• 002
  • moja liga
  • moja liga
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 9 kolejki.

Klasa A. Relacje z 9 kolejki.

DSC01565news

Babia Góra Sucha Beskidzka zdobyła w meczu z Burzą prawie tyle samo goli, ile w dotychczasowych 8 kolejkach… Roczynianie po raz kolejny nie potrafili nawiązać walki. Leskowiec Rzyki zdobył punkt w Juszczynie, ale goście powinni czuć… niedosyt. Astra lepiej operowała piłką, utrzymywała się przy niej, jednak popełniała błędy, które bezlitośnie wykorzystał Relaks Wysoka, a konkretnie Kobyłecki. Cedron, jak ma w zwyczaju, gromadzi punkty, choć „gollead” nie urządza. Pokonał skromnie Halniaka Targanice 2:1. Mecz mógł mieć różny scenariusz. Orzeł Wieprz od jakiegoś czasu gra mało wyszukany, za to efektywny futbol, o czym przekonali się piłkarze z Barwałdu. Stanisławianka (na zdjęciu) poważnie poturbowała na swoim boisku Lachy Lachowice, aplikując aż 7 goli. Na murawie królował Wiktor Serwin, autor czterech trafień.

 

 

 
BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA – BURZA ROCZYNY 6:0 (2:0)

 
Bramki: Choczyński 45, 78, Pacyga 52 (karny), 81, Burliga 23, Sumera 79.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz, Kudzia (87 Stróżak), Burliga, Szarlej – Pacyga (79 Rzeźniczak), Sumera, Kociołek, Wójtowicz (84 Fortuna) – Żmuda (63 Bałos), Choczyński.

 
BURZA: Gądko – D. Rajda, M. Rajda, J. Mizera (55 Swakoń), Pilorz – J. Talar, A. Mizera, Starypan, Wysmołek – Misiek, Szypuła (75 Kalisz).

 
Dziewięciu kolejek potrzebowali piłkarze z Suchej, żeby niezłą grę przełożyć na zwycięstwo. Ofiarą padła będąca w dużym kryzysie Burza, która w tym spotkaniu próbowała nawiązać walkę w sposób bardzo dyskretny, stwarzając dwie sytuacje. Przy stanie 0:0, Wysmołek może oddałby groźny strzał, ale zbyt długo przekładał piłkę. W drugiej zaś połowie Misiek wyszedł na spotkanie z bramkarzem (przy wyniku 3:0), uderzył, ale Kachnic końcami palców wyniósł piłkę poza światło bramki. Premierowe trafienie zaliczył Burliga trafiając zewnętrzną częścią stopy przy słupku. Tuż przed zmianą stron gospodarze poprawili swoje humory jeszcze bardziej. Do podania skierowanego do Żmudy nie doszedł ani adresat, ani bramkarz, ale w odpowiednim miejscu znalazł się Choczyński, umieszczając piłkę w siatce. Bardzo ciekawa sytuacja miała miejsce w 48 minucie. Bramkarz Burzy sfaulował w „szesnastce” Żmudę. Uderzeniem z rzutu karnego poprzeczkę rozbujał Sumera, on też ruszył do dobitki i został „ścięty”, za co drugą żółtą i czerwoną kartkę ujrzał M. Rajda. Sędzia główny po naradzie z liniowym przyznali kolejną „jedenastkę”. Tym razem wykorzystaną przez Pacygę.



 
- Dziwna sytuacjamówi trener Burzy Mateusz Siwiec. – Nie można przecież dobijać strzału z rzutu karnego, jeśli piłka odbije się od słupka czy poprzeczki. Sędzia tłumaczył się jednak w ten sposób, że drugi faul nastąpił zanim doszło do dobitki.

 
Grający w liczebnej przewadze Babia Góra, mając w zapasie trzy gole, nie mogła tego meczu przegrać. Definitywnie pogrążyła gości w krótkim okresie, bo między 78 a 81 minutą trzy razy posyłała piłkę między słupki. Najpierw Choczyński podciągnął 10 metrów, żeby zza pola karnego przymierzyć po ziemi w róg. Minutę później Sumera biegł na spotkanie z bramkarzem od połowy boiska i szansy nie zmarnował, a ostatni gol to zasługa oskrzydlającej akcji Wójtowicza, dogrywającego wzdłuż bramki do Pacygi, który dołożył tylko nogę.

 
- Przed meczem powiedziałem chłopakom, że nie ma możliwości, żebyśmy nie zdobyli w tym meczu pełnej pulimówi trener Babiej Góry Sławomir Bączek. – Wyszliśmy wygrać, tak jak w poprzedniej kolejce w Sułkowicach, choć tam się nie udało. Odblokowaliśmy się i psychicznie, i pod względem skuteczności. Wcześniej też graliśmy dobre mecze, ale brakowało punktów.

 
- Po świetnej jesieni ubiegłego roku, jest coraz słabej, bo już wiosna nie była dobra, ale w tej chwili przyznam, że nie widać światełka w tunelu, żeby poprawić naprawdę słabą gręubolewa trener Burzy Mateusz Siwiec. – Niektórzy spoczęli na laurach, przestali trenować. Chyba zaszkodziło nam to liderowanie po pierwszej rundzie przed rokiem. Dużo punktowaliśmy i może zawodnicy uznali, że teraz mecze same się będą wygrywać. Brakuje „zęba”, woli walki. Widać, że Babia Góra to zespół poukładany, ma opracowane schematy. Wyglądało to tak, jakbyśmy to my przed tym meczem mieli ostatnie miejsce, a nie rywal. Wydawało się, że tworzy się u nas zespół na lata. Wszystko jest oparte na wychowankach, ale oni odchodzą, wypadają ze składu. To jest nasz podstawowy problem.

 

 

 

 
NAROŻE JUSZCZYN – LESKOWIEC RZYKI 1:1 (1:1)

 
Bramki: M. Ferek 5 – S. Misiek 1.

 
NAROŻE: Fidelus – Gąstała, Ceremuga, Kulka, Baziński – M. Ferek, Kuszyk, Kryjak (53 M. Sala), Antosiak – M. Drobny (85 G. Ferek), Lipka (Trybała).

 
LESKOWIEC: D. Łysoń – D. Kowala, Z. Cibor, Kowala, T. Łysoń – M. Kowala (68 Kraus), Ł. Kowala, S. Misiek (84 Mikołajczyk), Gajczak –A. Cibor, M. Misiek.

 
Wynik, biorąc pod uwagę mocarstwowe plany gospodarzy i marną grą na wyjeździe rzyczan może sugerować, że goście wyjechali z Juszczyna uszczęśliwieni. Było jednak dokładnie odwrotnie, bo to Leskowiec był zespołem lepszym, stworzył więcej bardzo klarownych okazji i punkt goście przyjęli z dużym niedosytem. Już w pierwszej akcji meczu Fidelus wygrał pojedynek z pomocnikiem przyjezdnych Gajczakiem. Po kilkudziesięciu sekundach było jednak 0:1. A. Cibor zagrał z 14 metra w kierunku kompletnie nieobstawionego przed bramką S. Miśka, który zapakowała piłkę w górny róg. Po mocnym wejściu w mecz gości, otrząsnęli się piłkarze z Juszczyna. W 5 minucie strzał życia oddał M. Ferek. Huknął z 25 metrów i zmieścił piłkę w bramce w tak idealny sposób, że ta otarła się… od spojenia słupka i poprzeczki. Jeszcze przed przerwą znów prowadzenie mógł objąć Leskowiec, ale jego piłkarz z 5 metrów „główkował” wprost w ręce bramkarza. Gra był „fizyczna”, szarpana, brakowało płynności z obu stron. Taki stan rzeczy utrzymywał się do 70 minuty, kiedy czerwoną kartkę (za dwie żółte) ujrzał Kuszyk. Rozochoceni gracze z Rzyk ruszyli do przodu i dwukrotnie wychodzili z kontrą w liczebnej przewadze. W obu przypadkach akcję strzałami w słupek (!) finalizował M. Misiek. Naroże odpowiedziało w 90 minucie minimalnie niecelnym uderzeniem G. Ferka.

 
- Jechaliśmy do Juszczyna zagrać „na zero z tyłu” i z myślą o wyprowadzeniu kontrwyjawia trener Leskowca Wojciech Seruga. – Naroże nas niczym nie zaskoczyło. Wiem jak gra ten zespół, ustawiam swoją drużynę inaczej pod każdego przeciwnika. Chłopaki biorą sobie do serca wskazówki i realizują plan na boisku. Po meczu czuje ogromny niedosyt, wprawdzie mamy punkt przywieziony z boiska mocnej drużyny, ale dla mnie ten wynik jest porażką.

 
- W tygodniu przed meczem zawodnicy świetnie prezentowali się na treningach mówi szkoleniowiec Naroża Jakub Jeziorski. – Na boisku nie wychodziło nam kompletnie nic. Dominowała „kopanina” z obu stron. Poziom meczu by bardzo słaby. Składne akcje jednej i drugiej drużyny można było policzyć na palcach jednej ręki. Daliśmy się wciągnąć w granie „długa piłką”. Siły nam nie zabrakło, ale przyznaję, że rywal zdominował nas pod względem warunków fizycznych. Mimo bojowego nastawienia, zagraliśmy najsłabsze spotkanie w rundzie i remis jest dla nas szczęśliwym wynikiem.

 

 

 

 
ASTRA SPYTKOWICE – RELAKS WYSOKA 1:2 (1:0)

 
Bramki: Borowczyk 27 – Kobyłecki 50, 53.

 
ASTRA: Chuderski – Rąpel (80 Stasiak), Cyzio, Rokowski, Sendera – Sukhetskyi, Kowalski (70 Wrona), Babiuch (65 Panek), Dzierwa – Borowczyk, Grondalczyk.

 
RELAKS: Brózda – Sarapata, Żurek, Curzydło, Stanek – Michorczyk, Nicieja, Wiecheć, Jończyk (68 Pyrek) – Rzepka (89 Zalewski), Kobyłecki (85 Wróbel).

 
- Jesteśmy mocno rozczarowani i zawiedzeni takim rozstrzygnięciemnie ukrywa Piotr Balonek, trener Astry. – Byliśmy zespołem dużo lepszym pod względem czysto piłkarskim. Traciliśmy jednak gole nawet nie po błędach, ale za sprawą indywidualnych „wielbłądów”. Naszą przewagę roztrwoniliśmy w odstępie niespełna 180 sekund. Szkoda, że w końcówce pierwszej połowy nie podwyższyliśmy na 2:0. Tuż przed ostatnim gwizdkiem była jeszcze szansa na remis, ale zabrakło precyzji.

 
Wynik otworzył Borowczyk, pokonując Brózdę plasowanym uderzeniem przy słupku. Goście odpowiedzieli sytuacjami Rzepki. Najpierw jego strzał przy „długim słupku” wybronił Chuderski, zaś druga próba była niecelna. Bramkarza Astry lobował jeszcze Kobyłecki, jednak piłka minęła poprzeczkę. W 50 minucie Relaks doprowadził do wyrównania. Po prostej stracie gospodarzy w środku pola futbolówkę przejął Żurek i crossowym podaniem uruchomił Kobyłeckiego. Ten dokładnie przymierzył przy przeciwległym słupku. Po chwili goście cieszyli się już z prowadzenia. Piłkę na rzecz Rzepki zgubił Rokowski i Kobyłecki bezlitośnie wykorzystał sytuację jeden na jeden. Do wyrównania mógł doprowadzić uderzający obok spojenia Babiuch. Z kolei po drugiej stronie boiska bramkową okazję zmarnował Rzepka. Na krótko przed ostatnim gwizdkiem zmierzającą do siatki piłkę po strzale Grondalczyka w ostatniej chwili wybił obrońca.

 
- Jechaliśmy do Spytkowic po trzy punkty, bo w każdym meczu staramy się grać otwarty futbolprzekonuje trener Relaksu Wysoka, Roman Skowronek. – Pierwsza połowa nie była najlepsza w naszym wykonaniu, ale pewne korekty w ustawieniu dały oczekiwane rezultaty. Po objęciu prowadzenia koncentrowaliśmy się na uważnej grze w defensywie i szukaliśmy okazji do kontrataków. Rywale rzeczywiście byli częściej w posiadaniu piłki, ale za to my okazaliśmy się skuteczniejsi. To dla nas bardzo cenna zdobycz.

 

 

 

 
CEDRON BRODY – HALNIAK TARGANICE 2:1 (1:0)

 
Bramki: Stanisławczyk 7, Kryjak 49 – Górski 90.

 
CEDRON: Szuba – Klimas (65 Pasternak), Dobisz, Wyka, Stanisławczyk – Łężniak, Bogacz, Kraus (75 Skiba), Kryjak – Filipek (46 Ziaja), Boczkaja.

 
HALNIAK: Kiszczak – M. Zieliński (73 D. Kubik), Zborowski, Kuźma (46 Toma), Ławeczka – Powroźnik (46 Rokowski), Fujawa, Marczak, Górski, Talik – G. Kubik.

 
- Trochę dziwny meczmówi Marek Szuba, grający trener Cedronu. – Z jednej strony mogliśmy wygrać bardzo wysoko, a z drugiej stracić punkty. Spotkanie mogło się podobać, bo jedna i druga drużyna chciała grać w piłkę. Jestem zadowolony też ze stylu. Halniak to drużyna zaawansowana piłkarsko, która ma kilku znakomitych zawodników. Po meczu powiedziałem Górskiemu, żeby się pakował z A klasy, bo go tutaj szkoda. Powinien spróbować grać wyżej.

 
To był otwarty i żywy pojedynek. Już w 7 minucie wynik otworzył Adrian Stanisławczyk. Trójkowa akcja Krausa, Filipka i Stanisławczyka, zakończyła się finalnym podaniem tego drugiego to Stanisławczyka, który wygrał pojedynek z Kiszczakiem. Podobnie jak pierwszą, tak i drugą połowę „mocno” rozpoczął Cedron. Łężniak zagrał prostopadłą piłkę do Łukasza Kryjaka. Ten nie namyślał się zbyt długo i kropnął skutecznie z 16 metrów z pierwszej piłki. Mecz powinien zamknąć Kraus, ale z dwóch metrów jego strzał jakimś cudem obronił Kiszczak. U gości aktywny był Górski, miał trzy dobre okazje. W sytuacji sam na sam, raz lepszy okazał się bramkarz, a drugi raz niedokładnie lobował. W końcu przebojem przedarł się lewą stroną, wygrał pojedynek ze Stanisławczykiem, minął Szubę i dopełnił formalności. Na nic jednak to się zdało, bo gospodarze dowieźli zwycięstwo do końca.

 
- Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu ospałatwierdzi Marek Płaszczyca, członek zarządu Halniaka. - Brak koncentracji na początku meczu spowodował utratę szybkiej bramki. W drugiej odsłonie było już dużo lepiej, a nasza gra nie wyglądała najgorzej. Trzeba jednak zaznaczyć, że Cedron to dobry zespół. Zabrakło nam szczęścia w sytuacjach podbramkowych i trochę zimnej krwi.

 

 

 

 
ORZEŁ WIEPRZ – ŻAREK BARWAŁD 4:1 (1:1)

 
Bramki: Grzybek 57, 90, Kadłubicki 9, Penkala 75 – P. Filek 27.

 
ORZEŁ: Kubic – Wróbel (87 Ł. Bury), Stokłosa, Niedziela, D. Bury – Kadłubicki, Grzybek, Penkala, K. Szymański (70 J. Szymański) – Dyrcz, Walczak.

 
ŻAREK: Janiczak – Ochman, J. Filek, Żak, Wypiór – Bartoszek, Góralczyk, Różycki, Kondak – P. Filek, Maciusiak.

 
- Zagraliśmy na dużej skuteczności, bo wykorzystaliśmy praktycznie wszystkie swoje sytuacjecieszy się Mariusz Wróbel, defensor Orła. – Goście nie mieli argumentów, aby wywieźć remis. Nie graliśmy ładnie, bo nasze boisko nie jest stworzone do prowadzenia piłki po ziemi. Wymienianie podań w obronie, to okazja dla przeciwnika, aby zdobyć bramkę. Czasami proste środki są najlepsze. Byliśmy lepsi i jesteśmy zadowoleni.

 
Na ciężkim, a przede wszystkim twardym boisku w Wieprzu, lepiej radzili sobie przyzwyczajeni do takich warunków gospodarze. Nie minęło nawet 10 minut, a piłka po strzale Marka Kadłubickiego (asysta Dyrcza), znalazła drogę do siatki. W odpowiedzi po złym wybiciu bramkarza, Piotr Filek oddał strzał z 16 metrów, po długim słupku i zaskoczył bramkarza. Dobrą okazję znów miał Kadłubicki. Nie zdołał jej jednak wykorzystać, choć Janiczak minął się z futbolówką na 16 metrze. Już po przerwie po przechwycie w środku pola, Arkadiusz Grzybek trafił z półwoleja w lewy róg bramkarza. Na 3:1 podwyższył Mateusz Penkala. Dyrcz zszedł do boku, dośrodkował, Penkala „nawinął” obrońcę i strzelił w długi róg. Ostatni gol to zasługa Penkali i Grzybka. Ten pierwszy wszedł między dwóch rywali, wyłożył piłkę Grzybkowi, dostawiającemu nogę.

 
- Gry w tym meczu nie było żadnej, bo nie można grać na kartofliskupodkreśla Damian Michulec, szkoleniowiec Żarka. – Gra Orła opierała się na tym, aby przyjąć piłkę i wykopać ją do przodu. Bardziej chcieli od nas wygrać i przewyższali nas fizycznie. Na tym boisku wygrywa ten, kto umie tu grać, albo ma więcej szczęścia. Takich boisk nie widziałem nawet w C klasie i nie wiem jak ktoś je dopuścił do rozgrywek.

 

 

 

 
STANISŁAWIANKA STANISŁAW – LACHY LACHOWICE 7:1 (3:0)

 
Bramki: Serwin 13, 64, 65, 75, M. Kołodziej 11, Odrowąż 37, K. Kołodziej 71 – Daniel Kachel 84.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Zabawa, M. Kołodziej, Jurek, Król – Romek, Grabek (67 Sarapata), Serwin (79 Orgal), Odrowąż – Góra, K. Kołodziej.

 
LACHY: Bogacz – Banaś, Radoń, Kąkol (70 Urbanek), Kubieniec (65 Mateusz Kachel) – Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Stachnik – P. Gach, Pyrzyk.

 
- Gdybyśmy byli trochę bardziej skuteczni, to byłaby dwucyfrówkapodkreśla Łukasz Jurek, obrońca Stanisławianki. – Przeciwnik do przodu grał całkiem nieźle, ale na naszym dużym boisku nie mogli się zorganizować w obronie. Widzieliśmy, na jakim boisku goście grają u siebie i że mogą mieć problem na naszej dobrze przygotowanej murawie. Wcześniej nękały nas kontuzje, a dziś wyszło jak ważnym zawodnikiem jest Serwin. Jeśli go nie ma, brakuje gracza, który rządzi w środku pola.

 
Właśnie grający na środkach przeciwbólowych Wiktor Serwin, był bohaterem meczu, ale to nie on rozpoczął strzelanie. Uderzeniem z rzutu wolnego, z 25 metrów, w środek bramki, Bogacza pokonał Maciej Kołodziej. Przy golu na 2:0, błąd popełnił Kąkol, a pojedynek z bramkarzem wygrał Wiktor Serwin. Trzecie trafienie to nieporozumienie Radonia z Banasiem, podanie Góry do Odrowąża i gol z kilku metrów. W drugiej połowie bezlitosny dla Lachów był Wiktor Serwin. Dwukrotnie wykorzystywał sytuacje sam na sam z Bogaczem i było już 5:0. Później Karol Kołodziej po podaniu z głębi pola, skutecznie uderzył z 10 metrów. Serwin pokusił się o czwartą bramkę i po asyście Odrowąża, kopnął piłkę z woleja. Gości stać było na honorowe trafienie. Dawid Kachel i Daniel Kachel rozklepali obronę, a akcję zwieńczył ten drugi.

 
- Trochę mi wstyd za wyniknie ukrywa Krzysztof Chorąży, prezes i trener Lachów. – Gospodarze w niemiłosierny sposób wykorzystywali błędy naszych stoperów. Podstawowi obrońcy, czyli Chorąży i M. Gach byli kontuzjowani i to też miało wpływ na taki wynik. Dodatkowo nasza drużyna nie jest przyzwyczajona do grania na tak dużym boisku. Wygrała drużyna bardziej zdeterminowana, a my musimy się zmotywować na ostatnie mecze u siebie.

 

 

 
PŁOMIEŃ SOSNOWICE – ZNICZ SUŁKOWICE – BOLĘCINA – przełożony na 11 listopada.