• slider003
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 4 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 4 kolejki.

żuraw news

W Grzechyni, co staje się normą, sypnęło golami jak z rogu obfitości. Watra mimo czterech trafień „w gościach”, nie dała rady Gromowi. Piłkarze KS Bystra już przed przerwą położyli ręce na trzech punktach i zdobyczy nie wypuścili. Olimpia Zebrzydowice dobrze weszła w mecz z Błyskawicą Marcówka, stwarzając okazje, ale po godzinie gry to goście zaczęli trafiać do siatki. Strzelec Budzów wydarł Jubilatowi Izdebnik zwycięstwo na jego terenie w przedostatniej minucie, zasilając swoje konto o punkt. Konfrontacja Dębu Sidzina z LKS Bieńkówka przyniosła sześć goli do przerwy i zwycięstwo miejscowych. Kipiało od emocji w Osielcu. Beniaminek roztrwonił trzybramkową przewagę i ostatecznie podzielił się łupem z Huraganem Skawica.

 

 
KS BYSTRA – ŻURAW KRZESZÓW 2:0 (2:0)

 
Bramki: Sroka 41, M. Wójtowicz 43.

 
BYSTRA: K. Gałka – Kulka, Sroka, Pociąg, Wnętrzak – Basiura (75 Ciapała), Mikołajczyk, A. Gałka (58 Chorąży), Bisaga – M. Wójtowicz, Szewczyk.

 
ŻURAW: Pająk – Zawora, Baca, G. Kawończyk, Skrzypek – Wójcik (75 Popielarczyk), Łuczak (46 Nowak), M. Kawończyk, Wajdzik – Ćwiertnia, Mika (46 Piątek).

 
- Gospodarze wygrali zasłużenieprzyznaje Jacek Kudzia, trener Żurawia Krzeszów. – Z kolei w naszym zespole coś się ewidentnie zacięło. Po dobrym okresie zbyt wcześnie uwierzyliśmy, że kolejne zwycięstwa są już tylko kwestią czasu. Tymczasem na każdy punkt trzeba solidnie zapracować na boisku. Inna sprawa, że rywale też już inaczej do nas podchodzą. Traktują nas bardzo poważnie i nie mamy co liczyć na taryfę ulgową. W Bystrej „zabiły nas” dwa szybkie ciosy.

 
W pierwszej odsłonie goście próbowali stworzyć zagrożenie w polu karnym gospodarzy, ale na próbach się kończyło. Aktywniejsi byli miejscowi. W ich szeregach po raz pierwszy na boisku pojawił się trener – Marcin Wnętrzak. Już w 3 minucie jego podopieczni mogli objąć prowadzenie, ale minimalnie przestrzelił Basiura. Później pomylił się zamykający dośrodkowanie z kornera M. Wójtowicz. Wszystko rozstrzygnęło się na krótko przed końcem pierwszej połowy w odstępie zaledwie 120 sekund. Najpierw po dograniu Bisagi zza pola karnego z powietrza dokładnie przymierzył Sroka. Chwilę później futbolówkę wyłuskał Wójtowicz i z ostrego kąta pokonał Pająka. Po zmianie stron jedni i drudzy mogli zmienić wynik. Dwukrotnie przed szansą stanął Piątek (Żuraw), a po drugiej stronie boiska bliski szczęścia był A. Gałka, Chorąży, Bisaga i Mikołajczyk. Ten ostatni mierzył w „okienko”, ale kapitalnie interweniował Pająk.



 
- Po takim meczu ręce same składają się do oklaskówcieszy się Stanisław Łazarz, kierownik zespołu z Bystrej. – Kibice zobaczyli bardzo dobre spotkanie, a co najważniejsze punkty zostają u nas. Chcę podkreślić, że nie było to dziełem przypadku. Piłka nas „słuchała”, przez co zespół też nabierał pewności siebie. Nie mogło oczywiście obyć się bez tradycyjnej kołyski, bo naszemu kapitanowi – Karolowi Szewczykowi urodziła się córka. To właśnie jej i rodzicom dedykujemy to zwycięstwo.

 

 

 

 
GROM GRZECHYNIA – WATRA ZAWOJA 6:4 (5:1)

 
Bramki: Czubin 5, 25, Urbański 2, Piotr Surmiak 20, Marcin Surmiak 38, Kudzia 65 – R. Warmuz 23, Hutniczak 70, B. Warmuz 77, Zięba 80.

 
GROM: Polak – R. Dyrcz, Białończyk (76 Tokarz), Paweł Surmiak, Urbański (63 Paleczny) – Ł. Krupczak (15 Bogacz), Marcin Surmiak, Ceremuga (72 Nitoń), Kudzia – Piotr Surmiak, Czubin.

 
WATRA: Staszak (46 Mika) – Stopka, Zięba, Basiura, Zguda – R. Warmuz, B. Warmuz (80 Motowidło), Dyrcz, Kaczmarczyk – Bury (60 Hutniczak), Antosiak.

 
- Rywale grali bardzo ostro, czego efektem są kontuzje Białończyka, Krupczaka i Tokarzarozpoczyna Stanisław Klimala, trener Gromu Grzechynia. – To były dwie różne połowy. W pierwszej nie mieliśmy problemów z posyłaniem piłki do siatki. W drugich 45 minutach w bramce gości zagrał trener gości Łukasz Stopka, który uchronił swój zespół od porażki w dwucyfrowych rozmiarach. Przy stanie 6:1 w nasze szeregi wkradło się rozluźnienie, a przyjezdni „poczuli krew”.

 
Gospodarze już po 5 minutach objęli prowadzenie za sprawą Urbańskiego, który skierował piłkę do siatki po wznowieniu gry z autu. Później Czubinowi pozostało tylko „dołożenie nogi” po rajdzie Krupczaka. Na 3:0 podwyższył Piotr Surmiak, zaś asystę przy tym trafieniu zapisał na swoim koncie Czubin. Goście odpowiedzieli za sprawą uderzenia głową R. Warmuza. Jeszcze przed przerwą Grom zadał dwa kolejne ciosy. Najpierw z bliska skutecznie „główkował” Czubin, a później na listę strzelców wpisał się Marcin Surmiak. Po jego strzale piłka odbiła się rykoszetem i całkowicie zaskoczyła Staszaka. Kiedy dośrodkowanie Palecznego z kornera na gola zamienił Kudzia (6:1) wydawało się, że jest „po meczu”. Tymczasem gole zaczęli zdobyć przyjezdni. Konkretnie Hutniczak (z dystansu), B. Warmuz (wolej) i Zięba (zamknął dogranie z wolnego). Zrobiło się 6:4, a w końcówce Antosiak trafił jeszcze w poprzeczkę.

 
- Gdyby po strzale Antosiaka piłka wylądowała w siatce, mogło być jeszcze bardzo ciekawiezwraca uwagę Łukasz Stopka, grający trener Watry Zawoja. – W pierwszej połowie trochę „spalił się” nasz młody bramkarz. Rywale nam odskoczyli, ale po zmianie stron przejęliśmy inicjatywę i „wróciliśmy do meczu”. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że z przebiegu gry to gospodarze zasłużyli na komplet punktów.

 

 

 

 
OLIMPIA ZEBRZYDOWICE – BŁYSKAWICA MARCÓWKA 0:2 (0:0)

 
Bramki: M. Kania 63, Karcz 76.

 
OLIMPIA: B. Kania – Franik, M. Kania, Ożóg, Duchecki – Smajek, Opyrchał, Goczał, Z. Kania – Pocztowski, Łężniak.

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Jacek Pindel, Pasternak, J. Rak (70 Kasprzycki), M. Paczka – M. Porębski (78 Pilch), Jakub Pindel, M. Kania (87 Zgudziak), K. Rak – Nosal, R. Porębski (72 Karcz).

 
- W przerwie meczu zdecydowałem się na pewne roszady personalne, co przyniosło właściwy efektocenia Janusz Suwada, szkoleniowiec Błyskawicy. – Po prostu za bardzo forsowaliśmy grę środkiem boiska. Dużo lepiej to wyglądało, kiedy Kania z Nosalem zamienili się pozycjami na boisku. Mieliśmy sporą przewagę w ilości oddanych strzałów, niemniej rywale pozytywnie mnie zaskoczyli. Mam na myśli przede wszystkim ofensywną formację.

 
Przed przerwą groźniejsze okazje stworzyła Olimpia. Gospodarze mogli objąć prowadzenie za sprawą Łężniaka. Napastnik gospodarzy dwukrotnie znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Najpierw jego uderzenie nogami obronił Brańka, a później nie trafił w światło bramki. Jeszcze wcześniej, bo już w 2 minucie po zagraniu Goczała z wolnego, golkiper Błyskawicy „na raty” ratował sytuację. Wynik spotkania otworzył M. Kania, który z najbliższej odległości finalizował akcję Jakuba Pindla. Ten ostatni zapisał także asystę przy drugim trafieniu. Dokładnie zagrał na 11 metr, zaś miejscowych pogrążył jocker trenera Suwady – Damian Karcz. Swoje okazje stworzyła też drużyna z Zebrzydowic. Najbliższy szczęścia był Smajek, który próbował pokonać bramkarza uderzeniem głową przy „krótkim słupku”. Brańka nie dał się jednak zaskoczyć i do ostatniego gwizdka zachował czyste konto.

 
- Wynik z powodzeniem mógł być innytwierdzi grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – W pierwszej połowie mieliśmy na tyle dobre okazje, aby „ustawić” to spotkanie pod siebie. Zabrakło skuteczności i zimnej krwi w polu karnym rywala. Chcieliśmy wygrać. Im bliżej końca, tym podejmowaliśmy większe ryzyko. Nie udało się z czego skwapliwie skorzystał rywal. Błyskawica nas „wyczekała” i skarciła. Później trudno było już odwrócić losy meczu. Zupełnie inaczej gra się przy prowadzeniu, niż wtedy gdy trzeba „gonić” wynik.

 

 

 

 
JUBILAT IZDEBNIK – STRZELEC BUDZÓW 1:1 (1:0)

 
Bramki: Madej 30 – Polak 89.

 
JUBILAT: Matuła – Gołąb, Stokłosa, Żurek, Lisowski – Bartyzel, Klimczyk, Knap, Cora – Rafał Rapacz (55 Radoń), Madej.

 
STRZELEC: J. Gielata – Kwaśniowski (15 Marek Daniel), Kąkol, Gałuszka, Burliga – Klimowski (65 Lasek), Grygiel, Pieczara (46 Polak), Trzop – Mateusz Daniel, D. Gielata.

 
- Słowa uznania należą się całej naszej drużynie, która nie złożyła bronikomentuje Łukasz Reciak, trener Strzelca Budzów. – Nie poddaliśmy się i do końca walczyliśmy o punkty. Nagrodą jest remis, choć przy odrobinie szczęścia mogliśmy nawet zgarnąć pełną pulę. Jubilat to bardzo wymagający rywal i na boisku prezentował się lepiej. Wynik jest jednak sprawiedliwy, bo różnicę potrafiliśmy zniwelować ambicją i sercem do walki.

 
W pierwszej odsłonie dominowali gospodarze, ale swoją przewagę potrafili udokumentować tylko jednym trafieniem. W podbramkowym zamieszaniu najwięcej sprytu wykazał Madej i z bliska skierował piłkę do siatki. Bliski pokonania J. Gielaty był także Lisowski, ale minimalnie przestrzelił z dystansu. Później bramkarz Strzelca zatrzymał groźne uderzenie Cory, zaś przy dwóch próbach Klimczyka zabrakło precyzji. Po zmianie stron Jubilat próbował podwyższyć wynik, ale goście także nie próżnowali. W miarę upływu czasu podopieczni Łukasza Reciaka byli coraz groźniejsi. Matuła znajdował się w sporych opałach, aż wreszcie skapitulował na minutę przed końcowym gwizdkiem. Punkt dla zespołu z Budzowa uratował Polak. To trafienie wyraźnie zdeprymowało ekipę z Izdebnika, która mogła stracić wszystko. W ostatniej akcji meczu Mateusz Daniel pomylił się jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem.

 
- Jest ogromny niedosyt i żalmówi Adrian Dolny, piłkarz Jubilata Izdebnik. – Takie spotkania koniecznie trzeba wygrywać. Mieliśmy rywala „na widelcu” i wystarczyło tylko skutecznie dobić przeciwnika drugim trafieniem. Jestem przekonany, że wówczas komplet punktów pozostałby w Izdebniku. Nie zrobiliśmy tego, co się niestety zemściło. Zawsze boli, kiedy zwycięstwo ucieka tuż przed końcem. Inna sprawa, że w końcówce Strzelec rzeczywiście nas zdominował.

 

 

 

 
DĄB SIDZINA – LKS BIEŃKÓWKA 4:2 (4:2)

 
Bramki: K. Kostka 18, 32, Pastwa 3, Lipa 15 – T. Knapczyk 6 (karny), Sarna 24.

 
DĄB: Motor – J. Kostka, P. Kostka, Korbel, K. Kostka – Jaromin, Handzel (70 Szpak), Kolaniak, Gałka (85 Chorąży) – Pastwa (88 Malada), Lipa.

 
BIEŃKÓWKA: Ciuś – Cholewa, Pęcek, Mruc, Lewandowski – T. Knapczyk, Burliga, A. Sałapat (70 Jończyk), Sarna – Klimowski (65 Gąstała), G. Sałapat (25 Szczurek).

 
- To był bardzo fajny, otwarty meczocenia  Jarosław Gąstała, trener Bieńkówki. – Zaryzykuje twierdzenie, że wynik jest dziełem przypadku. Mógł być bowiem z powodzeniem odwrotny. Wygrali jednak gospodarze, niestety dzięki też naszej pomocy. Zapomnieliśmy, że prezenty mikołajkowe rozdaje się w grudniu, a nie we wrześniu. Traciliśmy typowo frajerskie bramki. Tak to się właśnie kończy, kiedy przez pierwsze pół godziny bawi się w Mikołaja.

 
Aż sześć goli padło przed przerwą, zaś w drugich 45 minutach obaj bramkarze zachowali czyste konto. Już w 3 minucie Dąb objął prowadzenie. Lipa sprytnie przepuścił piłkę do Pastwy, a ten przelobował bramkarza. Bieńkówka odpowiedziała po karnym podyktowanym za faul na Grzegorzu Sałapacie. W 15 minucie miejscowi odzyskali prowadzenie. Po „książkowej” akcji i przerzuceniu piłki (Jaromin do Kolaniaka), płaskim uderzeniem Ciusia pokonał Lipa. Na 3:1 podwyższył K. Kostka, głową finalizując dośrodkowanie Handzela z lewej strony. Przyjezdni raz jeszcze złapali kontakt, kiedy wymianę Klimowskiego i A. Sałapata silnym uderzeniem zakończył Sarna. Później znowu dał o sobie znać K. Kostka, który po raz drugi głową skierował futbolówkę do siatki. Po przerwie grę „prowadziła” Bieńkówka, ale nie znalazło to bramkowego przełożenia. Dogodnych okazji nie zdołali wykorzystać Burliga i T. Knapczyk, zaś Lewandowski ostemplował poprzeczkę.

 
- Jestem zadowolonypodkreśla Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Nasz zespół potrafi na boisko przenieść to, o czym rozmawiamy w szatni. Rozrzucamy piłkę po skrzydłach z czym mają problemy rywale. Mieliśmy od początku zacząć agresywnie, stosując wysoki pressing. Chcieliśmy szybko objąć prowadzenie. Postawiliśmy na ofensywę, licząc się jednocześnie z tym, że będziemy narażeni na kontry. Tak właśnie wyglądała pierwsza odsłona. Po zmianie stron szanowaliśmy dwubramkową zaliczkę.

 

 

 

 
ŚWIT OSIELEC – HURAGAN SKAWICA 4:4 (4:2)

 
Bramki: Malik 1, 8, 40, G. Traczyk 38 (karny) – Mariusz Pacyga 25, 43, D. Pacyga 75, 90.

 
ŚWIT: K. Traczyk – Łach (80 Sobinek), Bachul, Wilgierz, Herman – Oleksa, Kopacz, G. Traczyk, Kalemba – Malik, W. Traczyk (86 Babik).

 
HURAGAN: M. Dyrcz – Ł. Dyrcz, M. Wojtyczko, Żywczak, Buba – Mariusz Pacyga, D. Pacyga, B. Pacyga, A. Kudzia – K. Wojtyczko, Smyrak.

 
- Punkt na wyjeździe zawsze trzeba umieć docenićprzekonuje trener Huraganu Skawica, Dawid Góra. – W tym przypadku nawet bardziej, bo to nasza pierwsza zdobycz w tym sezonie. Wynik miał spore znaczenie. Graliśmy bowiem z rywalem sąsiadującym z nami w tabeli. Do końca szukaliśmy wyrównującej bramki i udało się doprowadzić do remisu na krótko przed końcem.

 
To był szalony spektakl w którym kibice zobaczyli aż osiem goli. Miejscowi zaczęli od atomowego uderzenia, bo już w 1 minucie piłkę do siatki posłał Mateusz Malik. Napastnik gospodarzy przejął prostopadłe podanie od Tomasza Oleksy i z zimną krwią posłał futbolówkę do siatki. Niespełna 10 minut później Malik podwyższył na 2:0, a asystę na swoim koncie zapisał G. Traczyk. Ten ostatni po raz trzeci zmusił M. Dyrcza do kapitulacji, zamieniając na gola „jedenastkę” podyktowaną za zagranie ręką. Huragan odpowiedział za sprawą Mariusza Pacygi, ale jeszcze przed przerwą hat-tricka skompletował Malik. Zawodnik Świtu głową posłał piłkę do siatki po dośrodkowaniu z kornera. Wydawało się, że podopieczni Witolda Romanowskiego odniosą pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Nic z tego. Tuż przed przerwą znów „odgryzł się” Mariusz Pacyga. Huragan walczył do końca. W nagrodę zgarnął punkt, zdobywając dwa gole po pauzie, w tym wyrównującego w ostatniej minucie spotkania. Autorem obu trafień z tej części gry był D. Pacyga.

 
- Jesteśmy bardzo rozczarowani końcowym rezultatemnie ukrywa Witold Romanowski, trener Świtu Osielec. – Po prostu nie można tracić punktów, kiedy prowadzi się już 4:1. Trudno to wszystko wytłumaczyć w sensowny sposób. Pozostaje olbrzymi niedosyt. Po czterech kolejkach powinniśmy mieć dziesięć punktów, a mamy dwa. To efekt kardynalnych błędów indywidualnych, których nie potrafimy uniknąć w każdym meczu.