• 002
  • 002
  • slider003
  • moja liga
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 6 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 6 kolejki.

DSC01136-crop ok

Amator Babica toczył wyrównany bój z liderującym Borowikiem, ale poległ tracąc jednego gola. LKS Leńcze zdmuchnął z powierzchni murawy Żarka Stronie. Na boisku niepodzielnie królował Marcin Brózda, autor sześciu (!) goli. Także tomiczanie nie mieli większych problemów w konfrontacji z Sokołem Frydrychowice. Wygrali gładko, a mecz na pewno zapamięta autor hat-tricka Skrzypek. W starciu beniaminków z Brzeźnicy i Woźnik nie zabrakło niczego – goli, samobója, czerwonych kartek, słupków i poprzeczki. Obie ekipy muszą zadowolić się punktem. Solidna gra obronna Olimpii Chocznia (na zdjęciu) pozwoliła zneutralizować atuty Huraganu Inwałd, który w niedzielę nie dopisał do swojego konta kolejnego „oczka”, a chocznianie przybliżyli się znacznie do lokat pozwalających myśleć o promocji do klasy B. Wisła Łączany po trzech porażkach, teraz notuję passę trzech zwycięstw. W niedzielę okazała się o jednego gola lepsza od Przełęczy Kossowa.

 

 

 
DĄB TOMICE – SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE 3:0 (2:0)

 
Bramki: Skrzypek 34, 39, 58.

 
DĄB: Wiecheć – Pyka, Zybek, Knapik, Kamiński – Targosz, Adamik (70 Skoczylas), Mamcarczyk, Pamuła, B. Graca (65 Garb) – Skrzypek (85 Kapłon).

 
SOKÓŁ: Wanat – Płonka, Brózda, A. Brusik, Wysogląd – Rachwał (21 Romanek), Stopa, Ogiegło, Hereda (80 K. Brusik) – Nycz, Sabuda.

 
- Nie chcieliśmy popełnić błędu ze Stronia i od początku ruszyliśmy na Sokołatłumaczy trener Dębu Zbigniew Pytlowski. – Byliśmy głodni zwycięstwa, graliśmy agresywnie, zdominowaliśmy środek pola, wychodziły nam akcje skrzydłami. Nie chcieliśmy dać rywalom szansy na złapanie rytmu gry. Jestem zadowolony z tego meczu. Czas pokaże czy uda się tę formę przełożyć na spotkania z bardziej wymagającymi rywalami.



 
Gospodarze mimo, że prowadzili grę, długo nie mogli trafić do siatki, choć planem było szybkie zdobycie gola. W 23 minucie świetny strzał oddał Mamcarczyk, lecz czujny był bramkarz. W 34 minucie Adamik kropnął z wolnego, Wanat wypuścił piłkę, z czego skorzystał Skrzypek. 1:0. Pięć minut później po zagraniu ze środka pola prostopadłej piłki w boczny sektor, B. Graca podał do Skrzypka, który po przyjęciu piłki na klatkę , skutecznie uderzył w długi róg. Jeszcze przed pauzą minimalnie spudłował Targosz. Goście najlepszą sytuację mieli przy stanie 0:0. Po 70 metrowym podaniu Brózdy, Sabuda znalazł się za obrońcami, ale zaprzepaścił szansę. Dąb nieco przysnął po przerwie, goście nie potrafili tego wykorzystać, a po 10 minutach wszystko wróciło do normy i to tomiczanie powinni serwować swoim kibicom kolejne gole. Uraczyli ich jednym. W 58 minucie Adamik idealnie wrzucił futbolówkę z wolnego na głowę Skrzypka i ten „zamknął” mecz, choć miał jeszcze dwie szanse – raz piłka zatrzymała się na poprzeczce. Próbowali też inni: Pamuła, Kapłon, M. Pyka i Kamiński.

 
- W początkowej fazie meczu potrafiliśmy się nieco przeciwstawić Dębowi, podobnie jak w pierwszych minutach po przerwie i to jedyne pozytywymówi grający trener Sokoła Dariusz Brózda. – Nie ma się co oszukiwać. Wyników nie będzie, skoro na treningu mam pięciu piłkarzy. Brakuje nam ogrania i sił. Jestem w Sokole pięć lat i tak marnej sytuacji jeszcze nie było. Łatam skład na każdy mecz. Jeśli zbierze się trzynastu piłkarzy na mecz jest to sukces. Dąb był dużo lepszym zespołem.

 

 

 

 
LKS LEŃCZE – ŻAREK STRONIE 8:0 (6:0)

 
Bramki: Brózda: 8, 27, 33, 41, 46, 69, Kolasa 30 (karny), St. Gębala 35.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Sz. Gębala (19 Zborowski) – Żak, D. Gębala (70 Sobota), St. Gębala, Monica (51 Kania) – J. Kozieł (35 Ryłko), Brózda.

 
ŻAREK: A. Kruk – Zawiła, Znajdek (55 Wójcik), Klimowski, Smoleń – Odrowąż, Mateusz Pindel, Chrapek (46 D. Kruk), Kwartnik (58 Radwan), Michał Pindel – Morawa.

 
Król był tylko jeden – Marcin Brózda, który wziął dla siebie w tym meczu „sześciopak”. Goście praktycznie nie zaistnieli. W drugiej połowie byli bliscy honorowego gola, ale Odrowąż trafił w poprzeczkę. Pierwsze trafienie Brózda zanotował po asyście Żaka, drugie po akcji ze St. Gębalą. Potem z „wapna” trafił Kolasa. Czwarty gol to znów sprawka Brózdy, korzystającego ze złego zachowania bramkarza. Na 5:0 podwyższył St. Gębala, wcześniej dwoma „klepnięciami” piłki z Brózdą manewrując czterech obrońców. Przed zmianą stron najlepszy piłkarz meczu trafił ponownie, korzystając z tego, że jeden z obrońców nabił piłką kolegę. Zaraz po przerwie siódmego gola zdobył niezawodny Brózda, robiąc użytek z podania za obrońców St. Gębali. W 69 minucie padł ostatni, ale najpiękniejszy gol. Brózda ustawił piłkę na 25 metrze i z rzutu wolnego zawinął ją obok muru tak, że „zdjął pajęczynę” z rogu, którego pilnował bramkarz. Sytuacji gospodarzy było na tyle dużo, że mogło wpaść jeszcze kilka goli.

 
- Bardzo mobilizowaliśmy się przed tym meczem, frekwencja na treningach była duża, chcieliśmy zmazać plamę jaką daliśmy w Woźnikach w poprzedniej kolejcemówi trener LKS Leńcze Dariusz Klimasara.Zagraliśmy dojrzale i zespołowo. Wciągaliśmy rywala na swoją połowę, żeby atakować środkiem i bocznymi sektorami. W tygodniu poprzedzającym mecz urodziny obchodzili Marcin Brózda i Andrzej Żak. Obaj zagrali bardzo dobrze, a drużyna chciała im zrobić prezent i wspólnie świętować zwycięstwo.

 
- Zagraliśmy najsłabsze spotkanie w rundzieubolewa prezes i zarazem trener Żarka Bogdan Radwan. – Sprezentowaliśmy sześć goli. Przeciwnicy wychodzili na czyste pozycje. Motorycznie byliśmy dużo słabsi. Niektórzy trenują co drugi-trzeci tydzień. Daję pograć 16-letnim chłopakom.

 

 

 

 
AMATOR BABICA – BOROWIK BACHOWICE 0:1 (0:0)

 
Bramka: P. Dębski 72.

 
AMATOR: Grochal – Lempart, Michał Woźniak, Brańka, Chlebicki – Piwowarczyk, Mikołaj Woźniak, M. Kołodziejczyk, Pułka – P. Kołodziejczyk, Wojtaszek.

 
BOROWIK: D. Dębski – Michalski, Wołoch, Świerguła, Biela – Książek, Górecki, A. Kajfasz (62 P. Dębski), Ściera – Ciemiera (90 D. Kajfasz), Sieprawski (68 Kleszcz).

 
- Ciężki mecz, bez wyrazupodsumowuje Marcin Folga, trener Borowika. – Widać było, że o zwycięstwie zadecyduje jedna bramka. W pierwszej połowie chyba sądziliśmy, że mecz wygra się sam. Zawodnicy patrzyli na siebie, nie biorąc odpowiedzialności za grę. Zawiązaliśmy mało akcji. To chyba nasz najsłabszy mecz w tej rundzie.

 
- Nawiązaliśmy równorzędną walkę z lideremstwierdza kapitan Amatora Mateusz Lempart. – Przy większej dozie szczęścia to my moglibyśmy się cieszyć z trzech punktów, a tak znów musimy przełknąć gorycz porażki i przystąpić za tydzień do kolejnego trudnego meczu – z Huraganem Inwałd.

 
Gospodarze zagrażali tylko po stałych fragmentach gry. W 21 minucie po kornerze Pułki, obok słupka „główkował” Michał Woźniak. Po dwóch kwadransach z 40 metra centrował Brańka, bramkarz gospodarzy minął się z piłką, a M. Kołodziejczykowi zabrakło do niej centymetrów. Goście z kolei oddali dwa groźne strzały za sprawą Ciemiery, który przedzierał się lewą stroną i Ściery uderzającego mocno, ale w środek bramki. W obu przypadkach radził sobie bramkarz. Po przerwie Amator znów szukał gola po kornerach, ale jego piłkarze się mylili (Michał Woźniak, Wojtaszek). Z dystansu próbował też Pułka, a zbyt koronkowa akcja z 88 minuty nie przyniosła powodzenia. Borowik groźnie zaatakował w 53 minucie. A. Kajfasz zmarnował jednak znakomitą okazję, mając przed sobą bramkarza. Spektakularnego gola mógł zdobyć Ciemiera, uderzył „nożycami” po centrze Ściery, ale trafił dokładnie w punkt, gdzie stał bramkarz. Metr w prawo, metr w lewo i byłby gol kolejki. W końcu, w 72 minucie, po szybkiej akcji Ciemiera uruchomił Michalskiego, ten zagrał w tempo do wychodzącego zza obrońcy P. Dębskiego, który zmieścił piłkę w „krótkim” rogu. Kontra była ozdobą meczu, piłka przemieszczała się jak po sznurku.

 

 

 

 
NADWIŚLANKA BRZEŹNICA – WIKLINIARZ WOŹNIKI 3:3 (2:1)

 
Bramki: Gacek 24, 52 (karny), Pytel 5 (samobójcza) – Rupa 16, Łopata 56, Adamczyk 90 (karny).

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Graca, Kurczab, A. Meres (40 Szajna), Kucharczyk – Bobak, Ramcuński, Superson, Żurek – Gacek (85 Prędecki), Wiąch.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – T. Kwartnik, Targosz, Boroń (15 Matyjasik), Mikołajczyk – Pytel, Ściera (50 K. Kwartnik), Adamczyk, R. Książek – Łopata, Rupa.

 
- Spokojnie mogliśmy to wygrać, ale za bardzo rozluźniliśmy się, po czerwonej kartce dla rywalizdradza Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – Byliśmy chyba zbyt pewni tego, że dowieziemy korzystny rezultat do końca. Patrząc na przebieg meczu, powinniśmy to wygrać 7:3. To dla nas krzywdzący wynik, bo prezentowaliśmy się lepiej.

 
Początek był bardzo pechowy dla Mateusz Pytla. Po wyrzucie z autu Kurczaba, piłka dość nieoczekiwania dla samego Pytla spadła mu na głowę i znalazła drogę do siatki. Dość szybko wyrównał jednak Sławomir Rupa. Po prostopadłym podaniu od Ernesta Adamczyka, wyszedł sam przed M. Meresa i pokonał go. W 24 minucie znowu na prowadzenie wyszli miejscowi. Żurek z głębi pola podał do Gacka, którzy wyprzedził obrońcę i uderzył pod poprzeczkę. W 49 minucie Arkadiusz Góralczyk sprokurował rzut karny i dostał czerwoną kartkę. Gacek wykorzystał „jedenastkę” i wydawało się, że to Nadwiślanka ma wszystkie argumenty po swojej stronie. W 55 minucie głową do siatki po podaniu Książka trafił Łopata, a kilka minut później siły się wyrównały, bo z boiska wyleciał Michał Kurczab. Obie ekipy miały wiele sytuacji na zmianę wyniku. Żurek trafił z rzutu wolnego w słupek, a po stronie gości także w słupek celowali Adamczyk i Książek, a poprzeczkę zaliczył Pytel. W samej końcówce po faulu na Adamczyku, sam poszkodowany wykorzystał rzut karny, dając cenny remis swojej drużynie.

 
- Nie mogłem skorzystać z 6 zawodników i pojechaliśmy tylko w trzynastuwyjaśnia Marek Łopata, grający szkoleniowiec Wikliniarza.Przed meczem remis brałbym w ciemno, ale teraz jest niedosyt. W 55 minucie gospodarze wyraźnie osłabli. Cisnęliśmy ich cały czas, ale przez długi czas nic nie chciało wpaść. Trzeba się jednak cieszyć z punktu, bo to pierwsza nasza zdobycz na wyjeździe. Na wyróżnienie zasłużył Ernest Adamczyk, który był ojcem tego zwycięskiego remisu.

 

 

 

 
OLIMPIA CHOCZNIA – HURAGAN INWAŁD 2:1 (1:0)

 
Bramki: Kukuła 25, Bodzioch 55 – Krupnik 60.

 
OLIMPIA: Starzyk – Nowak, Góra, Woźniak, Świątek – Ramenda (75 Paterak), Okrzesik, Jończyk, Jarek, Kukuła (65 Hupert) – Bodzioch.

 
HURAGAN: Pietrzak – Pindel, W. Dybał, Szafran, M. Stuglik (72 M. Sikora) – Rymarczyk (63 Ł. Sikora), M. Dybał, Ł. Chrapkiewicz, K. Chrapkiewicz (58 J. Stuglik) – Krupnik, Chowaniec (80 M. Kuropatwiński).

 
- Zagraliśmy bardzo dobrze, a sam mecz mógł się podobaćocenia Marek Praciak, trener Olimpii. – Kadrowo rywale są mocniejsi od nas, jednak wykazaliśmy więcej determinacji. Graliśmy jednym napastnikiem i czekaliśmy na ich błąd, bo nie było sensu się na nich rzucać. Nasi zawodnicy mieli przechwytywać piłki od połowy boiska. To nie my musieliśmy wygrać, a rywale, bo są liderem.

 
Od początku uważnie grająca w obronie Olimpia, czekała na swoje szanse i wykorzystała jedną z nich w 25 minucie. Po wrzucie z autu, futbolówkę głową przedłużył Bodzioch, ta spadła na poprzeczkę, a skutecznie dobił ją Kukuła. Huragan próbował wyrównać. Strzał głową Kamila Chrapkiewicza na linii złapał Starzyk, a uderzenie Łukasz Chrapkiewicza z rzutu wolnego zatrzymał się na spojeniu. Już po przerwie Jończyk podał do Bodziocha, a ten przytomnie przelobował bramkarza. W odpowiedzi Bartosz Krupnik trafił z ostrego kąta na 2:1. Olimpia po kontrach miała jeszcze sytuacje sam na sam za sprawą Kukuły i Bodziocha, ale wynik już się nie zmienił.

 
- Od początku drużyna Olimpii skupiała się na ostrej grze i wykopywaniu piłek do przodurelacjonuje Jakub Adamus, trener Huraganu. – Ciężko gra się z drużynami, których interesuje jedynie obrona. Staraliśmy się wymieniać dużą ilość podań, aby zmusić przeciwnika do biegania. Przed meczem uczulałem chłopaków, że największą siłą tej drużyny są stałe fragmenty gry. Po jednym z nich straciliśmy gola, po szkolnych błędach w kryciu. Od tego momentu Olimpia skupiła się na mocno cofniętej obronie skoncentrowanej na pięciu zawodnikach w defensywie. My musieliśmy szukać swoich okazji w ataku pozycyjnym. Ciężko było nam się przedrzeć przez zasieki obronne gospodarzy, którzy w prosty sposób wychodzili z kontratakami. Tylko dzięki bardzo dobrej postawie Pietrzaka w bramce udało nam się nie stracić kolejnych bramek, bo okazje miejscowa drużyna miała bardzo dobre. Gratuluję przeciwnikom ponieważ zagrali naprawdę bardzo solidnie w obronie, skutecznie wybijając nas z rytmu. Teraz musimy szybko wyciągnąć wnioski i przygotować się do kolejnego spotkania w którym rywalem będzie Amator Babica – przeciwnik nieprzyjemny, równie mocno skupiony na bronieniu.

 

 

 

 
WISŁA ŁĄCZANY – PRZEŁĘCZ KOSSOWA 2:1 (0:0)

 
Bramki: Lelek 50 (samobójcza), K. Rybarczyk 80 – Kwarciak 90.

 
WISŁA: Starowicz – Kons, Kozioł, Fliśnik, Bernaś (80 Pomietło) – Oleksy, T. Rybarczyk, Janiczek, Grela (60 Nowotarski) – Szydłowski (89 Czechowicz), K. Rybarczyk.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Lang, R. Tyrała, Mocała (46 Lelek) – A. Guguła, R. Dziuba, Dominik Guguła (80 Kucharczyk), J. Rybarczyk (74 Wacławek) – P. Dziuba (70 Sikora), Dawid Guguła.

 
- Odnieśliśmy zasłużone zwycięstwotwierdzi Artur Starowicz, prezes i bramkarz Wisły w jednej osobie. – Momentami graliśmy dobrze i mieliśmy dużą przewagę, ale zdarzały nam się też przestoje w grze, kiedy to goście mieli inicjatywę. Niepotrzebnie straciliśmy gola w końcówce, który był efektem rozprężenia. Uważam, że w pierwszej połowie powinniśmy byli zdobyć już ze cztery bramki.

 
To był dość wyrównany pojedynek i choć do przerwy bramki nie padły, to okazji nie brakowało. Już w 2 minucie Dawid Guguła przestrzelił na pustą bramkę z 11 metrów. Pół godziny później Przemysław Dziuba „ostemplował” poprzeczkę, a później jego „główkę” z pięciu metrów obronił Starowicz. W odpowiedzi Szydłowski w jednej akcji trafił w słupek i poprzeczkę. Bliski szczęścia był też Oleksy. Będąc sam przed Starowiczem, strzelił nad bramką. Zaraz po przerwie pecha miał Sławomir Lelek. Dopiero co wszedł na boisko, a po wrzutce Janiczka, kolanem wpakował piłkę do swojej siatki. Na 2:0 podwyższył były gracz… Przełęczy, Kamil Rybarczyk. Po podaniu od Janiczka, wygrał pojedynek oko w oko z Kwarciakiem. Goście przycisnęli w końcówce. Sikora trafił w poprzeczkę, a rozmiary porażki zmniejszył Kwarciak. Dawid Guguła był faulowany w polu karnym, a rzut karny wykorzystał wyżej wspomniany Kwarciak.

 
- To był mecz na remisuważa Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy. – Gospodarze mieli więcej szczęścia. O ich wygranej w sporej mierze zadecydował gol samobójczy. Mobilizacja była, bo to derby, ale obyło się bez żadnych złośliwości i agresji. Mimo porażki zagraliśmy lepiej niż z Bachowicami szczególnie w defensywie. Za mało jednak było celnych strzałów na bramkę.