• slider003
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II – relacje z 16 kolejki

Klasa B II – relacje z 16 kolejki

DSCN3418-crop

Lider w końcu okazale wygrał mecz, ale za przeciwnika miał najsłabszą obok Sokoła drużynę wiosny. Być może to zwycięstwo podbuduje roczynian przed kolejnymi ważnymi spotkaniami. W Radoczy powinęła się noga Leskowcowi Rzyki, dzięki czemu dla Olimpii Chocznia i Grodu Grodzisko tabela stała się bardziej przyjazna. Rzadko spotykanym wyczynem popisali się piłkarze Amatora Babica. Aby powiększyć zdjęcia, należy na nie kliknąć. Czytaj relacje.

 

DSCN3411-cropSKAWA JAROSZOWICE – OLIMPIA CHOCZNIA 0:1 (0:0)

 

Bramka: Świętek 78 (karny). Sędzia główny: Adam Kwarciak, asystenci: Marcin Kręcioch, Mariusz Adamczyk. Żółte kartki: Dębski – Nowak, Danek, Świętek.

 

SKAWA: A. Chmiel – Leszczyński, Fila, Leń, Stanaszek – Galas, Ciepły, Słupski, Jucha – D. Chmiel, Maćkowicz (76 Dębski).

 



OLIMPIA: Starzyk – Nowak, Świętek, Danek, Garus – M. Ramenda, Grzyb, Kęcki, P. Ramenda (70 Garus) – Woźniak, Stuglik.

 

Pierwsze 10 minut meczu to zdecydowana, twarda gra obu zespołów. Trudno przy takim nastawieniu o klarowne sytuacje i techniczne fajerwerki. Po tym okresie zaznaczała się coraz większa dominacja Olimpii (zielone stroje). W 11 minucie mogła “ukłuć” po raz pierwszy. Przy bocznej linii źle piłkę asekurował Leszczyński, łatwo odebrał mu ją Woźniak, “złamał” akcję do środka, dynamicznie minął obrońcę i pocelował z 13 metrów w “widły”, ale dobrym refleksem wykazał się A. Chmiel. W 14 min najgroźniejszą okazję przed pauzą mieli gospodarze (pomarańczowe koszulki). Podaniem ze środka pola “rozrzucony” do lewego skrzydła został D. Chmiel, który podniósł głowę i precyzyjnie dograł do wbiegającego na środek “szesnastki” Maćkowicza. Dobrze antycypujący akcję Starzyk zdołał wyjść do piłki na tyle szybko, że napastnik gospodarzy nie miał czasu na przyjęcie i tylko lekko szturchnął ją obok bramkarza, ten jednak zastopował próbę ręką. DSCN3418-cropJaroszowiczanie bronili się prostymi środkami, kasując, jeśli mogli, akcje dalekimi wykopami czy wybiciami na aut. Z rzadka udawało im się zorganizować wypad od obrony poprzez pomoc. Powód takiego stanu rzeczy łatwy do wychwycenia. Chocznianie poruszali się dużo żwawiej, ich mobilność na boisku była zdecydowanie lepsza. W 21 min Stuglik na małej przestrzeni ograł dwóch rywali, ale posłał piłkę nad bramką. Nie minęło 60 sekund, a na strzał z ok. 25 metrów zdecydował się Woźniak. Uderzona technicznie i mocno piłka opadała, ale nie znalazła drogi do siatki. W 24 min naciskający na obrońcę w polu karnym napastnik gości nie zdołał oddać strzału, ale zdążył  jego kolega. Woźniak przymierzył, jednak po rykoszecie piłka wyszła na róg. Ten sam piłkarz w 27 min znów szukał trafienia. Tym razem “zakręcił” piłkę z wolnego w kierunku “krótkiego” słupka, do ziemi. Chybił o pół metra. Największy napór chocznian trwał do 30 minuty. Jego ostatnim akcentem była akcja Stuglika, bardzo łatwo wchodzącego między obrońców z prawego narożnika “szesnastki”. Gracz Olimpii nie utrzymał jednak koncentracji do końca i piłka po jego strzale poszybowała nad bramką. Zespół lepszy przed przerwą gola nie zdobył, a po zmianie stron kibice oglądali już całkiem inny mecz. Ze wskazaniem na gospodarzy.

DSCN3407-cropJuż w 47 min ostrzegawczy sygnał wysłał Ciepły finalizujący strzałem nad bramką akcję rozpoczętą po rzucie rożnym. Chwilę później “odgryźć” mogli się przyjezdni. Sprytnie z pola karnego zza obrońcy strzelał Stuglik, jednak A. Chmiel wyciągnął się jak długi i odbił piłkę do boku. Od tego momentu przed 20 minut żadna z drużyn nie osiągnęła przewagi. Skawa wyciągnęła wnioski z pierwszej odsłony, nie pozwalała rywalowi na wycieczki w swoje pole karne i wobec takiej postawy gospodarzy, Olimpii zabrakło pomysłu na grę. Nie potrafiła błyskotliwą akcją rozerwać szyków rywala. Gra z obu stron była szarpana, brakowało płynności i polotu. Z czasem przewaga zaczęła się przechylać na stronę miejscowych, którzy między 70 a 75 minutą powinni “zamknąć” mecz. Najpierw w pole karne jak w masło wszedł Słupski mijając po drodze trzech rywali. Nie wiedzieć czemu w idealnej sytuacji do bramki nie trafił. Piłka przeszła obok słupka. Jeśli można mówić o sytuacjach stuprocentowych, to jaroszowiczanie mieli takie dwie w jednej akcji kwadrans przed końcem. Na prawym skrzydle szarżę zainicjował Galas dogrywając wzdłuż bocznej linii do Słupskiego. Ten będąc w narożniku pola karnego nic sobie nie zrobił z obecności obrońcy i podał na drugą stronę przed pole bramkowe do kompletnie niepilnowanego Maćkowicza, który długo będzie rozpamiętywał tę sytuację. Jego uderzenie z 6 metrów sparował bramkarz, ale piłka znów spadła pod nogi napastnika z Jaroszowic, a ten w identycznych okolicznościach strzelił… dokładnie tak samo. Znów lepszy okazał się stojący tuż przed nim Starzyk, będący, biorąc pod uwagę końcowy wynik spotkania, jednym z ojców zwycięstwa. Pechowy Maćkowicz po drugim uderzeniu nabawił się kontuzji i nie wrócił na boisko. Trzy minuty później wygraną Olimpii zapewnił Świętek. Po tym jak piłka odbiła się w polu karnym od ręki Ciepłego, zamienił “jedenastkę” na gola. Ostatnie minuty nie przyniosły sensownych akcji i komplet punktów pojechał do Choczni.

 

PAWEŁ KRĘCIOCH

 

 

DĄB TOMICE – BOROWIK BACHOWICE 0:2 (0:1)

 

Bramki: Mostowik 28 (samobójcza), Ściera 90+1. Czerwona kartka: Mostowik (69 – dwie żółte).

 

DĄB: Wiecheć – D. Kaczor, Mostowik, Kamiński (80 Pacek), Majtyka – Pyka, Sabuda (77 Handzlik), Pamuła, Adamik – Kacprzak, Zybek.

 

BOROWIK: Zemła – Michalski, Wołoch, Dębski, Rąpel – Świerguła, Ściera, Wachta (89 Przytuła), Książek (83 Kajdas) – Brzeźniak (71 Warzecha), Sieprawski (72 Osiński).

 

Spotkanie nie obfitowało w klarowne sytuacje bramkowe. Obie drużyny grały twardo, ale fair. Czerwona kartka Mostowika to wynik dwóch “żółtek” (jedno za podważanie decyzji sędziego). W 28 min naciskany w swoim polu karnym przez Brzeźniaka Mostowik tak niefortunnie wybijał piłkę, że trafił w nią ochraniaczem kierując w stronę własnej bramki, co kompletnie zaskoczyło miejscowego bramkarza. Przed przerwą klarowną akcję rozpoczęli goście, jednak nie przyniosła pożądanego skutku, bo w finalnym momencie Ściera zamiast dogrywać niepilnowanemu koledze po ziemi, zagrał do niego zbyt mocno i za wysoko. Bachowiczanie starali się grać z kontry, ale było w tym wiele niedokładności, brakowało odpowiedniego timingu. W 66 min Sieprawski mógł stanąć “oko w oko” z bramkarzem, jednak Ściera wdał się w “kiwkę” i akcja spełzła na niczym. Dąb najbliżej zdobycia gola był w 84 min. Po dośrodkowaniu Pyki, D. Kaczor przedłużył piłkę głową, ale świetnie w tej sytuacji interweniujący Zemła zdołał zbić ją na słupek. Wcześniej minimalnie z wolnego chybił D. Kaczor. W doliczonym czasie gry gościom udało się przeprowadzić akcję, którą próbowali zaskoczyć rywali cały mecz. Przytuła “uruchomił” wychodzącego z drugiej linii Ścierę, a ten nie zmarnował okazji.
- Nie nakazałem w tym meczu zawodnikom się cofnąćmówi trener Borowika Marcin Folga. – To leży gdzieś w ich podświadomości. Broniąc się zawsze można popełnić błąd. Nie wychodziły zbyt dobrze te nasze kontrataki. Trzeba temu poświęcić sporo pracy. Brakuje mądrego poruszania się po boisku.

 

(PK)

 

ORZEŁ RADOCZA – LESKOWIEC RZYKI 1:1 (1:0)

 

Bramki: S. Wesołowski 10 – Młynarczyk 60. Czerwona kartka: Kisiała (60 – dwie żółte).

 

ORZEŁ: Meres – Kisiała, Rączka, D. Sporek, Dyrcz – S. Sporek (55 T. Sporek), T. Szafran, Homel, G. Szafran (79 Dudko) – T. Wesołowski, S. Wesołowski.

 

LESKOWIEC: Kołodziejczyk – Socha (8 Kowaliczek), Zielińsi, Hatala, Łysoń – M. Kowala, Ł. Kowala, Cibor, Bisztyga (55 Pindel) – Misiek, Młynarczyk.

 

Obie drużyny przystąpiły do tego mocno osłabione. W kadrze gospodarzy zabrakło czterech zawodników wychodzących w podstawowym składzie. Z kolei drużyna Leskowca przyjechała do Radoczy bez żadnego gracza z inklinacjami do gry na skrzydle. Już w 1 minucie po rzucie rożnym w dobrej sytuacji głową chybił Młynarczyk. W odpowiedzi przed szansą stanął T. Wesołowski, jednak nie zdołała pokonać bramkarza. Nie udało się synowi, za to do bramki trafił tata. W 10 min S. Wesołowski otrzymał crossowe podanie od syna, wyszedł zza obrońców i z pola karnego zmieścił piłkę pod rękami interweniującego bramkarza. Starszy z Wesołowskich imponuje w tej rundzie skutecznością, a techniki i zmysłu do gry mogą mu pozazdrościć grający na tym poziomie niektórzy nastolatkowie. W 23 min radoczanie po raz kolejny zagrozili bramce gości, jednak po strzale Homla, Kołodziejczyk wybił piłkę. W rewanżu “główkował” z 3 metrów Zieliński, ale piłka wylądowała tylko na górnej siatce. Po półgodzinie w środek bramki z dystansu uderzył T. Wesołowski. I znów odpowiedzieli goście – Kowala uderzy lekko, ale precyzyjnie i tylko dobra interwencja Meresa uchroniła Orła przed stratą bramki. W 58 min bardzo dobrze zdecydowanymi, ale czystymi wślizgami czyszczący przedpole D. Sporek po jednej z brawurowych interwencji od razu dograł na prawą flankę do T. Szafrana, ale ten zmarnował okazję. W 60 min sędzia odgwizdał rzut karny dla gości za zagranie ręką Kisiały.  Piłkę na “wapnie” ustawił Młynarczyk i mimo, że Meres wyczuł jego intencje, pewnie trafił do siatki. 10 minut później Kisiała otrzymał drugą w tym meczu żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Grający w przewadze goście próbowali to zdyskontować, jednak ich strzały były wybijane, blokowane. Ze strony Orła w ostatnich 20 minutach ładnie, ale niecelnie uderzył z dystansu Homel.

 

(PK)

 

GRÓD GRODZISKO – ASTRA SPYTKOWICE 2:1 (0:1)

 

Bramki: K. Przystał 47, S. Przystał 84 – Nidecki 34 (samobójcza).

 

GRÓD: Cichoń – Kluska, K. Przystał, Kutermak, Noworyta – Nidecki (46 Stanaszek), Kajfasz, Polus, S. Przystał – Włodarski (82 Brombosz), Stanek (65 Woźniak).

 

ASTRA: Sieprawski – Warzecha, Sendera, Tomski, Wawro – Kołodziej (46 Wójcik), Rokowski (61 B. Grondalczyk), Zemła, Panek – P. Grondalczyk, Wołek.

 

Pierwszy groźny strzał oddali goście (9 min), a konkretnie grający prezes Rokowski. Piłka po rykoszecie przeszła pół metra nad bramką. Dziesięć minut później ze strzałem gracza gospodarzy – Włodarskiego poradził sobie Sieprawski. W 34 min bardzo nieszczęśliwie w swoim polu karnym interweniował Nidecki, zaskakujący nieczystym wybiciem piłki swojego bramkarza. W 40 min Astra mogła podwyższyć, ale z rzutu wolnego tylko w poprzeczkę trafił P. Grondalczyk. Nie miał swojego dnia Stanek. Wprawdzie był bardzo aktywny, ale po jego próbach nic sobie Gród do konta bramkowego nie mógł dopisać. W czterech dogodnych sytuacjach przed przerwą napastnik miejscowych nie zdołał zmieścić piłki w siatce – albo z jego strzałami radził sobie golkiper gości albo nie trafiał w “światło” bramki. W 47 min gospodarze doprowadzili do wyrównania. Po dograniu Stanka, K. Przystał trafił z 18 metrów w prawy dolny róg. Niedługo potem Kluska uderzył z wolnego obok słupka. Dwadzieścia minut później P. Grondalczyk mógł dać prowadzenie gościom, ale przegrał pojedynek z Cichoniem. Kwestia trzech punktów rozstrzygnęła się 84 min. Faulowany w “szesnastce” S. Przystał trafił z karnego. Ze strony spytkowiczan próbował jeszcze Sendera, jednak nieczysto uderzył piłkę.

 

(PK)

 

BURZA ROCZYNY – SOKÓŁ CHRZĄSTOWICE 6:0 (1:0)

 

Bramki: Janosik 47, 60, Misiek 51, 78 , Rajda 23 (karny), Szypuła 63.

 

BURZA: Klęczar – Rajda, Zwieńczak (62 Polakiewicz), J. Mizera, Karbowiak – Łysoń, Janosik, Walusiak (14 A. Mizera), G. Misiek – Szypuła (72 Koim), Pękala.

 

SOKÓŁ: G. Gacek – Zybek (33 Piętak), Wadowski, Kozioł, Ł. Gacek – Śliż, D. Meres, Morawski, – W. Meres, Oleksy.

 

Mało gościnni okazali się piłkarze Burzy. Bez problemu poradzili sobie z Sokołem, a bramek mogli zapisać na swoim koncie więcej. W 23 min w obrębie pola karnego faulowany był Szypuła, a “jedenastkę” na gola zamienił Rajda. Sokół mógł się pokusić o gola w 24 min, jednak W. Meres “główkował” wprost w ręce Klęczara.W drugiej połowie chrząstowiczanie już nie pierwszy raz w tej rundzie opadli z sił, co wykorzystali miejscowi. Tuż po pauzie dogrania Polaka nie zmarnował Janosik. Niecałe pięć minut później Burza wyszła z kontrą. Janosik podał w boczny sektor boiska Miśkowi, a ten kopnął nie do obrony. Po godzinie aktywny Janosik dorzucił swoją drugą bramkę w tym meczu, asystą odwdzięczył mu się Misiek. W 63 min po “klepce” Pękali z Szypułą ten drugi dał roczynianom piątą bramkę. W 78 min Misiek wyprowadził akcję praktycznie z własnej połowy i zamknął wynik spotkania. Gole mogli zdobyć jeszcze K. Pękala, który po przyjęciu na pierś, trafił piłką w poprzeczkę oraz Kosin, uderzający z 8 metrów wprost w bramkarza.

 

(PK)

 

AMATOR BABICA – SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE 10:1 (3:0)

 

Bramki: Wojtaszek 24, 48, 60, 83, Okrzesik 20, 53, 78 , Kołodziejczyk 33, 71, Mikołaj Woźniak 87 (karny) – Płonka 75.

 

AMATOR: Kołodziejczyk – Brańka, Lempart, Michał Woźniak, Płaczek (46 B. Woźniak) – Mikołaj Woźniak, Moskała (46 Dziewiński), Kołodziejczyk (72 Chlebicki), Bylica – Wojtaszek, Okrzesik.

 

SOKÓŁ: Nowak – Brózda, Pałka, Wysogląd, Godek – Dyrcz, Ogiegło, Romanek, Madeja – Płonka, Flos.

 

Amator obnażył wszelkie słabości gości. Panował niepodzielnie na boisku i właściwie podczas meczu miejscowych kibiców interesowały dwie kwestie: czy babiczanie zdołają zdobyć 10 goli i kto okaże się skuteczniejszy – Okrzesik, a może Wojtaszek. Oczywiście bez ich współpracy, nie byłoby takiego wyniku, a i wyścigu o miano najlepszego strzelca meczu, ale był to dodatkowy smaczek. Goście rozpoczęli mecz w dziesiątkę, gdyż jeden z zawodników Sokoła stawił się na mecz bez dowodu tożsamości. Wbiegł na boisko w końcówce pierwszej połowy. Biorąc pod uwagę rozmiary zwycięstwa, babiczanie dosyć długo nie trafili do siatki. W końcu w 20 minucie worek z bramkami rozwiązał Okrzesik. Następne gole padały mnie więcej w równych odstępach czasu. Gdy w 83 min dziewiąty raz do siatki Sokoła trafił Wojtaszek stało się jasne, że przed Amatorem jest jeden główny cel – 10 bramka. Piłkarze walczyli o nią jak o zwycięską i dopięli swego w 87 min. Za faul na Michale Woźniaku sędzia zaordynował rzut karny. Do piłki podszedł bardzo aktywny w całym meczu Mikołaj Woźniak (trzy asysty) i udokumentował swoją świetną postawę najważniejszym niedzielnego popołudnia golem.