• 002
  • moja liga
  • slider003
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 4 kolejki.

Klasa A. Relacje z 4 kolejki.

brody news

Babia Góra Sucha Beskidzka przegrała czwarty mecz jednym golem. Żarek Barwałd po słabym spotkaniu poległ po raz pierwszy w sezonie, co dało punkty Lachom. Zresztą nie jedyne w ubiegłym tygodniu, bo w środę ekipa z Lachowic pokonała również „w gościach” zespół z Rzyk, który z kolei do przegranej w środę, dołożył drugą porażkę w Wysokiej. Halniak Targanice w pierwszych czterech kolejkach mierzył się z beniaminkami i zdobył w tych potyczkach tylko pięć punktów. W niedzielę stracił komplet „oczek” w końcówce. Nadal formą imponuje Naroże. Na wygrany mecz z Burzą Roczyny nieco zmodyfikowało taktykę. Na bardzo wysokim poziomie stał mecz Cedronu Brody z Orłem Wieprz. Gospodarze (na zdjęciu) po wpadce na inaugurację kompletują zwycięstwa. Znicz Sułkowice zdobył dwa gole i trzy punkty kosztem Astry Spytkowice.

 

 

 
BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA – STANISŁAWIANKA STANISŁAW 0:1 (0:0)

 
Bramka: Zabawa 77.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz, Kudzia, Rzepka, Kociołek – Pacyga (80 Szarlej), Stróżak, Wójtowicz, Żmuda (46 Bałos) – Świerkosz (65 Barzyczak), Burliga.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Król, Jurek, M. Kołodziej, Rzepka – Serwin, Grabek, Odrowąż, Romek (86 Orgal) – Góra (75 Zabawa), K. Kołodziej.

 
W pierwszej połowie lepiej prezentowali się gospodarze. Powinni prowadzić, ale Burliga chciał kończyć akcję sam, zamiast podać do kolegi (18 min), a Rzepka po rogu niecelnie uderzał głową z 7 metrów, choć miał odkryty cały róg (30 min).



 
- Mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej, ale presja zjada młody zespół. Kibice też nie pomagająmówi trener Babiej Góry Sławomir Bączek. – W pierwszej połowie goście kompletnie nam nie zagrozili. Graliśmy dobrze, blisko siebie. Wszystko posypało się ok. 55 minuty. Teraz przed nami mecz w Wieprzu. Któraś z drużyn na pewno zdobędzie w końcu punkty.

 
Po pauzie miejscowi zmarnowali „setkę”. Piłka spadła na 5 metrze po nogi osamotnionego Burligi, a ten przestrzelił. Potem przewagę osiągnęli stanisławianie. W 64 minucie Serwin wycelował w słupek. K. Kołodziej nie posłał piłki do praktycznie pustej bramki. Zrehabilitował się w 77 minucie podając na 11 metr za obrońców do Zabawy, który przelobował bramkarza. Potem podwyższyć mógł Serwin.

 
- Cieszą trzy punkty, choć gra nie była porywającamówi trener Stanisławianki Piotr Koziołek. – Stworzyliśmy jednak kilka sytuacji, szczególnie w drugiej połowie i gol nam się należał. Kryzysowa sytuacja kadrowa nie odbiła się na wyniku. Wyjazdowe zwycięstwo zmotywuje zespół.

 

 

 
ŻAREK BARWAŁD – LACHY LACHOWICE 0:3 (0:1)

 
Bramki: Daniel Kachel 65, 75, Kubieniec 30.

 
ŻAREK: Janiczak – Ochman, R. Bucki, Kosowski, J. Filek – Wilk, Góralczyk, Bartoszek (60 Różycki), Kondak, P. Bucki (46 Żak) – P. Filek.

 
LACHY: Nowak – Banaś, Chorąży (80 Mateusz Kachel), Kubieniec, M. Gach – Dawid Kachel, Daniel Kachel, Małysiak, Stachnik, P. Gach – Kąkol.

 
Rozpoczęło się od groźnej sytuacji dla Żarka. W 17 minucie Kondak z 16 metrów trafił w słupek. W odpowiedzi Daniel Kachel zagrał prostopadłą piłkę do Kubieńca, który znalazł długi róg i otworzył wynik w tym meczu. Rezultat mógł podwyższyć Dawid Kachel. Piłka po jego mocnym strzale przeszła pod rękami bramkarza i przeleciała minimalnie obok słupka. Od początku drugiej odsłony to Żarek miał przewagę aż do bramki na 0:2, która podcięła mu skrzydła. Zanim jednak ona padła, bliski szczęścia był Paweł Wilk, trafiając z rzutu wolnego w spojenie słupka z poprzeczką. W 65 minucie Paweł Gach zacentrował z rzutu rożnego, a Daniel Kachel głową trafił do siatki. Powtórzył swój wyczyn dziesięć minut później. Dostał podanie od brata Daniela, minął dwóch zawodników i „odpalił” nie do obrony.

 
- To był najsłabszy mecz w naszym wykonaniu w tym sezonienie ukrywa Damian Michulec, trener Żarka. – Wiedziałem, że takie spotkanie przyjdzie, ale nie przypuszczałem, że tak szybko. Przespaliśmy pierwszą połowę. W drugiej wstrząsnąłem chłopakami w szatni i było lepiej. Zagraliśmy poniżej swoich możliwości. Wynik nie odzwierciedla przebiegu gry.

 
- Nie spodziewałem się takiego wynikumówi szkoleniowiec i prezes Lachów Krzysztof Chorąży. – Jechaliśmy z myślą o nie straceniu bramki i ewentualnym remisie, bo Żarek mierzył się dotychczas z mocnymi rywalami osiągając dobre wyniki. Cały zespół zagrał jednak na równym poziomie. Mieliśmy więcej atutów w postaci lepszej kondycji fizycznej przewagi technicznej.

 

 

 
RELAKS WYSOKA – LESKOWIEC RZYKI 2:0 (0:0)

 
Bramki: Kobyłecki 66, 71.

 
RELAKS: Brózda – Wróbel, Żurek, Skowronek, Stanek – Jończyk, Rzepka (85 Zalewski), Wiecheć, Curzydło – Pyrek (70 Nicieja), Kobyłecki.

 
LESKOWIEC: D. Łysoń (75 Rusinek) – D. Kowala (66 Zieliński), Z. Cibor, T. Łysoń, Kraus – M. Kowala, Ł. Kowala, A. Cibor, M. Misiek – Balon (55 Mikołajek), S. Misiek.

 
- Mecz pod naszą kontroląuważa Roman Skowronek, trener Relaksu. – Goście poważniej zagrozili nam tylko raz w całym meczu. Mieliśmy nadzieję, że w końcu odpalimy w tej lidze, bo początek był niemrawy. Z każdym spotkaniem jest coraz lepiej. Przede wszystkim zadowolony jestem z tego, że zagraliśmy na zero z tyłu i od razu są efekty. Trzeba zacząć marsz w górę tabeli.

 
Początek meczu to było wzajemnie badanie się, ale lepsze okazje mieli gospodarze. Po wycofaniu piłki od Kobyłeckiego, Rzepka trafił w bramkarza. Piłka turlała się jednak do bramki, ale golkiper zdołał ją wybić z samej linii. W 25 minucie w słupek z rzutu wolnego trafił Kobyłecki. W odpowiedzi już po przerwie groźny strzał M. Miśka w 60 minucie powędrował obok słupka, a M. Kowala po rykoszecie minimalnie przestrzelił. W 66 minucie Curzydło klatką piersiową zagrał do Kobyłeckiego. Napastnik Relaksu przymierzył z woleja z 18 metrów. Drugi gol to zagranie Wiechecia ze środka pola i nieudana pułapka ofsajdowa gości. Dominik Łysoń dodatkowo minął się z piłką i Kobyłecki musiał tylko dopełnić formalności.

 
- Prowadziliśmy grę, ale nic z tego nie wynikałotwierdzi Wojciech Seruga, szkoleniowiec Leskowca. – Nasze ataki zatrzymywały się na 16 metrze. Niestety słabo kryjemy w obronie i mamy z tym problem. Nie potrafimy też wygrywać pojedynków. Zabrakło nam ostatniego podania. Nie byliśmy słabsi, ale niestety przegraliśmy. To było spotkanie z gatunku, kto pierwszy strzeli, ten wygra.

 

 

 
HALNIAK TARGANICE – PŁOMIEŃ SOSNOWICE 1:1 (1:0)

 
Bramki: Górski 28 – Kwaśniak 87.

 
HALNIAK: R. Zieliński – Wocial (90 Kaczmarczyk), Nowak, Zborowski, Ławeczka – M. Zieliński, Budka (75 Toma), Powroźnik (46 Talik), Urbańczyk, Płonka (46 Rokowski) – Górski.

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Kutermak, Bujak, Piwowarczyk, Sikora (71 Szczypczyk) – Rudek, Dziedzic (38 Pacułt), Fuss (58 Ostrowski), J. Kucia, Machno – Kwaśniak.

 
- To był bardzo dobry mecz, w którym mieliśmy przewagęrelacjonuje Marek Płaszczyca, członek zarządu Halniaka. – Płomień to solidna drużyna. Dobrze gra piłką i nie wybija jej bezmyślnie do przodu. Nieuwaga w końcówce i niewykorzystany rzut karny zaowocowały remisem. Mieliśmy trochę pecha, brakło też skuteczności. Moim zdaniem o tą jedną bramkę byliśmy lepsi.

 
Gospodarzom prowadzenie dał nie kto inny jak Andrzej Górski. Wykorzystał „na raty” rzut karny, dobijając swój pierwszy strzał głową. W 65 minucie miała miejsce druga „jedenastka”. Tym razem wykonywał ją Waldemar Budka, ale strzelił słabo i jego próbę wybronił Gonciarski. Goście próbowali się odgryzać i od 60 minuty nie mając nic do stracenia, zaczęli się odkrywać. Po uderzeniu Machno piłka przeleciała wzdłuż linii bramkowej i nikt jej nie dobił. Groźne strzały oddawali jeszcze Piwowarczyk i Pacułt. W końcu w ostatnich minutach spotkanie, Rudek dograł piłkę z głębi pola do Bartłomieja Kwaśniaka. Napastnik Płomienia przyjął futbolówkę i z 16 metrów przymierzył w długi róg.

 
- Mecz walkiocenia Paweł Jachymczyk, kierownik Płomienia. – Wiatr mocno dawał się we znaki. Wynik jest sprawiedliwy, ale nasza gra pozostawia wiele do życzenia. Nie gramy piłką, tylko posyłamy długie piłki na napastników. Mamy dziurę w środku i nie ma za bardzo kto rozgrywać. Z uwagi na nieobecność Jarka Grycha i kontuzji Dziedzica, z wyniku jesteśmy zadowoleni. Myślę, że z tą grą, którą zaprezentowaliśmy, wygrać się nie dało. Na remis jednak zasłużyliśmy.

 

 

 
BURZA ROCZYNY – NAROŻE JUSZCZYN 1:3 (0:1)

 
Bramki: A. Mizera 59 (karny) – Lipka 15, G. Ferek 70, M. Drobny 75.

 
BURZA: Sobala – M. Rajda, Garbacz (46 A. Mizera), J. Mizera, D. Rajda – G. Misiek, Starypan (68 Pękala), Pilorz (78 P. Łysoń), Karbowiak – Szypuła. Ł. Rajda.

 
NAROŻE: Fidelus – R. Drobny, Ceremuga, Baziński, M. Ferek – Pietrzak, G. Ferek, Kuszyk (80 Uczniak), Kryjak (85 Trybała) – Lipka, M. Drobny (89 Kulka).

 
- To był mój trzeci mecz z Juszczynem i trzeci przegrany, nie leży nam ta drużyna zauważa Mateusz Siwiec, trener Burzy. – W pierwszej połowie spotkanie było bardzo fajne do oglądania, a w drugiej sędzia popsuł to widowisko. Moi zawodnicy niepotrzebnie starali się sędziować i dali się prowokować. Naroże to jednak najmocniejszy przeciwnik z jakim graliśmy w tym sezonie. Rywal był minimalnie lepszy, ale mogłoby się to różnie skończyć, gdyby ich bramkarz dostał czerwoną kartkę w sytuacji, kiedy sprokurował karnego. Nie było to spotkanie, gdzie nie mogliśmy wywalczyć punktów.

 
W pierwszej połowie groźnie z rzutu wolnego uderzał Ł. Rajda. Bramkarz odbił piłkę, do której mogło dopaść trzech zawodników z Burzy, jednak się z nią minęli. Dobrą okazję miał też Lipka, Jego próbę z 15 metrów przy słupku sparował Sobala. Pierwszy gol padł po akcji Pietrzaka i Kryjaka. Ten drugi dograł wzdłuż bramki do Lipki, który trafił z siedmiu metrów. Goście wyrównali w 59 minucie. Faulowany był wychodzący sam na sam z bramkarzem G. Misiek, a rzut karny wykorzystał Adam Mizera. Później po dośrodkowaniu Ceremugi, M. Drobny zagrał piłkę głową, a do siatki z 11 metrów skierował ją G. Ferek. Burza od 75 do 77 minuty została ukarana dwoma czerwonymi kartkami. Za dwie żółte wyleciał Szypuła (pierwszej nie powinien dostać, bo faulował ktoś inny), a bezpośrednią czerwoną za uderzenie rywala bez piłki dostał Adam Mizera. Po dośrodkowaniu Lipki, M. Drobny wygrał pojedynek z Sobalą i zakończył emocje w tym spotkaniu.

 
- Zagraliśmy dobrze taktyczniecieszy się Jakub Jeziorski, szkoleniowiec Naroża. – Zazwyczaj agresywnie atakujemy przeciwnika, ale tym razem staraliśmy się oddać pole rywalom i kontrować. Przeciwnik nie miał pomysłu na grę i grał głównie długimi piłkami. Uważam, że poprzednie mecze były nerwowe, a tutaj wygraliśmy łatwiej. Moim zdaniem arbiter skrzywdził jednak obie drużyny.

 

 

 
CEDRON BRODY – ORZEŁ WIEPRZ 2:1 (2:1)

 
Bramki: Kryjak 15, Filipek 25 – Penkala 38.

 
CEDRON: Szuba – Klimas, Wyka, Dobisz, Stanisławczyk – Łężniak, Skiba (65 Bogacz), Kryjak, Kraus (70 Szydłowski) – Filipek (60 Ziaja), Wolski (46 Boczkaja).

 
ORZEŁ: Kubic – Wróbel, Pawlik, Stokłosa, D. Bury (80 P. Niedziela) – Kadłubicki (70 Lachendro), Grzybek, A. Niedziela, Walczak, Penkala – Dyrcz.

 
- Poziom tego meczu był na poziomie IV ligipodkreśla Marek Szuba, grający trener Cedronu. – Orzeł postawił bardzo trudne warunki, choć widać, że nie ma tam wielkiej atmosfery i drużyna jest w rozsypce. W drugiej połowie był popis bramkarza gości. Nie widziałem jeszcze golkipera w takiej formie. To zawodnik meczu. Aż dziw bierze, że goście są tak nisko w tabeli. Moim zdaniem patrząc na umiejętności, powinni walczyć o awans i pewnie się jeszcze odbiją. Chciałbym jeszcze podkreślić, że sędziowanie było naprawdę wzorowe.

 
Po 25 minutach gospodarze prowadzili 2:0. Wolski podał do Filipka, ten do Skiby, który wyszedł sam na sam, nawinął jeszcze obrońcę, położył bramkarza i dograł do pustej Kryjakowi. Przy drugim trafieniu strzał Wolskiego odbił golkiper, ale przy dobitce Filipka był już bezradny. Jeszcze przed przerwą sam Wolski miał cztery „setki”. Jedną z nich był rzut karny za faul na Dobiszu. Napastnik Cedronu nie zdołał jednak wykorzystać „jedenastki”. Ekipa z Wieprza złapała kontakt dzięki trafieniu Penkali. Z rogu pola karnego trafił po długim rogu od słupka. W 59 minucie Orzeł musiał grać w osłabieniu, bo czerwoną kartką został ukarany Adrian Niedziela. W drugiej odsłonie to gospodarze mieli więcej z gry, ale Orzeł szukał wyrównania. Strzały Grzybka, Penkali, czy Walczaka nie trafiały jednak do siatki.

 
- Zagraliśmy bardzo dobry mecz twierdzi Mariusz Wróbel, zawodnik Orła. – Niestety, nie wykorzystaliśmy swoich szans. Trener Szuba mówił po meczu, że to niemożliwe, iż takich zespół jak nasz nie ma jeszcze punktów. Nie ma w nas nerwowości, bo wiemy, że gramy dobrą piłkę. Więcej musimy poświęcić obronie, bo notujemy za dużo strat przy wyprowadzaniu piłki i stwarzamy przeciwnikom okazje. Myślę, że najbliższe mecze wygramy i się odkujemy, bo zamykamy tabelę i robi się gorąco.

 

 

 
ZNICZ SUŁKOWICE-BOLĘCINA – ASTRA SPYTKOWICE 2:0 (0:0)

 
Bramki: Kierczak 58, M. Ogiegło 80.

 
ZNICZ: Baranowski – M. Jarosz, Wojedzowic, Marek, Łysoń – Ludwikowski (60 Manda), M. Ogiegło, Sobala, Sobita (73 A. Ogiegło), Siwek (82 Wądrzyk) – Kierczak (85 Mizera).

 
ASTRA: Chuderski – Panek, Cyzio, Rokowski, Hercog – Suchecki, Stasiak (55 Kowalski), Borowczyk, Babiuch (80 B. Grondalczyk) – P. Grondalczyk (70 Wrona), Dzierwa.

 
- Przeciwnik zagrażał nam głównie po stałych fragmentach gryinformuje Maciej Marek, trener Znicza. – W pierwszej połowie nie mogliśmy się odnaleźć, chłopaki byli sparaliżowani. Parę słów w przerwie pomogło i w drugiej odsłonie zagraliśmy lepiej. Byliśmy bardziej głodni gry. Astra to fajny zespół, który dobrze operuje piłką. W drugiej części gry nie wiem czy oni mieli mniej sił, czy nam bardziej się chciało, ale trzeba przyznać, że zaangażowanie u nas po przerwie było większe.

 
W pierwszych 45 minutach lepsze wrażenie sprawiali goście. Strzał Cyzio z wolnego sparował Baranowski. Z kolei po dograniu Borowczyka, bliski dojścia do piłki na trzecim metrze był Babiuch. Groźnie strzelał też Dzierwa, ale bez efektu. Znicz najlepszą okazję miał po błędzie obrońcy za sprawą Kierczaka. Poszedł na spotkanie z bramkarzem, który wybronił piłkę już na samej linii bramkowej. W końcu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Łysonia, futbolówka spadła na 16 metr do Włodzimierza Kierczaka, który trafił w samo okienko. Bramka na 2:0 także padła po stałym fragmencie gry wykonywanym przez Łysonia. Tym razem strzelcem był M. Ogiegło, trafiając głową na piątym metrze. Później dwie okazje sam na sam miał jeszcze Kierczak, ale nie zdołał powiększyć swojego dorobku bramkowego.

 
- W pierwszej połowie byliśmy stroną dominującą i mieliśmy więcej z gryuważa Piotr Balonek, trener Astry. - W poprzednich meczach zdobywaliśmy trzy punkty po słabych drugich połowach. Nasza gra w tym spotkaniu wyglądała nieźle w całym meczu, ale to nic nie dało. Boli to, że straciliśmy dwie bramki ze stałych fragmentów gry. Nie mam pretensji do chłopaków, bo nie przeszli obok meczu. Czasami tak jest, ze traci się bramki w newralgicznych momentach.

 

 

 
Mecz środowy, rozegrany awansem z 6 kolejki:

 
LESKOWIEC RZYKI – LACHY LACHOWICE 1:2 (1:0)

 
Bramki: M. Misiek 41 – Kubieniec 55, Dawid Kachel 70.

 
Goście już od 7 minuty grali w dziesiątkę, bo czerwoną kartkę dostał Sebastian Pyrzyk. Leskowiec starał się wykorzystać liczebną przewagę i zrobił to pod koniec pierwszej części gry. Tomasz Łysoń wrzucił piłkę na trzeci metr, gdzie Marcin Misiek dopełnił formalności. W tej sytuacji błąd popełnił Mariusz Gach. Lachy w drugiej połowie zmieniły ustawienie, skróciły pole gry, co przyniosło efekt. Obrońcy gości grali mądrze, często łapiąc na spalone zawodników Leskowca, a ofensywa też zrobiła swoje. Na 1:1 trafił Krystian Kubieniec po strzale z ponad 20 metrów, a na prowadzenie Lachy wyprowadził Dawid Kachel. Dostał podanie od swojego brata Daniela i kropnął z 25 metrów nie do obrony, dając cenne zwycięstwo swojej drużynie.