• 002
  • 002
  • moja liga
  • slider003
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z meczów 7 kolejki.

Klasa B I. Relacje z meczów 7 kolejki.

DSC01481 news

Gol samobójczy zdeprymował wicelidera z Sidziny, który nie potrafił się później odbudować w Marcówce. Huragan Skawica i KS Bystra „trafiły się” trzykrotnie, ale żadnej z drużyn nie przyniosło to kompletu punktów. Grom Grzechynia (na zdjęciu; foto w pełnym formacie na Fb) już do przerwy praktycznie „pozamiatał” na boisku w Krzeszowie. Zdobył trzy gole, a na dodatek jego bramki strzegł świetnie dysponowany Sebastiana Krupczak. Jubilat Izdebnik wygrał z Olimpią Zebrzydowice 4:2, ale po raz kolejny dał sobie wbić gole w końcówce meczu. Zwycięski remis osiągnęła w Zawoi drużyna z Bieńkówki. Dzielnie przez cały mecz stawiała opór grając w „dziesiątkę”. Strzelec Budzów zremisował z beniaminkiem z Osielca. Trenerzy mają różne zdanie na temat tego spotkania.

 

 

 
BŁYSKAWICA MARCÓWKA – DĄB SIDZINA 2:0 (1:0)

 
Bramki: Motor 27 (samobójcza), K. Rak 57.

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Jacek Pindel, P. Paczka, Urbański (75 Kasprzycki), J. Rak (54 Pilch) – K. Rak, R. Porębski (32 W. Suwada), Nosal, Jakub Pindel – M. Porębski, Kania (83 Zgudziak).

 
DĄB: Motor – J. Kostka, K. Kostka, P. Kostka, J. Gałka (55 Chorąży) – Jaromin, Handzel, Kolaniak (40 Szpak), Pastwa – Malada (75 Sutor), M. Lipa.

 
- Zagraliśmy przede wszystkim mądrze taktycznieocenia Janusz Suwada, trener Błyskawicy. – Równie ważne jak zwycięstwo, jest zachowanie czystego konta. W pierwszej odsłonie nie pozwoliliśmy rywalowi na oddanie strzału w światło naszej bramki. Objęliśmy prowadzenie w szczęśliwych okolicznościach, bo bramkarz gości pechowo się poślizgnął i wepchnął piłkę do bramki. Muszę jednak przyznać, że w przekroju całego meczu jego gra bardzo mi się podobała. Jednym słowem, wpadł mi w oko.



 
W pierwszej części gry Brańka był praktycznie bezrobotny. Dużo więcej pracy miał Motor. Zanim zaliczył „swojaka”, obronił „setkę”. Głową idealnie przymierzył Jacek Rak i golkiper gości w sobie tylko znany sposób zatrzymał to uderzenie. W 27 minucie Krzysztof Rak dośrodkował piłkę w pole karne, a ta pechowo odbijając się od bramkarza wylądowała przy „krótkim słupku”. Zaraz po zmianie stron powinno być 2:0. W polu karnym faulowany był Nosal i sędzia odgwizdał „jedenastkę”. Do piłki podszedł Jacek Pindel, ale lepszy okazał się Motor. Idealną sytuację do wyrównania zmarnował Pastwa (asysta Szpaka), który na 7 metrze miał przed sobą już tylko bramkarza. Uderzył jednak bardzo niecelnie. To się szybko zemściło. Błyskawica przeprowadziła znakomitą akcję, po której ręce same składały się do oklasków. Wojciech Suwada na prawej stronie markując dośrodkowanie „posadził” obrońcę i miękko wrzucił piłkę. Dopadł do niej K. Rak i bezpośrednim uderzeniem nie dał szans Motorowi.

 
- Skrzydła podcięła nam pechowo stracona pierwsza bramkauważa Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Po zmianie stron zagraliśmy dużo lepiej. Indywidualne krycie K. Raka przejął Jaromin, ale musieliśmy później odejść od tego pomysłu, bo Jaromin jest nam niezbędny do kreowania gry. Szkoda zmarnowanej okazji Sławomira Pastwy. W efekcie zamiast wyrównującego gola, dostaliśmy drugą „sztukę”. Chłopcy zostawili na murawie sporo zdrowia. Gospodarzom zepsuła się kosiarka i ciężko się grało na grząskim boisku i w trawie po kostki.

 

 

 

 
HURAGAN SKAWICA – KS BYSTRA 3:3 (2:3)

 
Bramki: D. Pacyga 7, Kudzia 32, Góra 70 (karny) – Basiura 2, 18, Sroka 20.

 
HURAGAN: Sikończyk – Żywczak, B. Pacyga, M. Dyrcz, Mariusz Pacyga (40 M. Wojtyczko) – D. Pacyga, S. Pacyga, Buba, K. Wojtyczko (60 Ł. Dyrcz) – Góra, Kudzia.

 
BYSTRA: K. Gałka – Ciapała, Szewczyk, Wnętrzak, Bisaga – Sroka (75 Pustuła), Mikołajczyk (46 A. Gałka), Migas, M. Wójtowicz – G. Wójtowicz (55 Rzeszutko), Basiura.

 
- Ten remis ma dla nas kolosalne znaczenie i mam nadzieję, że będzie momentem zwrotnymkomentuje prezes Huraganu Skawica, Piotr Wajsman. – Drużyna miała już dość porażek, które mocno nas wszystkich „dołowały”. Jest wreszcie punkt, a co jeszcze ważniejsze zdecydowanie poprawiła się frekwencja na zajęciach treningowych. Teraz szykujemy się do prestiżowych derbów z Watrą Zawoja. Nasz zespół jest zmobilizowany i podbudowany remisem z Bystrą, więc jestem dobrej myśli.

 
Aż pięć goli padło przed przerwą, a pierwszy już po 120 sekundach gry. Po trójkowej akcji Bisagi, G. Wójtowicza i Basiury na listę strzelców wpisał się ten ostatni. Już pięć minut później odpowiedzieli gospodarze. Efektownym lobem z ponad 20 metrów popisał się D. Pacyga. Ponowne prowadzenie dał gościom Basiura, a gol był bliźniaczo podobny do pierwszego trafienia. W 20 minucie było już 1:3. Po uderzeniu Mikołajczyka z rzutu wolnego poprzeczka uratowała Sikończyka, ale był on już bezradny wobec poprawiającego Sroki. W tym momencie wydawało się, że jest „po herbacie”. Huragan nie zamierzał jednak wywieszać „białej flagi”. Błąd defensywy Bystrej sprytnie wykorzystał Kudzia, który zdobył kontaktowego gola. Skawiczanie wyrównali po karnym podyktowanym za faul Bisagi. Z taką decyzją sędziego goście długo nie mogli się pogodzić. Przyjezdni kończyli mecz w „dziesiątkę”. Czerwoną kartkę zobaczył grający między słupkami – K. Gałka.

 
- Trudno ochłonąć po takim meczunie kryje złości Stanisław Łazarz, kierownik zespołu z Bystrej. – Nie mam pojęcia czym sugerował się sędzia podejmując decyzję o rzucie karnym. To był cios, który wyprowadził nas z równowagi. Po 20 minutach prowadziliśmy różnicą dwóch goli i wydawało się, że całkowicie kontrolujemy wydarzenia na boisku. Powinniśmy to spotkanie spokojnie wygrać, a musimy zadowolić się zaledwie jednym punktem.

 

 

 

 
ŻURAW KRZESZÓW – GROM GRZECHYNIA 0:3 (0:3)

 
Bramki: Piotr Surmiak 1, 33 (karny), Ceremuga 20.

 
ŻURAW: Pająk – G. Kawończyk, Zawora, Skrzypek, Pilarczyk (75 Nowak) – Ćwiertnia, Wójcik, Targosz (83 Nosal), M. Kawończyk (70 Piątek) – Łuczak, Wajdzik (80 Korczak).

 
GROM: Krupczak – Dyrcz, Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański – Toczek (80 Bogacz), Ceremuga, M. Surmiak, Kudzia – Czubin (60 Tokarz), Piotr Surmiak.

 
- Trzy bramki w pierwszej połowie i kontrola wyniku po zmianie stron. Czy można oczekiwać czegoś więcej?pyta retorycznie zadowolony, trener Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala. – To był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Pewnie zdobyliśmy trzy punkty, grając jednocześnie „na zero w tyłach”. Duża w tym zasługa świetnie interweniującego w naszej bramce Sebastiana Krupczaka, który wystąpił po raz pierwszy w tym sezonie.

 
Grom strzelił bodaj najszybszego gola w tych rozgrywkach. Goście potrzebowali niespełna 30 sekund, aby objąć prowadzenie. Skrzydłem uciekł Kudzia i z końcowej linii dograł w pole karne. Na miejscu był pozostawiony bez krycia Piotr Surmiak, który uderzył nie do obrony. Na 2:0 podwyższył Ceremuga. Zawodnik Gromu w powietrzu trącił piłkę końcem buta i futbolówka znalazła się za plecami Pająka. Jeszcze przed przerwą podopieczni Stanisława Klimali wyprowadzili trzeci cios. W polu karnym faulowany był Piotr Surmiak i sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość z 11 metrów. Swoje okazje miał też Żuraw, ale M. Kawończyk, Łuczak, Wajdzik nie potrafili znaleźć sposobu na Krupczaka. Po przerwie bramkarz gości poradził sobie także ze strzałem Ćwiertni z rzutu karnego. W drugiej połowie grę prowadzili gospodarze, a lider nastawił się wyłącznie na kontry.

 
- Rozdaliśmy po prostu zbyt dużo prezentów, aby myśleć o korzystnym rozstrzygnięciutwierdzi Jacek Kudzia, trener Żurawia Krzeszów. – Zadecydowały niuanse. Jeszcze mecz na dobre się nie rozpoczął, a my już musieliśmy „gonić wynik”. Końcowy rezultat nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Grom zgarnął pełną pulę, wykorzystując swoją najmocniejszą broń, czyli stałe fragmenty. My szukaliśmy gry, ale nawet karnego nie potrafiliśmy zamienić na gola.

 

 

 

 
JUBILAT IZDEBNIK – OLIMPIA ZEBRZYDOWICE 4:2 (2:0)

 
Bramki: Gołąb 10 (karny), 30 (karny), Klimczyk 50, Turek 75 – Łężniak 80, 82.

 
JUBILAT: Matuła – Radoń (80 Dolny), Żurek, Stokłosa, Gołąb – Turek, Klimczyk, Knap (60 Madej), Wierzbiński – Bartyzel, Cora.

 
OLIMPIA: B. Kania – M. Kania, Ożóg, Smajek, Duchecki – Franik, K. Brańka, Z. Kania, B. Brańka – Łężniak, Salawa.

 
- Szkoda, że w końcówce spotkania nie udało się wykorzystać bramkowej okazji na 4:3rozpoczyna grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Kontaktowy gol mógł jeszcze wiele zmienić. Wtedy „wrócilibyśmy do gry” i kto wie, jakby to wszystko się skończyło. Mecz „ustawiły” dwa rzuty karne wykorzystane przez rywali w pierwszej połowie. Po zmianie stron dorzucili oni dwa kolejne gole, a nasza sytuacja stała się arcytrudna. Nie poddaliśmy się i polegliśmy z honorem.

 
Jubilat objął prowadzenie już w 10 minucie. W polu karnym Corę faulował M. Kania i sędzia pokazał na „wapno”. Swojej szansy nie zmarnował Gołąb. 20 minut później Gołąb ponownie wykorzystał karnego. W tym przypadku Cora był w nieprawidłowy sposób zatrzymywany przez bramkarza. Przed przerwą z woleja przestrzelił jeszcze Wierzbiński, zaś Turek pomylił się w sytuacji jeden na jeden. Po drugiej stronie boiska dwa pojedynki z Matułą przegrał Łężniak, a zmierzającą do siatki piłkę po uderzeniu głową (Ożóg) zatrzymał obrońca. 5 minut po przerwie Radoń uruchomił Klimczyka, który podwyższył na 3:0. Kiedy sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Turek, Jubilat prowadził już różnicą czterech goli. Honor zebrzydowiczan uratował Łężniak. Najpierw z zimną krwią zamienił na gola prostopadłe dogranie Ożóga, a chwilę później umiejętnie finalizował podanie Z. Kani. Bramkową okazję miał jeszcze Ożóg, który uderzał zza pola karnego. Może gdyby starał się poszukać któregoś z partnerów…

 
- Po raz kolejny tracimy gole w samej końcówcemówi Adrian Dolny, piłkarz Jubilata Izdebnik. – Nie wiem czym ten fakt jest spowodowany, ale powoli zaczyna być niepokojący. Tak też było przed tygodniem w Bystrej i wcześniej na swoim terenie ze Strzelcem Budzów. W ten sposób zgubiliśmy aż cztery punkty. Teraz tracone bramki na szczęście nie miały przykrych konsekwencji. Kolejny sygnał został jednak wysłany. Graliśmy z jednym ze słabszych rywali w lidze i wynik powinien być bardziej efektowny.

 

 

 

 
WATRA ZAWOJA – LKS BIEŃKÓWKA 0:0

 
WATRA: Wolski – Zięba, Stopka, Basiura, Kaczmarczyk – R. Warmuz, B. Warmuz (46 Bury), Antosiak, A. Dyrcz – Mika, Listwan.

 
BIEŃKÓWKA: Ciuś – Pupczyk, Pęcek, Gąstała, Szczurek – Lewandowski, Hada, Burliga, Klimowski – Chromy.

 
- To dla nas niewątpliwie zwycięski remispodkreśla Jarosław Gąstała, trener Bieńkówki. – Graliśmy na obcym terenie i przez 90 minut przyszło nam walczyć w „dziesiątkę”. Pokazaliśmy hart ducha i zostawiliśmy sporo serca na boisku. Całemu zespołowi należą się olbrzymie brawa. Mogliśmy nawet zgarnąć pełną pulę, bo w pierwszej połowie po klasycznych kontratakach mieliśmy znakomite okazje do zdobycia gola. Ten punkt to nasz ślubny prezent. Dedykujemy go naszemu koledze z drużyny, Adamowi Sałapatowi jego małżonce.

 
Watra rozczarowała na całej linii. Miejscowi nie potrafili sobie poradzić ze zdekompletowanym zespołem gości. W pierwszej odsłonie ich atak pozycyjny nie przynosił kompletnie żadnych efektów, za to kontry Bieńkówki były piekielnie groźne. Podopieczni Jarosława Gąstały mogli i powinni objąć prowadzenie za sprawą Lewandowskiego, Klimowskiego czy Chromego. Paradoksalnie, może stracony gol obudziłby wówczas gospodarzy. Ci przed przerwą postraszyli Ciusia strzałem Listwana w boczną siatkę i próbami Antosiaka z rzutów wolnych. Po zmianie stron przewaga Watry była wyraźna, ale Bieńkówka grała bardzo mądrze w destrukcji. Przyjezdni zagęścili własne przedpole, a piłkarze Watry tracili wiarę w korzystny wynik z każdą upływającą minutą. Najlepszą okazję (80 min) do otwarcia wyniku miał Listwan, który zamykał dośrodkowanie Burego. Piłka minęła jednak cel.

 
- Nic dobrego o naszej grze niestety nie można powiedziećnie ukrywa grający trener Watry Zawoja, Łukasz Stopka.O tym meczu chciałoby się bardzo szybko zapomnieć. To był bezsprzecznie nasz najsłabszy występ w tej rundzie. Może gdzieś z tyłu głowy siedziało, że rywal gra w „dziesiątkę” i ten gol musi wreszcie paść. Im było bliżej końca, tym graliśmy bardziej nerwowo i chaotycznie. Rywal wyczuł swoją szansę, a wszystko poparł ambicją.

 

 

 

 
STRZELEC BUDZÓW – ŚWIT OSIELEC 2:2 (1:1)

 
Bramki: Trzop 12, Polak 70 – Kalemba 7, Malik 50.

 
STRZELEC: J. Gielata – Kwaśniowski, Burliga, Wrzodek, Kąkol – Klimowski, Grygiel, D. Gielata, Reciak (60 Marek Daniel) – Trzop, Polak.

 
ŚWIT: W. Traczyk – Babik (77 Motor), Bachul, Łach, Herman – G. Traczyk, Kopacz, Oleksa, Kalemba – Malik, Drobny.

 
- Pozostaje olbrzymi żal i niedosytnie ukrywa trener Strzelca Budzów, Łukasz Reciak. – Uciekły nam dwa punkty, bo w takich kategoriach trzeba rozpatrywać końcowy rezultat. Przyszło nam drogo zapłacić za swoją nieskuteczność. W pierwszych 45 minutach stworzyliśmy na tyle dużo okazji bramkowych, że druga odsłona powinna być formalnością. Zagraliśmy niezłe spotkanie, ale brakowało wykończenia w polu karnym przeciwnika.

 
Przyjezdni potrzebowali siedmiu minut, aby otworzyć wynik. Na strzał z 35 metrów zdecydował się Kalemba. Piłka dostała poślizgu na mokrej nawierzchni i zupełnie zaskoczyła bramkarza. Z tym uderzeniem J. Gielata powinien sobie jednak poradzić. Bardzo szybko odpowiedzieli miejscowi. Po dośrodkowaniu grającego trenera Łukasza Reciaka, futbolówkę głową do siatki posłał Trzop. Jeszcze przed przerwą Strzelca na prowadzenie powinien wyprowadzić Grygiel, ale trafił tylko w słupek. Szczęścia zabrakło też Polakowi, Reciakowi i Klimowskiemu. Świt odpowiedział uderzeniami G. Traczyka i Malika. Krótko po zmianie stron podopieczni Witolda Romanowskiego „ukłuli” po raz drugi. Po nieudanej pułapce ofsajdowej, skutecznym lobem popisał się Malik. Końcowy rezultat ustalił Polak, a asystę przy tym trafieniu zapisał na swoim koncie Marek Daniel. Polak mógł zostać bohaterem spotkania, ale w końcówce zmarnował dwie sytuacje jeden na jeden z bramkarzem gości.

 
- Szanujemy ten punkt, bo Strzelec jest bardzo groźnym zespołem na swoim tereniepodkreśla trener Świtu Osielec, Witold Romanowski. – Końcowy rezultat uważam za sprawiedliwy. To był mecz walki, w którym wynik do końca był otwarty. Na ciężkiej, grząskiej murawie nie grało się łatwo. Niemniej, spotkanie mogło się podobać. Było sporo bramkowych okazji z których cztery zostały wykorzystane. W naszej bramce świetnie radził sobie Wojciech Traczyk, a stanął między słupkami z konieczności.