• moja liga
  • 002
  • moja liga
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 6 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 6 kolejki.

8e02d9e79b68037694e573148f20a662

Huragan Skawica prowadził na boisku LKS Bieńkówka (drużyna na zdjęciu), ale trafił na dobrze dysponowanego rywala i „dzień konia” Tomasza Chromego, który trafił do siatki pięciokrotnie! W spotkaniu KS Bystra – Jubilat Izdebnik gole nie padały do 70 minuty, a potem zrobiło się bardzo gorąco. To był weekend beniaminków. Okazale zwyciężył LKS Bieńkówka i równie pewnie po trzy punkty sięgnął Świt Osielec konfrontując się z Błyskawicą Marcówka. Nie zamierza zwalniać Dąb Sidzina. Zgarnął po kolejny komplet punktów grając dobrze przeciw Watrze Zawoja, szczególnie w drugiej połowie. Olimpia Zebrzydowice przystąpiła do spotkania z Żurawiem Krzeszów w dziesięcioosobowym składzie, czym maksymalnie utrudniła sobie zadanie, ale uległa tylko 0:1, bo też gra przeciwnika nie stała na najwyższym poziomie. Grom Grzechynia robi swoje, czyli znów podąża ścieżką do klasy A. Pokonał innego spadkowicza – Strzelca Budzów. Przy jednym z goli nie obyło się bez kontrowersji natury fair play.

 

 

 
LKS BIEŃKÓWKA – HURAGAN SKAWICA 6:2 (2:1)

 
Bramki: T. Chromy 25, 35, 60, 78, 84, Cholewa 69 – Mariusz Pacyga 8, Sebastian Pacyga 73.

 
BIEŃKÓWKA: Ciuś – Cholewa, Pęcek, Sarna (70 Szczurek), Lewandowski – Knapczyk, Burliga, A. Sałapat (68 Szczepaniak), Klimowski – T. Chromy, G. Sałapat.

 
HURAGAN: Sikończyk – Kawulak, Żywczak, D. Pacyga, Sebastian Pacyga – B. Pacyga, Mariusz Pacyga, Buba, M. Wojtyczko – K. Wojtyczko, Smyrak.

 
- Między słupkami naszej bramki stanął Krzysztof Sikończyk, który nie grał przez półtora rokumówi prezes Huraganu Skawica, Piotr Wajsman. – To dla nas bardzo ważne, bo wreszcie mamy bramkarza. W Bieńkówce straciliśmy sporo goli, ale nie z powodu słabej postawy golkipera. Dysponujemy bardzo młodym zespołem, który ciągle płaci frycowe. Jestem przekonany, że za dwa lata będziemy mieli sporo pociechy z tych chłopaków.



 
Zaczęło się znakomicie dla przyjezdnych, którzy potrzebowali niespełna 10 minut aby objąć prowadzenie. Efektowną wymianę zakończył Mariusz Pacyga i otworzył wynik spotkania. Później w roli głównej wystąpił autor aż pięciu trafień – Tomasz Chromy. Wyrównał po dośrodkowaniu Knapczyka i zgraniu piłki przez G. Sałapata. Po 10 minutach A. Sałapat popisał się prostopadłym podaniem, a Chromy w szkolny sposób wykorzystał sytuację jeden na jeden. Kwadrans po przerwie Knapczyk crossowym podaniem uruchomił Burligę, a ten „zatańczył” z obrońcami. Dzieła zniszczenia dokonał oczywiście killer pola karnego – Chromy. Na 4:1 podwyższył Cholewa. Kropnął z wolnego niemal z połowy boiska i piłka wpadła bramkarzowi „za kołnierz”. Gol stadiony świata! W odpowiedzi także z wolnego trafił S. Pacyga. Bliźniaczo podobne były do siebie dwie kolejne bramki dla gospodarzy. Akcje Klimowskiego z Lewandowskim kończył Chromy.

 
- Jestem pozytywnie zaskoczony postawą Huraganuchwali rywali Jarosław Gąstała, trener LKS Bieńkówka.Zagrali bardzo ambitnie i walczyli do ostatniego gwizdka. Po meczu podziękowaliśmy sobie za sportową, męską walkę. Początek nie był jednak dla nas udany. Mieliśmy „usiąść” na przeciwniku, a tymczasem już po pierwszej akcji gości przegrywaliśmy 0:1. Wszystko zmieniło się po trafieniu na 1:1. „Napoczęliśmy rywala” i kolejne gole były już tylko kwestią czasu.

 

 

 

 
KS BYSTRA – JUBILAT IZDEBNIK 2:2 (0:0)

 
Bramki: Rzeszutko 85, Wójtowicz 87 – Knap 70, Klimczyk 75.

 
BYSTRA: K. Gałka – Wnętrzak, Pociąg, Kulka, Mikołajczyk – Sroka, Basiura (75 Rzeszutko), Szewczyk,  Ciapała (65 Bisaga) – Wójtowicz, A. Gałka (65 Migas).

 
JUBILAT: Matuła – Radoń, Gołąb, Żurek, Lisowski – Turek, Klimczyk, Knap, Bartyzel – Madej (46 Rafał Rapacz), Cora.

 
- Na kwadrans przed końcem prowadziliśmy różnicą dwóch goli i wydawało się, że nic złego nam już nie grozirozpoczyna Adrian Dolny, piłkarz Jubilata Izdebnik. - Tymczasem kontaktowy gol gospodarzy sprawił, że rywale „poczuli krew”. W efekcie dopięli swego, a w ostatniej minucie ostrzeliwali poprzeczkę i słupek naszej bramki. Podsumowując, zamiast pewnych trzech punktów, równie dobrze mogliśmy wyjechać z Bystrej z pustymi rękami.

 
W pierwszej odsłonie jedni i drudzy mogli pokusić się o otwarcie wyniku. Strzał Wójtowicza (26 min) minął cel, a uderzenie Basiury (30 min) padło łupem Matuły. Goście odpowiedzieli zbyt lekkim strzałem z 16 metrów Gołąba z którym nie miał problemów K. Gałka, zaś próba Klimczyka była bardzo niecelna. Ten ostatni zamykał głową dośrodkowanie z kornera. Krótko po przerwie (50 min) słupek ostemplował Wójtowicz. Bramkowe okazje miał jeszcze Sroka (broni Matuła) i Wójtowicz (obok bramki). Po drugiej stronie boiska Knap prostopadłym podaniem uruchomił Turka, ale ten przestrzelił mając „na plecach” obrońcę. W 70 minucie Knap  wykorzystał sytuację jeden na jeden i goście cieszyli się z prowadzenia. 5 minut później z 13 metrów trafił Klimczyk (asysta Rapacza). Gospodarze jednak nie rezygnowali. Po błędzie bramkarza Jubilata kontaktowego gola strzelił Rzeszutko. Wyrównał kapitalnym uderzeniem zza „szesnastki” Wójtowicz”. Emocje sięgnęły zenitu w końcówce. W poprzeczkę przymierzył Sroka, a w tej samej akcji w słupek kropnął Szewczyk.

 
- Mamy mocno mieszane uczucia po tym spotkaniunie kryje Stanisław Łazarz, kierownik zespołu z Bystrej. – Byliśmy już w piekle, ale zdołaliśmy wyrównać. Z drugiej strony ogromnie szkoda tego słupka i poprzeczki w ostatniej minucie. Remis wydaje się jednak być najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem. Jubilat pokazał się z bardzo dobrej strony. To był bezsprzecznie najtrudniejszy rywal z którym graliśmy w tym sezonie.

 

 

 

 
ŚWIT OSIELEC – BŁYSKAWICA MARCÓWKA 5:2 (2:1)

 
Bramki: W. Traczyk 40, 75, 80, Malik 8, 70 – K. Rak 31, Jacek Pindel 48 (karny).

 
ŚWIT: Płachta – Wilgierz, Gancarz, Guzik (46 Herman), Łach – G. Traczyk (60 Drobny), Kopacz, Oleksa, Bachul (75 Babik) – Malik, W. Traczyk (85 Motor).

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Pasternak, P. Paczka, Jacek Pindel, M. Porębski (80 Zgudziak) – Urbański (85 Karcz), J. Rak (75 Kasprzycki), K. Rak, Jakub Pindel – Kania, Nosal.

 
- Potrzebowaliśmy zwycięstwa niczym ryba wodypodsumowuje Witold Romanowski, trener Świtu Osielec. – W dotychczasowych meczach graliśmy niezły futbol, ale nie potrafiliśmy wygrać. Wreszcie się doczekaliśmy i ufam, że jest to moment zwrotny w tej rundzie. Mam nadzieję, że trzy punkty będą dla nas pozytywnym bodźcem. Wygraliśmy zasłużenie, bo byliśmy zespołem lepszym. Niemniej, Błyskawica okazała się trudnym rywalem. To jedna z ciekawszych ekip w klasie B.

 
Już w 8 minucie efektownym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Malik i gospodarze cieszyli się z pierwszego trafienia. Po indywidualnej akcji wyrównał K. Rak. Świt odzyskał prowadzenie na 5 minut przed przerwą. Zagranie Bachula na gola zamienił Wojciech Traczyk. Wyrównał z karnego Jacek Pindel, a sędzia pokazał na „wapno” po faulu na K. Raku. Przyjezdni powinni zdobyć więcej goli, ale ich celowniki nie były najlepiej nastawione. Zdecydowanie skuteczniejsi byli za to miejscowi. Trzeci gol padł po uderzeniu Malika, któremu asystował Herman. Dwa kolejne strzelił autor hat-tricka – W. Traczyk. Najpierw pokonał Brańkę po solowym rajdzie, a później zamienił na gola dokładne podanie Kopacza. Po tym ciosie drużyna z Marcówki już się nie podniosła i komplet punktów został w Osielcu.

 
- Wynik jest dla nas krzywdzącyuważa Janusz Suwada, trener Błyskawicy Marcówka. – Po prostu brakowało szczęścia w polu karnym. Zamiast trafiać do siatki, ostrzeliwaliśmy słupki i poprzeczkę. Bardzo słaby dzień miał nasz bramkarz, którego po raz kolejny „zabił” meczowy stres. Na treningach potrafi wybronić trudne piłki, jednak gra o punkty całkowicie go paraliżuje. Rozmawiałem z nim, ale jak się okazuje, nie potrafił poradzić sobie z tym problemem.

 

 

 

 
DĄB SIDZINA – WATRA ZAWOJA 2:1 (1:1)

 
Bramki: J. Kostka 20, Ł. Kolaniak 83 – Bury 14.

 
DĄB: Sitarz – J. Kostka, P. Kostka, Korbel, K. Kostka – Gałka (85 Szpak), Jaromin, Handzel (80 Chorąży), Ł. Kolaniak – Malada (58 K. Lipa), M. Lipa.

 
WATRA: Stopka – Zięba, Kaczmarczyk, Zguda, Listwan – G. Antosiak, Dyrcz, Hutniczak, M. Antosiak – Bury, Mika.

 
- Kibice zobaczyli ciekawe i stojące na dość dobrym poziomie spotkanieuważa grający trener Watry Zawoja, Łukasz Stopka. – Szkoda tylko, że to gospodarze zgarnęli komplet punktów. Decydującego gola straciliśmy po problematycznym rzucie wolnym. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że to Dąb był stroną aktywniejszą w drugich 45 minutach. Mają mądrze grający, poukładany zespół. My musimy szukać zwycięstw w kolejnych meczach.

 
Pierwsza odsłona należała do przyjezdnych. Efektem przewagi Watry był gol Burego, który po dośrodkowaniu Hutniczaka ładnie uderzył z woleja. Wyrównał J. Kostka kapitalnym strzałem z wolnego z okolic 40 metra. Piłka wylądowała idealnie pod poprzeczką. Jeszcze przed przerwą dobrą okazję zmarnował Listwan, a Mika dwukrotnie znalazł się sam przed bramkarzem. Najpierw mógł dogrywać do pozostawionego bez krycia kolegi, a później jego uderzenie zostało zablokowane. Wiele zmieniło się w drugiej odsłonie. Dwie świetne sytuacje miał M. Lipa. Napastnik Dębu trafił jednak wprost w interweniującego Stopkę, a przy próbie lobu zabrakło precyzji i futbolówka minęła poprzeczkę. Z kolei po dośrodkowaniu z kornera, przestrzelił głową Korbel. Wszystko rozstrzygnęło się w 83 minucie, kiedy z rzutu wolnego (25 metrów) celnie przymierzył Ł. Kolaniak. Zanim piłka wylądowała w siatce otarła się jeszcze od wewnętrznej części poprzeczki.

 
- Watra to bezsprzecznie najlepsza drużyna z którą przyszło nam walczyć w tym sezoniepodkreśla Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina.W pierwszej połowie rywal nas po prostu zdominował. Pomogły „męskie rozmowy” w przerwie, bo po zmianie stron powinniśmy „uciec” przeciwnikowi na odległość nawet trzech goli. Świetnie w ich bramce grał jednak Łukasz Stopka, który „wyciągnął” dwie sytuacje sam na sam. Ostatecznie udało się przepchać wynik na swoją stronę. To był mecz o dwóch diametralnie różnych połowach.

 

 

 

 
OLIMPIA ZEBRZYDOWICE – ŻURAW KRZESZÓW 0:1 (0:1)

 
Bramka: Ćwiertnia 8.

 
OLIMPIA: B. Kania – Duchecki, Opyrchał, M. Kania, Ożóg – Goczał, Smajek, Salawa, Z. Kania – Łężniak.

 
ŻURAW: Pająk – Pilarczyk, Zawora, Talaga, Skrzypek – Ćwiertnia, Wójcik, M. Kawończyk (80 Korczyk), Targosz – Wajdzik, Łuczak.

 
- Uzbieraliśmy tylko dziesięciu ludzi i przyszło nam zmierzyć się z wyżej notowanym rywalemmówi grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Kontuzje i choroby storpedowały nasz skład. W „dziesiątkę” gra się zupełnie inaczej. Paradoksalnie mogliśmy w tym zdekompletowanym zestawieniu nawet wygrać. Był przecież przestrzelony karny i poprzeczka. Szkoda, bo przynajmniej punkt nam się należał. Remis dla Żurawia nie byłby z pewnością krzywdzący.

 
Przyjezdni potrzebowali niespełna 10 minut, aby objąć prowadzenie. Rzut wolny z lewej strony obok pola karnego wykonywał Ćwiertnia i bezpośrednim uderzeniem pokonał B. Kanię. W 35 minucie gospodarze mogli wyrównać. W sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Z. Kania i powracający obrońca krzeszowian musiał ratować się zagraniem faul. Decyzja sędziego mogła być zatem tylko jedna – rzut karny. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Łężniak, ale trafił w poprzeczkę. Jego strzał próbował poprawić Smajek, jednak zbyt daleko wypuścił sobie piłkę. Po zmianie stron grę prowadzili goście, a gospodarze swoich szans szukali w kontrach. Olimpia mogła zdobyć gola po stałym fragmencie. W 88 minucie z rzutu wolnego Goczał ostemplował poprzeczkę. W końcówce Żuraw stworzył jeszcze trzy „setki”. Najlepszą okazję do podwyższenia rezultatu zmarnował Wajdzik.

 
- Wygraliśmy, a podobno zwycięzców się nie sądzikomentuje Jacek Kudzia, trener Żurawia Krzeszów. – Owszem, nie było to najlepsze spotkanie w naszym wykonaniu. Mocno zdeprymował nas fakt, że gospodarze od początku grali w „dziesiątkę”. Wkradło się rozluźnienie i drużyna doszła chyba do wniosku, że mecz wygra się sam. Szybko strzelony gol jeszcze bardziej to spotęgował. Byliśmy uśpieni i rozkojarzeni. Posiadanie piłki określiłbym procentowo jak 80 do 20 na naszą korzyść. W naszych zagraniach było jednak zbyt dużo niechlujności.

 

 

 

 
GROM GRZECHYNIA – STRZELEC BUDZÓW 3:1 (1:0)

 
Bramki: B. Kudzia 20, 75, Czubin 63 – R. Grygiel 87 (karny).

 
GROM: Polak – Dyrcz, Paweł Surmiak, Białończyk, Urbański – Bogacz (46 Nitoń), M. Surmiak, Ceremuga (80 Pieróg), B. Kudzia (88 Tokarz) – Piotr Surmiak, Czubin.

 
STRZELEC: J. Gielata – Burliga, Kwaśniowski, Kąkol, Pawlica – R. Grygiel, Gałuszka (55 Wrzodek), Marek Daniel, D. Gielata – Mateusz Daniel, Kozak (46 Sergiel).

 
- Zmierzyli się ze sobą spadkowicze, którzy chcieli sobie coś udowodnićrozpoczyna trener Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala. – To był dobry mecz, choć w końcowych fragmentach gościom niepotrzebnie puściły nerwy. Po golu na 2:0 zaczęło się „polowanie na kości”. Na boisku zrobiło się nerwowo. Początek należał do Strzelca. Od otwierającego gola to my przejęliśmy inicjatywę. Wypunktowaliśmy przeciwnika, któremu nie pozwoliliśmy później na zbyt wiele.

 
Jako pierwsi powinni „ukłuć” przyjezdni. R. Grygiel i Kozak nie potrafili jednak posłać piłki do siatki z najbliższej odległości. Z kolei Mateusz Daniel przegrał pojedynek z Polakiem. W 20 minucie trafił B. Kudzia, który przedłużył piłkę po wznowieniu gry z autu. Jeszcze przed przerwą w spojenie przymierzył Ceremuga. Później J. Gielata okazał się lepszy od Piotra Surmiaka. Momentem zapalnym był gol Czubina na 2:0. Po rzucie sędziowskim goście spodziewali się, że zawodnik gospodarzy odda piłkę. Ten jednak zdecydował się na inne rozwiązanie i futbolówka wylądowała w siatce. Na kwadrans przed końcem było już 3:0, bo drugiego gola w tym spotkaniu strzelił B. Kudzia. To trafienie było bliźniaczo podobne do pierwszego. Końcowy rezultat ustalił R. Grygiel, który zamienił na gola karnego podyktowanego za faul na D. Gielacie.

 
- Grom Grzechynia powinien założyć swoją prywatną ligę i grać sam ze sobąnie kryje oburzenia Łukasz Reciak, trener Strzelca Budzów. – Na swoim małym boisku większość bramek strzelają po wznowieniach gry z autu. Są to ostre piłki, które dziwnym trafem nie mają toru paraboli. Byliśmy zespołem o klasę lepszym. Jeśli chodzi o gol zdobyty przez gospodarzy zaraz po rzucie sędziowskim, to trudno to nawet komentować. O fair-play w tym przypadku z pewnością nie może być mowy.