• moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 5 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 5 kolejki.

DSC01754

Borowik Bachowice wygrał w Kossowej „tylko” 3:0, gdyż zmarnował jeszcze kilka szans. Dąb Tomice przywiózł ze Stronia komplet punktów, bo przebudził się w drugiej połowie, choć „napoczął” rywala jeszcze przed przerwą. Dziesięć minut dobrej gry Sokoła Frydrychowice nie pozwoliło mu na korzystny wynik w starciu z Wisłą Łączany. Słabe spotkanie w Woźnikach. Lepszy Wikliniarz pokonał po golu z początku spotkania LKS Leńcze. Piłkarze Olimpii Chocznia i Amatora Babica także nie stworzyli porywającego widowiska. Gospodarze zwyciężyli po golu zdobytym w 85 minucie. Wesele przeszkodziło piłkarzom z Brzeźnicy w zebraniu składu na mecz z Huraganem. Nadwiślanka została w domu, a punkty w Inwałdzie.

 

 

 
PRZEŁĘCZ KOSSOWA – BOROWIK BACHOWICE 0:3 (0:2)

 
Bramki: Górecki 20 (karny), M. Wołoch 26, P. Dębski 88.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Lang, R. Tyrała, Mocała – Lelek, R. Dziuba, Korecki (46 Wawro), Dominik Guguła (18 Wacławek, 69 Kucharczyk) – Dawid Guguła, P. Dziuba.

 
BOROWIK: D. Dębski – Michalski, M. Wołoch, Świergóła, A. Kajfasz (60 P. Dębski) – Biela, Książek, Górecki (90 R. Wołoch), Ściera, Sieprawski (70 Kobylański) – Ciemiera (87 D. Kajfasz).

 
- Pierwsza połowa zadecydowała o wynikutwierdzi Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy. – Borowik od początku ruszył z kopyta i pokazał jak się gra w piłkę. Nasi zawodnicy chyba przestraszyli się rywala. W drugiej połowie próbowaliśmy skonstruować jakieś akcje, ale widać było, że w Bachowicach grają doświadczeni piłkarze i na niewiele nam pozwolili.



 
Goście dość szybko ustawili sobie ten mecz. Już w 10 minucie Marcin Ciemiera był faulowany w „szesnastce” i sam chciał wykonać rzut karny. Stara zasada mówi, że poszkodowany nie powinien strzelać. Uderzenie obronił Kwarciak. Później po strzale głową Ciemiery piłka odbiła się od poprzeczki i według sędziego nie przekroczyła linii bramkowej, choć goście twierdzili inaczej. Następnie znowu Ciemiera w sytuacji sam na sam trafił w słupek. W 20 minucie po zagraniu ręką, rzut karny wykorzystał Kamil Górecki. Sześć minut później po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ściery, celnie strzelał Marcin Wołoch. Borowik dobił gospodarzy w samej końcówce. Ściera zagrał wzdłuż bramki, a Patryk Dębski dołożył nogę i mógł cieszyć się z gola.

 
- Dobrze weszliśmy w ten mecz, jednak po przerwie graliśmy już gorzejocenia Marcin Folga, trener Borowika. – Być może spowodowane to było wynikiem. Już na początku powinniśmy zdobyć 3-4 bramki, ale znowu nie wykorzystaliśmy swoich szans. Dobre rezultaty spowodowane są tym, że chłopcy w miarę regularnie trenują i to się przekłada na mecz. Dodatkowo kadra jest szersza i pojawia się rywalizacja o miejsce w składzie.

 

 

 

 
ŻAREK STRONIE – DĄB TOMICE 0:2 (0:1)

 
Bramki: Pamuła 20, Pyka 90.

 
ŻAREK: A. Kruk – Zawiła, Znajdek, Klimowski, Smoleń – Odrowąż, Kwartnik (60 Radwan), Mateusz Pindel (15 Lempart), Chrapek (55 Morawa) – Plichta, D. Kruk (60 Michał Pindel).

 
DĄB: Wiecheć – Pyka, Zybek, Knapik, Mostowik – J. Graca, Adamik (46 Targosz), Mamcarczyk (80 Skoczylas), Pamuła, B. Graca (60 Kamiński) – Skrzypek.

 
- Niestety, ale zawodzi u nas skutecznośćnie ukrywa Bogdan Radwan, trener i prezes Żarka. – Brakuje nam napastnika, który umiałby wykończyć sytuacje. Przydałby się taki snajper jak Janiczak, który nabawił się kontuzji. Po mojej namowie będzie próbował się przygotować do gry na październik. Na ten moment brakuje nam pewności w wykańczaniu sytuacji, pewności siebie. Nasza gra momentami była całkiem dobra, ale cóż z tego, skoro liczą się punkty.

 
Pierwsza odsłona należała do gospodarzy. Dobre okazje mieli D. Kruk, Plichta, a po strzale Zawiły obrońcy wybijali futbolówkę z linii. W 20 minucie Mamcarczyk dostał prostopadłą piłkę od B. Gracy, wpadł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki do Pamuły, które skutecznie sfinalizował tę akcję. Na 1:1 mógł trafić Plichta lub Odrowąż, mając przed sobą tylko bramkarza. Po przerwie dużo lepiej zagrali jednak goście i to oni mieli więcej okazji na drugiego gola. Mamcarczyk trafił w poprzeczkę, Targosz dwukrotnie nie zdołał przechytrzyć bramkarza, a po wspaniałej kontrze Pyki i Skrzypka, ten drugi przebiegł z piłką 60 metrów, zagrał do J. Gracy, który będąc oko w oko z A. Krukiem, przeniósł piłkę nad poprzeczką. W samej końcówce Dąb dopiął swego. Pyka wykonał rzut rożny, piłka po wybiciu obrońcy wróciła do niego i z ostrego kąta, lobem nad bramkarzem, ustalił wynik meczu.

 
- Jeżeli będziemy grać tak jak w drugiej połowie, to jestem spokojny o wynik w każdym meczupodkreśla Zbigniew Pytlowski, szkoleniowiec Dębu. – Piłka nożna to dla mnie jednak wciąż dziwny sport. Drużyna, która nie gra nic w pierwszej połowie strzela gola, a po przerwie wiedzie ona prym i dopiero trafia w końcówce po kuriozalnej bramce. W przerwie w szatni zachowałem spokój. Powiedziałem kilka konkretnych wskazówek i myślę, że to pomogło.

 

 

 

 
SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE – WISŁA ŁĄCZANY 0:2 (0:0)

 
Bramki: K. Rybarczyk 62 (karny), Nowotarski 75.

 
SOKÓŁ: Wanat – Płonka, Madeja, Brózda, Wysogląd – Rachwał (68 Brusik), Ogiegło, Romanek, Hereda – Nycz, Sabuda.

 
WISŁA: Starowicz – Kons, Fliśnik, A. Kozioł, Bernaś – Janiczek, T. Rybarczyk (88 Pawlica), D. Kozioł (79 Mydlarz), Grela, K. Rybarczyk (82 Czechowicz) – Oleksy.

 
- Przed przerwą byliśmy dużo lepsi piłkarsko i powinniśmy prowadzić różnicą 2-3 bramekmówi grający prezes Wisły Artur Starowicz. – Przez pierwsze dziesięć minut drugiej połowy daliśmy się zepchnąć i zrobiło się niebezpiecznie. Szybko wróciliśmy do dobrej gry i zdobyliśmy dwa gole. Mam nadzieję, że nasza coraz lepsza dyspozycja utrzyma się w kolejnych spotkaniach. Trener Kamil Kozioł robi u nas naprawdę dobrą robotę.

 
Sokół nie postraszył gości przed przerwą, za to Wisła szukała gola. W 13 minucie groźny strzał oddał Grela. Piłka „po obrońcy” wyszła na róg. Po kornerze Kons uderzył nad poprzeczka. Między 20 a 28 minutą trzy strzały gości zatrzymywał Wanat. Zaskoczyć go próbowali D. Kozioł i dwukrotnie Oleksy.

 
- Po przerwie zrobiłem dwie roszady na pozycjach, zaatakowaliśmy i przy szczęściu mogliśmy wbić Wiśle nawet trzy goleanalizuje trener Sokoła Dariusz Brózda. – Ja z rzutu wolnego, z około 35 metrów trafiłem w poprzeczkę, a potem dwie bardzo dobre okazje zmarnował Nycz.

 
W 56 minucie wszystko wróciło do normy wyznaczonej w pierwszej połowie. Pojedynek z Wanatem przegrał D. Kozioł, a trzy minuty później Grela z 30 metrów wypalił nad poprzeczką. W 62 minucie goście dopięli swego. Pociągany za koszulkę w polu karnym T. Rybarczyk przewrócił się. Sędzia pozwolił grać, po czym wrócił do sytuacji dyktując „jedenastką”, którą na gola zamienił K. Rybarczyk. Niecały kwadrans później D. Kozioł nawinął z prawej strony obrońcę, podał do Nowotarskiego, a ten na 5 metrze przyłożył nogę i „zamknął” mecz.

 
- Brakuje ludzi na treningach i meczach, stąd takie wynikinarzeka trener Sokoła Dariusz Brózda. – W czterech z dotychczasowych pięciu spotkań mieliśmy akurat takich rywali, że przy pełnym składzie moglibyśmy zdobyć 12 punktów. Przyjdą mecze, że może zawodników będzie więcej, ale zagramy z mocniejszymi zespołami niż do tej pory.

 

 

 

 
OLIMPIA CHOCZNIA – AMATOR BABICA 2:1 (1:0)

 
Bramki: Bodzioch 4, Okrzesik 85 – Pułka 71.

 
OLIMPIA: Starzyk – Nowak, J. Woźniak, Góra, Świątek – Okrzesik, Jarek, Jończyk, Ramenda (68 Hupert) – Kukuła (60 Paterak), Bałamucki.

 
AMATOR: M. Kołodziejczyk – Lempart, Michał Woźniak, B. Woźniak (30 Chlebicki), Brańka – Pułka, Mikołaj Woźniak, Piwowarczyk, Moskała – Kołodziejczyk (70 Zawiła, 80 Skupień), Wojtaszek.

 
Gospodarze napoczęli rywala bardzo szybko, bo już w 4 minucie z zamieszania skorzystał Bodzioch, trafiając z 7 metrów.

 
- Weszliśmy w mecz bardzo dobrze i gdybyśmy zdobyli następnego gola lub dwa, a były okazje, sprawa trzech punktów rozstrzygnęłaby się szybko – mówi trener Olimpii Marek Praciak.

 
W 12 minucie powinno być 2:0 dla chocznian, faulowany był Kukuła, sam próbował wymierzyć sprawiedliwość z rzutu karnego, ale uderzył źle i piłkę złapał M. Kołodziejczyk, który później poradził sobie ze strzałem Jończyka z 16 metrów i zastopował szarżę Okrzesika.
Po niewykorzystanym rzucie karnym Olimpii gra się jednak wyrównała i Amator też szukał szans. Uderzenie Kołodziejczyka z 5 metrów wybił obrońca. Potem obok bramki piłkę posyłali Mikołaj Woźniak i wracający do gry Wojtaszek. Dwa strzały z wolnego Brańki zastopował Starzyk. Po przerwie dwa razy pogubił się Wojtaszek. Do wyrównania doprowadził w 71 minucie Pułka. Zdecydował się na rajd lewą stroną, minął dwóch rywali w polu karnym i z 14 metrów zdobył bramkę technicznym strzałem lewą nogą. Pięć minut przed końcem Jończyk podał z głębi pola za obrońców, Okrzesik ubiegł bramkarza i dał swojej drużynie zwycięstwo. Przypomnijmy, że właśnie Okrzesik wraz z Wojtaszkiem, grający w tym spotkaniu przeciw sobie, przez kilka sezonów tworzyli superduet w Amatorze.

 
- W końcówce podjąłem ryzyko, zagrałem va banquemówi Marek Praciak. – Przesunąłem do ataku Okrzesika kosztem Kukuły i to był dobry ruch. Przyznam, że sprzyjało nam szczęście. Trzeba gromadzić zwycięstwa. Wiosnę zawsze mamy lepszą.

 
- Żal kolejnych straconych punktów, tym bardziej, że na trudnym terenie do 85 minuty mieliśmy remisubolewa kapitan Amatora Mateusz Lempart. – Do składu po kontuzji powrócili Piwowarczyk i Wojtaszek. Liczymy, że jeśli będą w pełni sił, w kolejnych spotkaniach pokażemy, że potrafimy strzelać bramki i stwarzać większe zagrożenie.

 

 

 

 
WIKLINIARZ WOŹNIKI – LKS LEŃCZE 1:0 (1:0)

 
Bramka: Łopata 2.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – T. Kwartnik, Targosz, Jochymek, Mikołajczyk – R. Książek (75 Matyjasik), Ściera (75 Wiktor), Adamczyk, Pytel (67 Latko) – Łopata, Rupa.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Sz. Gębala (51 J. Kozieł, 80 Ryłko) – St. Gębala, Klimasara (64 Zborowski), Żak, D. Gębala (68 Oleś) – R. Gębala, Brózda.

 
- Poziom spotkania był obustronnie słabystwierdza grający trener gości Dariusz Klimasara. – Nasza gra kompletnie się nie układała, ale rywalom również. „Wybijanka” z obu stron. W klasach C wygląda to lepiej. Nie było w żadnej drużynie piłkarza, który mógłby coś sam wykreować. Dużo chaosu, szarpania, stale ktoś leżał na boisku. U nas brakuje przygotowania motorycznego. Cały okres zimowy był w klubie „przespany”.

 
Zwycięski gol padł już w 2 minucie. Po dośrodkowaniu Adamczyka, Łopata przyjął piłkę, ta podskoczyła, dzięki czemu mógł posłać ją głową do siatki obok bramkarza. Później żadna z drużyn nie stworzyła świetnej okazji. Ze strony gości dwukrotnie szarpnął Brózda, ale uderzenie „szpicem” nie przyniosło efektu w pierwszej sytuacji, a w drugiej z rytmu wytrącił go obrońca. Ciut lepiej wyglądało to ze strony miejscowych, ale efekt był ten sam. Rupa posłał piłkę obok „długiego słupka”, zaś strzał Łopaty po przekątnej „szesnastki” padł łupem Moskały. W drugich 45 minutach bliższy gola był Wikliniarz. Wytrzymałość poprzeczki sprawdził Łopata, a w 90 minucie do pustej bramki z 2 metrów nie trafił Matyjasik.

 
- Posiadaliśmy przewagęocenia trener Wikliniarza Marek Łopata. – W porównaniu z poprzednim meczem dokonałem roszad na pozycjach, zmieniłem też dwóch obrońców. Prezentowaliśmy się lepiej niż z Dębem Tomice, choć nadal jesteśmy nieskuteczni. Mieliśmy przestoje, ale walczyliśmy. Plan był taki, żeby pograć skrzydłami, omijając występującego w środku doświadczonego trenera Klimasarę.

 

 

 

 
HURAGAN INWAŁD – NADWIŚLANKA BRZEŹNICA 3:0 (WALKOWER)

 
Spotkanie się nie odbyło, ponieważ goście nie pojechali na mecz.

 
- Nie pojechaliśmy, bo nie zebrała się drużynawyjaśnia Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – Chłopaki byli wcześniej na weselu. Było ośmiu zawodników na zbiórce i nie było sensu się męczyć. Wiadomo, że nie jestem szczęśliwy z tego powodu. Huragan gra dobrą piłkę, ale mieliśmy tam pojechać i powalczyć o punkty. Podczas najbliższego treningu będziemy rozmawiać o tym zajściu.