• moja liga
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Setki goli Jacka Koczura… “Im więcej potu na treningu, tym mniej jest go podczas meczu”

Setki goli Jacka Koczura… “Im więcej potu na treningu, tym mniej jest go podczas meczu”

foto_koczur-crop

Biorąc pod lupę dokonania snajperskie w meczach rozgrywanych pod egidą OZPN Wadowice w ostatnich ponad dwóch dekadach, znalezienie napastnika lepszego od 43-letniego obecnie Jacka Koczura jest niewykonalne. Trudno zresztą przypuszczać, żeby kiedykolwiek ktoś pobił jego strzeleckie rekordy w ligach amatorskich. Obecnie utalentowani piłkarze mają większe możliwości zaistnienia w profesjonalnych ligach. Od ich determinacji zależy czy dobrną do obranych celów. Kilka przykładów z “wadowickiego podwórka” pokazuje, że jest to jak najbardziej możliwe.

 

 

- Mnie jako młodemu człowiekowi nie miał kto podpowiedzieć co zrobić ze smykałką do strzelania goli, jak to przełożyć na grę gdzieś wyżej - tłumaczy Jacek Koczur. – To była inna piłka. Utalentowanych chłopaków było więcej niż obecnie, ale nie mieli nikogo wokół siebie. Teraz jest odwrotnie. Dobrze kopiących piłkę jest mniej, ale na każdego przypada kilku lepszych lub gorszych doradcówdodaje.

 
Jacek Koczur jest w seniorskim futbolu od prawie 30 lat. Jako że był drobnym dzieckiem rodzice w trosce o jego zdrowie długo nie pozwalali mu występować na boisku. Kopał więc piłkę gdzie się dało, najczęściej na podwórku. Dopiero w piątej klasie podstawówki zapisał się do juniorów drużyny ze swojej miejscowości – Stanisławianki. Od razu wykazywał się niebywałą skutecznością, toteż z młodszymi kolegami długo nie pograł.

 
- W seniorach Stanisławianki zadebiutowałem mając nieco ponad 14 latprzypomina. – Dziś raczej nie byłoby to możliwe, ale wtedy były inne przepisy.

 
Wydawać by się mogło, że to będzie duży przeskok dla młokosa, ale on czuł się wśród starszych graczy świetnie. Skuteczność nie spadała. Szybko stał się na bardzo wiele lat bardzo ważną postacią zespołu. Jak sam podkreśla trafił na dobrych trenerów.

 
- Szkoleniowcem który nauczył nas grać w piłkę był Jerzy Stokłosa (były piłkarz Kalwarianki i ekstraklasowej Cracovii – przyp. red.) – zaznacza. – To był na tamte czasy profesjonalista. Trenera o takiej wiedzy żadna z drużyn nie posiadała. Wiele zawdzięczam też Zbigniewowi Wiąckowi, uczącego nas “krakowskiej” piłki. Najlepszy okras mojej gry przypadł, gdy Stanisławiankę prowadził wspomagając nas na boisku kolega Dariusz Wilk. On wdrożył przed 15 laty nowoczesną grę. Po awansie do “okręgówki” przez kilka lat byliśmy silną drużyną, mocno walcząc w jednym sezonie o IV ligę.



 

 
foto_koczur-crop3-cropCo to znaczy, że Jacek Koczur (na zdjęciu obok) był i nadal jest skutecznym napastnikiem? Kilka bramek w każdym sezonie na przestrzeni wielu lat, parę goli co któryś mecz? Piłkarz ze Stanisławia nigdy statystyk nie prowadził, a szkoda. Można jednak wyliczyć, zgłębiając temat z rozmówcą, że pokonywał bramkarzy rywali przynajmniej… 550 razy. Liczba robiąca wrażenie, ale jest raczej dolną granicą niearchiwizowanych osiągnięć napastnika, równie łatwo strzelającego w klasie B, co i w “okręgówce”, w której dwukrotnie zdobywał tytuł “króla strzelców”, w obu przypadkach notując na tym poziomie prawie 30 goli.

 
Nawet jak w innych sezonach nie było tych goli 30, to zawsze 20-25analizuje piłkarz. – Pewnie, że mógł się trafić jakiś słabszy okres, ale nie kojarzęuśmiecha się. – Średnio strzelałem te 25 bramek. W klasie A było jeszcze lepiej, a kiedy wygrywaliśmy klasę B, zaliczyłem w jednym sezonie 50 trafień. To był mój rekord. Kilka razy zdarzało się w jednym meczu pokonać bramkarzy po 8, 9 razyprzypomina i dopowiada: – Trenerzy jednak często ganili mnie za nieskuteczność.

 
Dodać należy, że do podanej tu ogólnej liczby nie są wliczone żadne trafienia z Pucharu Polski, jak najbardziej oficjalne, a przez ponad 25 lat gry i kilku meczów w każdej edycji musiało się ich uzbierać bardzo wiele.

 
Wydawać by się mogło że Jacek Koczur to “sęp pola karnego”, tymczasem przez wszystkie lata swojej gry zachowuje się pod bramką rywala wyjątkowo altruistycznie.

 
- Wielką frajdę sprawia mi dogranie ostatniej piłkitłumaczy. – Nigdy nie byłem pazerny na bramki. Po prostu tak się składa, że umiem strzelać gole. W czasach wspomnianego okresu gry w “okręgówce” stworzyliśmy naprawdę świetnie rozumiejący się duet z Arturem Jurkiem. Byliśmy bardzo skuteczni, a przy okazji “dzieliśmy się” bramkami.

 
W zakończonej rundzie Jacek Koczur reprezentował Relaks Wysoka i zdobył 8 goli.

 
- Ja już o nic się nie ścigam, nie muszę nikomu nic udowadniać, jak zawsze gram dla przyjemnościtłumaczy piłkarz. – Gdybym się nastawił na zdobywanie kolejnych bramek, miałbym ich na koncie wiele więcej, ale tak jak mówiłem – lubię dograć piłkę, czasem do pustej bramki. Są w drużynie młodsi ode mnie. Tacy których nie było na świecie, gdy ja już biegałem po boiskach. Niech oni mają największą satysfakcję. Jeśli pokonają bramkarza mam ją i ja, bo dobrze wykonałem swoją pracę na boisku.

 
Przed kilkunastoma laty, gdy piłkarz miał lepszą dynamikę nikogo nie dziwiły jego samotne akcje ze środka boiska, podczas których uskuteczniał swoisty slalom łatwo mijając rywali, żeby na koniec “położyć” bramkarza, pozwolić się mu podnieść, a potem “nawinąć” wracającego obrońcę i znów sprowadzić golkipera do parteru. W końcu piłka lądowała w siatce.

 
- Były tego typu szarżeśmieje się piłkarz. – Człowieka cieszyła efektowna gra, wiedział na co go stać, więc i takie bramki padały.

 
Mimo posiadania wszystkich przymiotów jakie napastnika powinny cechować – dryblingu, świetnej techniki, przeglądu pola, umiejętności współpracy, czytania gry, precyzji, Jacek Koczur najwyżej grał w IV lidze, gdy znalazł się w Kalwariance na wypożyczeniu. Jak to możliwe, że nikt nie zwrócił uwagi na talent ze Stanisławia.

 
- Może właśnie dlatego, że byłem z wioski trudno było kogoś sobą zainteresować - zastanawia się snajper. – Kluby cieszyły się, że mają dobrych piłkarzy. Działacze nie chcieli się ich pozbywać. Nie mogę powiedzieć, że nikt się mną nie interesował. Obserwowała mnie Cracovia, ale wtedy popełniłem błąd…  Byłem też na zgrupowaniu kadry Małopolski. Nie miał kto człowiekiem pokierować, nie wiadomo było komu zaufać. Gdybym miał te dwadzieścia kilka lat dziś, wiedziałbym co zrobić.

 
W wieku 43 lat piłkarz jest w dobrej formie fizycznej, przygotowany do sportowej walki jak zawsze. Właśnie dlatego zdecydował, że po zakończeniu czteroletniej przygody z Relaksem wróci do macierzy – Stanisławianki.

 
- Nie wiem dlaczego Relaks z tyloma doświadczonymi graczami, w większości ogranych w “okręgówce” nie potrafił przekuć potencjału na sukceswraca do występów w tym klubie. – Często się nad tym zastanawialiśmy w gronie chłopaków, z trenerem. W 90 procentach przypadków pierwsi zdobywaliśmy bramkę, potem wkradały się chwile dekoncentracji, może przekonanie, że jesteśmy lepszą drużyną i kończyło się stratą punktów. Bardzo dobrze jednak wspominam czas tam spędzony. Chcę skończyć grać w piłkę w Stanisławiance, to jest mój klub. Umowa przewiduje, że na pewno zagram tam rundę wiosenną. Nie chcę określać co będzie dalej. Jeśli będę czuł się na siłach, w dobrej dyspozycji i w klubie uznają że nie przeszkadzam, a mogę jeszcze pomóc, to być może zagram dwa lub trzy sezony. Piłka to moje życie. Nie wyobrażam sobie go bez niej. To całotygodniowy rytuał. Treningi, przedmeczowa adrenalina, samo spotkanie. I od nowa. Nie mógłbym nie trenować dwa razy w tygodniu, nie zagrać meczu. Staram się zarazić swoją pasją juniorów Stanisławianki, których prowadzę. Wydaje mi się, że mam z nimi dobry kontakt. Praca trenera mi się podoba. Zresztą dwukrotnie prowadziłem też przez jakiś czas seniorów w Stanisławiu. Chcę wpoić młodym chłopakom zasady, chęć do sportu. Talent jest bardzo ważny, ale tylko wtedy, gdy się cały czas nad swoją dyspozycją pracuje. Jeśli najmłodsi piłkarze chcą coś osiągnąć muszą wylać więcej potu na treningu, wtedy na meczu będzie go mniej. Formy na play station nie wypracują. Niestety coraz więcej młodzieży uznaje, że uprawia sport poprzez komputer.

 
Póki co tradycje piłkarskie w rodzinie Koczurów nie będą kontynuowane. Być może w następnym pokoleniu. W ślady taty nie poszedł 23-letni syn.

 
- Ma inne zainteresowania, piłka nożna nigdy nie była jego pasjąmówi Koczur senior. – Za to wielkimi fankami piłki nożnej są moje córki i żona. Nie spieszy mi się do bycia dziadkiemuśmiecha się Jacek Koczur. – Gdyby jednak kiedyś wnuk miał do piłki talent, wiedziałbym jak nim pokierować.

 
PAWEŁ KRĘCIOCH