• moja liga
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> „Manita” Czopka, „czteropak” Kwiatkowskiego. Kolejka bez niespodzianek.

„Manita” Czopka, „czteropak” Kwiatkowskiego. Kolejka bez niespodzianek.

DSC01803 START

Królami polowania zostali w ostatniej kolejce Czopek z Grodu Grodzisko i Kwiatkowski z Czarnych Koziniec. Dziurawili siatki aż miło. Obeszło się bez sensacyjnych rozstrzygnięć. Najbardziej emocjonujący mecz zapewne oglądali kibice w Chrząstowicach, gdzie miejscowego Sokoła zmyła jednak witanowicka „Skawa”.

 

 
ZASKAWIANKA ZASKAWIE – GRÓD GRODZISKO 0:7 (0:3)

 

 
Bramki: Czopek 12, 18, 49, 69, 88, Kluska 28, Stanek 58.

 

 
GRÓD: Klaja – Dziedzic, Szlęzak, Noworyta (83 Kutermak), Kluska – Ciemiera, Polus, A. Stanaszek (65 R. Stanaszek), Dominik Kajfasz (68 Woźniak) – Stanek, Czopek.

 



 
To nie był zwykły mecz. Niecodziennych sytuacji w tym spotkaniu zdecydowanie nie brakowało. Przede wszystkich pięć bramek Czopka to świetny i rzadki wynik. Na dodatek warto zaznaczyć, że goście aż pięć goli zdobyli po stałych fragmentach gry.

 

 
- W tym tygodniu trenowaliśmy stałe fragmenty gry i to wypaliło. Mam kilku zawodników, którzy są mocni fizycznie. Akurat strzelający ze stałych fragmentów Czopek nie ma najlepszych warunków fizycznych. Za to „ma nosa” do bramek  – ocenia Adam Kutermak, trener Grodu.

 

 
Rozstrzeliwanie gospodarzy zaczęło się w 12 minucie. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Kajfasza, Czopek z trzech metrów do siatki trafił po raz pierwszy. Chwilę później Kajfasz dośrodkował z rzutu rożnego. Czopek wcześniej nogą, a teraz głową znowu pokierował futbolówkę do siatki. Później za wykonanie rzutu rożnego wziął się Ciemiera, a głową piłkę do bramki wpakował Kluska. Po przerwie koncert gości trafił dalej. Znowu Kluska zacentrował z rogu, a skutecznym wolejem z pięciu metrów błysnął Czopek. Piąty gol w końcu padł z akcji. Ciemiera przejął piłkę, podał do Stanka, a ten minął obrońcę i poradził sobie z bramkarzem. Ciemiera „maczał palce” także przy kolejnym trafieniu. Wyprowadził futbolówkę z obrony, zagrał do Czopka, a ten nie miał problemów z wykończeniem akcji. Czopek swoje popisy strzeleckie zakończył w 88 minucie. Oczywiście znowu ze stałego fragmentu gry zacentrował Kluska, a Czopek głową z 10 metrów po raz piąty i ostatni zaskoczył golkipera.

 

 
- Okazji mieliśmy naprawdę sporonie ukrywa Adam Kutermak, grający szkoleniowiec Grodu.To była najsłabsza drużyna z jaką graliśmy i nie zawiesiła nam zbyt wysoko poprzeczki. Przez pierwsze 20 minut dopóki gospodarze mieli siły, to próbowali nam przeszkadzać, ale potem nasza dominacja nie podlegała dyskusji. Nie pamiętam takiego wyniku i takiej naszej dominacji, a trzeba przyznać, że Zaskawianka kadrowo nie jest taka słaba, bo ma paru zawodników ogranych na wyższym poziomie. Czopek, który jest lewym pomocnikiem dziś zagrał jako drugi napastnik i to zdało egzamin, może tam jest jego miejsce.

 

 

 

 
ORZEŁ II RYCZÓW – CZARNI KOZINIEC 2:7 (1:3)

 

 
Bramki dla Czarnych: Kwiatkowski 5, 25, 33, 60, Dyrcz 47, 70, Kasicki 53.

 

 
CZARNI: M. Kołodziejczyk – M. Kudzia, Worytko, J. Kudzia, Pawlik – Kasicki (75 Zaborowski), Potoczny, Hałabis, Kwiatkowski, Boczoń (55 Wróbel) – Dyrcz.

 

 
Czarni Koziniec nie mieli problemów z wypunktowaniem rezerw Orła, choć w ekipie gospodarzy zagrało kilku zawodników mających ogranie w wyższych ligach takich jak Srokosz, Maślona, czy najbardziej znany, już 48-letni Ryszard Czerwiec. Już w 5 minucie Dyrcz wypuścił Kwiatkowskiego, ten przelobował bramkarza i było 0:1. Niedługo potem padł gol na 1:1, ale zespół z Kozińca szybko powrócił na prowadzenie. Kwiatkowski dostał piłkę od Kasickiego, „związał” dwóch obrońców w tym doświadczonego Czerwca i przymierzył obok słupka. Gol na 3:1 padł po najładniejszej akcji w tym meczu. Kwiatkowski z Hałabisem we dwóch rozklepali obronę Orła, ten pierwszy wyszedł sam na bramkarza i skompletował hat-tricka. Idealną sytuację miał jeszcze Dyrcz, ale jej nie wykorzystał, zostawiając amunicję na drugą część gry, którą rozpoczął z przytupem. Tym razem po podaniu Kwiatkowskiego wygrał pojedynek z bramkarzem. Swojego gola dołożył też Kasicki, po wrzutce z boku Hałabisa i strzale głową. Kwiatkowski i Dyrcz często obdarowali się podaniami i tak było przy dwóch ostatnich bramkach. Najpierw po asyście Dyrcza, Kwiatkowski minął obrońcę i dopełnił formalności, a potem obaj panowie zamienili się rolami i to Dyrcz posłał futbolówkę między słupki.

 

 
- Jestem dumny z chłopaków i chciałem im pogratulować bardzo dobrego meczu i wynikupodkreśla grający trener Czarnych Daniel Zaborowski.Zagrali dzisiaj fantastyczny mecz. Udowodnili, że potrafią i oby tak grali do końca sezonu. Wszyscy dzisiaj zagrali na wysokim poziomie, nie było u nas słabych punktów. Do składu powrócili Hałabis i Kwiatkowski, którzy potrafią zrobić różnicę. Od początku mieliśmy grać swoje, na luzie i to wypaliło. Całkowicie zdominowaliśmy środek pola i podejmowaliśmy dobre decyzje w obronie. Teraz chcemy przełamać się u siebie.

 

 

 

 
VICTORIA PÓŁWIEŚ – DĄB II PASZKÓWKA 2:0 (0:0)

 

 
Bramki dla Victorii: M. Dawidowicz 70, Korecki 80 (karny).

 

 
VICTORIA: Srokosz – Rybarz, K. Łąka, Piórkowski, P. Maślona – P. Dawidowicz, M. Dawidowicz, T. Maślona, Maj (50 Sikora) – M. Maślona (80 Krężołek), Korecki.

 

 
Victoria długo nie potrafiła skruszyć muru zespołu z Paszkówki. Dwie okazje jeszcze przed przerwą miał Maciej Maślona. W sytuacjach „oko w oko” z bramkarzem nie zachował jednak zimnej krwi. Jedną „setkę” zmarnował też Piotr Dawidowicz. Już po przerwie z pięciu metrów bramkarza nie zdołał pokonać Korecki. Trzeba przyznać, że golkiper rezerw Dębu spisywał się znakomicie. Sposobu na niego nie potrafił znaleźć do pewnego momentu Michał Dawidowicz. Jedna z jego prób także zakończyła się niepowodzeniem. W końcu w 70 minucie Korecki dośrodkował z prawej strony boiska, piłka minęła wszystkich na polu karnym i dotarła do Piotra Dawidowicza. Ten przerzucił ją głową nad obrońcami do Michała Dawidowicza, który nie namyślając się długo trafił z pierwszej piłki po ziemi. Dziesięć minut później sfaulowany w polu karnym został Krzysztof Łąka. Rzut karny pewnie wykorzystał Korecki, ustalając wynik tego spotkania.

 

 
- Kwestią czasu w tym meczu było to, aż w końcu się przełamiemy i strzelimy golamówi Michał Dawidowicz, zawodnik Victorii.Przeważaliśmy, graliśmy piłką, a goście głównie się bronili i grali długie piłki za obrońców, choć w pierwszej połowie raz trafili w poprzeczkę. Nie strzelaliśmy bramek po klarownych sytuacjach i było trochę nerwowości z tego powodu. Brakowało nam skuteczności. Oprócz tego dzisiaj naprawdę fajnie to wyglądało. Szkoda kartki Rybarza, bo zabraknie jego i dwóch bramkarzy na najważniejszy mecz z Witanowicami. Jesteśmy jednak bojowo nastawieni i na pewno powalczymy w tym meczu.

 

 

 

 
GRONIE ZAGÓRNIK – ORZEŁ RADOCZA 2:0 (1:0)

 

 
Bramki: Ficek 20, Babiński 65.

 

 
GRONIE: Kraus – Białek, Karcz, Góralczyk – Babiński, Kamil Góra, Fijołek, Michalak (70 Sz. Bury) –Żyrkowski (80 Gondko), Matusiak, Ficek.

 

 
ORZEŁ: Nowak – Cisoń, Kisała, Pustułka, Odrowąż – Bik (78 Kosowski), Strojny, Harmata, Piskorz (59 Nidecki) – Waliczek (76 Płaczek), Wesołowski.

 

 
Okazji w tym meczu dla gospodarzy nie brakowało. Jeszcze przed przerwą trzykrotnie sam na bramkarza wychodził Jacek Żyrkowski. Raz zastopował go Nowak, a dwukrotnie z linii bramkowej piłkę wybijali obrońcy. Dobrą okazję na piątym metrze zmarnował Babiński, źle przyjmując piłkę. Bramkowa akcja rozpoczęła się od rzutu z autu. Żyrkowski przedłużył podanie głową do Matusiaka, który zagrał w uliczkę do Ficka. Ten wyszedł sam na sam z bramkarzem i na raty zdołał go pokonać. Drugi gola padł po indywidulnej akcji Babińskiego. Najpierw jego dośrodkowanie zostało zablokowane, ale za chwilę skutecznie poprawił, strzelając z ostrego kąta pod poprzeczkę. Radoczanie sporadycznie zagrażali bramkę miejscowych. Dwukrotnie bliski szczęścia był Harmata. Miał piłkę na piątym metrze, jednak bramkarz umiejętnie skrócił kąt i nie dał się pokonać. W końcówce Harmata minął obrońcę, ale znowu nie znalazł sposobu na Krausa. Z daleka strzałów próbowali Cisoń, Kisiała, Strojny, ale bez efektu.

 

 
- Jestem zadowolony, bo z naszej strony była walka, nie było odpuszczania, stania, czy kłótnimówi Czesław Góra, prezes Gronia.Sytuacji w tym meczu było co niemiara i już do przerwy mogliśmy prowadzić z 5:0. Byliśmy lepsi od rywali, Karcz ładnie rozdzielał piłki, ale szwankowało u nas wykończenie. Orzeł jednak bardzo dobrze się spisał. Pokazali lwi pazur i zagrali ładny mecz.

 

 
- To był mecz toczony w szybkim tempieocenia Tomasz Pytlowski, prezes Orła.Nie brakowało akcji z dwóch stron. Piłkarze Gronia byli jednak szybsi i trochę lepsi od nas. Piłka się ich słuchała, natomiast u nas było trochę niedokładności. Wynik 2:1 oddawałby obraz gry w tym meczu. Brakowało u nas trzech podstawowych zawodników takich jak: Pszczeliński, Dyrcz i Lurka. Szczególnie doskwierał brak Dyrcza. Nie mieliśmy na ławce godnych zastępców.

 

 

 
W ostatnim meczu:

 

 
Sokół Chrząstowice – Skawa Witanowice 2:3

 

 
(PK)