• slider003
  • 002
  • 002
  • moja liga
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> Klasa C II. 8 kolejka.

Klasa C II. 8 kolejka.

zagórnik news

Kolejka niespodzianek. Sokół Chrząstowice po raz pierwszy od dwóch lat zwyciężył na wyjeździe. Trafiło na Orła II Ryczów, czyli zespół, który z początkiem sezonu wymieniało się w gronie kandydatów do awansu. Nie mniejsza niespodzianka w Radoczy, gdzie dwa punkty postradali Czarni z Kozińca, choć mecz układał się dla nich bardzo korzystnie. Gronie wskakuje na falę wznoszącą, toteż jego zwycięstwo nad liderującą przed ósmą serią gier Skawą Witanowice jest zaskoczeniem mniejszego kalibru. Radząca sobie do tej pory na własnym boisku ze wszystkimi Zaskawianka, nie potrafiła się przeciwstawić gościom z Półwsi. Skoro w tej serii sypnęło niespodziewanymi rozstrzygnięciami, to może żałować powinni piłkarze Dębu II Paszkówka, że nie wybrali się jednak do Grodziska…

 

 

 
ORZEŁ II RYCZÓW – SOKÓŁ CHRZĄSTOWICE 1:2 (1:1)

 
Bramki: D. Gacek 2 – Gierek.

 
Pierwszego gola zdobyli gospodarze, za sprawą Szymona Gierka, 17-letniego… bramkarza. Wyrównał Damian Gacek z karnego podyktowanego za faul na swoim bracie Łukaszu. Zwycięskiego gola Sokół zdobył w 67 minucie. Wojciech Meres szybko wznowił grę z kornera, po tym jak wcześniej nabił obrońcę, dośrodkował na „długi słupek”, a tam akcję zamknął Damian Gacek. Mecz miał dziwny przebieg, bo gospodarze, mimo że nie otrzymali czerwonej kartki, na druga połowę wyszli w 9-osobowym składzie.

 
- Zmianą terminu meczu strzeliliśmy sobie w stopęmówi trener rezerw Orła Józef Szarek. – Po przerwie na plac gry nie mogło wejść dwóch zawodników, bo byli przewidziani do gry w pierwszej drużynie. Moi piłkarze podeszli do tego meczu bez zaangażowania. Dziwne jest ich pojmowanie sportu. Jeśli któryś z nich „powącha” piłki w lidze okręgowej albo wie, że może tam zagrać, uznaje, że C-klasa jest zsyłką i granie w niej do dyshonor. Jak trener drugiego zespołu nigdy nie wiem kim będę dysponował w następnym tygodniu.

 
- Wykonaliśmy plan, jaki został założony przed rundą, czyli zdobyliśmy 9 punktówpodkreśla Adrian Meres, piłkarz Sokoła.W pierwszej połowie mecz był wyrównany, na drugą goście wyszli chyba w zdekompletowanym składzie, co nam ułatwiło grę. Mimo, że zagraliśmy w tym samym składzie co przed tygodniem, ten mecz wyglądał dużo lepiej. Próbowaliśmy wymieniać podania, a nie wybijać piłki do przodu, jak to często miało miejsce do tej pory. To był nasz najlepszy mecz jesienią. Dobrze, że wypadł akurat w Ryczowie, bo jeszcze nigdy nie graliśmy tam na boisku w lidze. Z Orłem spotkaliśmy się tylko raz – w Pucharze Polski, ale u siebie.



 

 

 

 
ORZEŁ RADOCZA – CZARNI KOZINIEC 2:2 (1:2)

 
Bramki: Wieczorek (karny), Pszczeliński – Kwiatkowski 2.

 
Aspirujący do walki o dwie czołowe lokaty zespół Czarnych, potknął się po raz kolejny. W ostatnich czterech meczach zanotował trzy remisy i porażkę. Na boisku w Radoczy dominował, stworzył więcej sytuacji, od 39 minuty grał z przewagą jednego piłkarza (czerwień dla Krzysztofa Kisiały za faul na Marcinie Kudzi), prowadził do przerwy, a jednak kompletu punktów nie zdobył. Radoczanie z kolei mają biegunowo inne marzenia odnośnie zdobyczy punktowych i w tym meczu jedno z nich zrealizowali, bo „oczko” wywalczone w takich okolicznościach musi im smakować szczególnie. Przed tygodniem również zremisowali z Zaskawianką, więc można zauważyć mały progres.
Czarni wyszli na prowadzenie po ewidentnym błędzie obrońców w kryciu, który wykorzystał uderzający z woleja Kwiatkowski. Miejscowi wyprowadzili kontrę – Pietraszek uruchomił Harmatę, a ten został sfaulowany w polu karnym. „Jedenastkę” na gola zamienił Wieczorek. Tuż przed pauzą po raz drugi na listę strzelców wpisał się Kwiatkowski, zamykający przy bliższym słupku dośrodkowanie Bylicy. Orzeł wyrównał w 88 minucie. Na strzał z 30 metrów zdecydował się Pszczeliński i piłką pofrunęła pod poprzeczkę na nieco wysuniętym bramkarzem.

 
- Spotkanie pomimo przeszywającego, mroźnego wiatru miało ciekawy i żywy przebiegmówi prezes Orła Tomasz Pytlowski. – Ogólnie z przebiegu spotkania do 39 minuty, kiedy zbyt pochopnie ukarany czerwoną kartką został nasz czołowy defensor przeważali goście. Grając w osłabieniu nasz zespół zaprezentował się bardzo ambitnie i walecznie, niestety do szatni straciliśmy jeszcze jedną bramkę. Druga połowa wyraźnie się wyrównała. Przyjezdni mieli więcej okazji na strzelenie gola, ale to nasi zawodnicy prowadzili grę i niestrudzenie dążyli do wyrównania. Ostatecznie udało się to po najładniejszym golu w meczu.

 
- Szkoda słów, po prostu wstydkomentuje trener Czarnych Daniel Zaborowski. – Orzeł praktycznie nam nie zagroził. Byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną, ale skuteczność woła o pomstę. Kwiatkowski zdobył dwa gole, a powinien dorzucić jeszcze z pięć. Graliśmy nonszalancko, „piętkami” w polu karnym. Gospodarze nie mogli wyjść przed przerwą na naszą połowę boiska. Miałem do dyspozycji nowego bramkarza. Spisał się dobrze, podobnie jak defensywa.

 

 

 

 
GRONIE ZAGÓRNIK – SKAWA WITANOWICE 6:2 (5:1)

 
Bramki: Żyrkowski 2, Matusiak 2, Ficek 2 – P. Kania, Michalski.

 
Gronie pokazało gościom swoją wyższość po 16 minutach. Już wtedy prowadziło 4:1. Szybko mecz „otworzył” Żyrkowski technicznym strzałem, kończąc akcję Miarki. Riposta witanowiczan była natychmiastowa, bo za zagranie ręką w polu karnym, sędzia w 6 minucie przyznał Skawie „jedenastkę”, którą wykorzystał P. Kania. Między 10 a 16 minutą przyjezdni posłali rywali na deski trzema ciosami. „Kłuli” Żyrkowski (strzał z linii pola karnego), Matusiak („główka” po centrze z kornera Fiołka) i Ficek kończący trójkową akcję. Brali w niej jeszcze udział Karcz i Matusiak. Na 5:1 poprawił Ficek dobijając strzał, a zaraz po zmianie stron Matusiak przyłożył z 18 metrów pod poprzeczkę. Przyjezdni nieco poprawili sobie humory w 88 minucie, gdy do siatki futbolówkę wkopnął Michalski.
Skawa, zachowując wszelkie proporcje, znalazła się na finiszu rundy jesiennej w identycznej sytuacji jak reprezentacji Polski kończąc eliminacje do Euro 2016. Może zająć pierwsze miejsce, ale jest też opcja, że spadnie poza podium, na czwartą lokatę. Wszystko dlatego, że w ostatniej kolejce dojdzie do „meczu rundy”. Witanowiczanie w sobotę o godzinie 15 podejmą u siebie Gród Grodzisko.

 
- Wisi na nad nami fatum, nie możemy być za długo liderem, bo potem szybko zdarza się jakaś wpadkamówi prezes Skawy Paweł Jucha. – Poza tym boisko w Zagórniku nam „nie leży”. Jestem prezesem Skawy sześć lat i w tym czasie zwyciężyliśmy tam tylko raz. Przyznam jednak, że gospodarze byli zespołem lepszym i wygrali zasłużenie. Nie mogliśmy „wejść w mecz”. Po pierwszej słabej połowie, lepiej zaprezentowaliśmy się w drugiej, remisując ją. Nie obyło się bez ubytków kadrowych. W porównaniu do meczu z rezerwami Orła Ryczów trzeba było dokonać w składzie kilku zmian.

 
- Został jeszcze jeden mecz i chcemy go wygraćpodkreśla prezes Gronia Czesław Góra.Może się okazać decydujący nie tylko jeśli chodzi o jesień, ale i cały sezon. Walczymy o awans. Mam nadzieję, że nie braknie nam znów kilku punktów zgubionych jesienią jak w poprzednim sezonie. Cieszy, że punktujemy na wyjazdach. Kończyliśmy mecz w „dziesiątkę” po czerwonej kartce dla Karcza.

 

 

 

 
ZASKAWIANKA – VICTORIA PÓŁWIEŚ 0:2 (0:1)

 
Bramki: P. Maślona, Frączek.

 
Zaskawianka przyzwyczaiła swoich kibiców nie tylko do punktowania u siebie, ale i efektownych wygranych. W trzech poprzednich meczach rundy jesiennej na własnym boisku zdobyła 9 punktów i mogła się pochwalić bilansem bramkowym: 16:5. „Przyszła kryska na Matyska” – można by spuentować porażkę z Victorią, ale też dodać należy, że na Zaskawie zawitała dobrze dysponowana drużyna Victorii, posiadająca przez cały mecz sporą przewagę. Gole zdobywała na początku i końcu spotkania. W 4 minucie boczny pomocnik Paweł Maślona huknął z 15 metrów tak, że piłka zatrzepotała w siatce za bezradnym bramkarzem. Drugi gol padł w 92 minucie, kiedy z rzutu rożnego piłkę podawał Krzysztof Łąka, a głową do siatki pokierował ją Frączek, który pojawiał się na boisku w drugiej połowie.

 
- Aż do 92 minuty musieliśmy się martwić czy gospodarze nie zdobędą jakiejś przypadkowej bramki, choć praktycznie nam nie zagrażalimówi piłkarz Victorii Piotr Dawidowicz.Powinniśmy ten mecz wygrać 7:0, co najmniej. Stale kotłowało się pod bramką Zaskawianki. Nie wykorzystywaliśmy sytuacji „sam na sam”, nieporozumień obrońców, piłek „wypluwanych” przez bramkarza. Poza tym co kilka minut uderzaliśmy z dystansu. Sytuacji było multum. Zmarnowaliśmy też rzut karny – trzeci w trzecim kolejnym meczu. Widać, że jako drużyna jesteśmy zgrani. Oby procentowało to lepszą skutecznością.

 
- Skład poprzez wesele jednego z piłkarzy było osłabiony tłumaczy trener Zaskawianki Adam Serwin.Nie mieliśmy „siły ognia” w przodzie. W poprzednim tygodniu zagraliśmy słabo, ale teraz było już naprawdę źle. Goście dobrze radzili sobie w defensywie, ładnie rozgrywali piłkę, w ataku maja dwóch solidnych napastników.

 

 

 
GRÓD GRODZISKO – DĄB II PASZKÓWKA 3:0 (WALKOWER)

 
- Goście nie dojechali zgłaszając swoją absencję pół godziny przed meczeminformuje trener Grodu Adam Kutermak.

 

 

 
Foto ze strony Skawy Witanowice