• moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 5 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 5 kolejki.

b1 10 05 15 news

Watra Zawoja pokonał beniaminka z Osielca, definitywnie odbierając nadzieję gościom w 80 minucie. Mocno musieli się napracować gracze Żurawia Krzeszów, żeby odnieść zwycięstwo nad Jubilatem Izdebnik, który wysoko zawiesił poprzeczkę. W meczu drużyn borykających się z brakami kadrowymi lepszy od Huraganu Skawica okazał się „w gościach” Dąb Sidzina. LKS Bieńkówka w eksperymentalnym zestawieniu urwała punkty KS Bystra. Strzelec Budzów skromnie, ale zasłużenie pokonał Olimpię Zebrzydowice.

 
WATRA ZAWOJA – ŚWIT OSIELEC 3:1 (2:1)

 
Bramki: G. Antosiak 20, Zięba 35, M. Antosiak 80 – W. Traczyk 17.

 
WATRA: Stopka – Zięba, Kaczmarczyk, Zguda, Basiura – Dyrcz, G. Antosiak, Hutniczak, Listwan – Bury (75 Motowidło), M. Antosiak.

 
ŚWIT: K. Traczyk – Łach, Gancarczyk, Wilgierz, Herman – Kopacz, G. Traczyk (65 Harynek), Kalemba, Oleksa – W. Traczyk, Malik.

 
- To było wyrównane spotkanietwierdzi grający w bramce gospodarzy, trener Łukasz Stopka. – Pewnymi okresami grę prowadzili rywale, innymi zaś to my przejmowaliśmy inicjatywę. Trochę tych „piłek” złapałem, ale nie były one szczególnie trudne dla bramkarza. Kluczowe okazało się trafienie Mariusza Antosiaka na 3:1. Odebrało ono rywalom ochotę do dalszej walki i całkowicie uspokoiło sytuację na placu gry. Uważam, że wygraliśmy zasłużenie.

 
Gospodarze szybko mogli i powinni objąć prowadzenie, ale szczęścia zabrakło Hutniczakowi i Listwanowi. Ze strzałem i poprawką tego pierwszego poradził sobie K. Traczyk, zaś po uderzeniu głową Listwana piłka odbiła się od poprzeczki. Miejscowych skarcił W. Traczyk, który posłał bombę pod poprzeczkę po dokładnym dośrodkowaniu Oleksy. Momentalnie odpowiedziała jednak Watra. G. Antosiak efektownie obrócił się mając „na plecach” obrońcę i przymierzył nie do obrony. Zawojanie zaczęli przeważać. Efektem tego był gol Zięby z rzutu wolnego. Przy tym uderzeniu K. Traczyk mógł się zachować zdecydowanie lepiej. Przyjezdni odpowiedzieli uderzeniami Malika i W. Traczyka. Po zmianie stron zaznaczyła się przewaga przyjezdnych, ale zabrakło wykończenia w polu karnym miejscowych. Emocje skończyły się w 80 minucie, kiedy klasyczną kontrę wyprowadzoną przez Basiurę sfinalizował M. Antosiak.

 
- Klasyczny mecz walki w którym skuteczniejsi okazali się rywaleocenia Witold Romanowski, trener Świtu Osielec.W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, nie stworzyliśmy sobie aż tylu okazji bramkowych. Przy wyniku 2:1 dla Watry nie mieliśmy już czego bronić, dlatego postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Zagraliśmy bardzo ofensywnie, jednocześnie rozluźniając defensywne szyki. Nie udało się i gospodarze zadali decydujący cios po kontrze.



 

 

 

 
ŻURAW KRZESZÓW – JUBILAT IZDEBNIK 2:1 (1:0)

 
Bramki: Ćwiertnia 20 (karny), Łuczak 75 – Wierzbiński 65.

 
ŻURAW: Pająk – Zawora (67 Baca), Talaga, G. Kawończyk, Skrzypek – Ćwiertnia, Wójcik (77 Targosz), Fidelus, M. Kawończyk – Łuczak, Wajdzik (88 Piątek).

 
JUBILAT: Matuła – Lisowski, Stokłosa, Żurek, Gołąb – Turek (55 Rafał Rapacz), Knap, Wierzbiński, Klimczyk – Bartyzel, Cora.

 
- Straciliśmy gola po rzucie karnym i bardzo długo pracowaliśmy na wyrównujące trafieniemówi Adrian Dolny, zawodnik Jubilata Izdebnik. – Wreszcie dopięliśmy swego i wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze, aby pokusić się o komplet punktów. Byłem przekonany, że uda się nam strzelić zwycięską bramkę. Niestety, to Żuraw ponownie objął prowadzenie. Gol na 2:1 dla gospodarzy „zabił” to spotkanie i wracaliśmy do domu z pustymi rękami.

 
Początek był wyrównany. Jedni i drudzy dochodzili do bramkowych pozycji. Po stronie gospodarzy uderzał Kawończyk i Zawora, zaś Taladze nie udało się skierować piłki do bramki z najbliższej odległości. Dwukrotnie bliski szczęścia był Wierzbiński (Jubilat). Najpierw przestrzelił głową nad poprzeczką, a później zamykając akcję trafił w boczną siatkę. Z kolei z uderzeniem Baryzela poradził sobie Pająk. Przed przerwą piłka tylko raz wylądowała w siatce. Po faulu na Wajdziku arbiter podyktował karnego, którego na gola zamienił Ćwiertnia. Od tego momentu inicjatywę przejął Żuraw, ale po zmianie stron do głosu coraz częściej zaczęli dochodzić przyjezdni. W 65 minucie „długim” zagraniem popisał się Gołąb, a z piłką minął się Zawora. Skorzystał na tym Wierzbiński i uderzeniem z 16 metrów pokonał Pająka. Wszystko rozstrzygnęło się na kwadrans przed końcem. Po dośrodkowaniu Kawończyka z rzutu rożnego, celnie głową przymierzył Łuczak.

 
- W końcówce meczu kilka razy zakotłowało się w naszym polu karnymnie ukrywa Jacek Kudzia, trener Żurawia Krzeszów. – Na wysokości zadania stanął jednak bramkarz. Michał Pająk w pełni zrehabilitował się za wpadki w poprzednich meczach. Głównie dzięki niemu możemy dopisać do swojego konta trzy punkty. Jubilat okazał się wymagającym rywalem i zwycięstwo nie przyszło nam łatwo.

 

 

 

 
HURAGAN SKAWICA – DĄB SIDZINA 0:3 (0:0)

 
Bramki: Pastwa 47, Kolaniak 69, Malada 74.

 
HURAGAN: Dyrcz – Kawulak, Żywczak, D. Pacyga, S. Pacyga – B. Pacyga, Mariusz Pacyga, Buba, M. Wojtyczko – K. Wojtyczko, Smyrak.

 
DĄB: Motor – J. Kostka, P. Kostka, K. Kostka, Gałka – Jaromin, Handzel (80 Sutor), Chorąży (70 Czarny), Kolaniak – Pastwa, Malada.

 
- Nasza sytuacja kadrowa nie jest łatwaprzyznaje trener Huraganu Skawica, Dawid Góra. – Mamy spore problemy, aby zestawić wyjściową jedenastkę. Gramy praktycznie juniorami, a zmienników brakuje. W spotkaniu z wyżej notowanym rywalem dzielnie trzymaliśmy się przez pierwsze 45 minut. Mogliśmy nawet objąć prowadzenie, ale zabrakło trochę szczęścia. Po zmianie stron zostaliśmy boleśnie wypunktowani przez przeciwnika.

 
Trener gości także miał kłopoty kadrowe. Nie mógł skorzystać z usług czterech podstawowych piłkarzy. Dąb przyjechał do Skawicy bez Lipy, Szpaka (wczasy), Korbela i Sitarza (praca). W pierwszej odsłonie po stronie gospodarzy najbliższy szczęścia był Wojtyczko, ale jego uderzenie zatrzymało się tylko na bocznej siatce. Z kolei Dyrcza dwukrotnie „postraszył” Pastwa”, a raz Kolaniak. Krótko po zmianie stron goście objęli prowadzenie. Handzel ze środka pola zagrał na skrzydło do Chorążego, a ten uruchomił Pastwę. Napastnik Dębu ładnie „skleił” piłkę i uderzył obok interweniującego bramkarza. Jeszcze ładniejsza była druga bramka. Asystę przy trafieniu Kolaniaka (uderzenie z pierwszej piłki pod poprzeczkę) zapisał na swoim koncie Pastwa. Gospodarzy pogrążył Malada, który wykorzystując błąd obrońcy Huraganu wyłuskał futbolówkę i nie zmarnował sytuacji jeden na jeden z bramkarzem.

 
- Miałem do dyspozycji tylko trzynastu ludzi, a Skawica to nie jest łatwy terenrozpoczyna Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Mecze z zespołami zamykającymi tabelę zawsze są bardzo trudne, bo rywal jest wyjątkowo zdeterminowany. Inna sprawa, że wyszliśmy na boisko na zbyt dużym luzie. Brakowało koncentracji i w przerwie musieliśmy sobą trochę wstrząsnąć. Efekty szybko przyszły, bo w drugich 45 minutach wyglądało to już dużo lepiej. Zdominowaliśmy gospodarzy, a kolejne gole coraz bardziej ich zniechęcały.

 

 

 

 
LKS BIEŃKÓWKA – KS BYSTRA 1:1 (1:0)

 
Bramki: T. Knapczyk 30 (karny) – Basiura 48.

 
BIEŃKÓWKA: Szczurek – Mruc, Ciuś, Pęcek, Sarna – Lewandowski, T. Knapczyk, Klimowski, Pupczyk – G. Sałapat, Gąstała (75 Cholewa).

 
BYSTRA: K. Gałka – Sroka, Mikołajczyk, Kulka, Basiura (88 Targosz) – Ciapała, M. Bisaga (25 Chorąży), Wójtowicz, Szewczyk – Wnętrzak, A. Gałka (70 Migas).

 
- Mieliśmy sytuację awaryjną, bo Adam Sałapat świętował „kawalerskie” i chcieliśmy przełożyć mecz na sobotęmówi Jarosław Gąstała, trener LKS Bieńkówka. – Bystra nie wyraziła jednak zgody. W efekcie brakowało aż ośmiu zawodników z podstawowego składu. Nie ma jednak tego złego… Taka decyzja rywali sprawiła, że w szatni nie musiałem nic mówić, bo chłopcy byli wyjątkowo umotywowani. Mimo tak dużych ubytków zagraliśmy super zawody, a wynik traktujemy jako zwycięski remis. To był twardy mecz, ale nie było mowy o złośliwościach.

 
Już w 3 minucie goście mogli objąć prowadzenie. Wójtowicz przestrzelił jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Później ze strzałem Ciapały poradził sobie Szczurek, który jest nominalnym pomocnikiem i tylko z konieczności stanął między słupkami. W 25 minucie boisko opuścił M. Bisaga i niestety nie obyło się bez wizyty w szpitalu. Zawodnikowi założono gips i czeka go teraz dłuższy rozbrat z futbolem. Gospodarze objęli prowadzenie po rzucie karnym podyktowanym za faul na G. Sałapacie. Krótko po zmianie stron powinno być 2:0. Sędzia po raz drugi pokazał na „wapno”, bo raz jeszcze po wyjściu z kontrą faulowany był G. Sałapat. Do piłki ponownie podszedł T. Knapczyk, ale tym razem trafił w poprzeczkę. Przy próbie poprawki był już na spalonym. Goście momentalnie wznowili grę i… zamiast 2:0 zrobiło się 1:1. Basiura w szkolny sposób zamknął kontratak Bystrej. Później jedni i drudzy mogli pokusić się o trafienie na wagę zwycięstwa, ale więcej goli kibice już nie oglądali.

 
- Przyszło nam się zmierzyć z wyjątkowo ostro grającym przeciwnikiemmówi Stanisław Łazarz, kierownik zespołu z Bystrej. - Łagodnie rzecz ujmując, gospodarze grali na pograniczu faul. Najlepszym tego dowodem jest groźna kontuzja Bisagi. Jechaliśmy z nadzieją na zwycięstwo, a musimy zadowolić się jednym punktem. Ewidentnie „nie szło” nam w tym spotkaniu. To był specyficzny, ciężki mecz. Nasz skład był z konieczności nieco odmłodzony.

 

 

 

 
STRZELEC BUDZÓW – OLIMPIA ZEBRZYDOWICE 1:0 (1:0)

 
Bramka: Mateusz Daniel 30.

 
STRZELEC: J. Gielata – Pawlica, Burliga, Wrzodek, Kąkol – Klimowski, Grygiel, D. Gielata (60 Gałuszka), Mateusz Daniel (75 P. Gielata) – Marek Daniel (60 Sergiel), Trzop (46 Polak).

 
OLIMPIA: B. Kania – Franik, M. Ożóg, M. Kania, Z. Kania – Goczał, Brańka, Pocztowski, Duchecki, Smajek – Łężniak.

 
- Gospodarze wygrali skromnie, ale zasłużenieprzyznaje grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Stworzyli więcej bramkowych pozycji z których jedną zamienili na gola. Graliśmy „wysoko”, bo przeciwnik pozwolił nam na rozgrywanie piłki. Szukaliśmy podań za plecy obrońców gospodarzy, ale nie było to takie łatwe. Piłkarze Strzelca umiejętnie się ustawiali i ciężko było sforsować ich obronne szyki. Grali mądrze i konsekwentnie.

 
Już po pierwszej odsłonie gospodarze mogli zapewnić sobie komplet punktów, ale nie potrafili pokonać golkipera przyjezdnych w najprostszych sytuacjach. B. Kania skapitulował tylko raz. Na kwadrans przed końcem pierwszej odsłony bramkową akcję rozpoczął D. Gielata, który uruchomił Marka Daniela. Ten z kolei dośrodkował do Mateusza Daniela, który uderzeniem z 5 metrów z pierwszej piłki dał swojemu zespołowi prowadzenie. Jeszcze przed przerwą doskonałą okazję zmarnował uderzający z 3 metrów Grygiel. O pechu mógł też mówić Goczał (Olimpia). Po jego strzale z rzutu wolnego z 25 metrów piłka – niczym na stole bilardowym – odbiła się od poprzeczki, ziemi i ponownie od poprzeczki, by paść wreszcie łupem J. Gielaty. W 70 minucie do remisu mógł doprowadzić Brańka, ale w dogodnej sytuacji nie trafił czysto w piłkę. Z kolei po drugiej stronie boiska ostatecznie gości powinien pogrążyć Sergiel, ale zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem.

 
- Byliśmy zespołem zdecydowanie lepszympodkreśla Łukasz Reciak, trener Strzelca Budzów. – Ten fakt nie ulega najmniejszej wątpliwości. Powinniśmy wygrać w dużo bardziej okazałych rozmiarach. Gdyby Olimpia wyjechała z bagażem nawet dziesięciu goli, też nie mogłaby czuć się pokrzywdzona. Zmarnowaliśmy mnóstwo bramkowych okazji. W miarę upływu czasu bardziej myśleliśmy o zabezpieczeniu własnego przedpola, niż szukaniu kolejnych goli.

 

 

Mecz Błyskawica Marcówka – Grom Grzechynia zostanie rozegrany 31 października.