• moja liga
  • moja liga
  • slider003
  • 002
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 8 kolejki.

Klasa A. Relacje z 8 kolejki.

DSC01282-crop news

Żarek Barwałd nieco odbudował morale wygrywając z będącą nadal w marazmie Stanisławiankę. Cedron Brody powinien zdobyć dużo więcej goli na boisku Burzy Roczyny, gdyż zdominował spotkanie. Orzeł Wieprz (na zdjęciu, żółte koszulki) nadal na fali wznoszącej. Po raz kolejny dopisał trzy punkty (kosztem Relaksu Wysoka) i znów nie stracił bramki. Bilans ostatnich czterech meczów wieprzan: 4 zwycięstwa, gole 10:0. Lachy Lachowice okazały się gorsze o jedno trafienie od Naroża Juszczyn, którego piłkarze położyli rękę na trzech punktach dopiero w końcówce meczu. Leskowiec Rzyki znów wykorzystał atut swojego boiska pokonując Płomień Sosnowice. Obie drużyny to beniaminki, wkroczyły do ligi z klasy B II. Warto wspomnieć, że rzyczanie z ośmiu dotychczasowych meczów, aż sześć grali na swoim terenie, z dwóch wyjazdów nie przywieźli punktu. Halniak Targanice przegrywał do przerwy z Astrą Spytkowice, ale później ukąsił rywala dwa razy i wygrał starcie. Znicz zremisował z Babią Górą. Obaj trenerzy niezadowoleni z wyniku. Gospodarze stracili punkty z „czerwoną latarnia” ligi, a przyjezdni mieli szanse, żeby zapunktować „za trzy”.

 

 

 
ŻAREK BARWAŁD – STANISŁAWIANKA STANISŁAW 1:0 (0:0)

 
Bramka: Kondak 50.

 
ŻAREK: Pocztowski – Ochman, Bartoszek, J. Filek, Żak (60 Wypiór) – P. Filek, Wilk, Kondak, Różycki – Karcz (70 Góralczyk), Chrapla.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Król, Jurek, M. Kołodziej, Zabawa – Sarapata, Serwin (25 Grabek), Grudniewicz (14 Romek), Odrowąż – K. Kołodziej, Góra.

 
Derby zawiodły poziomem. Obie drużyny zagrały słaby mecz, a cieszyć się mogą tylko piłkarze Żarka, którzy zapunktowali po czterech kolejnych porażkach. O losach spotkania rozstrzygnął jeden gol. W 50 minucie po ładnym zagraniu „w uliczkę” od Chrapli do piłki w narożniku pola karnego doszedł Kondak, „złamał” akcję i z 14 metra zaskoczył Kajfasza uderzeniem w krótki róg.



 
- Nie interesowała mnie ładna gra, bo w ostatnich meczach nic nie dawała, a punktymówi trener Żarka Damian Michulec. – Zagraliśmy może słabszy mecz, ale Stanisławianka okazała się jedną z mnie wymagających drużyn z jakimi do tej pory graliśmy. Pierwsza połowa była w miarę wyrównana, ale z czasem pokazaliśmy, że jesteśmy lepsi. Być może będzie to dla nas moment zwrotny. Idzie ku dobremu. Mam do dyspozycji 20 młodych ludzi, może oprócz doświadczonych Pawła Wilka i Mirka Maciusiaka, którzy znają smak gry w wyższych ligach. Reszta cały czas się uczy i widać tego efekty.

 
Trudno doszukiwać się klarownych okazji w pierwszej połowie. Po pauzie oprócz gola Żarek przeprowadził jedną ładą akcję, którą minimalnie niecelnym strzałem „po koźle” kończył Chrapla (podawał Różycki). Później gospodarze wychodzili do przodu, tworząc sytuacje „3 na 3” lub „3 na 2”, ale ostatecznie brakowało dokładności. Ze strony gości najlepszą okazję zmarnował K. Kołodziej, uderzający głową z 4 metrów. Potem jego strzał podskakując wybronił bramkarz, Góra został zblokowany, a Odrowąż nie wiedzieć czemu po tym jak podciągnął z piłką kilkanaście metrów podał pod nogi… obrońców, zamiast decydować się na strzał.

 
- Nie obrażając drużyn z klasy B, obie ekipy zagrały w tym spotkaniu na poziomie z tych rozgrywekskomentował mecz Piotr Koziołek, trener Stanisławianki. – Było sporo walki, przepychania, ale prawie żadnej jakości. U nas w tej rundzie „zgasła” determinacja. Trudno to wytłumaczyć. Zawodnicy najpierw sami muszą się zmierzyć z sobą. Treningi są na zawyżonym w stosunku do udanej wiosny poziomie. Na treningach wszystko wygląda dobrze. Skład też nie jest gorszy niż w poprzedniej rundzie. Problemem są niewykorzystane sytuacje. Nie trafimy do siatki w dwóch – trzech akcjach i potem gra „siada”.

 

 

 

 
BURZA DOCZYNY – CEDRON BRODY 0:2 (0:1)

 
Bramki: Filipek 35, Kryjak 64.

 
BURZA: Sobala – Garbacz, M. Rajda, J. Mizera, D. Rajda – A. Mizera (58 Karbowiak), Starypan (78 Wysmołek), Pilorz, J. Talar (46 Pękala, 75 Swakoń) – Ł. Rajda, Misiek.

 
CEDRON: Szuba – Wyka, Skiba (55 Ziaja), Dobisz, Klimas – Kryjak, Bogacz, Łężniak (74 Pasternak), Kraus – Filipek (46 Wolski), Boczkaja (79 Zieliński).

 
 - Jesteśmy w dużym kryzysienie owija w bawełnę trener Burzy Mateusz Siwiec. – Przeciwnik znalazł nasze słabe strony i punktował. Cedron to według mnie najmądrzej grający zespół w tej lidze. Trener Szuba dobrze kieruje zespołem z bramki. Nie atakują bezmyślnie, wiedzą kiedy wyjść do przodu. Posiadaliśmy w tym meczu częściej piłkę, ale paradoksalnie prokurowaliśmy tym zagrożenie, bo przy stracie narażaliśmy się na zagrożenie. Goście grali „długą piłką”, wciągali nas na swoja połowę.

 
W 35 minucie Łężniak zagrał prostopadle do Boczkai, ten nie uderzał, a dograł „do pustaka” Filipkowi, który otworzył wynik. Poza tym goście nie stworzyli kolejnej świetnej sytuacji. Mogły mieć miejsce, ale piłkarze z Brodów podejmowali złe decyzje w kluczowych momentach. Burza tylko raz zrobiła trochę szumu w polu karnym. Po podaniu J. Mizery między obrońców a bramkarza, do piłki centymetrów zabrakło Pilorzowi. Uprzedził go jednak Szuba. Po przerwie gospodarze maksymalnie utrudnili sobie zadanie. W 53 i 54 minucie za dwa ostre faule Garbacza, „żółtkami” poczęstował go sędzia i od tego momentu przewaga grających w przewadze przyjezdnych stała się zdecydowana. Dziesięć minut później Dobisz posłał piłkę z obrony, wyskoczył do niej Wolski z obrońcą, żadnej jej nie trafił, ale bokiem nabiegał Kryjak, zaskakujący Sobalę skutecznym strzałem. W następnych minutach Cedron raz za razem zapędzał się pod bramkę gospodarzy stwarzając wiele sytuacji. Najlepsze zmarnowali Zieliński. Pozostał nieobstawiony na 11 metrze, ale nie wstrzelił się w bramkę, podobnie jak Boczkaja – nie trafił z 5 metrów. W 85 minucie roczynianie grali w podwójnym osłabieniu, bo za polem karnym rękami interweniował Sobala i otrzymał czerwoną kartkę.

 
- Burza ma swoje kłopoty i w tej chwili jest to chyba najsłabszy zespół z jakim przyszło nam się mierzyć. Gospodarze grali bardzo ostrostwierdza napastnik Cedronu Gabriel Wolski.Mogliśmy wygrać nawet 8:0. Niestety w drugiej połowie, kiedy osiągnęliśmy znaczną przewagę, każdy grał „pod siebie”, liczył na zdobycie swojego gola. Pomieszały się linie, na boisku panował bałagan, co nie powinno się zdarzyć. W tym składzie personalnym powinniśmy w cuglach wygrać tę ligę, ale czegoś brakuje.

 

 

 

 
RELAKS WYSOKA – ORZEŁ WIEPRZ 0:3 (0:2)

 
Bramki: Dyrcz 12, K. Szymański 38, Walczak 78.

 
RELAKS: Brózda – Żurek, Srapata (85 Zalewski), Curzydło, Wróbel – Wiecheć, Jończyk, Nicieja, Michorczyk (58 Pyrek), Sumera (46 Rzepka) – Kobyłecki.

 
ORZEŁ: Kubic – Kadłubcki, Wróbel, Stokłosa, D. Bury – Penkala, Grzybek, A. Niedziela, K. Szymański (46 J. Szymański) – Walczak, Dyrcz (84 P. Niedziela).

 
- Zagraliśmy bardzo słabo, nie było w naszym zespole osoby, która potrafiłaby „pociągnąć” gręmówi kapitan Relaksu Sławomir Wiecheć. – Nie wyszliśmy tak skoncentrowani jak na mecz pucharowy z Garbarzem Zembrzyce w środę. Zachowywaliśmy się nerwowo, rywale nas uprzedzali. Boisko nie było atutem, rywale są rośli, rozbijali nasze akcje, poza tym podeszli do meczu bardzo ambitnie. Rzadko prezentujemy się tak marnie na swoim obiekcie.

 
Orzeł szybko napoczął rywala. W 12 minucie Kadłubicki z okolic środka boiska zagrał prostopadłą piłkę, nie zorientowali się w sytuacji miejscowi, dzięki czemu Dyrcz wszedł z lewej strony i zaskoczył bramkarza uderzeniem przy krótkim słupku. Dziesięć minut później mogło być 0:2, ale strzał z dystansu Walczaka wylądował tylko na poprzeczce. Co się odwlecze… Kilka minut przed końcem pierwszej polowy K. Szymański niezbyt mocno uderzył z lewego skrzydła. Piłka nie fortunnie dla bramkarza zrobiła przed nim kozioł i wpadła pod poprzeczkę. W 78 minucie strzelanie zakończył Walczak, odwracając się z rywalem na plecach i pakując futbolówkę do siatki z 4 metrów. Relaks praktycznie nie zagroził gościom. Może zdobyłby gola, ale w drugiej połowie po rzucie rożnym, Rzepka źle trafił w piłkę na 17 metrze.

 
- Trener Gwiżdż szybko „poukładał” drużynę i to przynosi efektymówi obrońca Orła Mariusz Wróbel. – Każdy wie co do niego należy, trzymamy się ustaleń. Wiosną, za trenera Dyrcza, na siłę rozgrywaliśmy wszystkie akcje środkiem, później całkowicie nie ułożyła się współpraca z panem Szewczykiem. Teraz mamy inne sposoby na budowanie akcji. Relaks nie miał pomysłu na grę, my za to zagraliśmy mądrze i skutecznie. Nie było w tym meczu pięknej gry. Z naszej strony brakowało nieco przetrzymania piłki w przodzie. Celem jest punktowanie w kolejnych meczach.

 

 

 

 
LACHY LACHOWICE – NAROŻE JUSZCZYN 1:2 (0:1)

 
Bramki: Kulka 62 (samobójcza) – Lipka 23, Kryjak 87.

 
LACHY: Bogacz – Banaś, Radoń, Kąkol, Kubieniec – Małysiak, Stachnik, Daniel Kachel, Dawid Kachel – Gach, Pyrzyk.

 
NAROŻE: Fidelus – Gąstała, Ceremuga, Kulka, Baziński – M. Ferek, Trybała (63 Pietrzak), Kardaś, Kryjak – Lipka (83 Sala), M. Drobny (90 Chorąży).

 
- To był jeden z najlepszych przegranych meczówtwierdzi Krzysztof Chorąży, prezes i trener Lachów. – Wygrała drużyna, która miała dobrych zmienników. Naroże to poukładany zespół, dobrze operujący piłką. My jednak gramy o utrzymanie, a oni są jednym z głównych faworytów do awansu. Nie mam pretensji do zawodników, bo zagrali bardzo ambitnie i chcieli urwać chociaż punkt w derbach.

 
Pierwsze 20 minut było „badaniem się” obu zespołów, ale potem uwidoczniła się przewaga gości. Efektem tego była bramka Lipki. Dostał podanie od Kardasia, wygrał pojedynek z dwoma obrońcami i w sytuacji sam na sam posłał piłkę przy słupku. Znakomitą szansę miał jeszcze Kryjak, dobijając strzał Drobnego w poprzeczkę, a Lipka z kolei „ostemplował” słupek po efektownej przewrotce. Sam na Bogacza wychodził też Drobny. Próbował lobować, ale zrobił to nieprecyzyjnie. W 62 minucie Małysiak zagrał wzdłuż bramki, piłka odbiła się od Kulki i wpadła do siatki. Goście zagrali jednak do końca. Sala został sfaulowany tuż za narożnikiem pola karnego. Rzut wolny skutecznie wyegzekwował Kryjak, zdobywając „złotą bramkę” z pomocą słupka.

 
- Zagraliśmy całe 90 minut tak, jakbym sobie tego życzyłpodkreśla Jakub Jeziorski, trener Naroża. – Staraliśmy się grać ziemią, dyktowaliśmy warunki. Cała drużyna zagrała na bardzo dobrym poziomie, a dużo dobrego do gry wnieśli zmiennicy. Tak naprawdę z każdą chwilą nasza przewaga się uwidaczniała.

 

 

 

 
LESKOWIEC RZYKI – PŁOMIEŃ SOSNOWICE 1:0 (1:0)

 
Bramka: Gajczak 30.

 
LESKOWIEC: D. Łysoń – Z. Cibor, Kraus, D. Kowala (80 P. Hatala), T. Łysoń – D. Mikołajek (52 A. Cibor), M. Misiek, M. Kowala, Balon (82 Ryczek) – Gajczak, S. Misiek (85 M. Mikołajek).

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Kutermak, Bujak, Piwowarczyk, Toporkiewicz (46 Rudek) – Fuss (70 Ostrowski), Dziedzic, Grych, Machno, J. Kucia (85 Szczypczyk) – Kwaśniak.
- To był solidny mecz w naszym wykonaniuuważa Wojciech Seruga, szkoleniowiec Leskowca. – Wciąż notujemy jednak za dużo strat. Mało gramy bez piłki i zostawiamy za dużo miejsca rywalom w rozgrywaniu. Wynik jest zasłużony. Do przerwy powinno być minimum 2:0, a w drugiej połowie spokojnie mogły paść ze trzy bramki. Fajny mecz zagrał Gajczak. Co mecz strzela gola i widać, że się rozwija.

 
Decydująca akcja o losach tego pojedynku miała miejsce w 30 minucie. Na wąskim boisku w Rzykach, powstało spore zagrożenie po wyrzucie z autu. Piłkę „przegłówkował” Sebastian Misiek, a z bliska do siatki wpakował ją Nikodem Gajczak. Znakomitą okazję miał jeszcze Marcin Misiek, jednak przestrzelił. Zanim wpadł gol, to Kwaśniak ograł obrońcę i stanął oko w oko z D. Łysoniem, lecz trafił wprost w niego. Po przerwie w 69 minucie tym razem sam przed bramkarzem stanął Fuss. Niedokładnie lobował. W odpowiedzi dwukrotnie na samotne spotkania z Gonciarskim wychodził A. Cibor, ale jemu też zabrakło zimnej krwi, więc więcej goli już nie padło.

 
- Gospodarze grali ostro, agresywnie i z pełną determinacjąrelacjonuje Paweł Jachymczyk, kierownik Płomienia. – Być może to, że dość wysoko przegrali u nas jeszcze w B klasie zdeterminowało ich do tak ostrej gry. Na niewiele nam pozwolili. Dodatkowo boisko w Rzykach, nie należy do naszych ulubionych i nie potrafimy tam nawet zremisować. Leskowiec u siebie niejednej drużynie odbierze jeszcze punkty.

 

 

 

 
HALNIAK TARGANICE – ASTRA SPYTKOWICE 2:1 (0:1)

 
Bramki: Górski 50, 75 – P. Grondalczyk 45.

 
HALNIAK: Kiszczak – K. Rokowski (46 Kaczmarczyk), Kuźma, M. Zieliński, Zborowski – Ławeczka, Powroźnik, Fujawa (89 Wocial), Urbańczyk (46 Talik) – Górski, Łysoń (46 Babiński).

 
ASTRA: Chuderski – Sz. Rokowski, Cyzio, Hercog, Panek – Sendera (65 Wawro), Sukhetskyi, Borowczyk, Dzierwa – P. Grondalczyk (60 Kowalski), Babiuch.

 
- Mecz był bardziej na remisprzyznaje Marek Płaszczyca, członek zarządu Halniaka. – Astra dobrze operowała piłką i grała ciekawie bokami. Widać u nich dobrą rękę trenera, nieźle poruszają się bez piłki i trudno ich było pokryć. To był wymagający przeciwnik. Przez większość drugiej połowy mieliśmy jednak inicjatywę. Dopiero po strzeleniu gola na 2:1 cofnęliśmy się. Do 75 minuty graliśmy naprawdę dobrze, a potem mądrze się broniliśmy.

 
Pierwsze 30 minut to dominacja ekipy ze Spytkowic, ale później Halniak się przebudził i mocno powiał. Od 36 minuty do przerwy stworzył sobie trzy „setki”. Górski w jednej się „zakiwał”, potem Łysoń wślizgiem nie trafił w bramkę, a na koniec po wymianie piłki z Urbańczykiem, Górski uderzył za słabo. Niewykorzystane sytuacje się zemściły. Po zamieszaniu w polu karnym i kiksie Zborowskiego, trafił Grondalczyk. Dobrą okazję miał jeszcze Borowczyk. Jego lob nie był jednak precyzyjny. W drugiej części gry dał o sobie znać Górski. Po podaniu od Zielińskiego, przyjął piłkę, minął obrońcę i z ostrego kąta zmieścił futbolówkę w siatce, a 25 minut później skutecznie dobił strzał Babińskiego, dając zwycięstwo Halniakowi.

 
- Sztuką było przegrać ten mecz, a nam się to udałorozpoczyna Bogdan Rokowski, prezes Astry. – Bardzo szanuję Halniaka, bo to fajny zespół, ale byli osłabieni kadrowo i mieliśmy swoje szanse. Wywalczyliśmy kilkanaście stałych fragmentów gry, ale nic z tego nie wynikało, waliliśmy głową w mur. Zawiodła nas skuteczność. Gospodarze zagrali walecznie i mieli skutecznego Górskiego.

 

 

 

 
ZNICZ SUŁKOWICE-BOLĘCINA – BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA 1:1 (0:1)

 
Bramki: Piekiełko 50 (karny) – Burliga 23.

 
ZNICZ: Baranowski – M. Jarosz, Wojewodzic, Ogiegło, F. Jarosz – Ludwikowski (65 Kryjak), Sobala, Piekiełko (60 Wiktor), Siwek – Manda (46 Sobita), Kierczak.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz, Rzepka, Kudzia, Rzeźniczak – Pacyga, Sumera, Kociołek, Burliga, Wójtowicz – Choczyński.

 
- Wiedzieliśmy, że nie będzie to łatwy meczpodkreśla Maciej Marek, trener Znicza. – Babia Góra przegrywała zazwyczaj jedną bramką i musieli się kiedyś odblokować. Niestety przespaliśmy zupełnie pierwszą połowę. Dopiero po rozmowie w szatni wyszliśmy zmotywowani, czego efektem była bramka na 1:1. Jeśli się gra 40 minut w dziesiątkę, to ciężko coś skonstruować, dlatego brawo dla zawodników za walkę. Bardziej to jednak strata dwóch punktów, bo takie mecze musimy wygrywać, chcąc znaleźć się w pierwszej trójce.

 
Dość niespodziewanie, to goście trafili pierwsi. Choczyński zgrał piłkę do Burligi, ten przyjął, wpadł w pole karne, minął obrońcę i wycelował z lewej nogi w długi róg. W odpowiedzi Siwek zszedł z lewego skrzydła i uderzył w poprzeczkę. Zaraz po przerwie z rzutu karnego gola strzelił Piekiełko, a wynik mógł jeszcze poprawić Kierczak, ale zmarnował „setkę”. W 55 minucie Baranowski faulował Choczyńskiego. Do bramki wszedł kontuzjowany Wiktor i obronił rzut karny wykonywany przez Sumerę. Wymarzoną okazję miał też Choczyński. Gospodarze stanęli twierdząc, że piłka wyszła za plac gry, goście zagrali do końca i Choczyński mając przed sobą pustą bramkę przestrzelił z pięciu metrów.

 
- Jestem wkurzonynie ukrywa frustracji Sławomir Bączek, szkoleniowiec Babiej Góry. – Przed meczem powiedziałem, że przyjechaliśmy po zwycięstwo. Szansa była bardzo duża, ale ją zmarnowaliśmy. Straciliśmy dziś dwa punkty, a jedyny plus tego meczu, to konsekwentna gra w obronie. Dobrze przypilnowaliśmy Kierczaka, który praktycznie nie miał sytuacji.