• moja liga
  • 002
  • slider003
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa B1 -> Klasa B I. Relacje z 11 kolejki.

Klasa B I. Relacje z 11 kolejki.

DSC01481 news

Olimpia Zebrzydowice w końcowych meczach rundy złapała wiatr w żagle, dzięki czemu spokojniej może myśleć o rewanżach. W ostatniej kolejce pokonała drużynę „z czuba” tabeli – Dęba Sidzina. Błyskawica Marcówka przed upływem kwadransa dwukrotnie wbiła piłkę do bramki KS Bystra i później przewagi nie roztrwoniła. Strzelec Budzów mierzył się z Watra Zawoja. W żadnym z obozów punkt nie został przyjęty z zadowoleniem. Swoich rywali „rozstrzelali” piłkarze z Grzechyni (na zdjęciu) i Izdebnika. Czoła próbowali im stawić beniaminki. Na próbach się skończyło. Piotr Surmiak (Grom Grzechynia) i Dawid Klimczyk (Jubilat Izdebnik) efektownie zakończyli piłkarską jesień, ciesząc się z „manity”. Żuraw Krzeszów także nie pozostawił złudzeń ostatniemu w tabeli Huraganowi Skawica (6:1). W tym mecz na uwagę zasługuje fakt, że gole dla gospodarzy zdobyło aż pół tuzina piłkarzy.

 

 

 
OLIMPIA ZEBRZYDOWICE – DĄB SIDZINA 1:0 (1:0)

 
Bramka: Ożóg 33.

 
OLIMPIA: B. Kania – Salawa, M. Kania, Opyrchał, Duchecki – Ożóg, Smajek, Goczał (90 Bartyzel), Łężniak (80 B. Brańka) – Foryś (65 Pocztowski), Z. Kania.

 
DĄB: Sitarz – J. Kostka, P. Kostka, Chorąży, Zawiła (55 Pelcel) – Jaromin, Kulka (70 Malada), Handzel (46 Szpak), Czarny – Pastwa, Lipa.

 
- Bardzo cieszymy się z wygranej, ale też jesteśmy nieco zawiedzeni - tajemniczo rozpoczyna grający prezes Olimpii, Zbigniew Kania. – Ogromnie żałujemy, że to już koniec piłkarskiej jesieni. Na finiszu nasza drużyna wyraźnie się rozkręciła. W czterech ostatnich grach uzbieraliśmy aż osiem punktów i spokojnie mogliśmy przedłużyć serię bez porażki. Udane występy i regularne punktowanie niewątpliwie poprawiły atmosferę w szatni. Podniosło się także morale zespołu.



 
Dąb rozczarował. W pierwszej połowie nie stworzył nawet jednej bramkowej okazji. Dwukrotnie z dystansu uderzał Pastwa, ale na miejscu był B. Kania. Tymczasem w pierwszym kwadransie po drugiej stronie boiska aż czterokrotnie przed szansą stanął Ożóg. Dwukrotnie zamykał dośrodkowania z kornera i tyle samo razy dochodził do strzału w polu karnym. Brakowało jednak precyzji. Jedyny gol padł w 33 minucie. Piłkę za linię obrońców dograł Goczał, a naciskany przez Łężniaka golkiper Dębu wypuścił piłkę z rąk. Ta trafiła pod nogi Łężniaka i w efekcie idealnie obsłużony Ożóg strzelał już do pustej bramki. Wiele ożywienia w szeregi przyjezdnych wprowadził wprowadzony w przerwie Szpak. To właśnie on w 60 minucie wypracował karnego. Po faulu Forysia do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Lipa. Jego pierwszy strzał obronił B. Kania, a siłowa poprawka Lipy poszybowała dobrych kilka pięter nad poprzeczką. Na 5 minut przed końcem w sytuacji sam na sam znalazł się jeszcze Szpak. Z ostrego kąta kropnął ile sił, choć może lepszym rozwiązaniem byłoby techniczne uderzenie.

 
- Kontuzje, choroby i obowiązki w pracy sprawiły, że brakowało Kolaniaka, Korbela i K. Kostkiwylicza Mariusz Zawiła, trener Dębu Sidzina. – Dlatego sam pojawiłem się na boisku, bo chciałem pomóc zespołowi. Nie był to chyba najlepszy pomysł. Efekt jest taki, że mam mocno opuchnięte kolano i nie obyło się niestety bez wizyty u lekarza. A z innej beczki, to Olimpia jest najsłabszym zespołem w tej lidze i nie wiem jak mogliśmy to spotkanie przegrać. Zebrzydowiczanie praktycznie ograniczają się do „wybijanki”. Z naszej strony zbyt dużo było gry w powietrzu z czym radzili sobie rośli piłkarze gospodarzy. Kiedy graliśmy po ziemi, to rywale „kopali się po czołach”.

 

 

 

 
BŁYSKAWICA MARCÓWKA – KS BYSTRA 3:0 (2:0)

 
Bramki: K. Rak 8 (karny), 13, Karcz 74.

 
BŁYSKAWICA: Brańka – Jakub Pindel, Urbański, Paczka, J. Rak (46 Zgudziak) – Głuc (75 Kasprzycki), M. Porębski (79 Pilch), Jakub Pindel, Nosal – K. Rak, Kania (46 Karcz).

 
BYSTRA: Pustuła (46 K. Gałka) – Bisaga, Wnętrzak, Kulka, Migas (80 Targosz) – Szewczyk, Sroka, Ciapała (70 Chorąży), Wójtowicz – Basiura, A. Gałka (46 Sutor).

 
- Pierwsze 45 minut zagraliśmy wręcz koncertowochwali swój zespół Janusz Suwada, szkoleniowiec Błyskawicy. – Dawno nie byłem tak zadowolony z postawy drużyny. Po przerwie dorzuciliśmy trzeciego gola i odnieśliśmy przekonujące zwycięstwo. Dużo jakości dał w ofensywie Krzysztof Rak. To nietuzinkowy gracz. Doszedłem do wniosku, że trzeba go przesunąć ze środkowej linii do ataku. Chociaż najlepiej jakby mógł grać w obu formacjach jednocześnie (śmiech). Czekamy aż kontuzję do końca wyleczy Rafał Porębski. Ten 17-letni piłkarz to wielka nadzieja naszego klubu. Kiedy będzie w rytmie meczowym, to właśnie na jego barkach spocznie kreowanie gry.

 
Gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia. Już po niespełna kwadransie gry prowadzili różnicą dwóch trafień. Najpierw grający trener Bystrej – Marcin Wnętrzak pechowo trafił w rękę Kulki i sędzia przyznał Błyskawicy karnego. Z jego wykorzystaniem nie miał problemów K. Rak. 5 minut później było już 2:0. Goście stracili piłkę w okolicach narożnika pola karnego i K. Rak po raz drugi pokonał Pustułę. Przy tym trafieniu dokładnym dośrodkowaniem popisał się Jakub Pindel. Przed przerwą przyjezdnym nie udało się stworzyć klarownej okazji. Ich akcje z reguły kończyły się na linii „szesnastki”. Po zmianie stron do przodu przesunięty został Wójtowicz i ten właśnie zawodnik dwukrotnie stanął przed szansą na kontaktowego gola. Piłka minimalnie mijała jednak światło bramki. Później przestrzelił Sroka, a z uderzeniem Basiury poradził sobie Brańka. „Kropkę nad i” postawił wprowadzony w przerwie Karcz, który wykazał najwięcej sprytu w podbramkowym zamieszaniu.

 
- Wynik mógł być inny, gdyby w drugiej połowie udało się nam zdobyć kontaktowego golamówi kapitan Bystrej Karol Szewczyk, który z powodu dwóch żółtych kartek musiał przedwcześnie opuścić plac gry.Były ku temu okazje, jednak zabrakło wykończenia. Błyskawica jest wysoko w tabeli, ale to o niczym nie świadczy. W tej lidze z każdym można wygrać i z każdym przegrać. Nie jesteśmy zadowoleni z punktowego dorobku w rundzie jesiennej. Zremisowaliśmy aż sześciokrotnie, a to zdecydowanie za dużo. W ten sposób uciekło sporo punktów. Mieliśmy swoje problemy kadrowe. Brakowało nam ważnych ogniw na skrzydłach. Mam na myśli kontuzjowanego Michała Bisagę i Piotrka Błachuta, który ze względu na sprawy prywatne zagrał tylko w czterech meczach.

 

 

 

 
STRZELEC BUDZÓW – WATRA ZAWOJA 1:1 (0:1)

 
Bramki: T. Polak 70 – Mika 20.

 
STRZELEC: J. Gielata – Burliga, Kwaśniowski, Kąkol, W. Pawlica – Mateusz Daniel (46 Marek Daniel), Gałuszka, D. Gielata, Krzysztoń – Rzadek (46 T. Polak), Trzop (65 Pieczara).

 
WATRA: Wolski – Zięba, Stopka, Basiura, Zguda – G. Antosiak, M. Antosiak, Dyrcz (46 Listwan), Kaczmarczyk – Bury (65 R. Warmuz), Mika (80 Bach).

 
- Powinniśmy to spotkanie wygraćuważa Rafał Kąkol, zawodnik Strzelca Budzów. – Nasza przewaga po zmianie stron była wyraźna. Zabrakło skuteczności. Twardo grający rywal postawił nam trudne warunki. Szkoda, że nie udało się zamknąć rundy zwycięstwem. Jesteśmy w środku stawki, ale stać nas na zdecydowanie więcej. Miejsce i punktowy dorobek nie może nas satysfakcjonować. Inna sprawa, że po spadku z klasy A zespół jest w poważnej przebudowie. Do drużyny wchodzi sporo młodych zawodników, których wspomaga na boisku kilku bardziej doświadczonych.

 
Pierwsze 30 minut należało do Watry. Dobrą okazję do otwarcia wyniku miał Mika, ale nie trafił w światło bramki. Przy drugiej próbie był już dokładniejszy. Dyrcz zagrał „długą piłkę” za linię obrońców i Mika wygrał pojedynek z J. Gielatą. Później autor gola zbyt lekko uderzył mając przed sobą już tylko golkipera Strzelca, a Dyrcz w sytuacji sam na sam nie trafił czysto w piłkę i ta padła łupem J. Gielaty. Ostatni kwadrans przed przerwą to już przewaga gospodarzy. Wyprowadzili oni dwie bardzo groźne kontry, których nie udało się jednak zamknąć Rzadkowi i Mateuszowi Danielowi. Po zmianie stron „przycisnęli” gracze z Budzowa. Uderzenie Marka Daniela w ostatniej chwili zablokowali obrońcy. Z kolei Pieczarze zabrakło dokładności, aby sfinalizować swoją akcję. Wreszcie Strzelec dopiął swego. Po efektownym rozegraniu między Wojciechem Pawlicą i Markiem Danielem, strzałem z 5 metrów do wyrównania doprowadził Tomasz Polak. Wcześniej (55 min) mogło być 0:2 dla zawojan. Po zagraniu G. Antosiaka, sam przed J. Gielatą znalazł się Listwan, ale… podał piłkę wprost w ręce bramkarza.

 
- To był przełomowy momenttwierdzi grający trener Watry Zawoja, Łukasz Stopka. – Gdybyśmy objęli dwubramkowe prowadzenie, to trzy punkty zabralibyśmy do domu. Remis jest jednak sprawiedliwym rozstrzygnięciem. Grę częściej prowadzili gospodarze, ale to my stworzyliśmy więcej klarownych okazji. Jesień oceniam na duży plus. Mieliśmy spore problemy kadrowe na starcie rundy, a później doszły chłopakom obowiązki na studiach. Naszą kadrę dotknęły też poważne zmiany. Brakowało stabilizacji w składzie, ale na bieżąco radziliśmy sobie z tymi problemami.

 

 

 

 
GROM GRZECHYNIA – ŚWIT OSIELEC 8:0 (4:0)

 
Bramki: Piotr Surmiak 26, 31 (karny), 48 (karny), 63, 84, Ceremuga 5, Bogacz 43, Urbański 55.

 
GROM: Krupczak – Zguda (60 Pająk), Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański – Bogacz (55 Tokarz), Ceremuga, M. Surmiak, Kudzia – Piotr Surmiak, Dyrcz.

 
ŚWIT: W. Traczyk – Łach, Herman, Babik, Harynek – Motor, G. Traczyk, Kopacz, Oleksa – Kalemba, Malik.

 
- Mecz z Gromem był ostatnim w którym poprowadziłem zespół z Osielcadeklaruje Witold Romanowski, trener Świtu. – To ostateczna decyzja. Nie jest przypadkowa, bo dojrzewała we mnie w ostatnim czasie. Dziękuję klubowemu zarządowi i wszystkim piłkarzom z którymi współpracowałem. Doszedłem do wniosku, że mój czas w klubie dobiegł końca. Nie mam wpływu na przerażająco niską frekwencję na treningach. Dlatego nic na siłę. Tego „wózka” nie ma sensu dalej ciągnąć. Drużynie życzę powodzenia, a zawodnikom, aby „dojrzeli”. Jeśli chodzi o spotkanie z liderem, to najlepszym komentarzem jest końcowy rezultat.

 
Grom rozstrzelał Świt, a królem polowania został Paweł Surmiak. Snajper grzechynian aż pięciokrotnie trafiał do siatki rywali. Dwukrotnie zrobił to skutecznie wykonując rzuty karne. Już po 5 minutach gry na listę strzelców wpisał się Ceremuga, który popisał się efektownym trafieniem głową po dośrodkowaniu Dyrcza z kornera. Później mający „na plecach” obrońcę Paweł Surmiak dokładnie przymierzy z okolic 16 metra przy „długim” słupku. W 31 minucie było już 3:0. W obrębie „szesnastki” faulowany był Paweł Surmiak i sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość z 11 metrów. Jeszcze przed przerwą w podbramkowym zamieszaniu czwartego gola strzelił Bogacz. Za zagranie ręką sędzia po raz drugi pokazał „na wapno” i po raz drugi szansy nie zmarnował Paweł Surmiak. Typowa dla Groma była szósta bramka. Po zagraniu z autu, celnie przy „krótkim” słupku uderzył Urbański. Strzelecką kanonadę zakończył najlepszy na boisku – Paweł Surmiak. Najpierw trafił z rzutu wolnego, a później technicznym strzałem zaskoczył W. Traczyka w sytuacji jeden na jeden.

 
- Sytuacji było na tyle dużo, że z powodzeniem mogliśmy wygrać nawet w dwucyfrowych rozmiarachmówi trener Gromu, Stanisław Klimala. - Trzeba jednak uczciwie przyznać, że rywal był wyjątkowo słabo dysponowany. Widać, że Świt ma olbrzymie kłopoty kadrowe. Powalczyli na tyle, ile mogli. Mecz można określić mianem typowego monologu. Przed nami ostatnie, zaległe starcie w tym roku z Błyskawicą. Już teraz mamy sześć punktów przewagi nad wiceliderem i wygrana nad zespołem z Marcówki sprawiłaby, że nasza sytuacja przed rewanżami byłaby wręcz komfortowa. Dlatego już teraz myślimy o tym pojedynku w którym interesuje nas wyłącznie zwycięstwo.

 

 

 

 
ŻURAW KRZESZÓW – HURAGAN SKAWICA 6:1 (2:1)

 
Bramki: Zawora 28, Korczak 41, Ćwiertnia 50, M. Kawończyk 62, Targosz 70, Piątek 81 – Żywczak 18.

 
ŻURAW: Pająk – Zawora, G. Kawończyk, Pilarczyk, Skrzypek – Wójcik, Ćwiertnia, M. Kawończyk (75 Gibas), Targosz – Wajdzik, Korczak (65 Piątek).

 
HURAGAN: Sikończyk – Bartłomiej Pacyga I, Żywczak, S. Pacyga, Kudzia – Góra, D. Pacyga, Mariusz Pacyga, Bartłomiej Pacyga II – Wojtyczko, Dyrcz.

 
- Po raz kolejny w tej rundzie mieliśmy olbrzymie problemy kadrowerozpoczyna grający trener Huraganu Skawica, Dawid Góra. – Z wielkim trudem udało się nam zebrać jedenastu ludzi. W porównaniu do poprzedniego spotkania zabrakło czterech podstawowych zawodników. To najlepiej określa skalę problemu. Piłkarze pojawiają się i znikają. Skład na dany mecz powstaje z klasycznej „łapanki”. Mecz w Krzeszowie dobrze się dla nas rozpoczął, ale później do głosu doszli gospodarze. Kolejne tracone gole po zmianie stron wyraźnie podcięły nam skrzydła i z naszego zespołu „uszło powietrze”. Gra całkowicie się „posypała”.

 
Huragan niespodziewanie objął prowadzenie po stałym fragmencie gry. Piłkę z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował S. Pacyga i Żywczak popisał się ładnym strzałem głową. Z bliska wyrównał Zawora, a jeszcze przed przerwą Korczak na „krótkim” słupku zamknął głową dogranie z kornera M. Kawończyka. Kibicom mogło przypaść do gustu trzecie trafienie gospodarzy. Obrońcami Huraganu zakręcił Ćwiertnia i dokładnie przymierzył w „okienko”. Przy stanie 3:1 dla Żurawia czerwoną kartką ukarany został S. Pacyga (niesportowe zachowanie) i przyjezdni musieli radzić sobie w „dziesiątkę”. W 62 minucie Ćwiertnia zagrał prostopadłą piłkę do M. Kawończyka, a ten w szkolny sposób wykorzystał sytuację jeden na jeden z bramkarzem. Piątego gola zdobył Targosz, popisując się efektowną „podcinką” w stylu Tomasza Frankowskiego. Końcowy wynik ustalił Piątek, zamykający dośrodkowanie Wajdzika z prawej strony.

 
- Kontuzje i urazy sprawiły, że miałem do dyspozycji tylko trzynastu zawodnikówmówi trener Żurawia Krzeszów, Jacek Kudzia. – Zabrakło kluczowych graczy. Mam na myśli Łuczaka, czy Talagę. Rozegraliśmy dobre spotkanie za które trzeba pochwalić cały zespół. Obudził nas szybko stracony gol. Od tego momentu prezentowaliśmy się tak, jak tego oczekiwałem. Potrafiliśmy w pełni wykorzystać osłabienie rywala, który w drugiej połowie grał w „dziesiątkę”. Nie poszliśmy „na hurra” do przodu, tylko konsekwentnie realizowaliśmy nasz plan. Gole padały po ładnych, przemyślanych akcjach. Nie były z pewnością dziełem przypadku.

 

 

 

 
JUBILAT IZDEBNIK – LKS BIEŃKÓWKA 6:0 (3:0)

 
Bramki: Klimczyk 20, 25, 65, 75, 80, Cora 41.

 
JUBILAT: Matuła – Radoń, Żurek, Gołąb (60 Dolny), Lisowski – Cora, Knap, Klimczyk, Wierzbiński – Turek, Madej.

 
BIEŃKÓWKA: Zając – Jończyk, Ciuś, Pęcek, Lewandowski – Knapczyk, Klimowski, Pupczyk (40 Cholewa), Sarna – A. Sałapat, G. Sałapat (75 Gąstała).

 
- W tej rundzie były mecze w których byliśmy zespołem lepszym, albo równorzędnym dla przeciwnikarozpoczyna Jarosław Gąstała, trener Bieńkówki. – Tymczasem w starciu z Jubilatem rywal zdecydowanie nas przewyższał. To był nasz najgorszy występ i swoista lekcja pokory za którą dziękuję drużynie z Izdebnika. Jestem dużo mądrzejszy po tym spotkaniu. Mieliśmy fatalnie nastawione celowniki. Właśnie marna skuteczność i spore rotacje w składzie były w tej rundzie największą naszą bolączką. Przed inauguracją zakładałem zdobycie jesienią 12 punktów. Mamy dwa mniej. Nie jest tragicznie, ale dobrze też nie.

 
Bohaterem meczu został Klimczyk, który aż pięciokrotnie pokonał Zająca. Po raz pierwszy znalazł sposób na bramkarza przyjezdnych w 20 minucie, trafiając głową po dośrodkowaniu Knapa z rzutu różnego. Drugi gol był bliźniaczo podobny do pierwszego. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył Cora, który niemal od połowy boiska popędził na samotne spotkanie z Zającem. Przy tym trafieniu prostopadłą asystą popisał się Turek. Goli mogło być zdecydowanie więcej. Klimczyk z wolnego przymierzył w słupek, zaś z uderzeniem Knapa z 16 metrów poradził sobie najlepszy w ekipie gości – Daniel Zając. Wygrał on także pojedynki sam na sam z Turkiem i Knapem. Po zmianie w dalszym ciągu na boisku szalał Klimczyk, który dorzucił trzy kolejne gole. Dwa razy nie dał szans Zającowi w sytuacjach jeden na jeden. Przy golu na 5:0 założył bramkarzowi klasyczną „siatkę”. Swój strzelecki koncert zakończył na 10 minut przed końcem, trafiając idealnie z dystansu.

 
- Wynik mówi sam za siebieocenia Adrian Dolny, zawodnik Jubilata.Praktycznie był to najmniejszy wymiar kary jaki mógł spotkać rywali, choć goście także mieli swoje okazje. Cieszy efektowne zwycięstwo na zakończenie rundy. Jaka była dla nas ta piłkarska jesień? Oceniłbym ją na czwórkę z plusem. Tych punktów mogło być trochę więcej, bo z pewnością stać nas na wyższe miejsce w tabeli. Nie chcę jednak wybrzydzać, bo generalnie była to udana runda.