• 002
  • slider003
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B2 -> Klasa B II. Historyczne derby gminy Tomice. O zwycięstwie Dębu nad Wikliniarzem zadecydowało doświadczenie gospodarzy.

Klasa B II. Historyczne derby gminy Tomice. O zwycięstwie Dębu nad Wikliniarzem zadecydowało doświadczenie gospodarzy.

TOM WOŹ 2

Dwóch rutynowanych piłkarzy z Tomic dało swojej drużynie trzy gole, wykorzystując grzechy zaniechania woźnickiej defensywy. Goście grali ambitnie, co przyniosło honorową bramkę, ale trudno im było zawiązywać klarowne akcje. Przedostawali się pod pole karne dosyć prostymi środkami. Zagrażali przede wszystkim po stałych fragmentach.

 

 
DSC01754DĄB TOMICE – WIKLINIARZ WOŹNIKI 3:1 (2:0)

 
Bramki: Adamik 9, 52, Zybek 26 – Adamczyk 50. Sędzia główny: Paweł Wadowski, asystenci: Adam Kutermak i Adam Polak. Żółte kartki: Mostowik, Targosz.

 
DĄB: Wiecheć – Mostowik, Knapik, Zybek, J. Graca (65 Kamiński) – B. Graca (60 Garb), Adamik, Mamcarczyk (90 Skoczylas), Targosz, Pamuła – Skrzypek.

 
WIKLINIARZ: Góralczyk – Targosz, Jochymek, Ściera (54 Wiktor), T. Kwartnik – Pytel (77 Folga), Adamczyk, Książek, Latko (59 Matyjasik) – Łopata, Rupa.

 

 



 

 

 
DSC01734Z Tomic – PAWEŁ KRĘCIOCH

 

 
Derbowe potyczki rzadko bywają piękne. Skupione na walce drużyny gubią kreatywność, nie inaczej było w tym spotkaniu, a miało szczególny wymiar. Dąb z Wikliniarzem choć są klubami leciwymi, w lidze spotykały się od wielkiego dzwonu. Tylko wtedy, gdy tomiczanie występowali w klasie C, a to rzadkość, bo z najniższym stopniem rozgrywek mają mało wspólnego. Wikliniarz z kolei mocniej pukał do klasy B od kilku sezonów i awansował do niej po raz drugi w swojej 66-letniej historii. Wcześniej – jak zapewnia prezes klubu Antoni Adamczyk – woźnicki zespół grał na tym szczeblu w połowie lat 70-tych.

 
DSC01736Na stadion Dębu zawitało 150 kibiców. Taką liczbę należy wpisać w bardzo wysokie rejestry frekwencyjne tego obiektu. Widzowie na pewno się nie nudzili, choć dobrą piłką pachniało tylko momentami. W pierwszej połowie drużyną lepszą byli miejscowi i udokumentowali to dwoma golami, zdobytymi bez większego wysiłku, korzystając z „drzemek”, które się zdarzały gościom. Woźniczanie (niebieskie koszulki) mieli problemy z piłkami dosyć często rozrzucanymi ze środka pola w boczne sektory za ich obrońców. Sami, jeśli już zdołali przedostać się do przodu, byli powstrzymywani przed 16 metrem. Tylko ich stałe fragmenty mogły wprowadzić niepokój w szeregi gospodarzy.  

 
woźniki2DSC01783W 9 minucie z prawej strony piłką wzdłuż pola karnego podał Skrzypek, a niepilnowany przy „długim słupku” Adamik, wpakował ją do siatki z metra i gospodarze mogli fetować. Wikliniarz najlepszą okazję z gry w tej części meczu stworzył po upływie kwadransa. Kompletnie pogubiła się obrona Dębu, gdy po przebitce z prawej strony, przed narożnikiem pola bramkowego „oko w oko” z Wiecheciem stanął Rupa. Uderzył soczyście, wydawało się, że piłka musi ugrzęznąć w siatce, ale przeszła obok dalszego słupka. Między 20 a 35 minutą Dąb przeprowadził cztery akcje, z których padł jeden gol. Trzykrotnie piłka była adresowana do Skrzypka. Dwa razy dobrze interweniował Góralczyk – „w parterze” i przy „krótkim słupku”, a raz Skrzypkowi zabrakło kilkunastu centymetrów, gdy chciał zamknąć na wślizgu piękne crossowe podanie B. Gracy. W 26 minucie w polu karnym znalazł się grający w defensywie Zybek, otrzymał piłkę, odwrócił się z nią na 8 metrze i bez ceregieli zapakował do „sieci”. Golkiper nawet nie drgnął. Były bramkostrzelny napastnik nie zapomniał jak się zachować pod bramką rywala. Gospodarzy dwukrotnie strzałami z rzutów wolnych próbował zaskoczyć Łopata. W 17 minucie „zawinął” piłkę nad spojeniem, a w 32 minucie uderzył kąśliwie z ostrego kąta przy bliższym słupku, ale Wiecheć nie dał się zaskoczyć. W 41 minucie trener Łopata powinien dać swojej drużynie kontaktowego gola. Mocno kropnął sprzed „szesnastki” Książek, bramkarz nie utrzymał piłki, nabiegł na nią Łopata, jego zaś staranował Wiecheć. Sędzia wskazał na wapno, ale poszkodowany pomylił się o centymetry – futbolówka minęła słupek. Tuż przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej połowy, po szybko rozegranym rzucie wolnym, sam przed bramkarzem z Woźnik znalazł się Adamik, ale przegrał pojedynek.

 
DSC01758Piłkarze Wikliniarza postanowili nie tracić czasu i od początku drugiej połowy szukali gola kontaktowego. Cel osiągnęli szybko. W 50 minucie ze środka pola za obrońców podał Książek, a Adamczyk zdołał ubiec bramkarza. Nie minęły jednak dwie minuty, a Dąb odzyskał dwubramkowe prowadzenie. Po dograniu z lewej flanki, Adamik zaskoczył Góralczyka strzałem z 12 metrów. „Odgryźć” mógł się Łopata, ale po jego piłka strzale pofrunęła centymetry nad poprzeczką. W rewanżu minimalnie chybił Zybek, głową zamykając dośrodkowanie Pamuły (63 minuta). Od tego momentu szukający gola gracze z Woźnik przesunęli się do przodu, rozegrali kilka akcji, ale natrafili na dobrze zorganizowaną defensywę. Raz tylko, w 87 minucie, Łopata znalazł się przed bramkarzem, zdołał „dziubnąć” piłkę, jednak zabrakło mu szczęścia. Dąb przez cały ten okres bronił się bez zarzutu, ale nie potrafił wyprowadzić choćby jednej klasycznej kontry.
Wygrała drużyna lepsza, a przede wszystkim bardziej doświadczona. Kilku zawodników gospodarzy robiło na boisko różnicę – „mózg drużyny” Adamik, Zybek czy często wygrywający walkę z dwoma obrońcami Skrzypek. Do tego z bardzo dobrej strony pokazali się dynamiczni skrzydłowi. Właśnie ogrania zabrakło beniaminkowi z Woźnik, który stracił gole, wcześniej popełniając proste błędy w ustawieniu czy komunikacji.

 

 
DSC01762Powiedzieli po meczu:

 
Zbigniew Pytlowski, szkoleniowiec Dębu: – Każda drużyna, jak to w derbach bywa, bardzo chciała dobrze się zaprezentować. Mecz był chaotyczny. Towarzyszyła presja. Zawodnicy chcieli mieć więcej spokoju i przez to szybko pozbywali się piłki. Przed spotkaniem mówiłem zawodnikom, żeby atakowali wolne przestrzenie. Jesteśmy zespołem bardziej doświadczonym i to zadecydowało o wyniku. Wikliniarz ma dwóch dobrych napastników, do których koledzy od razu kierowali długie podania, ale przerywaliśmy te akcje. Być może nasza gra wyglądałaby jeszcze lepiej, ale zabrakło dwóch podstawowych obrońców – Damiana Kaczora i Macieja Pyki. Ci zawodnicy potrafią wprowadzić spokój, zagrać po ziemi, przytrzymać piłkę.

 
DSC01787Marek Łopata, grający trener Wikliniarza:Przespaliśmy pierwsze 25 minut, przez co straciliśmy dwie bramki po błędach obrońców. Zresztą trzeci gol w drugiej połowie również padł po nieporozumieniu. Nie możemy sobie pozwolić na takie straty. Borowik Bachowice również strzelał nam gole w prosty sposób. Wystarczy, że rywal ma sprytnego napastnika i pojawiają się szkolne błędy. Druga sprawa – marnujemy dużo sytuacji. W tym meczu na dodatek nie wykorzystałem rzutu karnego. Przy takiej skuteczności, będzie ciężko coś ugrać. Druga połowa była w naszym wykonaniu lepsza, staraliśmy się powalczyć, zabrakło „kropki nad i”.

 
(PK)