• moja liga
  • 002
  • slider003
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 5 kolejki.

Klasa A. Relacje z 5 kolejki.

DSC00290 news

Kibice w Stanisławiu nie mogą być zadowoleni. Nie dość, że ich mecz z Burzą Roczyny stał na niskim poziomie, to na dodatek gospodarze w końcówce stracili punkt. Bardzo słabe spotkanie rozegrano również w Wieprzu, ale Orzeł w najmniejszym rozmiarze zdołał pokonać Babią Górę Sucha Beskidzka, która wszystkie dotychczasowe mecze przegrała jednym golem. Astra dostała cios od Cedronu już w pierwszej akcji, później prowadziła 3:1, ale cieszyła się tylko z punktu. Mające kłopoty kadrowe Naroże minimalnie pokonało równie osłabionego Halniaka. O zwycięstwie zadecydował jeden gol. Beniaminek z Sosnowic zagrał skuteczniej od Relaksu i dopisał do swojego konta kolejne trzy „oczka”. Leskowiec Rzyki bez problemu ograł Żarek Barwałd, a coraz lepiej rozumiejący się piłkarze Znicza pokazali dobry futbol w Lachowicach.

 

 

 
STANISŁAWIANKA STANISŁAW – BURZA ROCZYNY 1:3 (0:1)

 
Bramki: K. Kołodziej 46 (karny) – Misiek 23, 85, Ł. Rajda 90.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – M. Kołodziej, Jurek, Król, Rzepka – Grabek, Sarapata (70 Grudniewicz), Odrowąż, Orgal (80 J. Koczur) – K. Kołodziej, Góra.

 
BURZA: Gądko – D. Rajda, Pilorz, Garbacz, J. Mizera – Misiek (90 Wysmołek), J. Talar (75 Kalisz), Ł. Rajda, Karbowiak – Szypuła, Pękala (65 Łysoń).

 
- Goście zrobili dwie akcje i strzeli trzy golepodsumowuje trener Stanisławianki Piotr Koziołek. – Przegraliśmy, bo dopadła nas niemoc strzelecka. Myślałem, że to będzie trudniejszy mecz z powodu naszego poważnego niedoboru kadrowego. Burza dłużej rozgrywała piłkę, bo nie atakowaliśmy ich wysokim pressingiem. Faktem jest, że u nas wkradło się trochę chaosu, ale od 46 do 80 minuty przeprowadziliśmy 5-6 naprawdę niezłych akcji.



 
W 23 minucie Misiek korzystając z podania Pękali, minął bramkarza i uderzył do pustej bramki. Dialog mógł nawiązać Sarapata, ale nie zdołał przelobować bramkarza. Stanisławianka odrobiła straty tuz po pauzie. Gądko sfaulował Górę, a z „wapna” celnie przymierzył M. Kołodziej. Później pomylił się K. Kołodziej, Góra posłał piłkę obok słupka, Odrowąż został zablokowany po solowej akcji. Do tego miejscowi dwukrotnie w prostych sytuacjach posyłali w pole karne złe podania, choć było do kogo adresować futbolówkę. Konkretniejsi byli przyjezdni. W 85 minucie Misiek zachował się najlepiej w zamieszaniu podbramkowym – piłka po plecach obrońcy wpadła pod poprzeczkę, a tuż przed końcem jedna z czołowych postaci klasy A Łukasz Rajda po solowym rajdzie postawił „kropkę nad i”.

 
- Przed przerwą więcej operowaliśmy piłką, potem mecz się wyrównałmówi piłkarz Burzy Adam Mizera. – Stanisławianka miała okazje, zepchnęła nas do obrony po golu na 1:1, ale nie stworzyła poważnego zagrożenia. Z naszej strony również brakowało dobrych okazji. Gospodarze rozrzucali piłki na prawą i lewą stronę, to był ich pomysł na grę. Lepiej gra się nam na dużych boiskach. Obie drużyny tracił z czasem siły, nam zostało ich więcej. W końcówce zagraliśmy odważniej.

 

 

 

 
ORZEŁ WIEPRZ – BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA 1:0 (0:0)

 
Bramka: Kadłubicki 68.

 
ORZEŁ: Kubic – Lachendro, Wróbel, Stokłosa, D. Bury – Stachura (80 P. Niedziela), Grzybek, Kadłubicki, Walczak, Penkala – Dyrcz.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz (72 Szarlej), Kudzia, Rzepka, Rzeźniczak – Kociołek (75 Dyduch), Pacyga, Tłok, Świerkosz (60 Listwan), Wójtowicz – Barzyczak (82 Sajnog).

 
- Mecz do pierwszej bramki, nie liczyła się efektowna gra, tylko punktystwierdza piłkarz Orła Mariusz Wróbel. – Nasze boisko jest w bardzo złym stanie i zaniechaliśmy gry po ziemi, budowaniu akcji od tyłu. Posyłaliśmy długie podania, jak nakazał trener. Z każdym kolejnym meczem traciliśmy mniej bramek, w końcu zagraliśmy „na zero” z tyłu. Pierwsza połowa miała wyrównany przebieg. W drugiej mieliśmy nieco więcej do powiedzenia.

 
- To był nasz najsłabszy mecz w tej rundzie, nie stworzyliśmy kompletnie żadnego zagrożenia mówi trener gości Sławomir Bączek. – Gdyby w bramce gospodarzy wisiał ręcznik, a nie stał golkiper, efekt byłby taki sam. Orzeł stłamsił nas fizycznie. Nie jest łatwo grać moim młodym zawodnikom w tej lidze. Na razie trzeba grać, a potem przemyśleć inne opcje.

 
Od wygranej rozpoczął pracę w Wieprzu nowy trener Orła Tomasz Gwiżdż. W pierwszej połowie Walczak zmarnował sytuację będąc 5 metrów przed bramką Kachnica. W drugich 45 minutach gospodarze wykreowali cztery groźniejsze akcje z czego padł zwycięski gol. W 49 i 63 minucie bardzo mocno uderzali odpowiednio: Dyrcz i Walczak, ale bramkarz nie dał się zaskoczyć. Mecz rozstrzygnął się w 68 minucie. Penkala z prawej flanki podał po ziemi do tyłu. Nabiegł Kadłubicki i po natychmiastowym strzale zmieścił piłkę w długim rogu. Gola zdobył lewą nogą, co dla tego zawodnika jest sytuacją praktycznie bezprecedensową. W 81 minucie także Grzybek zapragnął trafić do siatki swoją „słabszą nogą”, w tym przypadku prawą, ale Kachnic dobrze pilnował posterunku.

 

 

 

 
ASTRA SPYTKOWICE – CEDRON BRODY 3:3 (2:1)

 
Bramki: Babiuch 18, P. Grondalczyk 27, 50 – Kraus 1, 70, Wolski 60.

 
ASTRA: Chuderski – Panek, Cyzio, Rokowski, Sukhetskyi – Kowalski, Stasiak (70 Wrona), Borowczyk, Babiuch (70 Wawro), Dzierwa (80 B. Grondalczyk) – P. Grondalczyk.

 
CEDRON: Szuba – Dobisz (46 Płaczek), Stanisławczyk, Wyka, Klimas – Łężniak, Bogacz (75 Ziaja), Kraus, Kryjak – Filipek (46 Boczkaja), Wolski (65 Zieliński).

 
- Szkoda tego remisu, bo prowadząc 3:1 straciliśmy punktynie ukrywa Piotr Balonek, trener Astry. – Jeśli jednak nie da się zwyciężyć, to trzeba zremisować. A klasa rządzi się swoimi prawami. Potrafimy grać nieźle, ale przytrafiają nam się jeszcze błędy indywidualne. Popełniali je jednak młodzi chłopcy, a oni muszą się czasami wywrócić, aby nauczyć się chodzić.

 
Idealnie ten mecz rozpoczęli goście. Wolski zagrał wzdłuż bramki, a formalności już w pierwszej minucie dopełnił Kraus. Wyrównał Babiuch. Po dograniu z boku Dzierwy, uderzył nie do obrony. Przy kolejnej bramce znowu asystował Dzierwa, a błąd popełnił Marek Szuba. Zbyt daleko wyszedł do dośrodkowania, które wykorzystał Patryk Grondalczyk. Już po przerwie drugie trafienie, które było ozdobą tego pojedynku, znowu dołożył P. Grondalczyk. Piłka odbijała się od murawy, napastnik w końcu zdecydował się na strzał z 20 metrów z półwoleja. „Spadający liść” zaskoczył Szubę i wpadł pod poprzeczkę. Cedron nie dał za wygraną i dążył do wyrównania. Kryjak podał wzdłuż linii bramkowej do Wolskiego, który trafił na 3:2, a remis gościom dał Kraus. Ruszył lewą stroną, przebiegł z futbolówką 40 metrów, minął dwóch zawodników i zmieścił piłkę w długim rogu.

 
- Z jednej strony to strata dwóch punktów, a z drugiej uratowany punktmówi Marek Szuba, grający szkoleniowiec Cedronu. – Remis jest jednak sprawiedliwy. Astra to drużyna, która gra ciekawy futbol. To młoda ekipa mająca doświadczonych zawodników typu Cyzio i Borowczyk, którzy robią różnicę. Boisko jak na Spytkowice było słabe, bo przypominało „sianokosy”. To generowało dużo niedokładności w tym spotkaniu.

 

 

 

 
NAROŻE JUSZCZYN – HALNIAK TARGANICE 1:0 (1:0)

 
Bramka: Kryjak 38.

 
NAROŻE: Fidelus – Baziński, Ceremuga, Kulka, Pietrzak – Uczniak (56 Sz. Trybała), G. Ferek (82 Sala), Kuszyk, Chorąży (78 Kardaś) – Lipka, Kryjak.

 
HALNIAK: Kiszczak (46 Płonka) – Toma, Nowak, M. Zieliński, Ławeczka – Talik, Fujawa, R. Zieliński, Górski, Rokowski – Łysoń (60 Babiński).

 
- Zagraliśmy średni mecz, ale jestem z niego zadowolony z uwagi na sytuację kadrowątwierdzi Jakub Jeziorski, trener Naroża. – Cieszy postawa zmienników i gra w pierwszej połowie. W drugiej części trochę jednak „siedliśmy” i nad tym trzeba popracować. Nie do końca graliśmy to, co zostało założone. Wszyscy przeciw nam nastawiają się na grę z kontry, więc ja… robię to samo i takie ustawienie mieliśmy też na to spotkanie. Najpierw Uczniak, a potem Trybała byli „plastrami” Górskiego, który sobie nie pograł.

 
Obie ekipy musiały zmagać się ze sporymi osłabieniami kadrowymi. W Narożu brakowało M. Ferka, Gąstały, czy braci Drobnych. Szczególnie brak tych ostatnich jest dużym osłabieniem. Jeden z braci wyjechał za granicę i prędko nie wróci. W Halniaku brakowało Zborowskiego, Wociala, Powroźnika, czy Urbańczyka. W polu musiał zagrać nominalny bramkarz Rafał Zieliński, który w drugiej połowie wrócił do bramki. Jedni i drudzy mieli swoje szanse. Dwukrotnie sam na sam był Kryjak, raz Lipka, z kolei jeśli chodzi o gości, to w 32 minucie Rokowski strzelił tuż nad poprzeczką, a Fujawa minimalnie nad spojeniem. Decydujący gol był autorstwa Marcina Kryjaka. Kulka przejął piłkę, G. Ferek zagrał prostopadle do Kryjaka, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kiszczakiem. Naroże od 90 minuty grało w dziesiątkę, po czerwonej kartce dla Dominika Bazińskiego, ale utrzymało korzystny wynik do końca.

 
- Zasłużyliśmy co najmniej na remisuważa Marek Płaszczyca, członek zarządu Halniaka. – W drugiej połowie większość czasu graliśmy na połowie przeciwnika, chociaż Naroże, to jedna z silniejszych drużyn w tej lidze. Górski cały czas był pilnowany przez dwóch zawodników. Skandalicznie zachowywali się kibice gospodarzy na meczu. Doszło nawet do bójki, w której ucierpieli nasi kibice oraz członek zarządu klubu. Interweniowała policja. Wcześniej, w ostatniej akcji meczu, sędzia nie uznał gola samobójczego, którego wbili sobie gospodarze. Naszym zdaniem było to ewidentne trafienie. To nie pierwsza raz, gdy w Juszczynie dochodzi do takich scen. Rozważamy bojkotowanie meczów wyjazdowych z Narożem.

 

 

 

 
PŁOMIEŃ SOSNOWICE – RELAKS WYSOKA 3:0 (1:0)

 
Bramki: Ostrowski 69, 77, Staśko 44.

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Bujak, Kutermak, Piwowarczyk, Sikora – Fuss (70 Rudek), Staśko (87 Toporkiewicz), Grych, J. Kucia (78 A. Kucia), Machno (65 Ostrowski) – Kwaśniak.

 
RELAKS: Brózda – Wróbel, Żurek, Skowronek, Sarapata (70 Sumera) – Jończyk, Wiecheć (55 Michorczyk), Curzydło, Rzepka (80 Zalewski), Pyrek – Kobyłecki.

 
- To był wyrównany mecz, ze wskazaniem na nasocenia Paweł Jachymczyk, kierownik Płomienia. – Rywale w pierwszej połowie byli dla nas równorzędnym partnerem do gry. Myślę, że bramka do szatni podcięła im skrzydła. Myślałem, że goście nas zaatakują, a oni ustawili się bardziej defensywnie. Ostrowski po wejściu na boisko miał dwie okazje i dwie wykorzystał. To była zmiana, która przesądziła o wyniku spotkania.

 
Mimo porażki w pierwszej połowie, Relaks miał trzy „setki”, które powinien wykorzystać. Po uderzeniach Pyrka, Kobyłeckiego, Jończyka, gospodarze wybijali piłki z linii bramkowej. Z kolei strzał J. Kuci z najwyższym trudem obronił Brózda. Tuż przed przerwą padł jednak gol. Po centrze z prawej strony Machno, celnie głową trafił Staśko. W 50 minucie faulowany w polu karnym był Jakub Kucia, ale rzutu karnego nie wykorzystał Kutermak, nie trafiając nawet w bramkę. W końcu na plac gry wszedł Łukasz Ostrowski i „pozamiatał”. Po dograniu Staśki, wygrał indywidualny pojedynek z Brózdą oraz po rajdzie z lewej strony Jakuba Kuci, także znalazł się sam przed bramkarzem i przymierzył w długi róg.

 
- W tej rundzie mamy wielkiego pechazałamuje ręce Roman Skowronek, trener Relaksu. – To był nasz piąty mecz w lidze, a w czterech sędziowie dyktowali przeciwko nam rzuty karne, z czego może jeden się należał. Wynik nie jest adekwatny do gry, ale gospodarze wykorzystali, co mieli. Kto strzela, ten wygrywa. Staramy się ćwiczyć skuteczność na treningach i to wygląda dużo lepiej niż na meczach.

 

 

 

 
LESKOWIEC RZYKI – ŻAREK BARWAŁD GÓRNY 4:1 (2:0)

 
Bramki: Gajczak 29, 75, A. Cibor 45, M. Kowala 60 – Chrapla 71.

 
LESKOWIEC: D. Łysoń – Z. Cibor, D. Kowala, T. Łysoń, Kraus – Pękala (70 Balon), Ł. Kowala, M. Kowala (80 Mikołajek), M. Misiek – Gajczak (85 P. Ryczek), A. Cibor.

 
ŻAREK: Janiczak – Ochman, R. Bucki, Żak, J. Filek – Piotr Bucki (46 Góralczyk), P. Filek (70 Paweł Bucki), Bartoszek, Różycki (46 Kondak) – Chrapla, Maciusiak (65 Karcz).

 
- Sytuacji mieliśmy na trzy spotkaniapodkreśla Wojciech Seruga, szkoleniowiec Leskowca. – Z meczu na mecz gramy coraz lepiej. Mamy okazje, ale ich nie wykorzystujemy, bo już do przerwy mogło być 5:0. Czerwona kartka dla rywali nam pomogła, choć przez pierwsze 15 minut nie widać było, że gramy z przewagą zawodnika. Chciałbym wyróżnić Andrzeja Cibora i Nikodema Gajczaka, którzy zagrali super mecz.

 
Już w 4 minucie Marcin Misiek trafił w poprzeczkę, ale decydująca akcja miała miejsce trzy minuty później. Faulowany był Andrzej Cibor, a czerwoną kartkę za faul obejrzał Jakub Filek. Choć goście nie odstawali od Leskowca, to jasne było, że będą tracić siły. W 29 minucie Gajczak w sytuacji sam na sam trafił w długi róg. Bramkę do szatni zdobył jeszcze Andrzej Cibor. Z 20 metrów uderzył w samo „okienko”. Przy golu na 3:0 asystował aktywny Gajczak. Podał do Michała Kowali, w ten trafił do pustej bramki z pięciu metrów. Żarek walczył ambitnie od końca, co udowodnił Norbert Chrapla. Poszedł do końca za piłką, zablokował wybicie bramkarza i z kąta zmieścił ją w siatce. Piąty gol w meczu, to dośrodkowanie Marcina Miśka i strzał z zewnętrznego podbicia Nikodema Gajczaka. Ostatnie 20 minut goście grali w zasadzie w dziewięciu, bo R. Bucki po odniesionej kontuzji asystował na boisku.

 
- Moim zdaniem czerwona kartka pokazana Jakubowi Filkowi była niesłusznawyraża opinię Damian Michulec, trener Żarka. – Faul był, ale nie na czerwoną kartkę. Tym samym sędzia ustawił ten mecz już na początku meczu. Nie odstawialiśmy grając w dziesięciu. To była najsłabsza drużyna z jaką dotychczas się zmierzyliśmy. Po bramce na 2:0 zeszło z nas jednak powietrze.

 

 

 

 
LACHY LACHOWICE – ZNICZ SUŁKOWICE-BOLĘCINA 1:3 (0:2)

 
Bramki: M. Gach 72 – Kierczak 5, Łysoń 44, Siwek 52.

 
LACHY: Nowak (8 Chorąży) – Banaś (70 M. Kachel), M. Gach, Kubieniec, Kąkol – Małysiak, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Bogdanik – Stachnik (85 T. Kachel), P. Gach.

 
ZNICZ: Wiktor – Wojewodzic, Marek, M. Jarosz, K. Łysoń – M. Ogiegło, Ludwikowski (8 Sobita), Sobala, A. Ogiegło (46 Manda) – Siwek (85 Wądrzyk), Kierczak (75 Mizera).

 
- Wygrała drużyna bardziej doświadczona, która grała dobrze taktycznie i świetnie ustawiła się na boiskuchwali gości Krzysztof Chorąży, prezes i trener Lachów. – My biliśmy głową w mur. Goście byli bardziej skuteczni i wygrali doświadczeniem. Mieli też lepszych zawodników rezerwowych.

 
Już na samym początku meczu miała sytuacja mrożąca krew w żyłach. Dość niebezpiecznie zderzyli się ze sobą Łukasz Nowak i Marcin Ludwikowski. Nastąpiła przerwa na około 30 minut. Przyjechało pogotowie, które wzięło obydwu zawodników do szpitala. Łukasz Nowak miał podejrzenie wstrząśnienia mózgu, ale w najbliższych dniach wyjdzie ze szpitala. Natomiast Marcin Ludwikowski prawdopodobnie zerwał wiązadła i czeka go dłuższa przerwa. Zanim doszło do opisanego zdarzenia prowadzenie objęli goście. Mariusz Gach chciał zagrać do Kąkola, piłkę przejął jednak Kierczak i pokonał Nowaka. Kolejny gol padł po składnej akcji kilku zawodników i strzale z ostrego kąta Łysonia. Jeszcze przed przerwą Kierczak trafił w poprzeczkę, ale zaraz po niej było już 0:3. Siwek z lewej strony zszedł do środka pola i celnie przymierzył z 25 metrów. Za chwilę Kamil Łysoń został ukarany czerwoną kartką za faul i Znicz musiał sobie radzić w dziesięciu. Lachy po części to wykorzystały. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pawła Gacha, głową trafił Mariusz Gach. Zespół z Lachowic też kończył ten pojedynek w osłabieniu, bo za dwie żółte kartki z boiska w 75 minucie wyleciał Krystian Kubieniec.

 
- Chcielibyśmy zadedykować to zwycięstwo Marcinowi Ludwikowskiemumówi Maciej Marek, szkoleniowiec Znicza. – Przypłacił ten mecz poważną kontuzją. Pozytywne jest to, że mimo gry w osłabieniu, drużyna po raz kolejny potrafiła utrzymać wynik. Lachy to bardzo dobry zespół i na swoim specyficznym boisku zapewne będą punktować. Dużo zawdzięczam też bramkarzowi, który wybronił nam ze trzy stuprocentowe sytuacje gości.