 (karny).

 
Sędziowali: Sławomir Zięba (główny) oraz Stanisław Pochała i Czesław Pochopień. Żółte kartki: Cholewka, M. Galas – Porębski. Widzów 70.

 
SKAWA: A. Chmiel – Cholewka, Koczot, M. Galas, Załuski – Sz. Pietrzak (67 Warchał), Mrugacz, Mikołajczyk, Bucki (88 Marchewka) – Prokopiuk (88 Grzyb), Listwan.

 
KORONA: Porębski – K. Gibas, D. Słonina, R. Słonina, Skupień – Kot (72 Fabiś), Białek, R. Gębala (64 J. Gibas), Norek – Pocielej, Lempart.

 

 



 

 
DSC01946Z Jaroszowic – PAWEŁ KRĘCIOCH

 
Z animuszem chcieli wejść w spotkanie gospodarze (niebieskie stroje). Widocznie założyli szybkie zdobycie gola. W pierwszych dwudziestu minutach częściej przebywali na połowie rywala, próbując kombinacyjnych akcji przed polem karnym, urozmaicanych próbami rozrzucania piłki szczególnie do prawego skrzydła, bo lewy korytarz był lepiej blokowany. Fajerwerków z tego nie było. Korona uszczelniła obronę i właściwie tylko trzykrotnie w pierwszej „ćwiartce” spotkania pozwoliła Skawie na oddanie strzału.

 


DSC01974Nie tylko w pierwszej połowie, ale i całym spotkaniu większą kulturą gry wykazywali się jaroszowiczanie. Pokazali kilka ładnych akcji, choć brakowało im ostatniego podania lub w finalnym momencie następował przerost formy nad treścią – choćby nieudane próby zagrania piętą. Do tego w wielu akcjach brakowało chłodnej głowy i dostrzeżenia lepiej ustawionych partnerów. Zresztą współpraca między formacjami też nie układała się książkowo. Mobilność graczy, pokazanie się do gry, pozostawiały sporo do życzenia. Mimo wszystko Skawa zagrała na trójkę z plusem. Na jaką zatem notę zapracowali goście? Na bardzo podobną. Wprawdzie obrali dużo prostsze środki, mające przynieść wymierne skutki, ale stosowali je dosyć solidnie. Operowali długim, oswobadzającym podaniem, licząc na dwójkę swoich napastników, szczególnie ufali Pocielejowi, który ostatecznie swoje zadanie wykonał. W grze Korony dało się jednak zauważyć namiastki kombinacyjnego rozegrania. Jeśli „pod piłką” był grający trener Robert Gębala, pachniało świeżymi pomysłami. Kibiców i piłkarzy mogły momentami boleć oczy, bo trzeba było szukać wzrokiem piłki wykopywanej gdzieś wysoko, a słońce prażyło niemiłosiernie. W pierwszej połowie bramkarze byli zatrudniani, i owszem, ale najczęściej przy wybijaniu „piątek”, których było po kilka z obu stron.
DSC01954W 24 minucie po 30-metrowej centrze Mikołajczyka (rzut wolny), interwencji bramkarza i dobitce z bliska Listwana, trzy punkty w garści trzymali miejscowi. Rewanż mógł przyjść po niespełna dwóch minutach. Lempart centrował z lewej strony, przytomnie zachował się adresat podania, będący na pozycji spalonej i futbolówka trafiła na 10 metrze do Kota, wychodzącego na spotkanie z bramkarzem. Pomocnik gości pogubił się przy przyjmowaniu piłki i świetna szansa przepadła. Była to najlepsza akcja jaką goście skonstruowali w sobotniej potyczce. W 34 minucie powinno być 2:0. Prokopiuk znalazł miejsce na 20 metrze, huknął, piłka otarłszy się od rywala zmierzała do siatki tuż przy słupku, ale wtedy świetną robinsonadą popisał się w bramce Porębski.
Być może miejscowi gracze uśpieni łatwo zdobytym golem i jednak przewagą, nieco się zdrzemnęli, bo w ostatnich pięciu minutach przed pauzą dostali dwa mocne ciosy, a mogli kończyć „połówkę” nawet z bagażem trzech goli.
DSC01970Wydarzenia z 39 minuty pokazują, że być może warto na boisku szorstko wymienić uwagi, żeby podwyższyć poziom koncentracji. Trener Gębala wdał się w dyskusję z dwoma kolegami. Szybko, przy kontrze rywali, wyjaśniali sobie w żołnierskich słowach nieporozumienia. W tym momencie defensorzy Korony zażegnali niebezpieczeństwo i uruchomili kilkudziesięciometrowym podaniem wpadającego w pole karne Pocieleja. Wydawało się, że nic z tej akcji nie da się wycisnąć, bo napastnik gości był blokowany przy końcowej linii przez defensora, dodatkowo stracił impet i stał frontem do placu gry, ale w sobie tylko wiadomy sposób zdołał się odwrócić z rywalem na placach drepcząc po linii końcowej i stamtąd (!) wturlał piłkę do siatki. Zdezorientowany bramkarz, który ze spokojem wyszedł kilka metrów przed linię bramkowa, zahipnotyzowany patrzył jak futbolówka znika za linią. Cztery minuty później uderzył drugi grom. Strzelec gola Pocielej wyłożył piłkę w polu karnym Danielowi Słoninie, a ten został sprowadzony do parteru. Sędzia nie zawahał się wskazując na „wapno”. Piłkarski zabobon mówi, że piłkarz poszkodowany karnych nie strzela, ale w Skawinkach w gusła nie wierzą. Daniel Słonina wziął na siebie odpowiedzialność i dał drużynie drugiego gola, choć bliski odbicia piłki był A. Chmiel. Sparował ją, ale pod samo spojenie i tam właśnie wpadła do siatki. „Odgryźć” próbował się Prokopiuk, który po minięciu rywala na lewej stronie uderzył tuż nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry nieco szczęścia zabrakło Lempartowi, żeby z 7 metrów wpakować piłkę głową do siatki. Po centrze Gębali był w niełatwej sytuacji, okazał się sprytniejszy od obrońcy, ale zabrakło kilku centymetrów, żeby „Koroniarze” fetowali trzeciego gola.
DSC01965Przez pierwsze dziesięć minut drugiej połowy niewiele się działo ciekawego. W końcu, w 55 minucie Sz. Pietrzak ładnie rozrzucił piłkę ze środka do ścinającego z rogu „szesnastki” Listwana, którego strzał nogą odbił bramkarz. Nikt nie doskoczył, żeby dobić piłkę, choć miejsca nie brakowało. W drugim tempie, gdy nieco zorganizowała się obrona, nad bramką huknął jeden z miejscowych. Upał dawał się piłkarzom obu drużyn mocno we znaki. Do pewnego momentu gościom starczało sił, aby podwajać, a nawet potrajać rywali. Szybko zbiegali się w miejsce zarzewia akcji. Po 65 minucie w strefie pomiędzy polem karnym Korony a połową boiska robiła się już momentami duża luka. Goście cofali się głębiej, ambitnie jednak walcząc. Skawa nie potrafiła zagospodarować tego terenu. Zbyt mało grała skrzydłami, a i z porządna szarżą w centralną strefę miała problem, choć placu starczało. W 67 minucie Sz. Pietrzak otrzymał podanie na prawą flankę i w swoim ostatnim kontakcie z piłką zagrał wzdłuż pola karnego, a niezawodny Tomasz Mikołajczyk pewnie wpakował ją do „sieci” przy długim słupku. W ostatnich 25 minutach (sędzia doliczył trzy), praktycznie nic ciekawego pod bramkami się nie działo, choć podkreślić należy, że mimo, iż obrońcy Skawy od pierwszych minut wiedzieli, że czeka ich walka o wysokie piłki, to nie radzili sobie z tym zadaniem najlepiej, często gubiąc się po zwykłym wykopie gości na uwolnienie. Być może Korona napędziłaby więcej strachu, gdyby w 64 minucie boiska nie opuścił trener Gębala. Później zdecydowanie zabrakło zawiadowcy poczynań gości.

 

 
DSC01981Powiedzieli po meczu:

 
Robert Gębala, grający trener Korony:Nastawiliśmy się na walkę, stąd mecz momentami był chaotyczny. Wydaje mi się, że podołaliśmy kondycyjnie, co mnie nie dziwi, bo zimą przygotowywaliśmy się bardzo solidnie. Sądzę, że pewnie najmocniej ze wszystkich drużyn w tej lidze. Przyniesie to efekt. Niekoniecznie w tej rundzie. Może w następnej. Praca idzie do przodu. Praktycznie cały czas dysponuję optymalnym składem. Gospodarze są ograną drużyną, lepiej operują piłką. Jest w tej drużynie kilku chłopaków grających dużo wyżej. U nas występują w większości młodzi gracze. Ci starsi grywali maksymalnie w klasie B, może ktoś na A-klasowym poziomie. Idziemy do przodu krok po kroku. Jeśli da się grać piłką po ziemi – próbujemy. Jeśli nie – szukamy prostszych rozwiązań. To jest tylko klasa C. Nie zrobimy z tego futbolu z telewizji. Nie wiem czy remis jest dobrym wynikiem. Nie będę ukrywał, że przyjechaliśmy do Jaroszowic po trzy punkty, więc przed meczem nie wziąłbym podziału punktów „w ciemno”. W każdym meczu walczymy o pełną pulę. Różnie to wychodzi. Na razie nie przegrywamy. Chłopaki wywiązali się z zadań. Jestem z nich dumny. Może nie zawsze piłkarsko wygląda to tak jakby się chciało, ale uczymy się. Liczę też na to, że mimo wielu problemów, braku własnego boiska, z czasem doczekamy się sukcesu sportowego.

 

 
DSC01984Krzysztof Żak, szkoleniowiec Skawy:Do zdobycia pierwszego gola gra wyglądała przyzwoicie, a potem wszystko się popsuło. Chłopaki nie realizowali tego, co sobie założyliśmy. Można powiedzieć, że wszystko robili na opak. Zamiast rozgrywać, przetrzymać piłkę, wchodzili w dryblingi, grali „pod siebie”. Z tego rodzą się straty. W takim upale zmęczenie się nawarstwia i z czasem brakuje sił, żeby wracać. Traciliśmy siły na własne życzenie. Przy grze na kilka kontaktów, to przeciwnik by się męczył. Zresztą widać to było po gościach w drugiej połowie. Nie umieliśmy tego wykorzystać. Za szybko próbowaliśmy rozgrywać. Brakowało ruchu z przodu. Na pewno dało się odczuć brak trzech zawodników z podstawowego składu. Nie mogli zagrać stoper i zarazem kapitan Ryszard Jucha, prawy obrońca Krystian Łysoń, w ataku zdecydowanie brakowało Michała Pietrzaka, który w tym spotkaniu wykorzystując swój wzrost i siłę na pewno porozpychałby nieco obrońców, utrudniłby im grę. Ważne, że nie przegraliśmy. Ciężko nam w tym meczu szło. Pilnujemy swojej pozycji. Mamy dwa mecze zaległe w stosunku do Tarnawianki. Korona do nas nie doskoczyła. Remis nas na pewno nie załamuje. W czwartek czeka nas zaległy mecz w Bugaju. To trudny teren. Jako lider nie mamy tak łatwo jak jesienią, kiedy szybko otwieraliśmy wyniki. Teraz rywale się na nas mobilizują.

 
(PK)

 

Aby powiększyć zdjęcia, należy na nie kliknąć.