• moja liga
  • 002
  • moja liga
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A – relacje z meczów 20 kolejki

Klasa A – relacje z meczów 20 kolejki

Lider ze Stanisławia robi swoje. Zwycięża skromnie, ale grając rozważnie nie traci bramek i powiększa przewagę nad resztą stawki. Nadal w rundzie rewanżowej imponują piłkarze z Sułkowic, których już teraz można określić mianem „rycerzy wiosny”.  Przydomek jak najbardziej na miejscu, bo oprócz prezentowania widowiskowych i pełnych polotu szarż, rozdają na dodatek razy w postaci hurtowo zdobywanych goli. Czytaj relacje.

 

RELAKS WYSOKA – BŁYSKAWICA MARCÓWKA 2:3 (1:1)

 

Bramki: P. Paczka 26 (samobójcza), Gołuszka 72 (karny) – Malina 27, M. Porębski 48, Rak 61.

 

RELAKS: Kajfasz – Rudecki, Gołuszka, Putek, Fiołek – Szczerbiński, Wiecheć, Wycisk, Wróbel – Pyrek, Jończyk.

 



BŁYSKAWICA: Jacek Pindel – P. Paczka, M. Porębski, T. Porębski, Jakub Pindel – Wróbel (46 M. Paczka), Rak (89 Zgudziak), D. Wróbel, Kania – Malina, Nosal.

 

W różny sposób piłka nożna splata losy ludzi. W spotkaniu pomiędzy Relaksem i Błyskawicą po dwóch stronach barykady stanął teść z zięciem. Pierwszym jest trener wysoczan Janusz Suwada, drugim – prezes Błyskawicy Marcin Głuc.

Premierowe trafienie w meczu było samobójem. Po dograniu z lewej strony, piłka trafiła w nogę P. Paczki i odbiwszy się od niej ugrzęzła w siatce. Po chwili do wyrównania doprowadził Malina – po pomyłce stopera celnie “główkował” z 5 metrów. W 48 min do centry z lewego sektora najwyżej wyskoczył stoper gości M. Porębski i pewnie sfinalizował akcję strzałem głową. W 61 min Błyskawica przeprowadziła bardzo efektowną akcję. Z lewej strony boiska piłkę na drugą flankę przerzucił T. Porębski. Nosal nie połakomił się na strzał, ale z głębi “szesnastki” dograł na 8 metr, skąd Rak uderzając natychmiastowo nie dał szans na interwencję Kajfaszowi. W 72 min po faulu na Wycisku, Gołuszka trafił z rzutu karnego. Do końca meczu pozostało sporo czasu, na boisku zrobiło się bardzo ciekawie, jednak kolejne bramki nie padły. M. Porębski wybił piłkę z linii po strzale jednego z graczy gospodarzy, z kolei przyjezdni zmarnowali szansę w 76 min, gdy Kajfasz wyszedł zwycięsko z sytuacji “sam na sam”.

 

- Przyszedłem do klubu pomóc chłopakom i staramy się grać jak najlepiej, jednak jesteśmy mocno “okrojeni” kadrowotłumaczył trener Relaksu Janusz Suwada. - Przyznam, że w tej chwili poprzez tę plagę kontuzji, która nas dopadła, ważne jest, żeby zebrać zdolną do gry “jedenastkę”. W tym meczu niewiele zabrakło, żeby na boisko wyszedł kierownik drużyny Sławomir Żak, nie grający już przecież w piłkę. Nie zdobyliśmy gola z akcji, z kolei traciliśmy po błędach. Jeszcze w przerwie uczulałem mojego stopera, że w razie stałego fragmentu gry, trzeba bacznie pilnować T. Porębskiego i po dwóch minutach drugiej połowy właśnie Porębski zdobył gola po takiej centrze. Cieszę, że zawodnicy i kibice z Marcówki byli wobec mnie bardzo w porządku. Przecież nadal trenuję w tym klubie grupy młodzieżowe. Poza tym byłem w Błyskawicy trenerem seniorów przez wiele lat, prowadząc zespół od klasy C do “okręgówki”.

 

(PK)

 

WISŁA ŁĄCZANY – ŁYSA GÓRA ZAWADKA 4:5 (1:5)

 

Bramki: Suślik 43, 47, 86, Wawro 73 – Dyrcz 5, 9, Pawlik 2, M. Żywczak 12, Listwan 29.

 

WISŁA: Starowicz – Wawro, Kons, Janiczek, Mydlarz – Kutermak, Makowski, Chlebicki (85 Leszczyński), Suślik – Włoch, Kret (21 Kozioł).

 

ŁYSA GÓRA: Gancarczyk – Sz. Żywczak, Jagiełka, Ł. Curzydło, Jurkowski – Pawlik (69 Chrapek), Fila, M. Żywczak, Dyrcz – Listwan (73 Koczot), Rupa.

 

Po dwóch kwadransach goście wyprowadzili pięć ciosów, po których większość drużyn by się nie podniosła. Nie zdołali tego dokonać również gospodarze, ale w swoim stylu zaczęli ambitnie “gonić” wynik i ostatecznie polegli jedną bramką.

Nie minęły dwie minuty jak “szczupakiem” piłkę do siatki Starowicza wpakował Pawlik. W 5 min na spotkanie z bramkarzem po prostopadłym podaniu wybiegł Dyrcz i podwyższył wynik. Przed upływem 10 minut znów trafił Dyrcz po niemal kopii wcześniejszej akcji bramkowej. Tym razem sprawę próbował utrudniać bramkarz, ale bezskutecznie. Dwie minuty później po krótko rozegranym rzucie rożnym M. Żywczak minął trzech obrońców i idealnie przymierzył w “długi” róg. W 29 min po rzucie rożnym “główkował” Jurkowski, piłka spadła pod nogi Listwana, a ten już wiedział jak z niej zrobić dobry użytek. Przed przerwą po dograniu z prawej strony boiska na 5 metrze nogę dostawił Suślik zdobywając swojego pierwszego z trzech goli w tym spotkaniu. W bardzo podobnych okolicznościach Wisła trafiła po raz drugi. W 73 min w polu karnym gości powstało spore zamieszanie, co wykorzystał Wawro. Kolejne nieporozumienie w szeregach obronnych Łysej Góry na gola zamienił Suślik (86 min). Bramki gospodarzy może nie powalały urodą, jednak przybliżały do celu i piłkarskiego cudu jakim byłby w tym meczu remis. Ostatecznie Wisła nie zdołała całkowicie zniwelować strat i bezcenne trzy punkty pojechały do Zawadki.

 

- Na ten mecz dysponowaliśmy “okrojonym” składemmówił wiceprezes Wisły Artur Starowicz. - Bardzo słabo, szczególnie w obronie, zagraliśmy przed przerwą, ale też ta formacja wyszła w mocno eksperymentalnym ustawieniu.

 

- To był mecz “o życie”stwierdził najbardziej doświadczony gracz gości Krzysztof Dyrcz. - Gdybyśmy polegli, byłoby po zabawie. W pierwszej połowie gospodarze nie istnieli na boisku, a w drugiej, przy wysokim prowadzeniu dostosowaliśmy się do ich poziomu grą. Wkradło się być może nieco rozprężenia i Wisła zaczęła odrabiać straty. Wygraliśmy, ale jeślibyśmy stracili dwa punkty prowadząc 5:0, trudno by się było mentalnie “pozbierać” przed następnymi meczami.

 

(PK)

 

ORZEŁ RYCZÓW – SOSNOWIANKA STANISŁAW 0:1 (0:0)

 

Bramka: Pacut 71.

 

ORZEŁ: Tyrała – Srokosz, Mariusz Ciemiera, Folga, Mozgała – Fliśnik, Dawidowicz, Kajfasz, Główczak, Włosiak – Marcin Ciemiera.

 

SOSNOWIANKA: Krawczyk – Madejski, Konopka, Żak, Bryła – Paśnik, Boczarski, Babicz (75 Góra), Tylka – Pacut (85 Sekuła), Hamerlak (60 Piaskowski).

 

Orzeł bardzo mądrze bronił się w tym spotkaniu, z kolei goście próbowali prowadzić grę, przeważali w posiadaniu piłki. Atak pozycyjny Sosnowianki nie przynosił jednak rezultatu. Akcje miejscowych były rozbijane 30 metrów przed bramką Krawczyka. Klarownych sytuacji z obu stron praktycznie nie było. Losy spotkania rozstrzygnęły się w 71 min, gdy Piaskowski idealnym crossowym podaniem uruchomił Babicza, który zamarkował strzał, by dograć do Pacuta trafiającego do siatki z 5 metrów. Po przerwie goście mieli kilka sytuacji. Po dograniu Pacuta (75 min) za mocno odchylił się Tylka i piłka przeszła nad poprzeczką. Z kolei w 78 min w jednej akcji stanisławianie zmarnowali trzy doskonałe okazje. Pierwszemu zawodnikowi strzał odbił bramkarz, dobitkę kolejnego zablokował obrońca, a po strzale następnego piłka przeszła obok słupka.

 

- Zagraliśmy w słabszym niż zazwyczaj składziemówił trener Orła Tomasz Gwiżdż. - Poza tym na ławce zasiadło tylko dwóch rezerwowych. Na pewno była w tym meczu szansa na remis – gdybyśmy grali do ostatniej minuty konsekwentnie. Niestety brakowało z czasem sił. Moi zawodnicy dużo się musieli nabiegać za wymieniającymi dużo podań rywalami.

 

(PK)

 

ZNICZ SUŁKOWICE BOLĘCINA – STANISŁAWIANKA 5:1 (4:0)

 

Bramki: Piekiełko 26, 35, Kierczak 2, Paś 17, Wojewodzic 59 – Kacprzak 60.

 

ZNICZ: Wiktor – Jarosz (76 Manda), Maciej Marek, Łysoń, Sobita – Piekiełko, Paś (40 Żyrkowski), Pękala, Kolonko (58 Mizera) – Wojewodzic, Kierczak (68 Siwek).

 

STANISŁAWIANKA: Krzoska – Sikora (58 Potoczak), Jurek, Dąbrowski, Kula (74 Płaczek) – Pasternak, Serwin, Kacprzak, Grabek – Kołodziej, Górecki (71 Orgal).

 

Gospodarze, którzy pracują na miano “rycerzy wiosny” kontynuują swoją świetną passę. Szczególnie duże wrażenie musi robić ilość zdobywanych przez sułkowiczan goli.

W 2 min do podania doszedł Kierczak i po solowej akcji wymanewrował bramkarza, żeby kopnąć do pustej bramki. Kwadrans później na 17 metrze piłkę przyjął Paś, po czym uderzył nie do obrony. W 26 min Piekiełko podwyższył na 3:0 trafiając zza pola karego w górny róg. Ten sam piłkarz “urwał się” obrońcom w 35 min i nie dał szans Krzosce. Piąty gol dla miejscowych to dzieło Wojewodzica, który z okolic 22 metra idealnie przymierzył z rzutu wolnego nad murem. Nie minęła minuta, a goście odpowiedzieli honorowym trafieniem. W nieco kuriozalnych okolicznościach pięknego gola zdobył Kacprzak. Gdy stanisławianie wznawiali grę po stracie bramki sprytny piłkarz zauważył wysuniętego bramkarza Znicza i przelobował go.

 

- Odkąd prowadzę drużynę, to był zdecydowanie najsłabszy meczocenił trener gości Zbigniew Wiącek. - Gospodarze zagrali ambitnie, agresywnie. Już do przerwy mogliśmy przegrywać jeszcze wyżej.

 

- Posiadaliśmy sporą przewagęmówił prezes Znicza Leszek Książek. - Sytuacje które powinniśmy wykorzystać skończyły się golami. Gramy dużo piłką, stwarzamy sporą ilość sytuacji strzeleckich. Z meczu na mecz wygląda to lepiej. Zawodnicy w 100 procentach wykonali przedmeczowe założenia trenera.

 

(PK)

 

ORZEŁ WIEPRZ – DĄB PASZKÓWKA 1:3 (1:1)

 

Bramki: Susfał 22 – Smajek 33, 53, Korzeniowski 61. Czerwona kartka: A. Frankowski (39 – dwie żółte).

 

ORZEŁ: M. Bury – M. Krzanak (81 Kachel), Garbacz (68 Kulawiak), Niedziela, Ł. Bury – K. Polak (50 Sabuda), Wróbel, Kadłubicki (75 Łysoń), D. Polak – Susfał, Walczak.

 

DĄB: Lenart – Graca, A. Frankowski, Wilk, G. Feluś – Rzeszutko (Nowak 90+1), Wyroba (87 Dziuba), Korzeniowski, K. Feluś – P. Frankowski, Smajek (90 Wacław).

 

W pierwszej połowie gospodarze dominowali bezwzględnie, ale nie wykorzystywali kapitalnych okazji do zdobycia bramek. W 5 min Ł. Bury z dwóch metrów kopnął nad poprzeczką. Po chwili Walczak wyszedł “sam na sam” z bramkarzem, przelobował go i mając pustą bramkę przed sobą nie zmieścił piłki w siatce. W końcu trafił Susfał, spektakularnie uderzając z rzutu rożnego. Po 10 minutach odpowiedzieli goście, a konkretnie Smajek, który po długim podaniu Gracy, z ok. 12 metrów posłał piłkę obok bramkarza. Goście próbowali zawiązywać kontry, ale nie przynosiło to efektu, podobnie jak kolejne akcje zaczepne Orła. Tuż po stracie bramki D. Polak “wjechał” w pole karne, jednak z bliska pocelował w bramkarza. W następnej akcji K. Polak z trzech metrów nie trafił po strzale głową w bramkę. Na swoim koncie trzy zmarnowane świetne sytuacje zapisał Kadłubicki. Wydawało się, że po tym jak z boiska do szatni został odesłany gracz gości A. Frankowski (39 min), gospodarzom będzie jeszcze łatwiej, jednak tak się nie stało. W II odsłonie Orzeł bił głową w mur, goście mądrze się ustawili i w przeciągu ośmiu minut przeprowadzili dwie zabójcze kontry. W 53 min po dalekim podaniu, piłki nie przejęli miejscowi defensorzy, z czego skorzystał Smajek. Opanował futbolówkę, po czym wypuścił przed siebie i z ok 15 metra uderzył nie do obrony. Przy trzecim golu dla paszkówczan Smajek zaliczył asystę. Dograł z okolic 30 metra do Korzeniowskiego, a ten ustalił wynik spotkania trafiając z 17 metrów. Grając w osłabieniu i przy korzystnym wyniku, priorytetem dla gości było utrzymanie takiego stanu rzeczy, wobec czego zbytnio nie angażowali się w wycieczki na połowę rywala.

 

- Takiego mecz jeszcze nigdy nie przeżyłem, ani jako zawodnik, ani jako trenermówił szkoleniowiec wieprzan Mariusz Rusinek. - Myślę, że to spotkanie zarówno zawodnicy jak i kibice Orła zapamiętają do końca życia. Sytuacji stuprocentowych mieliśmy tak dużo, że ciężko spamiętać. Już w pierwszej połowie powinniśmy zapewnić sobie kilkubramkową przewagę. Moi piłkarze prześcigali się w marnowaniu okazji. Nie umieliśmy trafić do pustej bramki czy z metra. Po przerwie mecz się odmienił. Goście potrafili przypilnować tego, co zdobyli.

 

(PK)

 

NAROŻE JUSZCZYN – STRZELEC BUDZÓW 0:4 (0:1)

 

Bramki: Krzysztań 25, Klimowski 47, Boczkaja 58, Marek Daniel 87.

 

NAROŻE: Fidelus – Klimasara, Kwaśniewski, Ceremuga – Mętel (57 Kaczmarczyk), Wronka, Wróbel (70 Zieliński), Chorąży, Trybała – Kryjak, Kopacz (46 Wala).

 

STRZELEC: Ficek – Marek Daniel, Kąkol, Pawlica, Mateusz Daniel – Chromy (80 Polak), Reciak, Gałuszka, Biela (46 Klimowski) – Krzysztań (83 Bączek), Boczkaja.

 

W pierwszych 20 minutach dwie dogodne sytuacje stworzyli gospodarze. Za pierwszym razem z wolnego wrzucał Ceremuga. Mętel oddal strzał, lecz piłka odbiła się od kolana obrońcy i przeszła ponad bramką. Również nad poprzeczką poszybowała piłka po uderzeniu Trybały (centrował Mętel). W 25 min rzut wolny wykonywał Krzysztań i z 22 metrów idealnie trafił nad murem przy “krótszym” słupku. Przed pauzą Strzelec więcej klarownych sytuacji nie stworzył. Wprawdzie sporo działo się po rzutach rożnych, ale bez godnego odnotowania uderzenia. W 47 min Chromy minął dwóch obrońców, “znalazł” Klimowskiego, który po strzale lewą nogą z ok. 10 metrów znalazł sposób na bramkarza gospodarzy. Trzeciego gola zdobył Boczkaja. Po wyrzucie piłki z autu przez Mateusza Daniela, zamarkował ruch do środka, tymczasem wszedł w pole karne bliżej linii końcowej i dokładnie przymierzył w “długi” róg. Trzy minuty przed końcem Marek Daniel wykorzystał podanie za obrońców Bączka i i na pełnej szybkości uderzył tuż przy słupku.

 

- Spodziewałem się w Juszczynie walki i tak byłoprzyznał po meczu trener Strzelca Sławomir Bączek. - Mecz był dynamiczny. Dosyć szybko zdobyliśmy bramkę, zaraz po przerwie następną i mogliśmy grać nieco swobodniej, z kontry. Mamy szybkich zawodników na bokach i stwarzali oni zagrożenie. Już w trzecim meczu nie straciliśmy gola. Gra “do przodu” też wygląda coraz lepiej.

 

(PK)

 

GROM GRZECHYNIA – HALNIAK TARGANICE 2:4 (1:2)

 

Bramki: Stopka 39, Piotr Surmiak 55 – Kierczak 34, 85, Buda 31, Kubik 75.

 

GROM: S. Krupczak – M. Surmiak, Białończyk, Listwan, M. Pieróg – Piotr Surmiak, Paweł Surmiak, Ł. Krupczak, Ł. Krupczak (66 M. Krupczak), Dyrcz (66 Urbański) – Stopka (72 Czubin), Kudzia.

 

HALNIAK: Górka – Wocial (59 Najbor), Powroźnik, Nowak, Bizoń – Kierczak, Zieliński (46 Marczak), Budka (62 Toma), Górski (77 Gajczak) – Kubik, Buda.

 

Grom przed przerwą zagrał bez ikry. W 31 min na prowadzenie wyszedł Halniak. Buda minął dwóch zawodników, oddał strzał na bramkę i piłka po rykoszecie wylądowała w siatce. Rozgrywający świetne zawody Buda kilka minut później zaliczył asystę. Z lewej strony boiska wypatrzył Kierczaka, dograł mu dokładnie, a ten płaskim strzałem z 12 metrów zwiększył deficyt miejscowych. Gospodarze “złapali” kontakt w 39 min. Stopka wyłuskał piłkę spod nóg obrońcy i lekko, ale skutecznie posłał piłkę w kierunku dalszego słupka. Dziesięć minut po przerwie był remis. Kudzia podciągnął z piłką lewą stroną, dograł do dobrze ustawionego Stopki, który został zablokowany. W zamieszaniu do piłki dopadł Piotr Surmiak i z kilku metrów pokonał bramkarza. Grom próbował zdobyć następną bramkę i był tego bliski w 62 min, jednak po strzale jednego z miejscowych graczy piłkę z linii bramkowej wyekspediował Bizoń. Mógł to być kluczowy moment meczu. W dalszej części inicjatywę przejął jednak Halniak i zdobył dwie bramki. Kwadrans przed końcem z obrony piłkę wybił Nowak, przejął ją Kubik i półgórnym strzałem pokonał S. Krupczaka. Pięć minut przed końcem “oko w oko” z bramkarzem stanął Toma, ale nie strzelał, a podał do niepilnowanego na 5 metrze Kierczakowi, który zamknął wynik potyczki.

 

(PK)