• 002
  • slider003
  • 002
  • moja liga
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z meczów 7 kolejki.

Klasa B II. Relacje z meczów 7 kolejki.

woźniki2DSC01783

Drużyny z wadowickiej klasy B II postanowiły zapolować. Aż w czterech z sześciu meczów padło pięć goli lub więcej. Najwięcej trafień zanotowała Olimpia Chocznia w wyjazdowym starciu z Wikliniarzem. „Ukłuła” sześciokrotnie, a po hat-tricku zaliczyli Kamil Kukuła i Adam Bodzioch. Wiele emocji i czerwonych kartek w potyczce Borowika i Wisły Łączany. Goście prowadzili 3:1, ale umknęły im dwa punkty. O porażce Dębu Tomice na boisku w Kossowej zadecydowały błędy obronne. Huragan Inwałd bez większego wysiłku ograł dołującego na razie Amatora. Bardzo cenne zwycięstwa dopisały sobie ekipy ze Stronia i Frydrychowic. Oba zespoły dopiero drugi raz w tym sezonie punktowały „za trzy”. Takie rozstrzygnięcia powodują, że sytuacja w tabeli staje się coraz ciekawsza.

 

 

 
BOROWIK BACHOWICE – WISŁA ŁĄCZANY 3:3 (1:3)

 
Bramki: Górecki 7 (karny), Ciemiera 67, Nowotarski (samobójcza) 73 – Szydłowski 3, D. Kozioł 21, K. Rybarczyk 28.

 
BOROWIK: D. Dębski – Michalski (70 Góralczyk), M. Wołoch, Świergóła, Książek – Biela, Górecki, Ściera, P. Dębski (46 Zieliński) – A. Kajfasz (62 Kobylański), Ciemiera.

 
WISŁA: Starowicz – Kons, Fliśnik, A. Kozioł, Bernaś, D. Kozioł – Janiczek, T. Rybarczyk (80 Mydlarz), Nowotarski (70 Pomietło), Szydłowski – K. Rybarczyk (60 Grela).

 
- Zagraliśmy słabiejnie ukrywa Marcin Folga, trener Borowika. – Na pewno wpływ na wynik miały dwie czerwone kartki dla gości, którym grało się ciężko. Powinniśmy wyglądać lepiej fizycznie w tym meczu. Zabrakło nam też chłodnych głów, za bardzo pchaliśmy się środkiem, zamiast rozciągnąć grę bokami. Trzeba się jednak cieszyć z tego, że wyciągnęliśmy wynik z 1:3 na 3:3. Wszystkiego nie da się wygrać.



 
Od początku w tym meczu nastąpiła mocna wymiana ciosów. Tomasz Rybarczyk zagrał do Arkadiusza Szydłowskiego, który sprytnie uderzył nad bramkarzem. Za chwilę był już remis. Ciemiera był faulowany, a Kamil Górecki wykorzystał „jedenastkę”. Potem do przerwy strzelali już tylko goście. Dawid Kozioł ściął do środka, strzelił lewą nogą i piłka dość niespodziewanie pod pachą bramkarza wtoczyła się do siatki. Dwubramkowe prowadzenie to zasługa Kamila Rybarczyka. Wykorzystał sytuację sam na sam z D. Dębskim. Bardzo ważna sytuacja miała miejsce przed przerwą. Dawid Kozioł za dwie żółte kartki został odesłany do szatni, a za przekleństwa pod adresem sędziego zaraz później wyleciał Janiczek. Grający w przewadze gospodarze skrzętnie wykorzystali ten fakt. Na 2:3 trafił Marcin Ciemiera. Kiwnął w polu karnym dwóch obrońców i trafił w krótki róg. Do remisu pechowo doprowadził Arkadiusz Nowotarski. Futbolówka trafiła go w nogi i wpadła do siatki. Co ciekawe gospodarze też kończyli mecz w… dziewiątkę. W 85 minucie czerwoną kartkę dostał Krzysztof Świergóła, a w 90. Grzegorz Ściera.

 
- Dziękuję drużynie, bo zostawili serce na boisku i chcieli wygrać ten meczmówi Kamil Kozioł, szkoleniowiec Wisły. – Niezrozumiała decyzja sędziego o czerwonych kartkach ustawiła ten mecz. Jest pewien niedosyt, pewnie gdybyśmy grali po jedenastu, to wynik mógłby być inny, bo byliśmy lepsi w pierwszej połowie. Szanujemy jednak punkt zdobyty na wyjeździe i to w dodatku w takich okolicznościach.

 

 

 

 
PRZEŁĘCZ KOSSOWA – DĄB TOMICE 4:3 (1:2)

 
Bramki: Korecki 11, 71, Kwarciak 50 (karny), R. Dziuba 77 – Kamiński 28, Pamuła 34, Kapłon 82.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Lang, R. Tyrała, Wacławek – Dawid Guguła, R. Dziuba, Dominik Guguła (78 Rybarczyk), Korecki – P. Dziuba (90 Mędrysa), Sikora (58 Gałek).

 
DĄB: Wiecheć – Mostowik, Zybek, Knapik, J. Graca (80 Dyrcz) – B. Graca, Targosz, Skoczylas (70 Kapłon), Mamcarczyk – Pamuła, Kamiński.

 
- Mieliśmy więcej szczęścia w ofensywie od rywaliuważa Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy. – Chcieliśmy wygrać, bo punkty są nam bardzo potrzebne. Zespoły z dołu tabeli też wygrywają i nikt nie chce spaść. To był bardzo ciężki pojedynek. Po bramce na 1:0 wydawało się, że to może być łatwe spotkanie, ale tak nie było.

 
Worek z bramkami rozwiązał Korecki. Skutecznie dobił strzał Roberta Dziuby. Potem przynajmniej w teorii wszystko wróciło do normy, bo to wyżej sklasyfikowany w tabeli Dąb zaczął strzelać. Kamiński po asyście B. Gracy dostał piłkę, przełożył ją na prawą nogę i technicznym strzałem pokonał Kwarciaka. Potem Targosz dograł, a akcję skutecznie zamknął Pamuła. W drugiej odsłonie defensywa gości rozdawała prezenty, z których Przełęcz bezlitośnie korzystała. Dominik Guguła był faulowany, a rzut karny wykorzystał Kwarciak i było już 2:2. Po złym wybiciu bramkarza, piłkę przejął Korecki i trafił na 3:2. Prowadzenie podwyższył R. Dziuba skutecznym strzałem z 16 metrów. Przyjezdni złapali jeszcze kontakt za sprawą Kapłona. W zamieszaniu znalazł się sam przed bramkarzem i ładną podcinką trafił do siatki.

 
- W pierwszej połowie wydawało się, że wszystko jest pod kontroląrozpoczyna Zbigniew Pytlowski, trener Dębu. – Po przerwie nasza defensywa zagrała fatalnie. Popełniliśmy trzy wielkie błędy, po których padły bramki. Piłka nożna to gra błędów, a my popełniliśmy ich więcej, dlatego przegraliśmy. Zabrakło dzisiaj Adamika, Pyki, Kaczora i Skrzypka, czyli szkieletu zespołu, ale to nie jest usprawiedliwienie jeżeli chcemy coś osiągnąć.

 

 

 

 
WIKLINIARZ WOŹNIKI – OLIMPIA CHOCZNIA 3:6 (1:2)

 
Bramki: Jochymek 14 (karny), 62, Łopata 55 – Kukuła 23, 60, 67, Bodzioch 27, 63, 84.

 
WIKLINIARZ: K. Kwartnik – T. Kwartnik, Jochymek, Targosz, Mikołajczyk (65 Latko) – R. Książek (35 Matyjasik), Boroń, Adamczyk, Pytel – Łopata, Rupa.

 
OLIMPIA: Starzyk – Świątek (82 Rusin), Woźniak, Góra, Nowak – Hupert, Jarek, Danek (46 Garus), Okrzesik – Kukuła, Bodzioch.

 
- Do wyniku 3:3 nie wyglądało to źleocenia Marek Łopata, grający trener Wikliniarza. – Potem nie mieliśmy czego bronić i się odsłoniliśmy. U rywala widać było ogranie, a nam brakuje jeszcze doświadczenia w B klasie. Dodatkowo bramkarzowi nie wyszło to spotkanie. Byliśmy słabsi piłkarsko od Choczni. Od początku sezonu ani razu nie graliśmy w tym samym składzie, nie ma za bardzo w kim wybierać.

 
Wielki festiwal strzelecki urządziły sobie obie drużyny. Wikliniarza załatwił duet napastników Kukuła-Bodzioch, sprawiedliwie dzieląc się bramkami. Najpierw faulowany był jednak Łopata i rzut karny wykorzystał Jochymek. Potem Kukuła po centrze Danka uprzedził bramkarza, a Bodzioch po asyście Okrzesika trafił głową. Kiedy w 55 minucie Łopata po zamieszaniu trafił z 10 metrów znowu był remis. Za chwilę Kukuła celną „główką” zdobył bramkę, ale znowu wyrównali miejscowi. Po dośrodkowaniu Łopaty z rzutu rożnego, także głową Jochymek pokonał Starzyka. Od stanu 3:3 strzelali już tylko goście. Bodzioch dobił strzał Kukuły, a potem szybko wznowił grę z rzutu wolnego, czym dał szansę na kolejne trafienie Kukule. Strzelanie zakończył Bodzioch, trafiając z 12 metrów w długi róg.

 
- Dopóki rywale mieli siły, mecz był wyrównanyprzyznaje Marek Praciak, szkoleniowiec Olimpii. – Po złym początku opanowaliśmy sytuację, grając szerzej. Zaryglowaliśmy środek i to pomogło. To nie było łatwe zwycięstwo, bo trochę problemów mieliśmy. Zagraliśmy radosny futbol, nie było szachów, które miały miejsce w poprzednim meczu.

 

 

 

 
SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE – LKS LEŃCZE 2:1 (1:1)

 
Bramki: Sabuda 39, Dyrcz 82 – Brózda 17.

 
SOKÓŁ: Wanat – Płonka, D. Brózda, Brusik, Wysogląd – Hereda (46 Dyrcz), Ogiegło, Madeja, Łubik – Nycz, Sabuda (46 Baca).

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Monica – Żak (69 Klimasara), Oleś, St. Gębala (54 Ryłko), Zborowski, D. Gębala (78 Sobota) – M. Brózda.

 
- W mojej ocenie pierwsza połowa to typowe granie na remismówi trener Sokoła Dariusz Brózda.Później my przeważaliśmy jeśli chodzi o stworzone sytuacje, goście postawili na kontry. Miałem kłopoty z treningami, więc w poprzednim tygodniu postawiliśmy na jedna konkretną jednostkę. Pracowało 14 piłkarz, co myślę miało znaczenie w tym meczu. Do gry na wrócił Dyrcz i Baca. Pierwszy zagrał w tej rundzie tylko jeden mecz, drugi w ogóle. Zrobili swoje.

 
- Byłbym zadowolony z remisustwierdza Dariusz Klimasara, trener LKS Leńcze. – W pierwszej połowie graliśmy lepiej niż w drugiej, choć i tak bez rewelacji. Przeplatamy zwycięstwa z porażkami, brakuje stabilizacji. Od początku meczu widać było, że mecz nie będzie się toczył pod nasze dyktando. Gospodarze dobrze przesuwali się na boisku.

 
Zanim padły gole Sokół dwa razy obił bramkę. W słupek wycelował Nycz, a w poprzeczkę Łubik. Goście objęli prowadzenie w 17 minucie po strzale będącego ostatnio w dużej formie Brózdy. Dostawił nogę do piłki zagranej między obrońców i bramkarza przez St. Gębalę. W 39 minucie do wyrówania doprowadził Sabuda. Z początkiem drugiej połowy „docisnęli” leńczanie, ale w 46 i 48 skutku nie przyniosły strzały Brózdy i St. Gębali. Później skiksował D. Gębala wychodząc na spotkanie z bramkarzem, a w odpowiedz poprzeczkę naznaczył Baca. W 82 minucie po kopnięciu Brózdy po raz kolejny niefartownie dla gospodarzy piłka odbiła się od poprzeczki, ale tym razem ze skuteczna dobitką zdążył Dyrcz.

 

 

 

 
ŻAREK STRONIE – NADWIŚLANKA BRZEŹNICA 1:0 (0:0)

 
Bramka: Mateusz Pindel 74.

 
ŻAREK: A. Kruk – Odrowąż, Znajdek, Smoleń, Klimowski – Zawiła, Michał Pindel, Mateusz Pindel, Chrapek – Radwan (67 Kwartnik), D. Kruk.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – A. Meres, Kucharczyk, Szajna, Graca (33 Nęga) – Maciusiak (64 Rybski), Pyjos, Żurek, Ramuciński – Wiąch, Prędecki.

 
- Mecz bez wyrazu, na wynik 0:0podsumowuje kierownik Nadwiślanki Tomasz Woźniczka. – Sporo było walki w środku pola. U nas znów zabrakło pięciu podstawowych graczy, w tym snajpera Gacka, który ma grać w następnej kolejce. Gdyby grał przeciw Żarkowi, a z nim choćby dwóch z pozostałych nieobecnych wygralibyśmy to spotkanie, bo gospodarze niewiele ciekawego zaprezentowali.

 
- Nadwiślanka grała w pierwszej połowie wysoko, dzięki czemu były szanse na wyrwanie się do przodu, ale byliśmy łapani na spaloneopisuje trener i zarazem prezes Żarka Bogdan Radwan.Skoro wygraliśmy, to byliśmy lepsi. Zmieniłem nieco ustawienie w stosunku do meczu z LKS Leńcze. Gra zyskała na płynności.

 
Niewiele ciekawego działo się przed przerwą. Goście sporadycznie przeprowadzali akcje, nie zagrażając bramce. Miejscowi także nie „szaleli”. Przy większym szczęściu mogli prowadzić, bo bramkarzowi Nadwiślanki z rąk wypadła piłka, ale Radwan nie skorzystał z prezentu. Druga połowa to większa przewaga Żarka. Strzał D. Kruka nogami sparował M. Meres. W kilku innych akcjach brakowało wykończenia, tak jak Zawile, który był trzy metry przed bramką, ale nie trafił czysto futbolówki. Goście właściwie tylko dwukrotnie oddali niegroźne strzały w światło bramki (Wiąch, Prędecki). Mecz rozstrzygnął się w 74 minucie. Mateusz Pindel wpadł z bocznego sektora w pole karne i posłał piłkę w długi róg. W 86 minucie ten sam piłkarz powinien poprawić wynik, ale nie wykorzystał rzutu karnego, który został podyktowany za faul na nim samym. W roli trenera Nadwiślanki zadebiutował Janusz Frydel, znany przede wszystkim z prowadzenia Iskry Klecza w klasie okręgowej.

 

 

 

 
HURAGAN INWAŁD – AMATOR BABICA 4:1 (2:0)

 
Bramki: Krupnik 27, M. Dybał 35, Szafran 58, W. Dybał 70 (karny) – samobójcza 90.

 
HURAGAN: Pietrzak – Pindel, W. Dybał Wojciech, Szafran, Jurka – Rymarczyk Michał (70 Z. Trzaska), M. Dybał, Stuglik (60 A. Trzaska), K. Chrapkiewicz (60 M. Kuropatwiński) – Ł. Chrapkiewicz, Krupnik.

 
AMATOR: Grochal – Michał Woźniak, Brańka, Chlebicki, Piwowarczyk – Mikołaj Woźniak, Pułka (65 Jończyk), M. Kołodziejczyk, Moskała, P. Kołodziejczyk (80 Graca), Wojtaszek.

 
- Uczulałem przed meczem zawodników, że może to być dla nas jeden z najcięższych meczów w tej rundziemówi trener Huraganu Jakub Adamus. – Amator jest rywalem bardzo nieprzyjemnym, grającym prostymi środkami, nie tracącym zbyt wielu bramek. Chcieliśmy zmazać plamę z poprzedniego sezonu i się to udało. Przeciwnik nie miał nic do powiedzenia. Praktycznie nie oddał strzału na naszą bramkę – nie licząc wrzutek z połowy boiska. Szkoda straconego gola, ponieważ wbiliśmy go sobie sami.

 
Goście nie mieli atutów żeby przeciwstawić się Huraganowi. W pierwszej połowie tylko raz (16 min) zapędzili się pod bramkę. Wojtaszek kiwnął bramkarza, ale zbytnio „wyrzucił się” do boku, żeby oddać skuteczny strzał. W 27 minucie prostopadłe podanie otrzymał wychodzący po skrzydle Chrapkiewicz. Podciągnął kilka metrów z piłką i dośrodkował na nogę Krupnika, który dopełnił formalności. Na 2:0 strzałem z 8 metrów poprawił M. Dybał po akcji Chrapkiewicza i Krupnika. Trzeci gol to zasługa Szafrana – główkował po kornerze wykonywanym przez Chrapkiewicza i piłka odbiwszy się od słupka wylądowała w sieci. W 70 minucie Krupnik minął dwóch rywali i został sfaulowany w polu karnym. Z „jedenastki” pewnie uderzył W. Dybał. Gospodarze mogli zapisać na swoim koncie jeszcze jedno trafienie, ale po strzale M. Dybała futbolówka odbiła się od poprzeczki i linii bramkowej, choć w obozie Huraganu twierdzą, że ją przekroczyła. Bramka dla gości padła po dośrodkowaniu Gracy na 15 metr, gdzie o piłkę walczył Kołodziejczyk. Obrońca interweniował tak niefortunnie, że przelobował własnego bramkarza (90 minuta).

 
- Niestety byliśmy na tle rywala dużo słabszą drużyną, znaczący wpływ na naszą dyspozycje miał wpływ fakt, że połowa drużyny w sobotę bawiła się na weselu u jednego z kolegów z zespołutłumaczy kapitan Amatora Mateusz Lempart. – W pierwszej połowie jeszcze potrafiliśmy nawiązać walkę z Huraganem, w drugiej, z powodu braku sił, szwankowały gra ofensywna i zawiązywanie składnych akcji.