• 002
  • 002
  • slider003
  • moja liga
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 9 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 9 kolejki.

krzeszów sidzina news

Jubilat Izdebnik zdmuchnął z powierzchni boiska rywali z Osielca. Główna fala uderzeniowa miała miejsce w pierwszych pięciu minutach, kiedy goście stracili trzy gole… Żuraw zagrał dobry mecz, a przede wszystkim jego piłkarzom nie zabrakło skuteczności, dzięki czemu pokonali Dąb Sidzina, mający problemy z zestawieniem defensywy (piłkarze obu zespołów na zdjęciu). Błyskawica z Marcówki uderzyła ośmiokrotnie w konfrontacji z Huraganem Skawica, który tylko lekko dmuchnął odpowiadając dwoma golami. Wysokie zwycięstwo Watry Zawoja z KS Bystra jest nieco mylące. Mecz długimi fragmentami miał wyrównany przebieg. Olimpia ucięła zwycięską passę Gromu Grzechynia w doliczonym czasie gry. Strzelec Budzów ograł LKS Bieńkówka, choć losy meczu mogły się potoczyć inaczej, gdyby goście zdołali wykorzystać oba karne, które zostały im przyznane.

 

 

 
JUBILAT IZDEBNIK – ŚWIT OSIELEC 7:0 (3:0)

 
Bramki: Gołąb 67, 87, Klimczyk 2, Knap 4, Cora 5, Bartyzel 60, Wierzbiński 78.

 
JUBILAT: Matuła – Radoń, Żurek, Gołąb, Lisowski – Turek (55 Madej), Cora, Klimczyk (46 Stokłosa), Knap (68 Dolny) – Bartyzel, Wierzbiński.

 
ŚWIT: W. Traczyk – Babik, Guzik, Łach, Herman – Oleksa, Kopacz, Kalemba, G. Traczyk – Malik, Motor.

 
- Pewni ludzie najwyraźniej jeszcze nie doroślinie kryje rozczarowania postawą nieobecnych, trener Świtu Witold Romanowski. – Niektórzy deklarowali, że na meczu będą, ale się nie pojawili. Taka klasyczna dziecinada. Ja również mogłem robić ciekawsze rzeczy, niż w chłodny niedzielny dzień prowadzić zespół w wyjazdowym meczu. Dlatego podjąłem pewne decyzje, ale wstrzymam się z ich deklaracją do zakończenia rundy. A samo spotkanie? Wstrząsnęło nami pierwsze 5 minut. Straciliśmy aż trzy gole. Po tak szybkim nokaucie ciężko nam było „wrócić do meczu”.



 
Początek w wykonaniu gospodarzy był iście piorunujący. Już po 120 sekundach Jubilat za sprawą uderzenia z dystansu Klimczyka wyszedł na prowadzenie. Później jego wyczyn skopiował Knap, a piłka zanim wylądowała w bramce odbiła się jeszcze od poprzeczki. Kolejna akcja miejscowych przyniosła im trzeciego gola, bo sytuację jeden na jeden z bramkarzem wykorzystał Cora. W pierwszej odsłonie drużyna z Izdebnika miała kolejne bramkowe okazje, ale w ich poczynania wkradło się rozluźnienie spowodowane wysokim prowadzeniem. Świt odpowiedział strzałami Malika, którym brakowało jednak precyzji. Po zmianie stron w bramce przyjezdnych nastąpiła zmiana. Narzekającego na uraz G. Traczyka, który zajął miejsce w polu zastąpił nominalny środkowy pomocnik – Kopacz. Musiał on czterokrotnie wyciągać piłkę z siatki. Na 4:0 głową podwyższył Bartyzel po dośrodkowaniu z wolnego Wierzbińskiego. Później Gołąb wykorzystał sytuację sam na sam, a przy siódmym trafieniu Wierzbińskiego asystował Madej. Końcowy wynik strzałem z 16 metrów ustalił Gołąb.

 
- Wynik niech posłuży za najlepszy komentarz do tego, co działo się na boiskumówi Adrian Dolny, piłkarz Jubilata Izdebnik. – Wygraliśmy wysoko i w bardzo przekonującym stylu. To był mecz z cyklu lekkich, łatwych i przyjemnych. Rywale praktycznie nie zagrozili naszej bramce, a my z powodzeniem mogliśmy wygrać nawet w dwucyfrowych rozmiarach. Teraz skupiamy się na dwóch ostatnich meczach w których będziemy walczyli o zwycięstwa.

 

 

 

 
ŻURAW KRZESZÓW – DĄB SIDZINA 4:2 (2:1)

 
Bramki: Wajdzik 30, 40, 75, Targosz 60 – Lipa 23, 88.

 
ŻURAW: Pająk – G. Kawończyk, Talaga, Skrzypek, Pilarczyk (46 Nosal) – M. Kawończyk (67 Piątek), Fidelus (40 Targosz), Wójcik, Ćwiertnia – Łuczak, Wajdzik (85 Korczak).

 
DĄB: Motor – J. Kostka, P. Kostka, Gałka, Kolaniak (46 Kulka) – Sutor (60 Malada), Szpak (85 Nabagło), Handzel, Jaromin – Lipa, Pastwa.

 
- To był bardzo dobry meczprzekonuje Jacek Kudzia, trener Żurawia. – Cieszymy się, że trzy punkty zostają w Krzeszowie. Dla nas to szczególnie ważne w kontekście ubiegłotygodniowych wydarzeń, kiedy ukarani zostaliśmy walkowerem. W starciu z wiceliderem byliśmy przede wszystkim skuteczni i końcowy wynik nie jest dziełem przypadku. Zasłużyliśmy na zwycięstwo. W naszym składzie brakowało kilku ważnych ogniw. Mam na myśli Bacę, Zaworę, czy Madejczyka.

 
Zaczęło się jednak po myśli przyjezdnych. Dąb objął prowadzenie w 23 minucie, kiedy Lipa sprytnie przymierzył wewnętrzną częścią stopy. Zanim do wyrównania doprowadził Wajdzik, chwilę wcześniej ten sam zawodnik zmarnował bardzo dobrą okazję. W 30 minucie dopisało mu szczęście, bo po jego strzale z dystansu piłka skozłowała tuż przed golkiperem Dębu i całkowicie go zaskoczyła. To trafienie poważnie obciąża konto Motora. Później po podaniu Ćwiertni, Wajdzik uderzył przy „długim słupku” i było już 2:1. Trzeciego gola dla krzeszowian strzelił Targosz, który „szczupakiem” zamknął dośrodkowanie z kornera. Przyjezdnych pogrążył kompletujący hat-tricka Wajdzik, a bramka padła po klasycznej kontrze. Na krótko przed końcem gościom udało się zmniejszyć rozmiary porażki. Wszystko za sprawą Lipy, który umiejętnie finalizował dośrodkowanie Pastwy.

 
- Wynik jest dla nas nieco krzywdzący, bo mogliśmy się pokusić o remisuważa Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Rywal był do bólu skuteczny, co w głównej mierze zadecydowało o końcowym rezultacie. Brakowało nam szczególnie graczy defensywnych. Z pięciu obrońców pozostało tylko dwóch. Dlatego z konieczności z pomocy do linii obronnej przesunięty został Kolaniak, który na dodatek nabawił się kontuzji.

 

 

 

 
BŁYSKAWICA MARCÓWKA – HURAGAN SKAWICA 8:2 (3:0)

 
Bramki: K. Rak 30 (karny), 52, 78, Jakub Pindel 20, Porębski 35, Kasprzycki 63, Kania 74, Pilch 85 – S. Pacyga 55, Mariusz Pacyga 69.

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Paczka, Porębski, Jacek Pindel, Urbański (70 Pilch) – Jakub Pindel (55 Zgudziak), K. Rak, Kasprzycki, Nosal – W. Suwada (65 Karcz), Kania.

 
HURAGAN: Sikończyk – Ł. Dyrcz, Żywczak, B. Pacyga, D. Pacyga (46 W. Pacyga) – S. Pacyga, Mariusz Pacyga, M. Wojtyczko, Góra – M. Dyrcz, Kudzia.

 
- Po prostu tragedianie owija w bawełnę prezes Huraganu Skawica, Piotr Wajsman. – Ten wynik to klasyczny nokaut. Nic się jednak nie dzieje przypadkowo. Kiedy na zajęciach treningowych Dawid Góra ma do dyspozycji jednego, dwóch seniorów, to jak później mamy oczekiwać wyników. Dlatego za taki stan rzeczy absolutnie nie obwiniam trenera. Nasze rezultaty w tej rundzie są bezpośrednim pokłosiem braku treningów. Nie potrafię tego zrozumieć, że zawodnicy nawet z czystej ciekawości nie przyjdą choć na kilka zajęć.

 
Spotkanie było monologiem. Błyskawica z powodzeniem mogła wygrać wyżej. Strzelecką kanonadę rozpoczął Jakub Pindel, który wykazał najwięcej sprytu w podbramkowym zamieszaniu. Na 2:0 z rzutu karnego podwyższył K. Rak. Zawodnik gospodarzy był faulowany w obrębie „szesnastki” i sam wymierzył sprawiedliwość z 11 metrów. Jeszcze przed przerwą kolejnego gola dorzucił Porębski. Kiedy z dystansu dokładnie przymierzył K. Rak zrobiło się 4:0. Dopiero wówczas za sprawą S. Pacygi odpowiedzieli przyjezdni. Po strzale z woleja Kasprzyckiego padł kolejny gol dla Błyskawicy, zaś autorem drugiego trafienia dla Huraganu był Mariusz Pacyga. Później piłka jeszcze trzykrotnie lądowała w bramce Sikończyka. Kania poprawił uderzenie kolegi, a niespełna 5 minut później po solowej akcji hat-tricka skompletował K. Rak. Snajperskie fajerwerki efektownym uderzeniem zakończył wprowadzony w drugiej połowie Pilch.

 
- Oczywiście wysoki wynik i punkty są ważne, ale nie najważniejszerozpoczyna Janusz Suwada, trener Błyskawicy. – Chodzi przede wszystkim o wypracowanie pewnych schematów gry. Drużyna musi być przewidywalna. Nie sztuka wygrać 8:2, by później przegrać 0:4. O jakości zespołu decyduje pewien pułap, poniżej którego nie wolno zejść. Tylko w taki sposób można mozolnie wypracować swoją markę. Rywal musi czuć respekt i wiedzieć, czego się może po nas spodziewać.

 

 

 

 
WATRA ZAWOJA – KS BYSTRA 4:0 (1:0)

 
Bramki: G. Antosiak 35, 70 (karny), Kaczmarczyk 55, Wróblewski 80.

 
WATRA: Wolski – Zięba, Stopka, Zguda, Basiura – G. Antosiak, M. Antosiak, Kaczmarczyk, Dyrcz – Bury, Listwan (65 Wróblewski).

 
BYSTRA: Pustuła – Wnętrzak, Kulka, Bisaga, Szewczyk – Sroka, Wójtowicz, Błachut, Gałka (46 Rzeszutko) – Mikołajczyk (65 Ciapała), Basiura.

 
- Wynik nie odzwierciedla boiskowych wydarzeńuczciwie stawia sprawę grający trener Watry Zawoja, Łukasz Stopka. – W pierwszej połowie obie drużyny stworzyły po dwie bramkowe okazje z których my jedną zamieniliśmy na gola. Pierwszy kwadrans po przerwie to przewaga gości. W tym okresie Bystra nas zdominowała, ale bardzo dobrze w naszej bramce grał Wolski. Drugi, a później trzeci i czwarty gol całkowicie zniechęcił rywali.

 
Autorem otwierającego trafienia był Grzegorz Antosiak, który na 10 minut przed przerwą popisał się celnym uderzeniem z rzutu wolnego. Wcześniej na listę strzelców dwukrotnie mógł się wpisać Listwan, a po drugiej stronie boiska formę Wolskiego sprawdził Basiura i Mikołajczyk. Zaraz po zmianie stron do frontalnego ataku przystąpili przyjezdni. Kilka razy świetnie interweniował golkiper Watry i to właśnie jemu gospodarze zawdzięczają, że Bystra nie doprowadziła do wyrównania. O tym, że niewykorzystane okazje lubią się mścić, podopieczni Marcina Wnętrzaka boleśnie przekonali się właśnie w Zawoi. W 55 minucie Kaczmarczyk z narożnika pola karnego celnie przymierzył przy przeciwległym słupku. Później w polu karnym faulowany był Bury, a „jedenastkę” na gola zamienił G. Antosiak. Końcowy wynik lobem z 18 metrów ustalił Wróblewski. W końcówce sytuację jeden na jeden zmarnował Dyrcz, a G. Antosiak był bliski „ustrzelenia” hat-tricka.

 
- Przyszło nam drogo zapłacić za nieskutecznośćtwierdzi Stanisław Łazarz, kierownik zespołu z Bystrej.W przeciwieństwie do gospodarzy, nie potrafiliśmy zrobić właściwego użytku z wypracowanych okazji bramkowych. Mecz był wyrównany, ale to rywale trafiali do siatki. My nie mieliśmy tyle szczęścia w polu karnym Watry. Mocno zdeterminowani wyszliśmy na drugą połowę, bo chcieliśmy szybko odrobić straty. Zamiast wyrównania, straciliśmy jednak drugiego gola, który wyraźnie nas zdeprymował.

 

 

 

 
OLIMPIA ZEBRZYDOWICE – GROM GRZECHYNIA 1:1 (0:1)

 
Bramki: Goczał 90+3 – Piotr Surmiak 1.

 
OLIMPIA: B. Kania – Duchecki, Franik, Ożóg, M. Kania – Łężniak, Brańka (10 Pocztowski (70 Foryś), Goczał, Smajek – Salawa, Z. Kania.

 
GROM: Krupczak – Dyrcz, Urbański, Paweł Surmiak, Białończyk – Kudzia, M. Surmiak, Zguda, Nitoń (80 Tokarz) – Piotr Surmiak, Toczek (70 Bogacz).

 
- Po meczu cieszyliśmy się tak, jak z tytułu mistrzów światanie kryje radości grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Doprowadziliśmy do remisu w ostatniej akcji spotkania, po której sędzia już nie wznowił gry. Takie gole mają wyjątkowy smak. Zatrzymaliśmy lidera, choć niewielu dawało nam jakiekolwiek szanse. Mam nadzieję, że wynik i okoliczności tego remisu dadzą nam pozytywnego „kopa” w ostatnich meczach rundy jesiennej. Jeśli chodzi o rywali, to spodziewałem się dużo więcej. Tymczasem Grom grał bardzo prostą piłkę.

 
To był dziwny mecz w którym gole padły po pierwszej i ostatniej akcji. Lider potrzebował niespełna minuty, aby objąć prowadzenie. Z dystansu uderzył Piotr Surmiak. Wydawało się, że piłka padnie łupem bramkarza gospodarzy, ale ta skozłowała przed B. Kanią i wylądowała w bramce. Jeszcze przed przerwą autor pierwszego gola mógł podwyższyć prowadzenie, ale zmarnował dwie sytuacje jeden na jeden. Olimpia odpowiedziała akcjami, którym brakowało „kropki nad i”. Z. Kania był blisko trącenia futbolówki po dograniu z wolnego (20 min), a później podanie grającego prezesa do Goczała przeciął Krupczak (40 min). Na początku drugiej połowy śmielej zaatakowali zebrzydowiczanie, ale bez efektu. Tymczasem po drugiej stronie boiska przyjezdni na potęgę marnowali „setki”, albo przegrywali pojedynki sam na sam z B. Kanią (Kudzia, Piotr Surmiak, Toczek). Za to zostali skarceni w ostatniej z doliczonych minut. Po dośrodkowaniu Ducheckiego z kornera i przedłużeniu piłki na 11 metr, lekko uderzył Goczał. W efekcie, ku zdumieniu wszystkich, futbolówka wturlała się do bramki przy samym słupku.

 
- Gospodarze dojechali do mety na „furmance szczęścia”obrazowo opisuje trener Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala. – To była bardzo podobna sytuacja do meczu Szkotów z Polakami w Glasgow. Typowy „farfocel”, który wszystko wywrócił do góry nogami. Nie szukam jednak tanich usprawiedliwień. Jesteśmy sami sobie winni, bo było mnóstwo okazji, aby „zamknąć” ten mecz wcześniej. Wynik 0:1 sprawiał, że gospodarze cały czas byli w grze i szukali remisu. Strzeliliśmy gola na początku i byliśmy przekonani, że jedyną niewiadomą są rozmiary zwycięstwa. Tymczasem przyszło nam przełknąć gorzką pigułkę. Takie mecze uczą pokory.

 

 

 

 
STRZELEC BUDZÓW – LKS BIEŃKÓWKA 3:1 (0:0)

 
Bramki: D. Gielata 55, Gałuszka 70, Trzop 80 – Lewandowski 60 (karny).

 
STRZELEC: J. Gielata – Kwaśniowski, Kąkol, Burliga (46 Trzop), Pawlica – Wrzodek, D. Gielata (75 Reciak), Klimowski, Grygiel (46 Gałuszka) – Marek Daniel, Mateusz Daniel.

 
BIEŃKÓWKA: Zając – Cholewa (70 Sarna), Pęcek, Wojterski, Ciuś (80 Szczurek) – Lewandowski, Knapczyk (46 K. Burliga), Klimowski, Gąstała (46 A. Sałapat) – G. Sałapat, Chromy.

 
- Zagraliśmy całkiem niezłe spotkanie, ale trzy punkty niestety zgarnął rywalocenia Jarosław Gąstała, grający trener Bieńkówki. – Dał znać o sobie nasz główny grzech, czyli nieskuteczność. Po przerwie graliśmy pod wiatr i nie ustrzegliśmy się prostych błędów, które skwapliwie wykorzystali gospodarze. Przełomowym momentem był drugi rzut karny wykonywany przez Lewandowskiego. W przeciwieństwie do pierwszego, „Lewy” przegrał próbę nerwów z bramkarzem gospodarzy. To był impuls dla rywali, którzy przechylili losy pojedynku na swoją korzyść.

 
Pierwsza połowa nie przyniosła goli. Goście mogli objąć prowadzenie za sprawą Gąstały i G. Sałapata. Miejscowi również „postraszyli” Zająca, ale ten spisywał się bez zarzutu. 10 minut po przerwie Strzelec objął prowadzenie za sprawą D. Gielaty, który poprawił uderzenie Mateusza Daniela. Wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie chwilę później. Po dograniu Lewandowskiego w polu karnym, Chromego faulował Wrzodek. Decyzja sędziego mogła być tylko jedna – karny i czerwona kartka dla zawodnika miejscowych. Lewandowski szansy nie zmarnował. Pomylił się jednak przy drugim karnym (obronił J. Gielata), podyktowanym za faul na Burlidze. Gospodarzom prowadzenie dał Gałuszka, który pokonał Zająca bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego. Przyjezdnych „dobił” Trzop, a asystę przy tym trafieniu zapisał na swoim koncie Gałuszka. Derby gminy zakończyły się zatem po myśli podopiecznych Łukasza Reciaka.

 
- Kibice mogą chyba czuć się usatysfakcjonowani - mówi trener Strzelca Budzów, Łukasz Reciak. – Zobaczyli ciekawe i stojące na wysokim poziomie widowisko w którym nie brakowało zwrotów akcji. Zwycięstwo w derbach zawsze smakuje. Punkty cieszą szczególnie, bo przecież przez zdecydowaną większość drugiej połowy graliśmy w liczebnym osłabieniu. Nasza drużyna pokazała charakter. Zostawiła serce na boisku i za to spotkała ją nagroda w postaci wygranej.

 

Foto ze strony Żurawia Krzeszów