• slider003
  • 002
  • moja liga
  • moja liga
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 8 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 8 kolejki.

DSC01138news

Amator Babica w końcu przełamał niemoc wygrywając z Wisłą Łączany. LKS Leńcze, Olimpia Chocznia i Huragan Inwałd zadały poważne rany swoim rywalom, nie ponosząc przy tym strat. Powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą znalazło dokładnie odzwierciedlenie w przypadku poczynań piłkarzy Dębu Tomice w starciu z Borowikiem Bachowice. W spotkaniu Nadwiślanki Brzeźnica z Sokołem Frydrychowice punkty mogła zgarnąć każda z drużyn, ale piłkarskie szczęście było przy gospodarzach.

 

 

 
LKS LEŃCZE – PRZEŁĘCZ KOSSOWA 6:0 (2:0)

 
Bramki: Brózda 49 (karny), 56, J. Kozieł 79, 85, Kolasa 15 (karny), Oleś 36.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Zborowski (81 Kania) – St. Gębala (59 Ryłko), Oleś, Żak (75 D. Gębala), Monica – Klimasara (56 J. Kozieł), Brózda.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Lang, Wacławek (82 Grzebinoga), R. Tyrała – Dawid Guguła, R. Dziuba, A. Guguła (58 Gałek), Dominik Guguła (74 Ciapa) – Korecki, P. Dziuba.

 
- Goście prezentowali się przyzwoicie do 20 minuty, później ruszyliśmy do atakumówi kierownik drużyny z Leńcz Alojzy Oleś. – Bardzo dobrze operowaliśmy piłką, zdominowaliśmy środek pola. Wystarczyło nam sił na cały mecz i co ważne – wszyscy do końca trzymali się założeń. Chłopaki dogadują się z trenerem Klimasarą, wykonuje u nas dobrą robotę. Na ławce mieliśmy sześciu rezerwowych. Oby tak dalej.



 
Po kwadransie faulowany w obrębie „szesnastki” był Brózda, a rzut karny na gola zamienił Kolasa. W 36 minuty Oleś skorzystał z dogrania Klimasary i pokonał bramkarza strzałem z 5 metrów. Większą część bramkowego bagażu przyjęli kossowianie po pauzie. W 49 minucie „jedenastkę” za faul na sobie wykorzystał Brózda, który płaskim strzałem z 18 metrów poprawił kilka minut późnej na 4:0, robiąc użytek z podania Żaka. Zdobycie goli w dwóch kolejnych akcjach uniemożliwił Żakowi i Brózdzie bramkarz, ale i tak musiał jeszcze dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki, bo „wejście smoka” zaliczył J. Kozieł. W 79 minucie trafił głową, a pięć minut przed końcem zrobił użytek z centry Gajewskiego.

 
- Nie stworzyliśmy w tym spotkaniu kompletnie żadnego zagrożeniaubolewa kierownik Przełęczy Tadeusz Bryła. – Nie wiem czy wygrana z Dębem Tomice tak nas uspokoiła… Drużyna z Leńcz bardzo dobrze wyprowadzała akcje od tyłu, dobrze operowali piłką. Świetnie funkcjonowali jako drużyna, widać, ze tam gra nie opiera się o indywidualności. Na pewno byli najlepszym zespołem z jakim do tej pory graliśmy. Teraz czekają nas prawdziwe derby z Nadwiślanką Brzeźnica. Trzeba je wygrać.

 

 

 

 
OLIMPIA CHOCZNIA – ŻAREK STRONIE 7:0 (3:0)

 
Bramki: Kukuła 7, 51, 60, 73, Okrzesik 16 (karny), Bodzioch 34, Pasternak 82.

 
OLIMPIA: Starzyk (70 Kwaśny) – Świątek, Hupert (46 Kapela), Woźniak, Góra – Okrzesik, Ramenda, Jończyk (78 Pasternak), Jarek (54 Garus) – Kukuła, Bodzioch.

 
ŻAREK: Rak – Odrowąż, Klimowski, Smoleń, Znajdek – Kwartnik, Zawiła, Michał Pindel, Mateusz Pindel – Radwan (63 Morawa), D. Kruk (88 Gniadek).

 
Piłkarzy Żarka stać było na dwukrotnie zagrożenie posterunku Starzyka, który w pierwszej połowie odbił soczysty strzał Zawiły, a w drugiej wygrał pojedynek z D. Krukiem. Kukuła zdobył swojego pierwszego gola (z czterech) w 7 minucie. Minął obrońców i z 5 metrów pocelował w krótki róg. Po upływie kwadransa powalony w polu karnym został Świątek i on też wymierzył sprawiedliwość z „wapna”. Trzeci gol dla miejscowych to zasługa Bodziocha, mierzącego celnie w kierunku dalszego słupka. Po zmianie stron trzy bramki z rzędu zdobył Kukuła. Najpierw uderzył z 3 metrów, następnie skierował pikę do siatki po ładnie rozegranym na obieg rzucie rożnym, a na koniec znów zapakował ją między słupku z bliskiej odległości. Niewiele czasu na placu gry potrzebował Pasternak, żeby cieszyć się ze swojego gola. Uderzył pasówką po ziemi i bramkarz znów szukał piłki w „sieci”.

 
- Nie lekceważyliśmy rywalazapewnia trener Olimpii marek Praciak. – Można sobie w ten sposób zrobić krzywdę. Trzeba trzymać formę, bo w przeciwnym wypadku łatwo można popaść w bylejakość. Łatwy i spokojny mecz. Dałem szansę rezerwowym, w tym bramkarzowi.

 
- Nie ma żadnego pozytywu z tego spotkania. W zespole panuje apatia, chłopaki wyszli na mecz ze spuszczonymi głowaminarzeka trener Żarka Bogdan Radwan. – Nawet będąc słabszym, niekoniecznie trzeba przegrywać tak wysoko. Można grać brzydko, ale skutecznie się bronić. Nie potrafiliśmy tego. Gospodarze byli dużo silniejsi fizycznie, przegrywaliśmy pojedynki główkowe. Problemem był też brak podstawowego bramkarza Andrzeja Kruka. Z konieczności między słupkami stanął starszy już zawodnik, były golkiper naszej drużyny.

 

 

 

 
AMATOR BABICA – WISŁA ŁĄCZANY 2:0 (1:0)

 
Bramki: Mikołaj Woźniak 29, 72 (karny).

 
AMATOR: Grochal – Lempart, Michał Woźniak, Brańka, Chlebicki – Moskała, Mikołaj Woźniak, B. Woźniak (46 Graca), Piwowarczyk (78 Skupień) – Pułka, Wojtaszek.

 
WISŁA: Starowicz – Pomietło (75 Pawlica), A. Kozioł, Fliśnik, Mydlarz – Bernaś, Peret (46 Grzesiak), T. Rybarczyk, Grela (69 Ojczyk) – Oleksy, K. Rybarczyk (75 Czechowicz).

 
Po raz pierwszy w tej rundzie Amator był zespołem lepszym, stwarzającym okazje, dzięki czemu zaksięgował trzy punkty. Wisła grająca w odmłodzonym składzie niewiele mogła zdziałać.

 
- Po raz kolejny zawiedliśmy się na niektórych piłkarzach, znów okazali się niesłownimówi trener Wisły Kamil Kozioł. – Ne można na nich liczyć, więc szansę dostali 16-latkowie. Zagrało ich aż czterech i zaprezentowali się dobrze. Nasz najstarszy zawodnik występujący w tym meczu miał 25 lat. Ciężko coś mówić o tym meczu. Zawodnicy byli myślami gdzieś indziej.

 
Wisła w całym meczu zagroziła bramce Grochala dwukrotnie. W pierwszej połowie dobrze uderzył Oleksy, lecz bramkarz wiedział co zrobić w tej sytuacji, a po przerwie przy stanie 1:0, po strzale K. Rybarczyka futbolówka otarła lakier z słupka. Pierwszy gol padł w 29 minucie. Pułka potężnie kropnął z 17 metra, piłka ostemplowała poprzeczkę i wylądowała pod nogami Mikołaja Woźniaka na 11 metrze, który nie dał szans na interwencję bramkarzowi. Wcześniej strzelec gola uderzał niecelnie głową, podobnie jak Wojtaszek po centrze Pułki, który też miał szansę na otwarcie wyniku, ale piłkę po jego próbie z „okienka” wyjął bramkarz. Jeszcze przed przerwą Amator mógł odskoczyć na dwa trafienia, lecz po strzale Mikołaja Woźniaka i rykoszecie, znów dźwięk wydał słupek. Po godzinie gry Starowicz wykazał się po strzałach Pułki i Wojtaszka. W 70 minucie Wojtaszek otrzymał podanie w polu karnym, minął dwóch rywali i został sfaulowany. „Jedenastkę” na gola zamienił Mikołaj Woźniak. Później minimalnie chybił Piwowarczyk.

 
- W końcu odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo w sezonie, ale nie ma z tego powodu wielkiej euforii, potrzeba nam jeszcze przynajmniej 6 punktów w tej rundzie żeby realnie myśleć o utrzymaniukalkuluje kapitan Amatora Mateusz Lempart.W tym meczu staraliśmy się utrzymywać przy piłce i grać skrzydłami, pomogła też wprowadzenie do ataku Pułki, który odciążył trochę Wojtaszka i brał na siebie ciężar gry.

 

 

 

 
DĄB TOMICE – BOROWIK BACHOWICE 0:2 (0:0)

 
Bramki: Zieliński 75, Górecki 86.

 
DĄB: Wiecheć – Zybek, Kaczor, Pyka, Kamiński – J. Graca, Mamcarczyk (65 Skoczylas), Targosz, Pamuła – B. Graca, Skrzypek.

 
BOROWIK: D. Dębski – M. Wołoch, Kurdziel, P. Książek (46 Kobylański), Michalski – Biela, Ściera, Górecki, Góralczyk (80 P. Dębski), Kajfasz – Zieliński (85 Balonek).

 
- Jak zwykle zawiodła u nas skutecznośćanalizuje Zbigniew Pytlowski, trener Dębu.Brakuje wykończenia akcji, koncentracji w obronie, szybszej organizacji na boisku. Przeciwnik był do ogrania i nie taki straszny jak na lidera przystało. Pracujemy nad skutecznością od czterech tygodni. Może zaprzestaniemy tego i samo przyjdzie, bo mecz meczowi nie jest równy.

 
Od początku dość mocno w mecz weszli goście, jednak to Dąb po 10 minutach opanował sytuację i miał szansę na bramki. Po 20 minutach Skrzypek wyszedł sam na D. Dębskiego i trafił w jego nogi. Sześć minut później Targosz minął już golkipera, ale nie zdołał zmieścić piłki w bramce. Złe wybory Skrzypka i w drugiej połowie Targosza spowodowały zaprzepaszczenie okazji do ukłucia gości. Borowik grał cierpliwie i wypunktował Dęba w ostatnim kwadransie. Po zagraniu Ściery, Wojciech Zieliński wbiegł do środka i z 16 metrów przymierzył obok Wiechecia. Miejscowych dobił Kamil Górecki. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Góralczyka, popisał się celnym strzałem głową, rozstrzygając ten pojedynek.

 
- To był mecz drużyn na podobnym poziomieuważa Paweł Stańczyk, prezes Borowika. – Dąb to dobra technicznie drużyna, która nie gra „wybijanki”, a z takimi zespołami gra nam się dobrze. Widać, że u gospodarzy brakuje wykończenia. W naszym zespole dużo dobrego wniosła zmiana Kobylańskiego. Razem ze Ścierą rozegrał dużo akcji w środku boiska.

 

 

 

 
HURAGAN INWAŁD – WIKLINIARZ WOŹNIKI 6:0 (3:0)

 
Bramki: K. Chrapkiewicz 17, 20, Chowaniec 55, 62, Krupnik 35, Sz. Kuropatwiński 48.

 
HURAGAN: Pietrzak – Pindel, W. Dybał, Szafran, Sikora (60 Jurka) – Ł. Chrapkiewicz, M. Dybał, Sz. Kuropatwiński (70 A. Trzaska), K. Chrapkiewicz (60 Rymarczyk) – Chowaniec, Krupnik.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – Targosz, Kwartnik, Jochymek, Mikołajczyk – M. Książek (65 Latko), R. Książek, Łopata (60 Matyjasik), Ściera, Pytel – Rupa.

 
- Nie był to najlepszy mecz w naszym wykonaniuzdradza Jakub Adamus, trener Huraganu. – Od początku słabo weszliśmy w spotkanie, przez co pierwsze 20 minut było bardzo chaotyczne i szarpane. Z czasem opanowaliśmy sytuacje boiskowe i mecz toczył się pod nasze dyktando. Poza kilkoma stałymi fragmentami goście nam nie zagrażali. Cieszy postawa 16-letniego Chrapkiewicza, który z meczu na mecz nabiera większej pewności i potrafi dać impuls drużynie do ataku. Szkoda niewykorzystanych sytuacji, ponieważ wynik byłby bardziej okazały.

 
Pojedynek bez historii, w którym gospodarze wywiązali się z roli faworyta. Ostre strzelanie rozpoczęło się w 17 minucie. Chowaniec dograł wzdłuż bramki, a akcję na wślizgu zamknął Kamil Chrapkiewicz. Trzy minuty później znowu 16-letni gracz Huraganu wpisał się na listę strzelców. Tym razem zszedł do środka, minął dwóch rywali i z 20 metrów trafił przy słupku. Na 3:0 w zamieszaniu podbramkowym podwyższył Bartosz Krupnik. Dobrą okazję miał jeszcze Łukasz Chrapkiewicz. Z ostrego kąta przeniósł piłkę nad poprzeczką. Zaraz po przerwie Krupnik z Chowańcem rozegrali kombinacyjną akcję, a jej zwieńczeniem był celny strzał z 16 metrów Kuropatwińskiego. Później swoje bramki zdobył Dariusz Chowaniec. Po prostopadłym podaniu minął bramkarza i dopełnił formalności, a później po asyście Krupnika z 8 metrów przelobował Góralczyka.

 
- Huragan był dużo lepszyprzyznaje Marek Łopata, grający szkoleniowiec Wikliniarza. – Szkoda, że przegraliśmy tak wysoko, ale jednak zasłużenie. Nie miałem Adamczyka i Boronia, więc środek pomocy był eksperymentalny, ale nie ma się co tym tłumaczyć. Gospodarze byli lepsi technicznie i fizycznie. To najlepsza drużyna z jaką graliśmy w tej lidze. Zdawałem sobie sprawę, że ciężko będzie coś ugrać w Inwałdzie i tak było.

 

 

 

 
NADWIŚLANKA BRZEŹNICA – SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE 1:0 (0:0)

 
Bramka: Gacek 80.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Kucharczyk, A. Meres, Kurczab, Szajna (40 Nęga) – Bobak (55 Superson), Żurek, Prędecki, Ramuciński (70 Pyjos) – Gacek (90 Szydłowski), Wiąch.

 
SOKÓŁ: K. Wanat – Łubik, Brózda, A. Brusik, Wysogląd – Baca (70 S. Wanat), Ogiegło, Madeja, Hereda (46 Dyrcz) – Nycz, Sabuda.

 
- To był mecz z gatunku kto zdobędzie pierwszy bramkę ten wygra i padło na nasmówi Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – Wzmocniliśmy się kadrowo, bo po kontuzji wrócił Gacek, ale straciliśmy Rafała Gracę, który narzeka na uraz pachwiny. Liczyliśmy na lepszą grę z naszej strony, ale mecz ułożył się tak, a nie inaczej. Myślę, że wygraliśmy zasłużenie.

 
Od mocnego uderzenia rozpoczął Sokół, który stworzył sobie kilka szans na gola już w pierwszych pięciu minutach. Sabuda przestrzelił z pięciu metrów, w sytuacji sam na sam bramkarz odbił strzał Ogiegły, a dobitka Sabudy była nieskuteczna. W odpowiedzi w 15 minucie w słupek trafił Żurek, a 15 minut później Bobak nie trafił z sześciu metrów. W drugiej odsłonie dobre okazje mieli Wiąch i Żurek, ale to powracający po kontuzji Arkadiusz Gacek został bohaterem tego meczu. Żurek podał do Gacka, ten przerzucił futbolówkę nad obrońcami i przymierzył z woleja z siedmiu metrów. To był nokautujący cios, po którym goście już się nie podnieśli.

 
- Przegraliśmy wygrany meczocenia Dariusz Brózda, trener Sokoła. – Okazji było bardzo dużo i już do przerwy mogliśmy spokojnie prowadzić 3:0. W pierwszej połowie byliśmy dużo lepsi od Nadwiślanki, a w drugiej gra się bardziej wyrównała. Zawiodła nas skuteczność. Niestety, dopasowaliśmy się też trochę do przeciwnika. Zamiast grać krótko dołem, to posyłaliśmy długie piłki od bramkarza.