• moja liga
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 9 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 9 kolejki.

kossowa news

Sokół Frydrychowice poległ na własnym boisku z Olimpią Chocznia, ale sprawił, że goście nie mieli łatwej przeprawy. Będący faworytem Huragan Inwałd zgodnie z przewidywaniami podniósł z boiska w Stroniu trzy punkty, mecz rozgrywano w fatalnych warunkach atmosferycznych. Wikliniarz Woźniki zagrał bardzo słabo w pierwszej połowie potyczki z Amatorem. Goście nie wykorzystali kilku szans, a po przerwie zwycięstwo „załatwił” woźniczanom Marek Łopata. W kategoriach niespodzianki można rozpatrywać punkt zdobyty w Bachowicach przez grający „w kratkę” LKS Leńcze. Piłkarze obu zespołów umilali sobie czas obijaniem słupków i poprzeczki. W derbach gminy Brzeźnica piłkarze z Kossowej lepsi od beniaminka z Brzeźnicy, dla którego mecz rozpoczął się idealnie. Wisła Łączany ładnie operowała piłką, stwarzała sytuacje, ale to grający „w delegacji” Dąb Tomice dopisał do swojego konta trzy „oczka”.

 

 

 
SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE – OLIMPIA CHOCZNIA 0:2 (0:0)

 
Bramki: Bodzioch 64, 73.

 
SOKÓŁ: Wanat – Płonka, Brózda, Brusik, Wysogląd – Baca (54 Dyrcz), Stopa, Madeja, Sabuda (75 Hereda), Ogiegło – Nycz (68 Flos).

 
OLIMPIA: Starzyk – Nowak, Świątek, Woźniak, Góra – Hupert (46 Garus), Ramenda, Okrzesik, Jarek – Kukuła, Bodzioch.

 
- Obie drużyny podjęły walkępodkreśla Dariusz Brózda, trener Sokoła.Muszę jednak stwierdzić, że sędziowie, nieco już starsi, całkowicie zepsuli ten mecz. Zresztą takie samo zdanie po meczu miał trener gości. Olimpia była zespołem lepszym, stwarzającym wiele okazji, mającym „więcej z gry”, ale walecznością nie ustępowaliśmy. Gdybym miał taki skład jak na ten mecz zawsze, mielibyśmy dużo więcej punktów. Zagęściłem środek pola i nieźle to wyglądało. Wszyscy zagrali na maksimum możliwości. Na trzy punkty nie zasłużyliśmy, ale przy szczęściu, mogliśmy zremisować.



 
- Nie zdobywaliśmy goli w bardzo dobrych sytuacjach, a piłka wpadła do siatki rywala w dość kuriozalnych okolicznościachmówi Marek Praciak, trener Olimpii. – Nie był to nasz najlepszy mecz. Rozpoczęliśmy nerwowo. Oba zespoły walczyły, ale piłkarsko byliśmy lepsi.

 
Ze strony gospodarzy w pierwszej połowie bramkarza „straszyli” Ogiegło i Baca. Pierwszy posłał piłkę obok słupka, drugi dochodził do bramki z ostrego kąta i trafił w boczną siatkę. Olimpia zmarnowała sytuację „sam na sam” z bramkarzem (Kukuła). W podobnych okolicznościach Ramenda wypalił nad poprzeczką. Po przerwie gra się otworzyła. Oba zespoły próbowały coś ugrać, ale to przyjezdni byli skuteczniejsi. W 64 minucie po strzale Bodziocha w bramce nogą interweniował obrońca. Sędzia uznał, że piłka przekroczyła całym obwodem linię, z czym kompletnie nie zgadzali się gospodarze. Niecałe 10 minut później piłka zrobił „kozioł”. Najlepiej w tej sytuacji znalazł się Bodzioch, „główkując” po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Napastnik mógł mieć hat-tricka, ale w 81 minucie piłkę zmierzającą po jego strzale w „okienko” odbił Wanat.

 

 

 

 
ŻAREK STRONIE – HURAGAN INWAŁD 0:2 (0:2)

 
Bramki: W. Dybał 32 (karny), Ł. Chrapkiewicz 44.

 
ŻAREK: A. Kruk – Chrapek (80 Gniadek), Odrowąż, Smoleń, Klimowski – Kozik, Kwartnik, Mateusz Pindel, Morawa – D. Kruk, Radwan.

 
HURAGAN: Pietrzak – A. Pindel, W. Dybał, Szafran, Jurka (70 A. Trzaska) – Sikora, M. Dybał, Sz. Kuropatwiński, K. Chrapkiewicz (60 M. Kuropatwiński) – Ł. Chrapkiewicz (80 Z. Trzaska), Krupnik.

 
Faworyt spotkania rozstrzygnął sprawę zwycięstwa przed przerwą. W 32 minucie faulowany w obrębie „szesnastki” był Krupnik, a W. Dybał pewnie uderzył z 11 metrów. Kilkadziesiąt sekund przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę Ł. Chrapkiewicz z bliska dobił strzał z dystansu. Przy tej sytuacji nie popisał się rutynowany obrońca gospodarzy. Goście mogli prowadzić wyżej, ale Ł. Chrapkiewicz mając przed sobą tylko bramkarza, lobował nieskutecznie, strzał K. Chrapkiewicza z trudem obronił bramkarz, z kolei Sikora pomylił się o centymetry. Po przerwie oba zespoły nie stworzyły wielu okazji. Piłka po razie „ostemplowała” słupki obu bramek.

 
- Huragan posiadał przewagę przez większość meczuprzyznaje Jerzy Harańczyk, który dżentelmeńsko zastępował w tym spotkaniu trenera Bogdana Radwana. – Goście grali technicznie, ale to była sztuka dla sztuki, nic z tego nie wynikało, nie stworzyli żadnej stuprocentowej okazji. Graliśmy w anormalnych warunkach, wiał porywisty wiatr, a odczuwalna temperatura była pewnie minusowa. Mecz stał na bardzo niskim poziomie. Ustawiłem drużynę defensywnie, licząc na jakąś kontrę. Nie mamy jednak napastnika z prawdziwego zdarzenia i nie zagroziliśmy rywalom.

 
- Cieszę się, że ten mecz mamy już za sobąmówi trener Huraganu Jakub Adamus. – Specyficzne boisko w Stroniu sprzyja grze defensywnej, którą preferują gospodarze. Cały mecz toczony był pod nasze dyktando na połowie przeciwnika, którego stać było jedynie na wybicie długiej piłki na naszą połowę. Ciężko było nam przebić się przez defensywę Żarka, który praktycznie całym zespołem starał się wybijać nas z rytmu. Bronił się konsekwentnie i bardzo ambitnie. Takie mecze trzeba po prostu wygrywać i nam się to udało.

 

 

 

 
WIKLINIARZ WOŹNIKI – AMATOR BABICA 2:0 (0:0)

 
Bramki: Łopata 51, 73.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk (46 K. Kwartnik) – T. Kwartnik, Jochymek, Targosz, Mikołajczyk – Pytel (71 Matyjasik), Adamczyk, Ściera (46 Rupa), M. Książek (78 Latko) – Łopata, R. Książek.

 
AMATOR: Grochal – Lempart, Brańka, Chlebicki, Michał Woźniak – Moskała (85 Skupień), Mikołaj Woźniak, B. Woźniak (46 M. Kołodziejczyk), Piwowarczyk – Pułka (70 Jończyk), Wojtaszek.

 
W pierwszej połowie przeważali goście i to oni byli bliżsi bramkowej zdobyczy. Oddali kilka strzałów, ale skuteczność nie jest mocna stroną Amatora w tej rundzie. W 10 minucie piłka minęła „długi róg” bramki po strzale z 7 metrów Wojtaszka. Po kilku minutach refleks Góralczyka strzałem z narożnika pola karnego sprawdził Piwowarczyk. Bramkarz z Woźnik był także na posterunek, gdy między 20 a 30 minutą uderzali Moskała, Piwowarczyk i Wojtaszek. Woźniczanie odpowiedzieli dwoma strzałami Łopaty. Piłkę łapał bramkarz.

 
- W pierwszej połowie nie graliśmy kompletnie nic, to była katastrofamówi trener Wikliniarza Marek Łopata. – To była nasza najgorsza pierwsza połowa meczu nie tylko w tym sezonie, ale w ogóle – odkąd jestem w Woźnikach. W przerwie musiałem przeprowadzić z chłopakami męską rozmowę. Dokonałem dwóch zmian. Ta w bramce była wymuszona, ale wchodzący Rupa wspomógł mnie w ataku.

 
Właśnie Rupa w dośrodkował 51 minucie z lewej flanki. Piłka długo leciała w powietrzu, zmierzając do Łopaty. Ten niewiele się zastanawiając kopnął z woleja i zaskoczył bramkarza, któremu futbolówka prześlizgnęła się po palcach. W 73 minucie ponownie dał o sobie znać trener Wikliniarza. Tym razem po podaniu Adamczyka wypalił z 25 metrów, żeby zmieścić piłkę w samym „okienku”. Miejscowi oddali jeszcze kilka strzałów, podobnie jak goście, u których trzykrotnie z dystansu próbował Mikołaj Woźniak.

 
- Powinniśmy po pierwszej połowie schodzić z boiska z przynajmniej dwubramkowym prowadzeniemstwierdza kapitan Amatora Mateusz Lempart. – Nadal jednak szwankuje u nas skuteczność, stworzyliśmy dużo klarownych sytuacji z których powinny paść bramki. Gdy straciliśmy gola po przerwie nasza gra wyglądała już dużo gorzej, a druga bramka zupełnie podcięła nam skrzydła.

 

 

 

 
BOROWIK BACHOWICE – LKS LEŃCZE 1:1 (0:0)

 
Bramki: Górecki 47 (karny) – Klimasara 69.

 
BOROWIK: D. Dębski – M. Wołoch, Książek, Świergóła, Biela – Kurdziel, Górecki, Góralczyk, Ściera, A. Kajfasz (46 Kobylański) – Ciemiera.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Oleś – Klimasara (90 Sobota), Żak, Sz. Gębala (75 Ryłko), Zborowski – J. Kozieł, Brózda.

 
- Nasza nieskuteczność była przyczyną remisuwyjaśnia Marcin Folga, trener Borowika.Jak się stwarza aż tyle sytuacji, to chociaż trzy bramki powinno się zdobyć. Mieliśmy jednak słabo nastawione celowniki i piłka nie chciała wpaść do siatki. Widać też, że Leńcze, to dobrze poukładany zespół. W tym meczu w zasadzie wszystko dobrze zagrało oprócz wykończenia.

 
To był bardzo otwarty i ciekawy pojedynek. Choć w pierwszej połowie bramki nie padły, to okazji było cała masa. W 33 minucie po akcji Brózdy i odbiciu piłki przez bramka, J. Kozieł dobił w poprzeczkę. Chwilę później Oleś zdecydował się na strzał z 25 metrów. Piłka niesiona wiatrem również trafiła w poprzeczkę. Borowik też był aktywny. Sytuacje sam na sam mieli Ciemiera czy Górecki. Zaraz na początku drugiej odsłony Dariusz Klimasara, wsparł się na szarżującym Ścierze i sędzia podyktował rzut karny. Wykorzystał go Kamil Górecki. Dariusz Klimasara „odrobił” jednak to trafienie, wykorzystując dośrodkowanie z rzutu wolnego na długi słupek Żaka. Bliski szczęścia był jeszcze Ściera. Raz trafił w poprzeczkę, a później w słupek.

 
- Procentuje to, nad czym pracujemy z chłopakami i mówimy sobie na odprawachstwierdza Dariusz Klimasara, grający szkoleniowiec zespołu z Leńcz. – Zawodnicy bardziej dojrzale podchodzą do meczów i są lepiej skoncentrowani. Brakuje nam jednak sił i końcówka meczu to pokazała. Jestem zadowolony, bo w kilku ostatnich meczach nie straciliśmy dużo bramek, a to było naszą bolączką. Mimo, że Bachowice to gorący teren, to nasze młode chłopaki nie przestraszyli się i podołali temu spotkaniu. Nie uciekaliśmy od twardej gry.

 

 

 

 
PRZEŁĘCZ KOSSOWA – NADWIŚLANKA BRZEŹNICA 2:1 (1:1)

 
Bramki: Dawid Guguła 41, Kwarciak 75 (karny) – Wiąch 3.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Lang, Mocała, R. Tyrała – R. Dziuba, Adrian Guguła, Dominik Guguła, Korecki – P. Dziuba (88 Sikora), Dawid Guguła.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Kucharczyk, Żurek, Kurczab, A. Meres – Bobak (79 Nęga), Bolek, Superson, Ramuciński (64 Prędecki) – Wiąch, Gacek.

 
- Jak na derby, to był dobry meczocenia Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy. – Widać było naszą przewagę. Goście głównie grali długimi podaniami od bramkarza do Gacka, jednak nasi obrońcy dobrze go pilnowali. Odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Nadwiślanka nie była rywalem, który pograłby piłką, chaotycznie to wyglądało z ich strony.

 
Znakomicie spotkanie rozpoczęła Nadwiślanka. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Ramucińskiego, na bramkę zamienił Marcin Wiąch. Skutecznie strzelił z siedmiu metrów w dolny róg. Być może szybki gol uśpił czujność gości i bardziej im zaszkodził niż pomógł. W 20 minucie bramkarz w trudem obronił próbę z rzutu wolnego Dominika Guguły, a za chwilę z 18 metrów R. Dziuba „ostemplował” słupek. Jednak w 41 minucie gospodarze dopięli swego. Adrian Guguła dograł prostopadłą piłkę do Dawida Guguły. Ten przebiegł z nią 30 metrów, minął obrońców i zmieścił piłkę w długim rogu. Już po przerwie znowu w słupek trafił R. Dziuba. Decydujące trafienie miało miejsce za sprawą zagrania ręką w polu karnym. Egzekutorem „jedenastki” był bramkarz Jakub Kwarciak. Nadwiślanka kończyła mecz w dziesiątkę, bo za dwie żółte kartki z boiska wyleciał Arkadiusz Gacek.

 
- Trudno cokolwiek powiedzieć po tym spotkaniurozpoczyna Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – W drugiej połowie praktycznie nie oddawaliśmy strzałów. Być może zabrakło nam też trochę szczęścia. Ten mecz fajnie się dla nas zaczął, ale później wszystko się posypało. Skoro wygrywaliśmy już w pierwszych minutach, to zawodnicy pomyśleli, że wygramy gładko, a tak nie było.

 

 

 

 
WISŁA ŁĄCZANY – DĄB TOMICE 1:3 (1:1)

 
Bramki: K. Rybarczyk 31 – Skrzypek 12, 50, B. Graca 82.

 
WISŁA: Starowicz – Pawlica (80 Peret), Kons, Fliśnik, Bernaś (85 Dawid Kozioł) – Ojczyk (70 Mydlarz), T. Rybarczyk, Szydłowski, Nowotarski (85 Czechowicz) – Oleksy, K. Rybarczyk.

 
DĄB: Wiecheć (5 Dyrcz) – Pyka, Kaczor, Knapik, Sabuda – Targosz, Pamuła, B. Graca, Skoczylas – Mamcarczyk, Skrzypek.

 
- Moim zdaniem nie zasłużyliśmy na porażkęocenia Kamil Kozioł, trener Wisły.Prowadziliśmy grę, goście byli nastawieni na kontry. Mieliśmy więcej sytuacji, ale niestety, nie udało nam się „przepchnąć” tego meczu. Nie byliśmy drużyną słabszą, ale Dębowi należą się gratulacje. Byli mądrze ustawieni i widać, że to dobra drużyna. Niestety, wychodzą też nasze braki treningowe.

 
Lepiej to spotkanie rozpoczęli goście, którzy przyjechali na mecz zaledwie w 12-osobowym składzie. Pyka włączył się do akcji ofensywnej, minął dwóch rywali i dośrodkował na głowę Skrzypka, który wykorzystał sytuację. Wyrównał Kamil Rybarczyk. Arkadiusz Nowotarski uderzył z narożnika pola karnego, bramkarz odbił piłkę wprost pod nogi K. Rybarczyka, a ten skorzystał z prezentu. Zaraz na początku drugiej odsłony, znowu na prowadzenie wyszedł Dąb. Skrzypek dograł na prawą stronę do Gracy, który podał wzdłuż bramki, gdzie nachodzący Marcin Skrzypek trafił pod poprzeczkę. Wisła nie załamała się i tworzyła wiele okazji podbramkowych. Trzy razy „oko w oko” z bramkarzem stanął Kamil Rybarczyk, a dwa razy Dawid Oleksy. Nic jednak nie chciało wpaść, tymczasem przyjezdni byli bardzo skuteczni. Wynik ustalił Bartosz Graca. Starowicz wybił piłkę z piątego metra wprost pod jego nogi, co skończyło się bramką.

 
- Skuteczność tym razem była po naszej stroniemówi Zbigniew Pytlowski, szkoleniowiec Dębu. – Szczerze mówiąc lepsze wrażenie od mojej drużyny zrobiła na mnie Wisła. Posiadali optyczną przewagę, ładnie rozgrywali piłkę w środku, zagrywali prostopadłe podania. Jednak w mojej drużynie był duch walki, myśl, poświęcenie i zaangażowanie. Przegraliśmy z chorobą, bo aż pięciu zawodników było nieobecnych z tego powodu, ale nie przegraliśmy na boisku.