• 002
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Relacje z 10 kolejki.

Klasa B II. Relacje z 10 kolejki.

babica news

W klasie B II przed finalną serią gier wytworzyła się specyficzna sytuacja, bo 12-zespołową ligę można podzielić na cztery części, wpisując w każdą po trzy drużyny. Tak wynika z punktacji. Nieprzewidywalny LKS Leńcze uratował punkt w doliczonym czasie gry, choć na zwycięstwo bardziej zasłużyli goście z Łączan. Dąb Tomice mimo dwubramkowego prowadzenia na boisku w Babicy, nie utrzymał trzech punktów (na zdjęciu zespół Amatora, duża fotografia na Fb). Wikliniarz Woźniki wprawdzie pokonał Żarka Stronie „tylko” dwoma golami, ale był zespołem zdecydowanie lepszym. Sokół z Frydrychowic nie polatał przy mocno wiejącym „Huraganie”. Inwałdzianie już do przerwy przypieczętowali wygraną. Goście „odgryźli się” trafieniami z rzutów karnych. Nadwiślanka Brzeźnica prowadziła do pauzy z Borowikiem, ale po przerwie jej piłkarz ujrzał „czerwień” i niezła gra miejscowych rozsypała się jak domek z kart, z czego skwapliwie skorzystali bachowiczanie. Olimpia Chocznia nie grzeszyła skutecznością, ale mimo to, że rywal z Kossowej „postawił się”, wzbogaciła konto o trzy „oczka”.

 

 

 
LKS LEŃCZE – WISŁA ŁĄCZANY 1:1 (0:0)

 
Bramki: Kolasa 90+4 – Oleksy 60.

 
LEŃCZE: Moskała – Kolasa, Gajewski, Klimasara, Ryłko – St. Gębala (60 D. Gębala), Oleś, Żak, Zborowski, Sz. Gębala – Brózda.

 
WISŁA: Starowicz – Kons, A. Kozioł, Bernaś, Mydlarz (73 Ojczyk) – T. Rybarczyk, Nowotarski, Grela, D. Kozioł – K. Rybarczyk (85 Czechowicz), Oleksy.

 
Z „wysokiego C” rozpoczęli goście, ale mimo kilku bardzo dobrych okazji w pierwszej połowie, nie zdołali otworzyć wyniku. Nie mieli w tym meczu szczęścia, bo kiedy w końcu objęli prowadzenie po godzinie gry, to zwycięstwo wymknęło im się z rąk w doliczonym czasie. Już w 2 minucie T. Rybarczyk „główkował” w poprzeczkę. Kwadrans później Nowotarski, również po strzale głową, wycelował w słupek. Przed upływem pół godziny swoja szansę, po dobrej centrze, zmarnował Dawid Kozioł nie trafiając w światło bramki. Gospodarze ocknęli się nieco w ostatnim kwadransie, czego wynikiem był strzał Olesia, po którym futbolówka zatrzymała się na słupku. Dobrą okazję zmarnował Brózda. W 60 minucie po „centrostrzale” z 30 metrów Oleksego, piłka zatrzepotała w siatce gospodarzy. Od tego momentu właśnie oni zaczęli przeważać. Wykreowali kilka sytuacji. Zanim padł gol wyrównujący najlepszą zmarnował Zborowski, który zamiast pokonać bramkarza… posłał piłę trzy metry obok słupka. Receptę na strzał Gajewskiego (88 min) znalazł Starowicz. W 94 minucie po faulu na Sz. Gębali, Kolasa zawinął z wolnego piłkę poza murem i dał swojej drużynie punkt.



 
- W pierwszej połowie przeszliśmy obok meczustwierdza trener LKS Leńcze Dariusz Klimasara.Mogliśmy przegrywać nawet trzema bramkami. Zaczęliśmy grać po stracie gola i od tego czasu Wisła praktycznie w żaden sposób nam nie zagroziła. Cały czas „cisnęliśmy”, rywal nie mógł się przedostać na naszą połowę. Przypuszczałem, że będzie to trudny mecz, ale nie sądziłem, że w tej chwili w Łączanach jest tylu dobrze grających młodych chłopaków, wiedzących co mają robić na boisku. Na pewno jest to zespół na pierwszą „piątkę” tej ligi. Dla mnie punkt w tym meczu jest zdobyczą. Wyrównaliśmy w ostatniej minucie doliczonego czasu, a w pierwszej połowie wynik bezbramkowy „trzymał” bramkarz Moskała.

 
- Można było wygraćmówi prezes Wisły Artur Starowicz. – Biorąc pod uwagę pierwszą połowę wydawało się, że trzy punkty są blisko. Zawiodła skuteczność. To kolejny dobry mecz w naszym wykonaniu. Teraz – na koniec – czekają nad derby z Nadwiślanką Brzeźnica. Jeśli utrzymamy formę i zagramy na podobnym do poprzednich meczów poziomie, powinno być dobrze.

 

 

 

 
AMATOR BABICA – DĄB TOMICE 2:2 (1:2)

 
Bramki: Wojtaszek 45+1, 72 – Zybek 30, 37.

 
AMATOR: Grochal – Lempart, Michał Woźniak, Moskała, Brańka (46 B. Woźniak) – M. Kołodziejczyk (73 Chlebicki), Mikołaj Woźniak, Piwowarczyk, Pułka – Jończyk, Wojtaszek.

 
DĄB: Wiecheć – Pyka, Kaczor, Knapik (35 J. Graca), Sabuda – Zybek, Targosz, Adamik, Mamcarczyk (68 Skoczylas) – Pamuła, Skrzypek.

 
Gospodarze mogli zacząć od mocnego uderzenia, bo w 3 minucie na spotkanie z bramkarzem wyszedł Jończyk, ale Wiecheć udanie interweniował nogami. Inne próby babiczan nie przyniosły już tak dużego zagrożenia, za to skutecznie zagrali goście. Po dwóch kwadransach Zybek otrzymał piłkę ze środka pola, podciągnął z nią kilka metrów i z 14 metrów zmieścił w „długim rogu”. Ten sam piłkarz, który w tym meczu został przesunięty z obrony na skrzydło, odwdzięczył się trenerowi drugim golem. W 37 minucie powalczył z obrońcą po wrzutce Pamuły i znów piłka po jego strzale wpadła do siatki przy dalszym słupku. W doliczonym do pierwszej połowy czasie Pułka obsłużył Wojtaszka, a ten zdobywając gola, pozwolił uwierzyć gospodarzom, że nie wszystko w tym meczu stracone. Dąb powinien w pierwszych 20 minutach drugiej połowy wyjść na prowadzenie, ale dwie świetne okazje zmarnował Skrzypek. Do wyrównania doszło w 72 minucie. Moskała powalczył w środku pola, dograł na skrzydło do Pułki, ten zacentrował w „szesnastkę”, gdzie po powietrznej walce piłka trafiła pod nogi Wojtaszka na 7 metrze. Napastnik sytuacji nie zmarnował. W 80 minucie na lewym skrzydle Jończyk minął trzech rywali, wystawił Piwowarczykowi, ten minął się z piłką, ale dotarła ona pod nogi Moskały, który kropnął mocno – futbolówka zmierzała w górny róg, lecz na 6 metrze trafiła w twarz obrońcy, który przypadkową interwencją ocalił gości od straty bramki. Potem jeszcze Wiecheć „wyjął” piłkę po strzale w róg Moskały, a uderzający „na wślizgu” Chlebicki zdołał trafić tylko w boczną siatkę.

 
- Zagraliśmy dobre spotkanie z pełnym zaangażowaniem przez całe 90 minut. W pierwszej połowie popełniliśmy dwa błędy w obronie, które bezlitośnie wykorzystał doświadczony Zybekpodsumowuje kapitan Amatora Mateusz Lempart. – Na szczęście tuż przed przerwą przełamał się Wojtaszek, strzelając pierwsza bramkę w sezonie. Było to ważne trafienie, bo dawało nam nadzieję na korzystny wynik po przerwie. W drugiej części gry mieliśmy dużo sytuacji, lecz albo brakowało precyzji przy ostatnim podaniu albo bardzo dobrze w spisywał się bramkarz Tomic. Graliśmy o 3 punkty. Niestety trzeba cieszyć się chociaż z tego jednego. Oceniają ogólnie przebieg spotkania uważam, że remis był sprawiedliwym wynikiem dla obu drużyn.

 
- Do 65 minuty kontrolowaliśmy meczstwierdza trener Dębu Zbigniew Pytlowski. – Częściej byliśmy przy piłce, dobrze nią operowaliśmy. Przy bramce na 2:2 wkradła się w nasze poczynania nerwowość. Trenujemy raz w tygodniu, to nie jest bez znaczenia. Od tego momentu biliśmy głową w mur i praktycznie nic klarownego nie stworzyliśmy. Gospodarze postawili na obronę i wyprowadzanie kontr.

 

 

 

 
WIKLINIARZ WOŹNIKI – ŻAREK STRONIE 3:1 (2:1)

 
Bramki: M. Książek 9, 63, Jochymek 26 (karny) – Morawa 40.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – T. Kwartnik, Jochymek, Targosz, Mikołajczyk – M. Książek, Adamczyk, R. Książek, Pytel – Łopata, Rupa.

 
ŻAREK: A. Kruk – Odrowąż, Smoleń, Klimowski, Znajdek – P. Zawiła (65 Radwan), Mateusz Pindel, Morawa (46 Ł. Kwartnik), Chrapek (75 Michał Pindel) – Plichta, D. Kruk (28 Kozik).

 
- Przed meczem wszystko było piękniemówi trener Żarka Jerzy Harańczyk. – Bardzo dobra murawa, odpowiednia pogoda, my w 15-osobowym składzie, gospodarze tylko w „jedenastkę”. Do tego chłopaki mieli za zadanie zneutralizować Marka Łopatę. Tyle, że my jesteśmy po prostu piłkarsko słabsi. W tej chwili w klubie została „spalona ziemia”. Zostało może dwóch – trzech piłkarzy na poziomie klasy B. Muszą występować młodzi chłopcy, którzy nigdy wcześniej nie grali w seniorskiej piłce. Wygrała drużyna lepsza i na tym trzeba podsumowanie zakończyć.

 
Wikliniarz prowadził 2:0 jeszcze przed upływem dwóch kwadransów. Najpierw z wolnego uderzył Łopata, a M. Książek dobił piłkę, a w 26 minucie po faulu na grającym trenerze, sędzia wskazał na „wapno”, z którego skutecznie kopnął Jochymek. Pięć minut przed przerwą strzał oddał Plichta. Bramkarz z Woźnik odbił piłkę do góry, a Morawa posłał ją do siatki głową z 2 metrów. W 63 minucie sytuację uspokoił M. Książek, zdobywając swojego drugiego gola. Skorzystał z podania Targosza i skutecznie poszukał „długiego rogu”. Goście mieli właściwie jedyną sytuację na poprawienie wyniku, lecz strzał długo zwlekającego Pindla odbił Góralczyk. Po 70 minucie na boisku istnieli już tylko miejscowi. Strzały Łopaty (dwa) i Rupy nie zaskoczyły jednak bramkarza.

 
- Zebraliśmy się tylko w „jedenastu”, bo nękają nas kontuzje i choroby, ale dominowaliśmy na boisku mówi trener Marek Łopata. – Lepszy mecz zanotowaliśmy chyba tylko z LKS Leńcze. Zagraliśmy agresywnie, nie odpuszczaliśmy w żadnej strefie. Wysoko zakładaliśmy pressing i wszystkie akcje gości neutralizowaliśmy w zarodku.

 

 

 

 
HURAGAN INWAŁD – SOKÓŁ FRYDRYCHOWICE 7:2 (4:0)

 
Bramki: Krupnik 5, 58, 78, Chowaniec 18, 26, W. Dybał 13 (karny), Sz. Kuropatwiński 50 – Nycz 61 (karny), Płonka 63 (karny).

 
HURAGAN: Pietrzak – Pindel (46 Jurka), W. Dybał, Szafran, Sikora – Ł. Chrapkiewicz, M. Dybał, Sz. Kuropatwiński (60 J. Stuglik), K. Chrapkiewicz (60 Rymarczyk) – Chowaniec (75 M. Kuropatwiński), Krupnik.

 
SOKÓŁ: K. Wanat – Wysogląd, A. Brusik, Madeja, Płonka (65 K. Brusik) – Hereda (46 S. Wanat), Ogiegło, Łubik, Baca (65 Romanek), Flos – Nycz.

 
- Jestem pod ogromnym wrażeniem gry mojego zespołu w tak ciężkich warunkach, na nasiąkniętym boiskupodkreśla Jakub Adamus, trener Huraganu. – To był nasz ostatni mecz w tym roku na własnym terenie i widać, że chłopaki podeszli do sprawy zmotywowani, chcąc tym meczem sprawić radość kibicom. Praktycznie nie mieliśmy słabych stron w tym spotkaniu, lecz powinniśmy lepiej zachowywać się w decydujących momentach i wynik byłby większego kalibru. Nie mam w zwyczaju komentowania postawy sędziego, ale tutaj aż prosi się kilka mocnych słów. Podyktował on dwa rzuty karne po naszych błędach w przyjęciu i rękach w polu karnym, lecz nie widział dwóch rąk gości, którzy rękami bronili strzały zmierzające w światło bramki.

 
Faworyzowani gospodarze nie czekali zbyt długo i od początku zaczęli strzelać do Sokoła ostrą amunicją. Po błędzie bramkarza, który wypuścił piłkę z rąk, formalności dopełnił Bartosz Krupnik. Kilka minut później Wojciech Dybał wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką i było już 2:0. Trzecie i czwarte trafienie to zasługa Dariusza Chowańca. Najpierw po prostopadłym podaniu od Macieja Dybała minął bramkarza i trafił do „pustaka”, a potem po ostrym dośrodkowaniu z lewej strony Łukasza Chrapkiewicza, umieścił piłkę tuż przy słupku. Zaraz po przerwie Damian Szafran zgrał piłkę klatką piersiową do Szymona Kuropatwińskiego, który prostym podbiciem zdobył piątego gola. Na 6:0 trafił Krupnik po asyście Ł. Chrapkiewicza. Na kilka minut do głosu doszli jednak goście, strzelając dwa gole po rzutach karnych autorstwa Nycza i Płonki. Ostatnie słowo należało jednak do Krupnika, który wykończył akcję z ostrego kąta strzałem pod poprzeczkę.

 
- Huragan pokazał nam jak się gra w piłkęprzyznaje Mateusz Madeja, zawodnik Sokoła. – Gra nam się nie układała, a dodatkowo mieliśmy słabszy skład niż w meczu z Olimpią Chocznia. Jechaliśmy świadomi tego, że dużo w Inwałdzie nie zdziałamy. Nasza pozycja w tabeli i słaby skład mówiły wszystko. Nie musieliśmy jednak przegrać aż tak wysoko, bo traciliśmy bramki po indywidualnych błędach.

 

 

 

 
NADWIŚLANKA BRZEŹNICA – BOROWIK BACHOWICE 2:4 (2:1)

 
Bramki: Żurek 38, 43 (karny) – Ściera 23, Ciemiera 58 (karny), 63, Kobylański 71.

 
NADWIŚLANKA: M. Meres – Nęga (46 Jaskiernia), Kucharczyk, A. Meres, Graca (80 Szajna) – Ramuciński, Żurek (85 Szydłowski), Bolek, Bobak – Prędecki (70 Pyjos), Wiąch.

 
BOROWIK: D. Dębski – M. Wołoch, Książek, Świergóła, Michalski – Biela (85 R. Wołoch), Góralczyk (75 P. Dębski), Ściera, A. Kajfasz (55 Kobylański) – Zieliński, Ciemiera (80 Balonek).

 
- Niestety, ale czerwona kartka dla Bobaka zniszczyła naszą dobrą grętwierdzi Tomasz Woźniczka, kierownik Nadwiślanki. – Mieliśmy sporo sytuacji i jakby nie ta indywidualna kara to myślę, że odnieślibyśmy zwycięstwo, a w najgorszym razie remis. Byliśmy drużyną dobrze zorganizowaną. Później zabrakło nam już sił. Po czerwonej kartce musieliśmy cofnąć jednego napastnika do pomocy i nie stwarzaliśmy już tyle okazji co wcześniej.

 
W 20 minucie Grzegorz Ściera zdecydował się na indywidualną akcję. Zszedł z prawej strony do środka i zmieścił piłkę w krótkim rogu. Kapitalne okazje na 0:2 mieli Ciemiera i Zieliński. Nie potrafili ich wykorzystać, co się zemściło. Bobak dośrodkował z końcowej linii, a Maciej Żurek kopnął z woleja i doprowadził do remisu. Po zagraniu Michalskiego ręką w polu karnym, Żurek tym razem trafił z rzutu karnego i to Nadwiślanka schodziła na przerwę z prowadzeniem. W 55 minucie za dwie żółte kartki wyleciał Łukasz Bobak. Wyrównał także z karnego Marcin Ciemiera po faulu na samym sobie. Borowik wyszedł na prowadzenie po dwójkowej akcji Kobylańskiego z Zielińskim. Ten drugi wyłożył futbolówkę na piąty metr do Ciemiery, który na wślizgu wpakował ją do siatki. Goście odskoczyli na dwa trafienia po celnym strzale Grzegorza Kobylańskiego z 16 metrów. W słupek trafił jeszcze Michalski, jednak to Borowik z nawiązką odrobił straty z pierwszej połowy.

 
- Piłkarsko byliśmy dużo lepsiuważa Paweł Stańczyk, prezes Borowika. – Kontrowaliśmy grę, ale dostaliśmy kuriozalne bramki. W pierwszej połowie po strzeleniu gola zawodnicy chcieli wygrać chyba najmniejszym nakładem sił. Pierwsze 25 minut po przerwie zagraliśmy jednak na wysokich obrotach i to wystarczyło na rywali.

 

 

 

 
OLIMPIA CHOCZNIA – PRZEŁĘCZ KOSSOWA 3:1 (2:0)

 
Bramki: Bodzioch 5, 36, Okrzesik 89 (karny) – R. Dziuba 62.

 
OLIMPIA: Kwaśny – Nowak, Woźniak, Góra, Świątek – Ramenda (70 Garus), Okrzesik, Jończyk, Jarek – Kukuła (85 Paterak), Bodzioch.

 
PRZEŁĘCZ: Kwarciak – K. Tyrała, Mocała, R. Dziuba, A. Guguła – Korecki, Dominik Guguła, Dawid Guguła (86 Mędrysa), Wacławek – Grzebinoga (62 Gałek), P. Dziuba (61 Ciapa).

 
- Przełęcz to niezły zespół i widać u nich postępyzauważa Marek Praciak, trener Olimpii. – Grają fajnie piłką i zrobili krok do przodu w porównaniu z tym co prezentowali wcześniej. Nasza gra wyglądała dobrze i jestem zadowolony ze wszystkiego oprócz skuteczności. Przy 2:1 zrobiło się nerwowo, a wcześniej mogło być z 4:0, czy 5:0. Sytuacjami w tym meczu można było obdzielić trzy mecze, ale dobrze bronił bramkarz Kossowej Kwarciak.

 
Już na samym początku meczu Okrzesik zdecydował się na dośrodkowanie, a głową z siedmiu metrów piłkę do siatki skierował Adam Bodzioch. Za chwilę Kukuła w sytuacji sam na sam nie dograł Jończykowi do pustej bramki, a po centrze Ramendy, Bodzioch pomylił się z pięciu metrów. W 36 minucie Okrzesik pognał z piłką wzdłuż pola karnego, przymierzył, bramkarz „wypluł” futbolówkę, a dobił ją Bodzioch. Przełęcz złapała kontakt za sprawą Roberta Dziuby. Po dośrodkowaniu z prawej strony Koreckiego, celnie przymierzył głową. W końcówce meczu za zagranie ręką w polu karnym, rzut karny wykorzystał Krystian Okrzesik, zamykając emocje w tym meczu.

 
- Po bramce na 2:1 nasi zawodnicy się obudzilirelacjonuje Tadeusz Bryła, kierownik Przełęczy. – Zagraliśmy dobrze na tle mocnego rywala. Nawet zawodnicy Olimpii chwalili nasz zespół. Nie spodziewali się, że będzie im tak trudno wygrać. Jechaliśmy do Choczni przynajmniej po punkt, ale trzeba przyznać, że gospodarze mieli więcej sytuacji, lecz byli nieskuteczni.