• moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> Klasa C II. 9 kolejka.

Klasa C II. 9 kolejka.

radocza grodzisko

W Paszkówce toczył się mecz o przedostatnie miejsce w tabeli na koniec jesieni. Rezerwy Dębu zaskakująco wyraźnie pokonali gości z Radoczy. Czarni Koziniec ograli Zaskawiankę 4:3 po emocjonującym meczu, dzięki czemu „podhaczyli” się pod grupę zespołów, które wiosną powalczą o promocje do klasy B. Derbowy pojedynek pomiędzy Victorią Półwieś i Orłem II Ryczów nadspodziewanie łatwo wygrali miejscowi, a strzelecką formą błysnął Maciej Maślona. Jak na realia klasy C bardzo dobry mecz obejrzeli kibice w Witanowicach. 2:1 wygrali goście z Grodziska. Nie zabrakło walki, a wszystkie gole były przedniej urody. Gronie Zagórnik w każdej z połów meczu wbiło Sokołowi Chrząstowice dwa gole.

 

 

 
DĄB II PASZKÓWKA – ORZEŁ RADOCZA 5:0 (0:0)

 
Bramki: Ciernia 3, Ćwiertnia, Sobkowicz.

 
Do przerwy był to wyrównany mecz. W końcówce pierwszej połowy to nawet radoczanie mogli zdobyć dwa gole, ale raz dobrze w bramce spisał się bramkarz Dębu II, a później piłkarz Orła nie trafił do pustej bramki. Po przerwie nie było wątpliwości kto jest zespołem lepszym. Między 50 a 55 minutą rezerwy Dębu zdobyły trzy gole i rozstrzygnęły sprawę wyniku, wcale nie tak błahego, bo żadna z drużyn nie chciała na koniec rundy zostać „czerwoną latarnią” ligi. Najpierw po kornerze Bednarza, w zamieszaniu piłkę do siatki posłał Ciernia. On też poprawił chwile później trafiając w „okienko” zza pola karnego. Piorunującą „pięciominutówkę” zakończył Ćwiertnia, korzystając z prostopadłego dogrania Sobkowicza. Dwa kolejne gole dołożyli: Ciernia, kompletując hat-tricka i Sobkowicz przeprowadzający rajd przez pół boiska.

 
- W końcu udało nam się zwyciężyć, w dodatku efektownie. Szkoda, że tak późnomówi bramkarz Dębu II Szymon Sendera. – Gdybyśmy wygrali przed 3-4 kolejkami, może byłoby więcej punktów na koncie. Po takiej wygranej inne jest nastawienie. Być może spowoduje ono nawet, że jednak wystartujemy na wiosnę. Wszystko zależy od zarządu, ale na ten jeden, ostatni mecz jesieni, na ławkę wrócił trener Sławomir Dyrga. Przeprowadziliśmy dużo ciekawych akcji, padły ładne gole.

 



 

 

 
CZARNI KOZINIEC – ZASKAWIANKA 4:3 (3:2)

 
Bramki: Pawlik, Kwiatkowski, Dyrcz, Kasicki – Mikołajczyk 2, Jarosz.

 
Czarni nie pozwalają się nudzić swoim kibicom, choć scenariusz ich meczów jest podobny.

 
- Zawsze dobrze wchodzimy w mecz, zdobywamy gola, potem marnujemy znakomite okazje i bramki strzela rywal, po czym my „gonimy” wynik. Identycznie było i tym razem mówi trener Czarnych Daniel Zaborowski.

 
Szybko gola dla gospodarzy zdobył Pawlik ładnym uderzeniem zza pola karnego w górny róg. Potem jednak dwa razy „ugryzła” Zaskawianka, a konkretnie Jarosz i Mikołajczyk. Ambitni gospodarze wyszli na prowadzenie jeszcze przed pauzą. Kwiatkowski przeciął podanie obrońcy do bramkarza i szansy nie zmarnował, a w 36 minucie wracający po kontuzji Dyrcz wykorzystał prostopadłe podanie od Pawlika. Zaskawinaka nie dawała za wygraną i po drugim w tym meczu trafieniu Mikołajczyka doprowadziła do stanu 3:3. Dziesięć minut przed końcem Zaborowski dograł na „krótki słupek”, a tam skutecznie nogę dostawił Kasicki.

 
- Mecz kosztował nas dużo nerwówdopowiada trener Czarnych.W drugiej połowie sędzia dopuścił do twardej gry, sporo było „kopaniny”. Przyznam, że remis nikogo by nie krzywdził, ale jeśli marzymy o dobrym miejscu na koniec, to zwycięstwo wiele nam dało. Przed spotkaniem sytuacja kadrowa była tragiczna. Dzwoniliśmy po bramkarza, który nie trenuje do dwóch miesięcy, spisał się dobrze. Grało również dwóch piłkarzy chorych i dwóch kontuzjowanych. Dobrze, że ta runda się skończyła. Była dla nas dziwna. Na pewno będzie na wiosnę parę ubytków, ale też szukamy piłkarzy do drużyny.

 
- Remis byłby najlepszym rozwiązaniemmówi trener Zaskawianki Adam Serwin. – Po raz kolejny jednak okazało się, że wyjazdy nam nie służą. Szkoda, że przy straconych golach zostały popełnione proste błędy. Odkąd jestem trenerem Zaskawianki aż tak słabej rundy nie mieliśmy, co jest niepokojące. Myślę, że nie grozi nam sytuacja, że nie przystąpimy na wiosnę do rozgrywek.

 

 

 

 
VICTORIA PÓŁWIEŚ – ORZEŁ II RYCZÓW 6:0 (2:0)

 
Bramki: M. Maślona 4, P. Dawidowicz, Raczek.

 
Mecze Victorii Półwieś z Orłem Ryczów, bez względy czy była to kiedyś jego pierwsza drużyna, czy obecnie druga, zawsze wzbudzają emocje, bo praktycznie grają ze sobą koledzy z sąsiedztwa. Victoria na niewiele pozwoliła gościom i zamknęła strzelanie na „połowie zegara”. Miło ostatni mecz rundy jesiennej wspominał będzie Maciej Maślona, autor czterech goli. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się P. Dawidowicz uderzając z 7 metrów po podaniu Raczka. Potem show rozpoczął M. Maślona posyłając do siatki piłkę po półgórnym uderzeniu (asysta M. Dawidowicza). Trzeci i czwarty gol to znów zasługa M. Maślony. Najpierw skorzystał z błędu obrońcy i trafił w piłkę pozostawioną na 11 metrze, a potem wykonał rzut karny. Na 5:0 poprawił Raczek, lobując bramkarza, a na koniec M. Maślona przebiegł z piłka kilkanaście metrów, by posłać ją do siatki między nogami bramkarza.

 
- Przed przerwą Orzeł II miał jakieś okazje, ale ogólnie to my przeważaliśmy w całym spotkaniumówi autor czterech goli Maciej Maślona. – Szczególnie dobrze wyglądało to po przerwie. Można było wygrać wyżej, ale podtrzymaliśmy tradycję – znów nie strzeliliśmy karnego. To już czwarty taki mecz z rzędu.

 

 

 

 
SKAWA WITANOWCE – GRÓD GRODZISKO 1:2 (0:0)

 
Bramki: Sabuda – K. Ciemiera, Stanek.

 
Spotkanie stało na dobrym, wyrównanym poziomie. Tuż przed upływem godziny gola dla gości zdobył Krzysztof Ciemiera. Minął trzech rywali i z ostrego kąta posłał piłkę pod poprzeczkę. Nie chciał być gorszy grający trener Skawy Marcin Sabuda. Dziesięć minut później uderzył z narożnika pola karnego tak, że piłka otarła się o słupek tuż pod spojeniem i zaskoczyła bramkarza. Wynik meczu został ustalony w 81 minucie, gdy Kajfasz wycofał futbolówkę na 18 metr do Czopka, który mocno kropnął z woleja, nie dając najmniejszych szans golkiperowi gospodarzy. Obie drużyny kończyły mecz w „dziesiątkę”. Skawę za dwie żółte kartki osłabił K. Kwarciak, z kolei szeregi Grodu przedwcześnie opuścił Stanek ukarany bezpośrednio czerwonym kartonikiem.

 
- Obie drużyny sporo walczyły. Mecz był dobry, a jeśli chodzi o mój zespół – najlepszy w tej rundzie, choć nie zdobyliśmy choćby punktupodsumowuje grający trener Skawy Marcin Sabuda.Wiedzieliśmy, że goście to ekipa zaawansowana wiekowo i planem było ich zabiegać. Rzeczywiście brakowało im tlenu, ale utrzymali korzystny wynik. Przed rundą, biorąc pod uwagę frekwencję na treningach, 18 punktów wziąłbym w ciemno, jednak teraz pozostaje mały niedosyt. Najbardziej szkoda meczu z Zaskawianką. Z kolei najlepszym zespołem z jakim graliśmy jesienią było Gronie Zagórnik.

 
- Nasz plan się powiódł, liderujemy po jesieni, jest mały zapas punktowy, ale żeby myśleć o awansie, musimy się wzmocnić trzema piłkarzami – po jednym do każdej formacjimówi Adam Kutermak, grający szkoleniowiec Grodu.Sam mecz ze Skawą był interesujący. Pierwsze dwadzieścia minut należało do gospodarzy, potem, jeszcze przed przerwą, gra się wyrównała, a w drugiej połowie to jednak my byliśmy nieco lepsi. Długo wchodziliśmy w mecz, ale sądzę, ze powodem tego był brak meczu w poprzedniej kolejce. Zabrakło odpowiedniego rytmu, który jest tym bardziej ważny, jeśli, tak jak u nas, trenuje mała liczba piłkarzy.

 

 

 

 
SOKÓŁ CHRZĄSTOWICE – GRONIE ZAGÓRNIK 0:4 (0:2)

 
Bramki: Żyrkowski 3, Matusiak.

 
W pierwszych dwóch kwadransach walka była wyrównana, ale żadna z drużyn nie zrobiła drugiej krzywdy. W końcówce pierwszej odsłony goście w pięć minut wbili dwa gole „do szatni”. Matusiak trafił w słupek, ale ze skuteczna dobitką pośpieszył Żyrkowski (37 min), który w następnej akcji skutecznie pocelował głową po centrze Fijołka. Trzy minuty po zmianie stron było „po herbacie”. Błąd obrońcy, który zbyt lekko podawał do bramkarza, technicznym strzałem wykorzystał Żyrkowski, zdobywając hat-tricka w 11 minut. Ostatniego gola dorzucił Matusiak po strzale górny róg bramki. Znów palce maczał przy tym trafieniu Żyrkowski, dogrywając piłkę.

 
- Końcówka sezonu potoczyła się po naszej myślimówi prezes Gronia Czesław Góra. – W pierwszej połowie przez długi czas niewiele nam wychodziło. Potem osiągnęliśmy znaczną przewagę. Gospodarze nie mogli sobie z nami poradzić. Od 70 minuty graliśmy w osłabieniu po czerwonej kartce dla Lachendro, a i tak dziesięć minut później zdołaliśmy zdobyć czwartego gola.