• 002
  • slider003
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 11 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 11 kolejki.

DSC00920-crop

Wisła Łączany znów nie wygrała meczu (przeciwnikiem Nadwiślanka Brzeźnica), w którym trzy „oczka”, biorąc pod uwagę stworzone sytuacje, jej się należały. Tyle że w tym sporcie obijanie słupków i poprzeczki nie jest punktowane. O sporym szczęściu mogą mówić piłkarze Olimpii Chocznia. Wygrali w Bachowicach arcyważny mecz, ale byli zespołem dysponowanym słabiej od gospodarzy. Sokół Frydrychowice (na zdjęciu) odniósł bardzo cenne zwycięstwo nad Wikliniarzem Woźniki, zdobywając gola w końcówce meczu. Huragan z Inwałdu wziął we władanie całą szerokość i długość Przełęczy. Z Kossowej. Zaaplikował siedem goli, tracąc tylko jednego. W spotkaniu dwóch najniżej notowanych drużyn Żarek Stronie podzielił się łupem z Amatorem Babica. Taki wynik nieco bardziej cieszy gospodarzy, którzy próbują dopiero budować zespół. Babiczanie z kolei w poprzednim sezonie potrafili mieszać w szykach najlepszym, a runda jesienna jest dla nich pasmem sportowych nieszczęść. Do Stronia z pewnością jechali po trzy punkty.

 

 

 
WISŁA ŁĄCZANY – NADWIŚLANKA BRZEŹNICA 1:1 (1:0)

 
Bramki: Nowotarski 44 – Gacek 67.

 
WISŁA: Starowicz – Bernaś, Fliśnik, A. Kozioł, Kons – Grela, T. Rybarczyk, Szydłowski, Nowotarski – K. Rybarczyk, Oleksy.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Graca, A. Meres, Kurczab, Kucharczyk (70 Nęga) – Ramuciński, Żurek (89 Szydłowski), Bolek, Bobak – Wiąch (61 Pyjos), Gacek.

 
- Powinniśmy ten mecz wygrać, ale jak się nie wykorzystuje sytuacji, to nie da się tego zrobićprzekonuje Artur Starowicz, prezes Wisły. – W pierwszej połowie mieliśmy zdecydowaną przewagę, goście nie oddali nawet jednego strzału. Druga odsłona była przespana. Być może chłopcy myśleli, że jest już po meczu. Niedosyt pozostał, bo po pierwszej części gry powinniśmy prowadzić 3-4 bramkami.



 
Między 24 a 28 minutą Nadwiślankę aż trzykrotnie ratował słupek. Najpierw „ostemplował” go Tomasz Rybarczyk, później Szydłowski, a na koniec Nowotarski. W odpowiedzi Kurczab zza pola karnego z woleja trafił obok bramki, a Ramuciński strzelił prosto w golkipera. „Bramkę do szatni” zdobył Arkadiusz Nowotarski. Dostał prostopadłe podanie od Tomasza Rybarczyka i przymierzył tuż przy słupku. Nadwiślanka wyrównała za sprawą swojego snajpera Arkadiusza Gacka. Po asyście Żurka przeprowadził indywidualną akcję, którą zwieńczył celnym strzałem z siedmiu metrów. Drugą bramkę, która zapewniłaby zwycięstwo mógł zdobyć Nowotarski. Po słupku i strzelonej bramce, przyszedł jednak czas na poprzeczkę po strzale z 16 metrów.

 
- To było wyrównane spotkanie, w którym mieliśmy trochę szczęściaocenia Mikołaj Prędecki, zawodnik Nadwiślanki.Średnio się pokazaliśmy, mogliśmy w tym meczu lepiej zagrać. Brakowało nam przede wszystkim środkowego pomocnika Supersona oraz wykończenia akcji, zrozumienia, oddawaliśmy też za mało strzałów. Szanujemy ten punkt na wyjeździe, który jest zasłużoną zdobyczą.

 

 

 

 
BOROWIK BACHOWICE – OLIMPIA CHOCZNIA 0:1 (0:0)

 
Bramka: Bodzioch 60.

 
BOROWIK: D. Dębski – Michalski (60 Kobylański), M. Wołoch, Świergóła, Książek – Kurdziel (46 Biela), Góralczyk, Ściera, A. Kajfasz (40 P. Dębski) – Zieliński (75 R. Wołoch), Ciemiera.

 
OLIMPIA: Starzyk – Nowak, Woźniak, Świątek, Ramenda – Okrzesik, Jarek Garus (65 Hupert), Kukuła (80 Paterak), Jończyk – Bodzioch.

 
- Szczerze mówiąc, to był mecz z najsłabiej grającą drużyną w tym sezonienieco zaskakująco rozpoczyna Marcin Folga, trener Borowika.Bazowali oni na stałych fragmentach, wrzutkach i to wszystko. Niestety, ale nasza skuteczność była tragiczna. Chłopcy się starali, ambitnie próbowali coś strzelić, ale nie wychodziło. Olimpia grała prosty futbol na zasadzie: kopnij-biegnij. Do swojej drużyny nie mam jednak zastrzeżeń, bo się starali.

 
Po raz kolejny potwierdziła się stara sportowa maksyma, że nie liczy się styl, a to co „w sieci”. W pierwszej połowie sam na sam z bramkarzem wyszedł Ciemiera, ale przestrzelił. Swój „wyczyn” powtórzył w drugiej odsłonie, uderzając z trzech metrów w poprzeczkę. Ściera z kolei trafił w słupek, a gol Góralczyka nie został uznany. Najlepszą okazję po stronie gości w 55 minucie zmarnował Bodzioch, będąc sam na szesnastym metrze, ale wziął poprawkę i pięć minut później już się nie pomylił. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Okrzesika, Adam Bodzioch wyprzedził obrońców, zszedł na krótki słupek i z siedmiu metrów głową pokonał Dariusza Dębskiego. To był „złoty gol” zapewniający Olimpii pozycję lidera po rundzie jesiennej, choć goście od 80 minuty grali w dziesiątkę, po drugiej żółtej kartce dla Bartłomieja Jończyka.

 
- To był typowy mecz walki, w którym nie brakowało kartekocenia Marek Praciak, szkoleniowiec Olimpii. – Trochę mieliśmy też szczęścia. Zabrakło Góry, który udał się na wesele, w związku z tym musiałem przesunąć Świątka na stopera. Dobrze, że skończyło się takim wynikiem, bo naprawdę było ciężko i nerwowo. Przepchaliśmy mając więcej szczęścia od rywala. Najważniejsze są trzy punkty, które mogą się przydać w grze o awans na wiosnę.

 

 

 

 
PRZEŁĘCZ KOSSOWA – HURAGAN INWAŁD 1:7 (0:2)

 
Bramki: R. Tyrała 67 – Krupnik 29, 55, Chowaniec 34, 60, Szafran 49, W. Dybał 62, M. Dybał 85.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Kucharczyk (56 Grzebinoga), R. Tyrała, Wacławek – R. Dziuba, Dawid Guguła, Dominik Guguła, Korecki – Ciapa (85 Mędrysa), P. Dziuba.

 
HURAGAN: Pietrzak – Jurka (70 A. Trzaska), W. Dybał, Szafran, Sikora – Ł. Chrapkiewicz, M. Dybał, Sz. Kuropatwiński (46 J. Stuglik), K. Chrapkiewicz (60 M. Kuropatwiński) – Chowaniec (80 Z. Trzaska), Krupnik.

 
- Huragan grał tak dobrze, że ciężko mu było dorównaćpodkreśla Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy.Pierwsza połowa jeszcze jakoś wyglądała. Póki goście nie strzelili bramki, to gra była wyrównana. Natomiast druga odsłona to już była masakra. Nie wychodziło nam nic. Huragan ma wybieganych zawodników, którzy byli bardziej zmotywowani i grali podaniami. To najlepsza drużyna w tej klasie, mająca ogranych wyżej zawodników. Grają fajny futbol i zasługują na awans.

 
Prawie 30 minut przyszło czekać kibicom, aż worek z bramkami się rozwiąże. Zanim jednak to się stało, sędzia nie uznał bramki Dawida Guguły w 10 minucie. Potem panowali już tylko goście. Bartosz Krupnik dobił mocny strzał z ostrego kąta Łukasza Chrapkiewicza i było 0:1. Pięć minut później tym razem dogrywał Krupnik, a Dariusz Chowaniec w sytuacji sam na sam podciął piłkę nad bramkarzem, strzelając gola. Od razu po przerwie zespół z Inwałdu nacierał dalej. Bartosz Krupnik był faulowany w polu karnym, ale sędzia puścił grę i formalności dopełnił Damian Szafran. Potem po prostopadłym podaniu Chowańca, trafił Krupnik, a wrzutkę z rogu Ł. Chrapkiewicza, mocnym strzałem z woleja wykończył Wojciech Dybał. Przełęcz stać było na honorowe trafienie. Rafał Tyrała poszedł bark w bark z zawodnikiem rywali i umieścił piłkę pod nogami bramkarza. Ostatnie słowo należało jednak do Macieja Dybała. Po dograniu wzdłuż bramki Łukasza Chrapkiewicza, pokonał golkipera wewnętrzną częścią stopy.

 
- Cóż można rzec po takim spotkaniu… dominacja absolutnamówi Jakub Adamus, trener Huraganu. – Nie daliśmy dzisiaj pograć drużynie gospodarzy, która w przeciągu całego spotkania oddała dwa strzały na naszą bramkę. W pierwszych dziesięciu minutach meczu sprawa wyniku, powinna być już rozstrzygnięta, bo stworzyliśmy sobie cztery klarowne sytuacje do zdobycia bramki. Gratuluję drużynie bardzo dobrej postawy w tej rundzie. Każdy z zawodników zostawił kawał zdrowia na boisku, dzięki czemu wynik jest jaki jest. Teraz należy się im zasłużony odpoczynek, a potem „ładujemy akumulatory” na nowo. Chciałbym również podziękować naszym kibicom, którzy tak licznie nas wspierali w każdym spotkaniu tej jesieni.

 

 

 

 
SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE – WIKLINIARZ WOŹNIKI 1:0 (0:0)

 
Bramka: Dyrcz 88.

 
SOKÓŁ: K. Wanat – Płonka (82 Łubik), Brózda, A. Brusik, Wysogląd – Flos, Madeja, Ogiegło, S. Wanat (46 Dyrcz) – Nycz, Sabuda (77 Baca).

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – T. Kwartnik, Jochymek, Targosz, Mikołajczyk – M. Książek (46 Latko), Adamczyk, R. Książek, Pytel (85 Matyjasik) – Łopata, Rupa (65 Folga).

 
- Wyrównane spotkanie, z naszą przewagą jeśli chodzi o sytuacje bramkowekomentuje Dariusz Brózda, trener Sokoła. – Pierwsza połowa była słabsza, szarpana, ale później było już lepiej. Spełniliśmy założenia z szatni, a były nimi lepsze przesuwanie się, wyprzedzanie przeciwnika i więcej gry dołem. Przed przerwą za mało pokazywaliśmy się do gry. Chcielibyśmy wspólnie z drużyną złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji 18 urodzin Kamilowi Wanatowi.

 
Długo zanosiło się w tym spotkaniu na remis, choć okazji nie brakowało. W pierwszej połowie Sabuda przestrzelił w sytuacji sam na sam, a Madeja mając taką samą okazję uderzył obok słupka. W szeregach gości aktywni byli Łopata i Rupa. Mieli szansę na „ukłucie” rywali. Nie udała im się jednak ta sztuka. Bliski szczęścia był także Nycz (Sokół), ale na przeszkodzie stanęła mu poprzeczka. W końcu w 88 minucie akcja rezerwowych przesądziła o zwycięstwie Sokoła. Kajetan Baca wrzucił piłkę z autu na krótki słupek, do piłki dopadł Konrad Dyrcz i piętą zdołał skierować ją do siatki, zapewniając swojej drużynie cenne zwycięstwo.

 
- To było spotkanie z gatunku: kto strzeli, ten wygraocenia Marek Łopata, szkoleniowiec Wikliniarza. – Typowy pojedynek na remis. Gdy graliśmy po ziemi, to przeważaliśmy, natomiast kiedy wdawaliśmy się w niepotrzebną kopaninę, to rywale czuli się wtedy lepiej. Szkoda, że nie udało się wygrać, bo liczyłem na trzy punkty, dzięki czemu na wiosnę łatwiej by się grało o utrzymanie. Jesteśmy jednak beniaminkiem i moim zdaniem nie jest źle. Jestem zadowolony z ilości punktów w rundzie wiosennej, choć po cichu liczyłem na 19 „oczek”.

 

 

 

 
ŻAREK STRONIE – AMATOR BABICA 0:0

 
ŻAREK: A. Kruk – Ł. Odrowąż, Znajdek, Smoleń, Klimowski – Chrapek (46 Morawa), P. Zawiła (60 M. Odrowąż), Kwartnik, Kozik – Plichta (82 Radwan), Mateusz Pindel (46 D. Kruk).

 
AMATOR: Grochal – Moskała, Lempart, B. Woźniak, Michał Woźniak – Mikołaj Woźniak, Piwowarczyk, Pułka (69 Brańka), M. Kołodziejczyk – Wojtaszek, M. Kołodziejczyk P (78 Graca).

 
Goście dobrze zaczęli mecz, stworzyli zagrożenie, ale piłka do siatki nie wpadła. W 13 minucie M. Wojtaszek przejął odbitą od obrońcy piłkę i uderzył z ostrego kąta z lewej strony pola karnego z 8 metra, lecz nieznacznie chybił. Dziesięć minut później z „główką” M. Kołodziejczyka poradził sobie bramkarz. Z kolei w 29 minucie po dystansowym strzale Piwowarczyka, futbolówka nieznacznie minęła słupek. Miejscowi odpowiedzieli groźnym wypadem Plichty, który w finalnej fazie zgubił piłkę. Po przerwie działo się niewiele ciekawego. Amator spróbował raz jeszcze – mocno z wolnego kropnął Piwowarczyk, ale A. Kruk wywiązał się z obowiązków bez zarzutu.

 
- Znów zaliczyliśmy dobrą pierwszą połowę, w której jeżeli ostatnie podania byłby nieco dokładniejsze, powinniśmy strzelić przynajmniej jedną – dwie bramkimówi kapitan Amatora Mateusz Lempart.W drugiej połowie nasza gra „siadła”, akcje nie były już tak płynne, a co gorsza nie oddawaliśmy celnych strzałów na bramkę rywali. Ten bezbramkowy remis jest dla nas porażką, gdyż był to mecz o wydostanie się z ostatniego miejsca w tabeli.

 
- Bardzo słaby mecz słabych drużyn, kopaninapodsumował spotkanie trener Żarka Jerzy Harańczyk.U nas problemem jest brak typowego napastnika, rozwiązałby problem, bo Amator popełniał błędy w obronie. Nie mogę odmówić swoim zawodnikom walki i zaangażowania. Przy obecnym stanie jakościowym kadry, punkt cieszy. Jest umiarkowany optymizm, jeśli dojdą jacyś wartościowi zwodnicy na wiosnę. Mogę powiedzieć oficjalne, że będę pracował z tą drużyną od stycznia do czerwca.

 

 

 

 
DĄB TOMICE – LKS LEŃCZE 1:1 (0:0)

 
Bramki: Adamik 87 (karny) – Żak 57.

 
DĄB: Wiecheć – Pyka (78 Dyrcz), Kaczor, J. Graca, Sabuda (72 Skoczylas) – Pamuła, Adamik, Mamcarczyk, B. Graca, Targosz – Skrzypek.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, K. Kozieł, Oleś – St. Gębala, Żak, Sz. Gębala, (75 Ryłko), D. Gębala (88 Klimasara), J. Kozieł (85 Sobota) – Brózda.

 
Nieobliczalny w zakończonej rundzie zespół z Leńcz, tym razem wywiózł cenny punkt z Tomic. Przed przerwą lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. Uderzali na bramkę sześciokrotnie. Nie były to może sytuacje z gatunku stuprocentowych, ale gole mogły paść. Najbliżej tego, żeby piłka wpadła do siatki było po strzałach Mamcarczyka, który obił poprzeczkę (16 minuta) i Skrzypka – jego strzał intuicyjnie sparował Moskała (22 min). Goście dwukrotnie poważniej postraszyli za sprawą Żaka i Olesia. Ich strzały mijały jednak światło bramki. Przed upływem godziny prowadzenie leńczanom dał Żak. Skorzystał z dogrania J. Kozieła i przelobował bramkarza.

 
- Muszę zaznaczyć, że w czwartym kolejnym meczu tracimy gola po akcji zapoczątkowanej rzutem z autumówi rozgoryczony trener Dębu Zbigniew Pytlowski.

 
Im bliżej było końca meczu tym wyżej grali gospodarze, w końcu przeszli na ustawienie praktycznie z dwoma obrońcami. Permanentny atak opłacił się, bo w 87 minucie w zamieszaniu w polu karnym sfaulowany został Skrzypek, a Adamik skutecznie pocelował z „wapna”. Wcześniej gospodarze sporo wrzucali ze skrzydeł, ale często zbyt głęboko, choć kilkakrotnie oddali strzały. Goście mogli pokarać tomiczan za zbyt ofensywną grę i przypieczętować zwycięstwo, ale zmarnowali dwie dogodne sytuacje. Szczególnie mogą żałować „meczbola”. W doliczonym czasie Brózda wyszedł nas potkanie z Wiecheciem, jednak lobując go minimalnie się pomylił.

 
- Uważam, że do przerwy mecz był wyrównany, a potem, zwłaszcza po zdobytym golu, prezentowaliśmy się lepiejmówi kierownik drużyny z Leńcz Alojzy Oleś. – Szkoda dwóch sytuacji, które mogły wszystko uspokoić. Źle się grało. Boisko było miękkie, zasypane piachem. Punkt cieszy, choć gdyby piłka wpadła do bramki po ostatniej akcji…

 
- Mieliśmy przewagę w całym meczumówi szkoleniowiec Dębu.Goście mogli nas pokarać w końcówce. Leńcze mają ciekawy zespół, zaczynają akcję od obrony. Grają odważnie. Wiedzieliśmy, że mają taki styl, więc podeszliśmy wysoko. Musimy się cieszyć z punktu.