• moja liga
  • slider003
  • moja liga
  • 002
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 8 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 8 kolejki.

marcówka zawoja

KS Bystra słabo zaprezentowała się w starciu z Olimpią, która grając ponad pół godziny w „dziesiątkę”, straciła zwycięstwo w przedostatniej minucie. W spotkaniu Dębu Sidzina ze Strzelcem Budzów obustronnie ostrzeliwano bramki, ale o victorii gospodarzy zadecydował jeden gol. Grom Grzechynia po 25 minutach „pozamiatał” na swoim boisku. Zdobył cztery gole i goście z Izdebnika nie zdołali już nawiązać walki. Błyskawica Marcówka „rozczytała” LKS Bieńkówka w delegacji, dzięki czemu odczarowała boisko gospodarzy, którzy nie przegrywali na nim przez bardzo długi czas. Huragan Skawica wypracował do przerwy dwubramkową zaliczkę, ale nie wystarczyło na Watrę Zawoja, która w drugiej połowie trzy razy pakowała piłkę do siatki miejscowych.

 

 

 
KS BYSTRA – OLIMPIA ZEBRZYDOWICE 2:2 (1:1)

 
Bramki: Basiura 28, Sroka 89 – Z. Kania 5, Pocztowski 60.

 
BYSTRA: Wójcik – Wnętrzak, Kulka, Pociąg (85 Migas), Ciapała – Bisaga (46 Ptaś), Szewczyk, Sroka, A. Gałka (46 Rzeszutko) – Basiura, Wójtowicz.

 
OLIMPIA: B. Kania – Duchecki, M. Kania, Salawa, Franik – Pocztowski, Opyrchał, Goczał, Ożóg – Smajek, Z. Kania.

 
Olimpia przyjechała do Bystrej „gołą jedenastką”. Jakby kłopotów personalnych było mało, to 10 minut po przerwie kontuzji nabawił się Franik i musiał opuścić plac gry. Goście ponad pół godziny grali więc w „dziesiątkę” i co ciekawe, byli bliżsi wygranej…



 
- To był najgorszy mecz w naszym wykonaniu w tym sezoniesurowo ocenia grę gospodarzy kierownik Bystrej, Stanisław Łazarz. – Posiadaliśmy optyczną przewagę, ale nic z tego kompletnie nie wynikało. Szło nam jak po grudzie. Przy liczebnej przewadze, mieliśmy olbrzymie problemy ze stworzeniem sobie czystych okazji bramkowych. Zatrzymywaliśmy się na defensywnym murze rywali, albo pudłowaliśmy. Chciałoby się o tym spotkaniu szybko zapomnieć.

 
Przyjezdni już po 5 minutach objęli prowadzenie. Piłkę z głębi pola dograł Pocztowski, a Z. Kania wyprzedził obrońców i płaskim strzałem pokonał bramkarza w sytuacji sam na sam. Chwilę później mogło być 0:2. Autor pierwszego gola dogrywał na wolne pole do Opyrchała, ale lot futbolówki przeciął zawodnik gospodarzy i zażegnał niebezpieczeństwo. W pierwszej połowie w boczną siatkę trafił jeszcze Z. Kania. Miejscowi skutecznie odpowiedzieli w 28 minucie. Pojedynek z B. Kanią wygrał Basiura, a asystę przy tym trafieniu zapisał na swoim koncie Sroka. 4 minuty później w słupek przymierzył Wójtowicz. Olimpia ponownie wyszła na prowadzenie po klasycznej kontrze. Goczał zagrał do Pocztowskiego, który szansy nie zmarnował. Pocztowski nie popisał się za to w kolejnej akcji, kiedy minął już bramkarza i uderzył nad poprzeczką mając przed sobą pustą bramkę. Okazję do podwyższenia rezultatu zmarnował także Opyrchał. To się zemściło. W 89 minucie przed polem karnym faulował Z. Kania, a Sroka bezpośrednim uderzeniem z wolnego ustalił wynik.

 
- Jest olbrzymi niedosyt, bo powinniśmy wracać do domu bogatsi o trzy punktyprzekonuje grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Szkoda, że nie udało się odskoczyć rywalowi na odległość dwóch goli. Możemy tylko żałować, że Piotrek Pocztowski po minięciu bramkarza pechowo przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gol na 1:3 prawdopodobnie byłby rozstrzygający. Niestety nie potrafiliśmy „dobić” przeciwnika. Jestem niepocieszony, bo to po moim faulu gospodarze wyrównali ze stałego fragmentu.

 

 

 

 
DĄB SIDZINA – STRZELEC BUDZÓW 1:0 (0:0)

 
Bramka: Szpak 79.

 
DĄB: Motor – J. Kostka, P. Kostka, Korbel, J. Gałka – Jaromin, Malada, Chorąży (60 Szpak), Kolaniak (88 Nabagło) – Pastwa (70 Czarny), Lipa.

 
STRZELEC: J. Gielata – Kąkol, Wrzodek, Burliga, Marek Daniel – Grygiel, D. Gielata, Reciak, T. Polak – Sergiel (80 Kozak), Mateusz Daniel.

 
- Dąb Sidzina to wymagający rywal, ale absolutnie nie musieliśmy tego meczu przegraćrozpoczyna Łukasz Reciak, trener Strzelca Budzów. – Gospodarze stworzyli cztery bramkowe okazje z których jedną zamienili na gola. Okazało się, że to wystarczyło. My możemy mieć pretensje wyłącznie do siebie. Za nieskuteczność przyszło nam zapłacić wysoką cenę. Mogliśmy spokojnie pokusić się przynajmniej o punkt. Tak to się właśnie kończy, kiedy się nie trafia do siatki…

 
Na początku meczu przed szansą stanął Lipa, ale głową zagrał wprost w ręce bramkarza. Po chwili J. Gielata kapitalnie interweniował, broniąc strzał Korbela z rzutu wolnego w „okienko”. Później golkiper Strzelca nie dał się także zaskoczyć uderzającemu z dystansu J. Kostce. Po drugiej stronie boiska sytuację sam na sam zmarnował J. Polak (świetna obrona rozgrywającego bardzo dobre zawody Motora), zaś Reciak przestrzelił w dogodnej sytuacji. W drugich 45 minutach Strzelec był groźniejszy. Z 5 metrów spudłował Sergiel, a Grygiel minimalnie chybił z okolic „szesnastki”. Ostrą piłkę w pole karne zagrał jeszcze Marek Daniel, jednak nikomu z kolegów nie udało się zamknąć tego dośrodkowania. Wszystko rozstrzygnęło się za sprawą zmiennika, czyli Mateusza Szpaka. Po jego uderzeniu z ostrego kąta, futbolówka odbiła się rykoszetem od Kąkola i całkowicie zaskoczyła J. Gielatę. Asystę na swoim koncie zapisał Jaromin.

 
- Do końca walczyliśmy o pełną pulę, bo remis nas nie satysfakcjonowałtwierdzi Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Mecze na swoim terenie z takimi rywalami jak Strzelec trzeba po prostu wygrywać. Już w pierwszej połowie powinniśmy objąć prowadzenie, ale gościom w kilku przypadkach „skórę” ratował bramkarz. To było spotkanie do jednej bramki. Rywale trochę „postraszyli nas” w drugiej połowie, jednak Motor i nasza defensywa spisała się bez zarzutu.

 

 

 

 
GROM GRZECHYNIA – JUBILAT IZDEBNIK 5:1 (4:0)

 
Bramki: Piotr Surmiak 8, 15, 25 (karny), Kudzia 7, Bogacz 70 – Knap 60.

 
GROM: Krupczak – Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański (55 Pająk), Pieróg (65 Bogacz) – M. Surmiak, Ceremuga (80 Tokarz), Kudzia, Nitoń – Piotr Surmiak, Zguda (46 Toczek).

 
JUBILAT: Matuła – Gołąb, Stokłosa (46 Radoń), Żurek, Lisowski – Turek (85 Madej), Knap, Klimczyk, Wierzbiński – Bartyzel, Cora.

 
- Trzeba pochwalić rywali dla których końcowy wynik jest krzywdzącyzaskakuje trener Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala. – Mają ciekawy zespół z którym mieliśmy sporo problemów. Po 25 minutach prowadziliśmy 4:0, a później inicjatywę przejęli goście. Dominował chaos. Wygraliśmy wysoko, ale to był bodaj najsłabszy nasz mecz w tym sezonie. Graliśmy w nieco eksperymentalnym zestawieniu. Brakowało Dyrcza, Czubina, a Toczek dojechał dopiero na drugą połowę. Debiut zaliczył Mateusz Pająk, a inny junior Daniel Bogacz wpisał się nawet na listę strzelców.

 
Gospodarze objęli prowadzenie po typowym dla siebie trafieniu. Po wznowieniu gry z autu przez Ceremugę, najwięcej sprytu w polu karnym wykazał Kudzia. Minutę później było już 2:0. Piłkę na 30 metrze przejął Ceremuga i zagrał do Piotra Surmiaka. Ten umiejętnie „przepchał się” przez obrońców i nie dał szans Matule. Asystę przy trzecim golu zapisał na swoim koncie Kudzia, który przedryblował trzech zawodników rywali i idealnie wyłożył futbolówkę Piotrowi Surmiakowi. Ten uderzył wewnętrzną częścią stopy pod poprzeczkę. W 25 minucie skompletował on hat-tricka, wykorzystując karnego podyktowanego za zagranie ręką. W tym momencie było praktycznie „po meczu”. Jubilat starał się odgryźć. Strzał Bartyzela na róg sparował Bartyzel, a próby Cory i Klimczyka były niecelne. Honor gości uratował Knap, który przymierzył z okolic „szesnastki”. Rezultat ustalił Bogacz, zamykając głową dośrodkowanie Pająka z kornera.

 
- Dokładnie zdawaliśmy sobie sprawę jakie są mocne strony Gromu i na co musimy uważaćrozpoczyna Adrian Dolny, zawodnik Jubilata Izdebnik. – Tymczasem straciliśmy pierwszego gola w klasyczny dla rywali sposób. To był dopiero początek problemów. Gospodarze zdobyli dwie kolejne bramki po naszych prostych błędach, by podwyższyć później na 4:0 z karnego. Po 25 minutach przegrywaliśmy na boisku lidera bardzo wysoko i trudno już było „wrócić do gry”.

 

 

 

 
LKS BIEŃKÓWKA – BŁYSKAWICA MARCÓWKA 1:4 (1:3)

 
Bramki: T. Knapczyk 20 (karny) – Kasprzycki 25, W. Suwada 30, K. Rak 38, Karcz 75.

 
BIEŃKÓWKA: Zając – Cholewa (75 Jończyk), Pęcek, Ciuś, Lewandowski – T. Knapczyk (60 Smoter), Burliga, A. Sałapat (75 Szczurek), Klimowski (75 Sarna) – Chromy, G. Sałapat.

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Paczka, Porębski, Jacek Pindel, J. Rak (60 Karcz) – Jakub Pindel, K. Rak, Pasternak (23 Urbański), Kasprzycki (60 Pilch) – W. Suwada, Kania.

 
- Trzeba przyznać, że zostaliśmy wręcz perfekcyjnie rozpracowaninie kryje Jarosław Gąstała, trener Bieńkówki. – Rywale zneutralizowali wszystkie nasze najmocniejsze strony. Z gry całkowicie wyłączony został Tomasz Chromy. Miałem do dyspozycji praktycznie pełną kadrę i zbytnia pewność siebie też może nas nieco zgubiła. Inna sprawa, że świetnie radził sobie bramkarz Błyskawicy, a my popełnialiśmy wręcz „orlikowskie” błędy.

 
Zaczęło się po myśli miejscowych. W polu karnym Kasprzycki faulował Ciusia, a „jedenastkę” na gola zamienił T. Knapczyk. Później do siatki trafiali jednak już tylko goście. Wyrównał Kasprzycki, który uderzył z pierwszej piłki po dośrodkowaniu Jacka Pindela. Błyskawicę na prowadzenie wyprowadził Wojciech Suwada. Syn trenera efektownym uderzeniem głową zamknął dogranie Jacka Raka. Ten ostatni zapisał na swoim koncie asystę także przy trafieniu Krzysztofa Raka. Jeszcze przed przerwą kapitalną okazję do zdobycia kontaktowego gola stworzyli podopieczni Jarosława Gąstały. Strzał Lewandowskiego pod poprzeczkę w sobie tylko znany sposób obronił Brańka. Na kwadrans przed końcem wynik ustalił Karcz, który z najbliższej odległości poprawił strzał W. Suwady. Po 26. meczach bez porażki na swoim terenie Bieńkówka musiała zatem uznać wyższość przeciwnika.

 
- Wygrało doświadczenie poparte świetnie realizowanymi założeniami przedmeczowymiuważa Janusz Suwada, szkoleniowiec Błyskawicy. – Chciałbym przede wszystkim pochwalić mającego „dzień konia” Konrada Brańkę i bezbłędnie grającego w defensywie Pawła Paczkę. Rywal nas chyba nie docenił i wypunktowaliśmy go w klasyczny sposób. Wynik jest może zbyt wysoki, bo spotkanie było wyrównane. Liczy się jednak to, co wpadnie do siatki.

 

 

 

 
HURAGAN SKAWICA – WATRA ZAWOJA 2:3 (2:0)

 
Bramki: Mariusz Pacyga 20, Żywczak 35 – Bury 50, Mika 60, M. Antosiak 78.

 
HURAGAN: Sikończyk – Ł. Dyrcz, Żywczak, Buba, B. Pacyga (85 Sz. Trybała) – D. Pacyga, S. Pacyga, Mariusz Pacyga, M. Wojtyczko – K. Wojtyczko, Kudzia (46 Góra).

 
WATRA: Wolski – Zguda, Basiura, Stopka, Zięba – M. Antosiak, G. Antosiak, Listwan (70 Dyrcz), Kaczmarczyk – Bury (80 Bach), Mika (70 Wróblewski).

 
- Ogromna szkoda straconych punktównie kryje prezes Huraganu Skawica, Piotr Wajsman. – Byliśmy bardzo blisko pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Po otwierającej połowie prowadziliśmy 2:0 i wydawało się, że nic złego w tych derbach już się nam stać nie może. Niestety tradycyjnie drugie 45 minut w naszym wykonaniu było zdecydowanie słabsze. Rywale wyczuli swoją szansę po kontaktowym golu, który dodał im animuszu. Jest spory żal, ale z optymizmem patrzymy w przyszłość.

 
Huragan objął prowadzenie po stałym fragmencie gry. Celnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Mariusz Pacyga. Jeszcze przed przerwą podopieczni Dawida Góry podwyższyli wynik. Po składnej akcji i dośrodkowaniu Bartłomieja Pacygi na listę strzelców wpisał się Tomasz Żywczak, który głową pokonał Wolskiego. Przyjezdni odpowiedzieli uderzeniami M. Antosiaka, Miki i Listwana. Sygnał do odrabiania strat dał Bury. Napastnik Watry kropnął z 7 merów po dośrodkowaniu M. Antosiaka. Po kolejnych 10 minutach był już remis, bo Patryk Mika głową pokonał Sikończyka. Wszystko rozstrzygnęło się w 78 minucie, kiedy dośrodkowanie z kornera na „długi słupek” przytomnie z woleja zamknął Mariusz Antosiak. Zawojanie mogli wygrać wyżej, ale szczęścia zabrakło Wróblewskiemu. Po jego uderzeniu futbolówka ostemplowała słupek. W końcówce Huragan postawił wszystko na jedną kartę, jednak miejscowym nie udało się doprowadzić do remisu.

 
- Przegrywaliśmy po pierwszej połowie, ale nie graliśmy źlemówi trener Watry Zawoja, Łukasz Stopka. - Brakowało wykończenia w polu karnym rywala. Po zmianie stron byliśmy już skuteczniejsi. To był dobry, otwarty mecz. Co bardzo ważne, toczony w atmosferze fair play. Cieszymy się z wygranej i faktu, że potrafiliśmy odwrócić losy spotkania. W ostatnich 10 minutach zdeterminowany Huragan nas zdominował, ale szczęśliwie dowieźliśmy zwycięstwo do końca.

 

 

 
ŚWIT OSIELEC – ŻURAW KRZESZÓW 3:0 (WALKOWER)

 
- Sędzia nie dopuścił rywali do meczu, gdyż nie mieli ważnych kart zdrowiatłumaczy trener Świtu Witold Romanowski.