• 002
  • moja liga
  • slider003
  • moja liga
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 4 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 4 kolejki.

TOM WOŹ 1

W dwóch spotkaniach doszło do niesamowitego zwrotu akcji. W Hiszpanii zwie się to remontadą. Z piekła do nieba wycieczkę zafundowały sobie drużyny z Inwałdu i Choczni. Amator Babica zdobył pierwszy punkt w konfrontacji z Przełęczą Kossowa. Borowik Bachowice w meczu bez historii pokonał Sokoła Frydrychowice, choć wynik powinien być wyższy. Nieco miodu na swoje skołatane nerwowym początkiem sezonu serca wlali piłkarze z Łączan inkasując trzy punkty kosztem Żarka Stronie. W derbach gminy Tomice Dąb nie pozwolił na niespodziankę i ograł beniaminka z Woźnik.

 

 

 
LKS LEŃCZE – HURAGAN INWAŁD 3:6 (3:0)

 
Bramki: Brózda 6, 25, Oleś 32 – Chowaniec 47, 50, 60, Ł. Chrapkiewicz 54, W. Dybał 65, M. Dybał 73.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, Oleś, Monica (70 Kania) – St. Gębala (71 Ryłko), D. Gębala, Żak, Sz. Gębala (60 Zborowski) – R. Gębala (79 Sobota), Brózda.

 
HURAGAN: Pietrzak – Pindel, W. Dybał, Szafran, Jurka (37 Sikora) – Rymarczyk, M. Dybał, Ł. Chrapkiewicz, Stuglik (46 K. Chrapkiewicz) – Krupnik, Chowaniec (75 M. Kuropatwiński).

 
Bez względu na to czy rozgrywki mają charakter amatorski czy zawodowy, tak spektakularne odrobinie strat jakie zdarzyło się Huraganowi to niezwykła rzadkość. Gospodarze zagrali bardzo skutecznie w pierwszej połowie. Stworzyli 4 sytuacje, z trzech padły gole, w kolejnej piłka obiła słupek (Żak). W 6 minucie „na raty” bramkarza pokonał Brózda, który podwyższył wynik korzystając z 30-metrowego dogrania St. Gębali. Potem po strzale Olesia piłka odbiła się od obrońcy, bramkarza i LKS Leńcze prowadził już 3:0. Huragan zmiótł gospodarzy po zmianie stron. Szybko dwa pierwsze gole zdobył Chowaniec, zamykając akcje ze skrzydeł. W 54 minucie był już remis, po dobitce Ł. Chrapkiewicza. Po godzinie inwałdzianie zaczęli „odjeżdżać” rywalom. Skutecznie indywidulaną akcję zakończył Chowaniec, a potem piłka wpadła jeszcze do „sieci” po mocnym strzale z wolnego (ok. 30 metrów) W. Dybała i szarży M. Dybała, ogrywającego bramkarza i mierzącego do pustej już bramki.



 
- Huragan ma w tej chwili zespół na górną część tabeli klasy Awyrokuje trener LKS Leńcze Dariusz Klimasara. – Dobrze zagraliśmy pierwszą połowę. Dopóki starczało sił neutralizowaliśmy przeciwnika, ale w drugiej połowie „nie wyszliśmy na boisko”. Uczulałem, żeby przytrzymać pierwszy kwadrans. Niestety, szybko traciliśmy gole.

 
- Uciekliśmy z piekła do niebapodsumowuje trener Huraganu Jakub Adamus. – W pierwszej połowie starliśmy się dyktować warunki, lecz nic z tego nie wynikało. Nasze błędy w obronie wykorzystał rywal. W przerwie padło wiele ostrych, konstruktywnych i motywacyjnych słów które jak widać miały przełożenie na efekt końcowy. Czapki z głów dla chłopaków, że po raz kolejny udowodnili mi swoją wartość.

 

 

 

 
AMATOR BABICA – PRZEŁĘCZ KOSSOWA 1:1 (0:0)

 
Bramki: Mikołaj Woźniak 63 (karny) – Dominik Guguła 77.

 
AMATOR: Grochal – Lempart, Michał Woźniak, Brańka, B. Woźniak – M. Kołodziejczyk (70 Graca), Pułka, Koczot (80 Chlebicki), Moskała – Mikołaj Woźniak,  P. Kołodziejczyk.

 
W pierwszej odsłonie oba zespoły stworzyły podobną liczbę sytuacji. Ze strony Amatora próbowali: dwukrotnie P. Kołodziejczyk, raz trafiając w boczną siatkę, a później anemicznie „główkował”, Michał Woźniak został zblokowany na piątym metrze, a uderzający głową Pułka spudlował. Przełęcz również chciała „otworzyć spotkanie”, ale piłka po strzale Dawida Guguły poszybowała nad poprzeczką, dystansowy strzał Dominika Gugułu zmierzający w „okienko” z trudem wybronił bramkarz. Ten sam piłkarz niewiele się pomylił posyłając futbolówkę obok spojenia. Po zmianie stron Amator wykonywał kilka kornerów. W 63 minucie na rajd zdecydował się Pułka, po minięciu dwóch rywali został sfaulowany w „szesnastce”, a karnego wykorzystał Mikołaj Woźniak. Goście ruszyli do ataku. W 73 minucie minimalnie pomylił się Dawid Guguła, ale trzy minuty później Dominik Guguła podciągnął z piłką 20 metrów i posłał ja z kąta pod rękami bramkarza. Potem szanse zmarnowali jeszcze Adrian i Dominik Gugułowie.

 
- Mecz wyrównany, ale „senny”mówi kierownik drużyny Przełęczy Tadeusz Bryła. – Gospodarze byli nieźle zorganizowani w obronie. Na pewno nie będą w tym sezonie chłopcami d bicia. Jest niedosyt, bo jednak graliśmy z drużyną, która do meczu z nami wszystko przegrała.

 
- Pierwszy raz po dłuższej przerwie (kilka lat) między słupkami stanął Grochal, jego postawa w tym spotkaniu zasługuje na wyróżnieniepodkreśla kapitan Amatora Mateusz Lempart.Wszyscy podeszliśmy do tego meczu z dużym zaangażowaniem i ambicją co pozwoliło na zdobycie pierwszego punktu. Mam nadzieję, że teraz zdobywanie kolejnych punktów będzie nam przychodziło dużo łatwiej.

 

 

 

 
BOROWIK BACHOWICE – SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE 3:1 (3:0)

 
Bramki: Ciemiera 10, 15, Ściera 25 – Sabuda 60.

 
BOROWIK: D. Dębski – Michalski (90 Balonek), R. Wołoch, Świergóła, Biela (75 D. Kajfasz) – Książek, Górecki, Ściera, P. Dębski (46 Zieliński) – Ciemiera, Sieprawski (60 Kobylański).

 
SOKÓŁ: Wanat – Płonka, Stopa, A. Brusik, Wysogląd – Sabuda, W. Ogiegło, Reda, Madeja – Nycz, K. Brusik.

 
- To był mecz pod naszą kontroląpodkreśla Marcin Folga, trener Borowika. – U rywali dwóch zawodników z numerami 5 i 10 starało się coś grać. Rywal stworzył sobie jakieś sytuacje po przerwie. Spotkanie nie należało do porywających, ale liczy się wygrana. Mieliśmy momenty lepsze i gorsze. Stworzyliśmy bardzo dużo niewykorzystanych sytuacji bramkowych, a trzeba pamiętać o tym, że jak zagramy z lepszym przeciwnikiem, to tyle ich mieć nie będziemy.

 
Pojedynek rozstrzygnął się w zasadzie po 25 minutach. Goście grający bez swojego trenera, którego zatrzymały sprawy osobiste, nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Już w 10 minucie Ściera podał do Ciemiery, którzy wygrał pojedynek z Wanatem. Pięć minut później po akcji przeprowadzonej na boku, P. Dębski wrzucił piłkę do Ciemiery, a ten uderzył przy krótkim słupku. Przy trzecim golu tym razem asystował Ciemiera, a skutecznym egzekutorem okazał się Ściera. Sokół honorową bramkę zanotował po godzinie gry. Podanie ze środka pola minęło obrońców, do piłki dopadł Sabuda i strzałem z pola karnego trafił do siatki. Gospodarze stworzyli sobie wiele szans na kolejne trafienia. Ściera trafił w słupek i nie wykorzystał sytuacji sam na sam, a strzał Kobylańskiego z 20 metrów, świetnie sparował Wanat.

 
- Zagraliśmy słaby meczmówi Mateusz Madeja, zawodnik Sokoła. – Powinniśmy zaprezentować się o wiele lepiej. Borowik z kolei zagrał bardzo dobrze i miał dużą przewagę nad nami. Wygrał zasłużenie, a mógł i wyżej, ale nasz bramkarz był dobrze dysponowany.

 

 

 

 
NADWIŚLANKA BRZEŹNICA – OLIMPIA CHOCZNIA 2:3 (2:0)

 
Bramki: Bobak 25, 35 – Kukuła 65, 85, Bodzioch 75.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Kucharczyk, A. Meres, Kurczab, R. Graca – Pamuła (70 Pyjos), Superson, Bolek, Szajna – Żurek (60 Ramuciński), Bobak.

 
OLIMPIA: Starzyk – Nowak, Świątek, Jończyk, Góra – Woźniak, Okrzesik, Jarek, Hupert (46 Paterak) – Bodzioch, Kukuła.

 
- Przystąpiliśmy do meczu bez naszego najlepszego strzelca Gacka i Wiącha tłumaczy Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – Za atakowanie odpowiadali gracze, którzy nie grają na tych pozycjach i byli zagubieni. Od 70 minuty zabrakło nam sił. Olimpia ciągle atakowała i w końcu musiało się to dla nich skończyć bramkami, bo nie da się bronić cały czas.

 
Pierwsze 15 minut to totalna dominacja gości, jednak później mecz się wyrównał i to Nadwiślanka zadała dwa ciosy. Po zagraniu z połowy boiska Kucharczyka i zamieszaniu w polu karnym, Bobak przelobował bramkarza z siedmiu metrów. Dziesięć minut później po zgraniu Żurka, Bobak dopadł do piłki i z 11 metrów umieścił ją przy dalszym słupku. W odpowiedzi Jarek przymierzył zza pola karnego w słupek. W drugich 45 minutach panowali już goście. Najpierw Kukuła w zamieszaniu trafił z 11 metrów, potem po centrze Okrzesika z rzutu rożnego na krótki słupek, celnie „główkował” Bodzioch, a na koniec po asyście Bodziocha, Kukuła przelobował bramkarza z 16 metrów. Najlepszą okazję Nadwiślanka miała zaraz po przerwie, kiedy Żurek trafił w słupek. Olimpia także mogła podwyższyć prowadzenie. Woźniak z rzutu wolnego także „ostemplował” słupek.

 
- W drugiej części gry zdominowaliśmy rywaliinformuje Marek Praciak, szkoleniowiec Olimpii. – Wyszliśmy bardziej zmotywowani. Choć fizycznie mieliśmy słabszy zespół, to lepiej to spotkanie wytrzymywaliśmy kondycyjnie. To była podróż z piekła do nieba. Moja drużyna pokazała charakter. Gra pozostawia jednak wiele do życzenia. Brakuje nam przede wszystkim dokładności.

 

 

 

 
WISŁA ŁĄCZANY – ŻAREK STRONIE 3:1 (1:1)

 
Bramki: Oleksy 30, 87, K. Rybarczyk 55 – D. Kruk 37.

 
WISŁA: Starowicz – Pomietło (55 Peret), Fliśnik, A. Kozioł, Kons – Grela (78 Mydlarz), Janiczek, T. Rybarczyk, Bernaś – Oleksy (88 Czechowicz), K. Rybarczyk (87 Ojczyk).

 
ŻAREK: A. Kruk – Zawiła, Klimowski (33 Worytko), Znajdek, Odrowąż – Smoleń, Kwartnik, Plichta (23 Radwan), Chrapek (78 Gniadek) – D. Kruk, Pindel.

 
- Cieszą pierwsze punkty, bo chłopaki mieli już chyba blokadęuważa trener Wisły Kamil Kozioł.Każdy się w pełni angażował i widać było, że drużyna chce zwyciężyć. Z tego się najbardziej cieszę, bo nieraz jeszcze przegramy i będziemy popełniać błędy, ponieważ mamy młody skład, ale ambicji i woli walki nie może nam nigdy zabraknąć. Charakter musi być w każdym meczu. Wygraliśmy zasłużenie. Prowadziliśmy grę i wykazywaliśmy więcej piłkarskiej kultury.

 
Pierwszy gol w tym spotkaniu padł po 30 minutach gry. Janiczek uruchomił prostopadłym podaniem Oleksego, a ten pozostawiony bez opieki obrońców, znalazł drogę do siatki. Żarek wyrównał dość szybko. Radwan znalazł D. Kruka, ten minął dwóch zawodników na 16 metrze i zmieścił piłkę w długim rogu. Kolejny gol padł już w drugiej odsłonie. Kapitalną akcją błysnął Janiczek. Minął czterech rywali, wyszedł sam na sam z A. Krukiem, trafił wprost w niego, ale celną dobitką popisał się K. Rybarczyk. Przyjezdni także starali się „ukłuć” rywali. Dwukrotnie oko w oko ze Starowiczem stawał D. Kruk. Raz przegrał ten pojedynek, a drugi raz niefortunnie lobował. Z kolei przy stanie 2:1, z dwóch metrów w bramkarza trafił Kwartnik. Wisła zaatakowała w 82 minucie. Oleksy minął bramkarza i mając przed sobą zawodnika na linii bramkowej, przymierzył w słupek. Napastnik Wisły poprawił się pięć minut później. Po faulu na Mydlarzu, skutecznie wykonał rzut wolny z 20 metrów.

 
- Znowu uciekły nam punkty i to w meczu, gdzie przeważaliśmy do 60 minutytwierdzi szkoleniowiec i prezes Żarka Bogdan Radwan. – Przyczyną porażki był brak skuteczności. Mieliśmy kilka szans, które trzeba było wykorzystać. Dodatkowo musiałem zrobić dwie wymuszone zmiany. Do końca prowadziliśmy otwartą grę i zasłużyliśmy przynajmniej na remis.

 

 
RELACJA Z MECZU DĄB TOMICE – WIKLINIARZ WOŹNIKI W OSOBNYM TEKŚCIE.