• slider003
  • 002
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> Klasa C II. 3 kolejka.

Klasa C II. 3 kolejka.

DSC00925

Różny scenariusz mógł mieć mecz Gronia Zagórnik z Zaskawianką. Ostatecznie po raz pierwszy w tym sezonie skromnie zwyciężyli „rycerze wiosny”. W najciekawiej zapowiadającej się konfrontacji Gród Grodzisko w łatwy sposób ograł rezerwy Orła Ryczów. Orzeł Radocza dotrzymywał kroku Victorii Półwieś do przerwy. Później grali już tylko goście. Również Skawa Witanowice występująca w roli gościa na terenie Dębu II Paszkówka wyraźnie zdominowała rywala. Tyle że sprawę trzech punktów definitywnie rozstrzygnęła w pierwszej połowie. Czarni Koziniec wygrali z Sokołem Chrząstowice rzutem na taśmę, ale każde inne rozwiązanie byłoby dla gospodarzy mocno krzywdzące, bo posiadali bardzo dużą przewagę.

 

 

 
GRONIE ZAGÓRNIK – ZASKAWIANKA 2:1 (0:0)

 
Bramki: Ficek 2 – Mikołajczyk.

 
Pierwsze dwie bardzo groźne sytuacje stworzyli gospodarze. Trzema szarżami „odwdzięczyli się” im piłkarze Zaskawianki, po czym znów pudłowali miejscowi. To wszystko działo się w pierwszej połowie. W 53 minucie Nowak z zespołu gości zmarnował rzut karny – piłka odbiła się od spojenia. Na gole trzeba było poczekać. W 73 minucie Ficek uderzył w długi róg , dając zaliczyć asystę Karczowi. W 87 minucie znów na listę strzelców wpisał się Ficek. Przejął piłkę po rzucie wolnym i po ograniu obrońcy, zaskoczył bramkarza. W ostatnich sekundach z centry Zwierza skorzystał Mikołajczyk, „główką” zmniejszył rozmiary porażki.

 
- Nadal gramy w eksperymentalnym składziemówi prezes Gronia Czesław Góra. – Być może już w najbliższą niedzielę zagramy w optymalnym zestawieniu. Mam nadzieję, że to był mecz „na przełamanie”.

 
- Przy większym szczęściu można było ten mecz nawet wygrać, ale jesteśmy w tej chwili słabiej dysponowanimówi trener Zaskawianki Adam Serwin. – Nasza drużyna cały czas jest „klejona” na następny mecz. Do Zagórnika pojechaliśmy w trzynastoosobowym składzie. Niektórzy zawodnicy mają duże umiejętności, ale zbyt długo nie grali w piłkę, a takie braki odbijają się nawet w klasie C. Zabrakło naszego czołowego rozgrywającego Jamroza. Jego brak był odczuwalny.



 

 

 

 
GRÓD GRODZISKO – ORZEŁ II RYCZÓW 3:1 (2:0)

 
Bramki: Czopek, K. Ciemiera, Stanek – A. Makowski.

 
Pierwszego gola zdobył Czopek, płasko uderzając z wolnego sprzed narożnika „szesnastki”. Przed przerwą po dograniu Dziedzica, do pustej bramki piłkę posłał Krzysztof Ciemiera, a ostatniego gola dla gości zdobył w 66 minucie Stanek. Wpadł rozpędzony w pole karne, „nawinął” rywala i kropnął z 8 metrów. Rezerwy Orła II odpowiedziały dystansowym uderzeniem A. Makowskiego.

 
- Mieliśmy ten mecz pod kontroląstwierdza trener Grodu Adam Kutermak. – Jestem zadowolony z gry. To był nasz najlepszy mecz począwszy od przedsezonowych sparingów. Chłopaki pracowali ambitnie na całej długości i szerokości boiska. Należą się im pochwały. Przy wyniku 3:1 stworzyliśmy jeszcze trzy stuprocentowe okazje.

 
- Cóż, graliśmy „gołą jedenastką”mówi prezes Orła Ryczów Józef Jędra. – Nie było Mariusza Ciemiery, dwóch braci Świergoszów, Srokosza, Mozgały, czyli żadnego pola manewru.

 

 

 

 
ORZEŁ RADOCZA – VICTORIA PÓŁWIEŚ 1:5 (1:1)

 
Bramki: Pietraszek – Krężołek 3, M. Maślona, P. Dawidowicz.

 
Do przerwy gospodarze potrafili stawić opór Victorii, ale później goście zdominowali mecz. Prowadzili po strzale Krężołka głową (wrzutka Macieja Maślony). Bramkę na 1:1 w 41 minucie zdobył Jacek Pietraszek z zimną krwią dobijając piłkę po strzale Leszka Strojnego. Po przerwie znów „błyszczał” Krężołek, autor dwóch kolejnych goli. Przy czym gol na 1:2 był kuriozalny. Późniejszy strzelec biegł na spotkanie bramkarza, ale asystent sędziego sygnalizował pozycję spaloną, więc napastnik zaprzestał ataku. Piłka trafiła pod nogi bramkarza, który podał do swojego kolegi, tymczasem Krężołek zorientował się, że główny arbiter nie odgwizdał spalonego, zdążył przejąć piłkę i wpakować ja do bramki. Kilka minut później już w „normalnych” okolicznościach wykończył indywidualnie akcję. Czwarty gol był autorstwa Maciej Maślony, który pięknie uderzył z powietrza, a strzelanie zakończył Piotr Dawidowicz, po ładnej, zespołowej akcji.

 
- Pierwsza połowa była wyrównana mówi prezes Orła Tomasz Pytlowski. – W drugiej przeszliśmy obok meczu. Druga, stracona po szkolnym błędzie bramka, całkowicie rozmontowała naszą ekipę. Ciężko o dobry wynik gdy przed sezonem ze składu wypada wielu czołowych zawodników.

 
- Przed przerwą nic nam nie wychodziłonarzeka piłkarz Victorii Piotr Dawidowicz. – Ciężko się grało. Na pewno nie zlekceważyliśmy przeciwnika. W szatni się uspokoiliśmy i potem „siedzieliśmy” na rywalach do końca meczu.

 

 

 

 
DĄB II PASZKÓWKA – SKAWA WITANOWICE 1:6 (1:6)

 
Bramki: Osiński 3, Gacek, Suski, Sabuda – Sobkowicz.

 
Piłkarze obu drużyn jakby umówili się, że postrzelają z ostrej amunicji tylko do przerwy. W drugiej połowie z boiska wiało nudą. Najpierw dwa razy trafił Osiński wykorzystując zamieszanie, a później wygrywając pojedynek z bramkarzem. Kontakt dał Dębowi II Sobkowicz uderzając zza „szesnastki”. Bramkarz odbił piłkę na słupek, ale ta wpadła do siatki. Osiński celebrował hat-tricka korzystając z podania Suskiego, którego kolejne dogranie na gola zamienił Gacek (1:4). W końcu i Suski doczekał się na gola, kapitalnie uderzając z 30 metrów z podbicia. Finalny gol to zasługa trenera Marcina Sabudy. Kopnął z jeszcze dalszej odległości, bo z 40 metrów. Niesiona wiatrem piłka skozłowała przed golkiperem i zaparkowała w bramce.

 
- Nie tylko ten mecz, ale cały sezon od początku jest dla nas katastrofalnyubolewa bramkarz Dębu II Szymon Sendera. – Ciężko nam zebrać jedenastu ludzi. Może z czasem dojdzie ktoś z „jedynki”.

 
- To że w pierwszej połowie zdobyliśmy tyle goli spowodowane było sprzyjającym wiatremmówi trener Skawy Marcin Sabuda. – Potem było trudniej, ale mogliśmy wygrać w dwucyfrowych rozmiarach. Wiedzieliśmy, że rywali nikt nie wzmocni, bo pierwszy zespół grał w tym samym czasie. Nie spodziewaliśmy się takiego wejścia w sezon. Trzy wygrane od razu przekładają się na lepszą frekwencję na treningach.

 

 

 

 
CZARNI KOZINIEC – SOKÓŁ CHRZĄSTOWICE 2:1 (0:1)

 
Bramki: Kwiatkowski, Dyrcz – W. Meres.

 
Czarni zafundowali sobie horror. Byli zespołem zdecydowanie lepszym, ale praktycznie do końca meczu przegrywali. Zmarnowali kilka świetnych okazji. Nie wykorzystali rzutu karnego, uderzyli w słupek i poprzeczkę… Sokół objął prowadzenie po praktycznie jedynym groźnym strzale w pierwszej połowie. W. Meres trafił z wolnego w mur, a potem dobił swój strzał. Miejscowi mimo przeciwności losu wierzyli do końca i dopięli swego. W 89 minucie piłkę za obrońców dostał Wojciech Kwiatkowski i wykorzystał sytuację „sam na sam”, a w doliczonym czasie gry po strzale Dyrcza piłka odbiła się od głowy obrońcy i wpadła do siatki.

 
- Jestem zadowolony, bo całkowicie kontrolowaliśmy meczmówi trener Czarnych Daniel Zaborowski. – Po prostu graliśmy bardzo nieskutecznie. Już po pierwszej połowie powinniśmy mieć na koncie minimum trzy bramki. Walczyliśmy do końca, tak jak w Witanowicach, ale tym razem udało się zwyciężyć. W nagrodę za ambicję mamy trzy punkty. Goście ograniczali się tylko do wybijania piłki. Widać było, że satysfakcjonował ich wynik 0:0, bo od początku grali na czas, a potem objęli prowadzenie…

 
- Gospodarze byli lepsi i już do przerwy powinni wygrywaćmówi piłkarz Sokoła Adrian Meres. – Świetnie jednak bronił nasz bramkarz, który popisał się nawet przy rzucie karnym, łapiąc piłkę. Nie byliśmy konsekwentni. Naszym założeniem na tę rundę jest czekanie na kontry i posyłanie piłki na napastników. Porażka boli, bo szczęście było blisko.