• moja liga
  • moja liga
  • 002
  • 002
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 6 kolejki.

Klasa A. Relacje z 6 kolejki.

DSC00995-crop ok

Dreszczowiec w Wysokiej, gdzie Relaks podejmował Naroże. Sprawa wyniku rozstrzygała się w kilku ostatnich minutach. Babia Góra nadal „dołuje”. Tym razem, mimo niezłego występu, musiała uznać wyższość gości ze Spytkowic. Żarek Barwałd miał wszelkie dane ku temu, żeby podnieść z murawy trzy punkty, ale mecz przegrał, bo grający praktycznie cały mecz w osłabieniu beniaminek z Sosnowic okazał się precyzyjniejszy. W Targanicach spotkały się drużyny, które przed startem ligi zapewne liczyły na dużo lepsze wyjście w sezon. Halniak ograł Stanisławiankę, o czym zadecydował samobójczy gol gości w końcowych minutach. O niespodziance można mówić przy okazji konfrontacji Burzy Roczyny i Orła Wieprz. Goście po raz drugi z rzędu zagrali na zero z tyłu i podobnie jak przed tygodniem, zgarnęli pełną pulą. Burza z kolei nie przekonuje, przeplatając zwycięstwa porażkami. Znicz Sułkowice nie dał się wykazać Cedronowi, choć goście zmarnowali dwa rzuty karne.

 

 

 
BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA – ASTRA SPYTKOWICE 0:3 (0:2)

 
Bramki: Suchecki 18, Hercog 33, Wrona 87.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz (78 Świerkosz), Rzepka, Kudzia, Rzeźniczak – Pacyga (70 Szarlej), Wójtowicz, Kociołek, Bałos – Burliga, Żmudka (55 Listwan).

 
ASTRA: Chuderski – Panek, Cyzio, Borowczyk, Hercog – Suchecki, Babiuch (82 B. Grondalczyk), Dzierwa (71 Wrona), Wawro (80 Rąpel) – Borowczyk, P. Grondalczyk (87 Mamoń).

 
- W pierwszej połowie graliśmy nieźle i mieliśmy lepsze sytuacje do zdobycia gola niż goście, ale „kłania się” skutecznośćmówi trener Babiej Góry Sławomir Bączek. – Astra zdobyła przed przerwą dwa gole po rzutach rożnych. Moim zdaniem w obu przypadkach dopisało jej szczęście, bo ze strzałów wyszły dobre podania. Nadal nie mamy punktów, a czekają nas dwa ciężkie mecze z Cedronem i Zniczem.



 
W 8 i 15 minucie bramkarza gości sprawdzili odpowiednio: Bałos (strzał z 16 metrów) i Kociołek uderzający z woleja zza pola karnego. Przyjezdni wyszli na prowadzenie w 18 minucie. Po krótko rozegranym rzucie rożnym uderzał Cyzio, futbolówka odbiła się od obrońcy, a skutecznie poprawił Suchecki. Odpowiedzieć mógł Wójtowicz, który po składnej akcji z Burligą znalazł się na 7 metrze sam przed bramkarzem, ale uderzył anemicznie. Dziesięć minut później Astra wbiła drugiego gola. Uczynił to plasowanym strzałem Hercog. Po zmianie stron Babia Góra przeniosła ciężar gry na połowę rywala. Celu nie dopięła, choć w 83 minucie Szarlej powinien zamknąć dogranie kolegi i trafić z bliska. Kilka minut później po kontrze i oskrzydlającej akcji P. Grondalczyk wypatrzył Wronę, a ten nie miał problemów z pokonaniem Kachnica.

 
- Nie był to najlepszy meczy w naszym wykonaniu, we wcześniejszych mieliśmy lepsze momenty, ale ogólnie zagraliśmy solidniepodsumowuje trener Astry Piotr Balonek. – Babia Góra wcale nie jest słabym rywalem, jeśli komuś tak się wydaje. Pierwsze dwa gole padły po stałych fragmentach, nad którymi pracujemy. Zabrakło nam dokładności w drugiej połowie, gdy w formacjach rywali, którzy podeszli wyżej, pojawiały się spore luki.

 

 

 

 
RELAKS WYSOKA – NAROŻE JUSZCZYN 3:3 (2:1)

 
Bramki: Kobyłecki 26 (karny), Jończyk 35, Wiecheć 77 – M. Drobny 22, 87, 90+2 (karny).

 
RELAKS: Brózda – Wróbel, Curzydło, Żurek, Stanek – Michorczyk, Wiecheć, Jończyk, Rzepka – Kobyłecki (85 Sarapata), Nicieja (50 Pyrek).

 
NAROŻE: Fidelus – Gąstała, Ceremuga, Kulka, Pietrzak (65 Antosiak) – Uczniak (46 Trybała), Kuszyk, Chorąży, Marcin Sala – M. Drobny, G. Ferek (80 Kardaś).

 
- Mieliśmy wicelidera już na łopatkachubolewa Roman Skowronek, trener Relaksu. – Graliśmy w przewadze, dodatkowo na 4:1 nie trafił Sarapata, a Pyrek nie wykorzystał rzutu karnego. Chłopaki zostawili serce na boisku i zasłużyli na zwycięstwo. To był nasz najlepszy mecz w tym sezonie. W drugiej połowie przy wyniku 3:1 za bardzo się jednak cofnęliśmy.

 
To było niezwykle emocjonujące spotkanie, w którym nie zabrakło bramek, kontrowersji i czerwonych kartek. W pierwszej części gry gospodarze mieli przewagę. To jednak goście trafili jako pierwsi. Marcin Drobny obrócił się z dwoma obrońcami na plecach, minął trzeciego i z ostrego kąta technicznym strzałem dał prowadzenie swojej drużynie. Później Paweł Gąstała faulował Rafała Kobyłeckiego w polu karnym. Sam poszkodowany wykorzystał „jedenastkę”. W 35 minucie Jończyk przejął piłkę po stracie Pietrzaka i nie dał szans w sytuacji sam na sam Fidelusowi. Marcin Antosiak po wejściu na boisko, grał zaledwie 9 minut, bo po ostrym wejściu w nogi rywala dostał czerwoną kartkę. Relaks to wykorzystał i po zagraniu Wiechcia z rzutu wolnego, tor lotu piłki zmienił Jończyk. Naroże mimo liczebnego osłabienia nacierało miejscowych. W końcu Drobny trafił z 11 metrów od słupka. Potem siły się wyrównały. Czerwoną kartkę dostał Arkadiusz Rzepka. W doliczonym czasie gry Pyrek nie wykorzystał karnego, a w odpowiedzi po faulu na Trybale, „jedenastkę” wykorzystał Drobny. Goście kończyli mecz w dziewiątkę, bo tuż przed końcem spotkania, czerwoną kartkę dostał Marcin Kuszyk.

 
- Drugą połowę zagraliśmy perfekcyjniecieszy się Jakub Jeziorski, trener Naroża. – Po przerwie trochę zmieniliśmy ustawienie, Drobny został cofnięty do pomocy i przede wszystkim graliśmy piłką po ziemi. Wynik remisowy jest sprawiedliwy. Myślałem, że gol na 3:1 dobije chłopaków, ale zaczęliśmy w końcu grać dołem, bo w pierwszej połowie to była „łupanka”.

 

 

 

 
ŻAREK BARWAŁD GÓRNY – PŁOMIEŃ SOSNOWICE 1:2 (1:0)

 
Bramki: Ochman 3 (karny) – Kwaśniak 62, A. Kucia 87.

 
ŻAREK: Janiczak – Ochman, Wypiór, Żak, Bartoszek – P. Filek, Góralczyk (52 Piotr Bucki), Wilk, Kondak – Chrapla (75 Karcz), Macusiak (64 Różycki).

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Bujak, Rudek, Piwowarczyk, Sikora – Pacułt (46 Machno), Grych, Staśko, J. Kucia, Ostrowski (68 A. Kucia) – Kwaśniak (89 Toporkiewicz).

 
- Takiego meczu nie pamiętammówi Damian Michulec, trener Żarka. – Ten pojedynek powinniśmy byli wygrać z 10:0. Stuprocentowymi sytuacjami dla nas, obdzieliłbym co najmniej cztery mecze. Gra wyglądała bardzo fajnie, mieliśmy multum sytuacji, ale bramka była jak zaczarowana. Sztuką było zremisować to spotkanie, a myśmy je przegrali. Ręce opadają.

 
Już od 3 minuty goście musieli sobie radzić grając w dziesiątkę. Sikora sfaulował Kondaka i został odesłany przez arbitra do szatni. Rzut karny wykorzystał Ochman. Później gospodarze raz po raz mieli sytuacje strzeleckie, ale nie potrafili ich zamienić na bramki. Płomień też starał się odgrażać. Po strzale Jakuba Kuci, bramkarz z ogromnym trudem sparował piłkę. W 62 minucie był remis. Świetny strzał z narożnika pola karnego oddał Jakub Kucia. Janiczak zdołał odbić futbolówkę, ale skuteczną dobitką popisał się Kwaśniak. Decydujące trafienie miało miejsce trzy minuty przed upływem regulaminowego czasu gry. Kwaśniak dograł z lewej strony na dwunasty metr, gdzie nadbiegający Adrian Kucia przymierzył w samo „okienko”.

 
- Z tymi sytuacjami na wynik 10:0 polemizowałbymodpowiada na komentarz trenera Żarka Paweł Jachymczyk, kierownik Płomienia. – Po czerwonej kartce nie mieliśmy czego bronić i postawiliśmy na atak. Nie robiliśmy od razu zmiany, tylko zagraliśmy trzema obrońcami z tyłu. Też mieliśmy swoje sytuacje i kibice gospodarzy czasami zastanawiali się, kto tu gra w osłabieniu. Byliśmy równorzędnym rywalem i myślę, że mieliśmy częściej piłkę przy nodze. Udało nam się zawodników rywali zabiegać i z każdą minutą to nie nam brakował sił, a im.

 

 

 

 
HALNIAK TARGANICE – STANISŁAWIANKA STANISŁAW 2:1 (1:1)

 
Bramki: Urbańczyk 25, Król 80 (samobójcza) – K. Kołodziej 10.

 
HALNIAK: R. Zieliński – Wocial, Nowak, M. Zieliński, Ławeczka – Powroźnik (55 Łysoń), Marczak, Fujawa, Urbańczyk (46 Płonka), Talik (78 Babiński) – Górski (89 Kuźma).

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Król, Jurek, Zabawa, Rzepka – Odrowąż, Grabek, Romek, Grudniewicz – K. Kołodziej, Góra.

 
- W pierwszej połowie mieliśmy dużą przewagętwierdzi Marek Płaszczyca, członek zarządu Halniaka. – Mogliśmy prowadzić z 3:1. Brak skuteczności spowodował nerwy w końcówce. Nasza gra nie wyglądała najgorzej, choć brakowało nam naszego stopera Zborowskiego. Piłkarsko byliśmy jednak lepsi od rywali.

 
Borykający się z ogromnymi problemami kadrowymi goście, pierwsi zdołali trafić do siatki. Po prostopadłym podaniu autorstwa Góry Karol Kołodziej nie trafił do celu, ale dobijał już skutecznie. W 25 minucie Góra po rzucie rożnym głową uderzał tuż nad poprzeczką. Halniak także nie próżnował. Dwukrotnie strzały Górskiego dobijał Urbańczyk, ale bez efektu. Fujawa z kolei już minął bramkarza, ale nie zdołał zmieścić piłki w bramce. W 25 minucie po dośrodkowaniu Talika i uderzeniu Górskiego, do siatki trafił Urbańczyk. Dziesięć minut przed końcem meczu, Górski wrzucił piłkę w pole karne, gdzie do siatki wpakował ją Król, zaliczając bramkę samobójczą.

 
- Personalnie jesteśmy biedninie ukrywa Piotr Koziołek, szkoleniowiec Stanisławianki. – Brakowało dwóch Kołodziejów, Serwina, Sarapaty. Trzon zespołu nam się posypał. Nie byliśmy w tym meczu drużyną słabszą, ale punkty uciekły i to boli. Zagraliśmy wysoko i odcinaliśmy przeciwników od podań, a oni grali tylko długie piłki. Walczyliśmy do końca i nie odpuszczaliśmy.

 

 

 

 
BURZA ROCZYNY – ORZEŁ WIEPRZ 0:3 (0:0)

 
Bramki: Dyrcz 72, 81, Grzybek 49.

 
BURZA: Gądko – D. Rajda, M. Rajda, Garbacz (65 Starypan), Pilorz – Talar (83 Wysmołek), J. Mizera, Ł. Rajda, Misiek (85 Swakoń) – Szypuła, Pękala (75 Łysoń).

 
ORZEŁ: Kubic – Lachendro, Wróbel, Stokłosa, Bury – Kadłubicki, Grzybek, A. Niedziela, Penkala – Walczak, Dyrcz (85 Stachura).

 
- To było zasłużone zwycięstwo Orła i nie ma co na ten temat dyskutować przyznaje Mateusz Siwiec, trener Burzy. – Po przerwie zostaliśmy mentalnie w szatni i oddaliśmy pole przeciwnikowi. Z przodu nie istnieliśmy, a w obronie o ile w pierwszej połowie była asekuracja, to w drugiej piłka cały czas wracała pod nasze pole karne i goście mieli sytuacje. W ataku brakowało gry bez piłki. Zawodnik, który miał ją przy nodze, nie wiedział co z nią zrobić, bo nie było ruchu.

 
Przed przerwą obie ekipy raczej nie szarżowały i brakowało sytuacji bramkowych. Burza najlepszą miała za sprawą Pękali. Na 20 metrze mógł pokusić się o strzał, ale zamiast tego niedokładnie dograł. Najlepszą szansę po stronie gości miał Walczak. Wykorzystał nieporozumienie obrońcy z bramkarzem, przejął piłkę, mógł dograć Kadłubickiemu, jednak trafił w boczną siatkę. Pierwszy gol padł co „centrostrzale” Grzybka. Zagrał piłkę z 30 metra w długi róg i dość niespodziewanie wpadła ona do siatki. Potem po dośrodkowaniu Penkali, futbolówka po rykoszecie frunęła do siatki, ale z linii głową dobił ją Dyrcz. Przy trzeciej bramce także „maczali palce” Penkala i Dyrcz. Pierwszy asystował, a drugi trafił głową z pięciu metrów.

 
- Mimo wyniku jest jeszcze dużo do poprawytonuje nastroje Mariusz Wróbel, zawodnik Orła. – Mogliśmy wygrać wyżej, gdybyśmy zachowali więcej dokładności i cwaniactwa. Myśleliśmy jednak, że ciężej będzie zdobyć punkty w Roczynach. Trener dobrze nas poustawiał. Wcześniej robiliśmy prezenty w obronie, starając się ją na siłę rozgrywać od tyłu, a teraz nie ma już zabawy w defensywie. Nastroje w drużynie po dwóch zwycięstwach się poprawiły, ale nie osiadamy na laurach i walczymy dalej, bo chcemy piąć się w tabeli.

 

 

 

 
ZNICZ SUŁKOWICE-BOLĘCINA – CEDRON BRODY 4:0 (3:0)

 
Bramki: Kierczak 25, 28, 55, Piekiełko 10 (karny).

 
ZNICZ: Wiktor – Wojewodzic, Marek, M. Ogiegło, M. Jarosz – Sobala (70 A. Ogiegło), Sobita, Piekiełko (80 Wądrzyk), Manda (46 F. Jarosz) – Siwek, Kierczak (75 R. Mizera).

 
CEDRON: Mucha – Klimas, Wyka, Stanisławczyk (70 Dobisz), Płaczek (46 Zieliński) – Kryjak, Łężniak, Skiba (46 Boczkaja), Kraus – Ziaja (46 Filipek), Wolski.

 
- Byliśmy konsekwentni i taktycznie zagraliśmy dużo lepsze spotkanie niż Cedronmówi Maciej Marek, szkoleniowiec Znicza. – W drugiej połowie goście próbowali atakować, a my wyprowadzaliśmy groźne kontry. Nam się bardziej chciało niż rywalom, a na dodatek piłkarsko ich przewyższaliśmy. Warto zaznaczyć, że boisko było bardzo dobrze przygotowane. Co do taktyki, to nie chcieliśmy, aby rywale grali od bramki i próbowaliśmy ich zmusić do wybijania długich piłek.

 
Już w 10 minucie Znicz rozpoczął strzelanie. Po dokładnym podaniu z głębi pola Piekiełki, Kierczak był faulowany od tyłu. Rzut karny wykorzystał Marek Piekiełko. Pięć minut później fantastycznym strzałem z połowy boiska popisał się Maciej Marek. Mucha z najwyższym trudem sparował futbolówkę na poprzeczkę. Od 25 minuty nastąpił trzyminutowy show Kierczka. Po wybiciu z „piątki” Wiktora, piłka przeleciała nad obrońcami, przejął ją Kierczak i nie dał szans bramkarzowi. Za chwilę w podobnej sytuacji minął Muchę i dopełnił formalności. W 38 minucie tym razem to goście mieli „jedenastkę”. Gabriel Wolski trafił jednak tylko w poprzeczkę. Dziesięć minut po przerwie Znicz dobił gości. Po rzucie wolnym z połowy boiska wykonywanym przez Marka, Kierczak wygrał pojedynek z obrońcą i trafił w długi róg. Cedron może mieć jednak pretensje tylko do siebie, bo w 87 minucie nie wykorzystał drugiego rzutu karnego. Tym razem w słupek trafił Kryjak. W końcówce po rzucie wolnym także słupek „ostemplował” A. Ogiegło.

 
- Straciliśmy bramki po indywidualnych błędachocenia Gabriel Wolski, napastnik Cedronu. – Gra gospodarzy opierała się na zagrywaniu długich piłek do Kierczaka, który jest szybkim zawodnikiem. Kreowaliśmy akcje, ale mieliśmy słabszy dzień szczególnie jeżeli chodzi o skuteczność. Moim zdaniem Znicz to najlepsza drużyna z jaką graliśmy w tym sezonie. Jest bardzo dobrze poukładana i spokojnie mogłaby grać w okręgówce. Sam mam do siebie też pretensje, bo jeśli nie strzela się karnych, to jak szukać kontaktu z przeciwnikiem. Sami sobie jesteśmy winni.