• moja liga
  • moja liga
  • 002
  • slider003
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> Ligowi wyjadacze niestraszni najlepszej drużynie ligi.

Ligowi wyjadacze niestraszni najlepszej drużynie ligi.

czarni chrząstowice 1

Do sporej niespodzianki doszło na boisku Zaskawianki, która mimo, że do sezonu przygotowywała się z perypetiami, w sobotę powstrzymała jednego z kandydatów do awansu. Słabe spotkanie obejrzeli kibicie w Półwsi. Victoria pokonał Orła Radocza 1:0. Czarni Koziniec po ubiegłotygodniowej wpadce, znów weszli na dobrą drogę, po której od początku sezonu coraz większymi krokami idą do celu piłkarze z Grodziska. Na zdjęciu drużyny z Kozińca i Chrząstowic przed meczem.

 

 
ZASKAWIANKA ZASKAWIE – GRONIE ZAGÓRNIK 4:3 (2:1)

 

 
Bramki dla Gronia: Bałamucki 3, Ficek 60, Żyrkowski 80.

 

 
GRONIE: Krzysztof Góra – Babiński, Gondko, Góralczyk (72 Budziłek), Białek – Ficek, Karcz, Fijołek, Kamil Góra – Bałamucki (70 Sz. Bury), Żyrkowski.

 



 
Niemiłą niespodziankę dla siebie i kibiców sprawili zawodnicy Gronia. Zaczęło się jednak zgodnie z planem. Zaraz na początku meczu Fijołek zagrał piłkę za plecy obrońców, Bałamucki stanął oko w oko z bramkarzem i ten pojedynek wygrał. Groźnie zza 16 metrów uderzał jeszcze Żyrkowski, a Karcz trafił w boczną siatkę. Goście popełniali jednak spore błędy w defensywie i to między innymi przez nie do przerwy schodzili z jednobramkową stratą. W 60 minucie było jednak 2:2. Karcz wrzucił piłkę z boku boiska, a akcję głową na długim słupku zamknął Ficek. Później znowu dały o sobie znać koszmarne błędy zespołu z Zagórnika. Nadzieję na chociażby remis dał Żyrkowski. Po dośrodkowaniu Kamila Góry z rzutu wolnego, wykończył akcję ładnym uderzeniem z woleja. Pięć minut przed końcem gry Krzysztof Góra obronił rzut karny, a za chwilę „piłkę meczową” miał Żyrkowski, ale po jego uderzeniu głową futbolówka zatrzymała się na słupku i goście musieli przełknąć gorycz porażki. Po meczu w szeregach Groni zawrzało, czego efektem była rezygnacja trenera.

 

 
- W tym meczu więcej było chaosu jak grytwierdzi Czesław Góra, prezes Gronia. - Nie dość, że popełnialiśmy błędy w obronie, to jeszcze nie funkcjonowała u nas linia pomocy. Nikt nie wracał się po piłkę. Paru zawodników przeszło obok meczu.  Nie da się grać cały czas na Bałamuckiego, bo jest najwyższy. Musimy grać więcej po ziemi. Wszystkie górne piłki gospodarze kasowali. To był nasz najsłabszy mecz w tej rundzie. Niestety trener zastosował złe ustawienie, jego koncepcja drugi raz się nie sprawdziła. Powiedział, że odchodzi. Na razie nie będziemy mieć szkoleniowca, bo paradoksalnie lepiej graliśmy, kiedy go nie było.

 

 

 
SOKÓŁ CHRZĄSTOWICE – CZARNI KOZINIEC 2:4 (1:1)

 

 
Bramki dla Czarnych: Kwiatkowski 40, 60, Kasicki 70, Dyrcz 85.

 

 
CZARNI: M. Kołodziejczyk – Pawlik (35 P. Kołodziejczyk), Worytko, Wiercimak, J. Kudzia – Kasicki (85 Zaborowski), Hałabis, Adamczyk (75 Boczoń), Kwiatkowski, M. Kudzia (46 Grzyb) – Dyrcz.

 

 
Zwycięstwo okupione kontuzjami – tak można scharakteryzować ten pojedynek oczami Czarnych. Goście wygrali, ale z powodu kontuzji przedwcześnie zejść z boiska musieli Pawlik, Adamczyk, którzy doznali urazów na boisku oraz M. Kudzia. Tego drugiego musiała odwozić karetka do szpitala. Już na samym początku spotkania Kwiatkowski wycelował w słupek, a dwukrotnie sytuację sam na sam z golkiperem zmarnował M. Kudzia. Pierwszą bramkę w 40 minucie zdobył Kwiatkowski. Po długim wybiciu M. Kołodziejczyka, piłka przeszła przez obrońców, w wychodzący na czystą pozycję Kwiatkowski przelobował bramkarza. Chwilę później wyrównali gospodarze. Na 2:1 podwyższył Kwiatkowski po strzale z woleja z 4 metrów. Kolejny gol to znakomita akcja Kwiatkowskiego z Kasickim, którzy rozklepali obronę gości tak, że temu drugiemu zostało tylko dopełnić formalności. Na 4:1 podwyższył Dyrcz, który po podaniu Kwiatkowskiego wygrał pojedynek z bramkarzem, w samej końcówce Sokół zmniejszył rozmiary porażki.

 

 
- Lepiej słabiej grać i wygrywać niż grać lepiej i przegrywaćnawiązał do ostatniego meczu ze Skawą Witanowice trener Czarnych Daniel Zaborowski.W pierwszej połowie gra była taka, że nie dało się na to patrzeć, natomiast po przerwie wyglądało to już dużo lepiej. Nie możemy wejść dobrze w mecze. Gramy tak, jakbyśmy chcieli wygrać „na chodzonego”. W szatni na spokojnie wszystko sobie jednak wytłumaczyliśmy i później było już dobrze. Sokół to niezła drużyna, która z przodu ma dwóch fajnych chłopaków. Nastawiali się jednak typowo na kontrę. Byliśmy lepsi piłkarsko i kondycyjnie. Zwycięstwo dedykujemy koledze z Ukrainy o imieniu Artem.

 

 

 
VICTORIA PÓŁWIEŚ – ORZEŁ RADOCZA 1:0 (0:0)

 

 
Bramka: Korecki 56.

 

 
VICTORIA: Srokosz – P. Maślona, Piórkowski, Łąka, Rybarz – M. Dawidowicz, Raczek (60 Maj), M. Maślona, T. Maślona (80 Sikora) – Korecki, Krężołek.

 

 
ORZEŁ: Nowak – Lurka, Pszczeliński, Kisiała, Cisoń – Bik (74 Odrowąż), Strojny (64 Nidecki), Piskorz (57 Waliczek), Pustułka – Dyrcz, Harmata.

 

 
Dość słabe spotkanie oglądali kibice w Półwsi. Oba zespól stworzyły sobie ledwie kilka jakichkolwiek okazji pod bramką przeciwnika. Najciekawszą w pierwszej połowie po stronie gospodarzy miał Rafał Krężołek. Z pierwszej piłki trafił obok bramki. Po stronie Orła okazję miał Harmata, a z dalszej odległości mocnymi strzałami z rzutu wolnego bramkarza nękał Paweł Odrowąż. Srokosz był jednak na posterunku. Decydująca akcja miała miejsce w 56 minucie. Piłkę za plecy obrońców posłał Tomasz Maślona. Maciej Maślona już minął bramkarza i z ostrego kąta trafił w słupek. Wtedy jak spod ziemi wyrósł Korecki i dobił uderzenie kolegi z zespołu. Prócz strzałów Bika i Macieja Maślony po przerwie nie działo się nic ciekawego i to gospodarze mogli cieszyć się z zainkasowania kompletu punktów.

 

 
- To był nasz najgorszy mecz w sezonienie ukrywa Michał Dawidowicz, zawodnik Victorii.Nic nam się nie kleiło. Nie rozgrywaliśmy piłki, tylko kopaliśmy ją do przodu, a tam zgarniali ją obrońcy gości. Spotkanie nie należało do zbyt ciekawych, a Orzeł zagrażał nam głównie po stałych fragmentach gry. Patrząc na to co wcześniej graliśmy, dzisiejsze spotkanie trzeba określić jednym słowem – tragedia. Trafił nam się słabszy dzień i nie dysponowaliśmy najlepszym składem, ale to nie może być wytłumaczenie.

 

 
- Słabe spotkanie, bez piłkarskich fajerwerkówskwitował Tomasz Pytlowski, prezes Orła.Nie potrafiliśmy znaleźć sposobu na wyprowadzenie akcji pozycyjnej. Poza pierwszym kwadransem gry przeważaliśmy, próbowaliśmy konstruować jakieś akcje, ale bezskutecznie. Gospodarze skutecznie grali w destrukcji i rozbijali nasze ataki, czasami wychodząc z kontrą. Udało im się zdobyć jedną bramkę i dlatego wygrali.

 

 

 
ORZEŁ II RYCZÓW – GRÓD GRODZISKO 1:3 (1:0)

 

 
Bramki dla Grodu: Czopek 67, Szlęzak 76, Polus 86.

 

 
GRÓD: Klaja – Kutermak, Szlęzak, Noworyta, Kluska – Dziedzic, Polus, D. Kajfasz, A. Stanaszek (74 R. Stanaszek) – Ciemiera, Czopek (80 Woźniak).

 

 
- Kiedy zobaczyłem na rozgrzewce drużynę Orła, a potem spojrzałem w protokół, remis wziąłbym w ciemnomówi grający trener Grodu Adam Kutermak.W kadrze na mecz znaleźli się Ryszard Czerwiec, Roman Poltavets (grał w ukraińskiej ekstraklasie – przyp. red.), a także piłkarze jeszcze A-klasowego Orła, tacy jak: Srokosz, Chlebicki, Mozgała, Ciemiera czy Maślona.

 

 
Goście spodziewając się przewagi rywala, zmienili na pierwszą połowę plan. Zagęścili środek pola pięcioma pomocnikami, zostawiając na szpicy tylko jednego gracza. Planem było dowiezienie do przerwy korzystnego, bezbramkowego remisu.

 

 
- Plan się nie powiódł bo właśnie Poltavets zdobył gola po uderzeniu głową w końcówce pierwszej połowy, ale zagraliśmy dobrze podsumowuję tą część spotkania trener Grodu.Spodziewałem się, że Łotysz zagra jedną połówkę i tak się też stało. Wszedł za niego Ryszard Czerwiec.

 

 
Przyjezdni nie mieli wiele do stracenia. W drugiej połowie przeszli na system 4-4-2 i pokazali się z bardzo dobrej strony. Piłkarze z Ryczowa z czasem zaczęli słabnąć, co skrzętnie wykorzystał lider. W 67 minucie indywidualną akcję przeprowadził Czopek. Minął dwóch rywali w środku pola, po czym płasko uderzył tuż przy słupku. Niecałe 10 minut później prowadzenie gościom dał Szlęzak, uderzając głową z 8 metrów tuż „pod ladę”. Z kornera centrował Ciemiera. Ostatni gol padł po typowej kontrze. Rafał Stanaszek obsłużył podaniem Polusa, a ten nie zawiódł.

 

 
- Dla chłopaków gra z zawodnikami z przeszłością ekstraklasową była dużym przeżyciemmówi trener Kutermak.Żartowali, że teraz już mogą sobie w piłkarskie CV coś ciekawego wpisać. Wygraliśmy ten mecz, dzięki dobrze dobranej taktyce. Mieliśmy pomysł jak zneutralizować największe atuty gospodarzy. Przykładowo Czerwca w drugiej połowie krył żywiołowy i twardy Polus. Utrudniał mu życie jak mógł. Widziałem jeden mecz Orła II Ryczów i wiedziałem, że każda akcja jest grana przez byłego piłkarza Wisły. Można powiedzieć, że przyszło nam zmierzyć się z niezłą A-klasową drużyną, która na swoim boisku, jeśli nadal utrzyma skład, będzie wygrywać wszystko.

 

 
(PK)