• 002
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 13 kolejki.

Klasa A. Relacje z 13 kolejki.

Astra news 1

Znicz Sułkowice bez skrupułów rozprawił się ze Stanisławianką na jej terenie. Przed szereg wyszedł Włodzimierz Kierczak, zdobywając trzy gole. Naroże Juszczyn gościło w Wieprzu i choć pod względem czysto piłkarskim było zespołem lepszym, to nie zdołało wygrać. Goście mogli zapewnić sobie trzy punkty w początkowej fazie meczu. Cedron zaaplikował Leskowcowi cztery gole (hat-trick Gabriela Wolskiego), ale wynik nie oddaje przebiegu meczu. Goście mocno postawili się liderowi. O zwycięstwie Astry Spytkowice (na zdjęciu) nad Płomieniem Sosnowice zadecydował „złoty gol” Borowczyka. W dolnych rejonach tabeli doszło do meczu „za sześć punktów”. Burza Roczyny konfrontując się na swoim terenie z Żarkiem Barwałd, zdobyła w końcówce meczu zwycięskiego gola. Babia Góra Sucha Beskidzka pięć razy zapakowała piłkę do siatki gości z Lachowic, ale wynik jest dużo lepszy niż gra gospodarzy. Relaks Wysoka wypracował przed przerwą przewagę nad Halniakiem Targanice, a później „dowiózł” trzy punkty do końca meczu.

 

 

 
STANISŁAWIANKA STANISŁAW – ZNICZ SUŁKOWICE – BOLĘCINA 0:5 (0:1)

 
Bramki: Kierczak 45, 55, 79, Łysoń 63, M. Ogiegło 87.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Górny, M. Kołodziej, Jurek, Król (58 Żak) – Grudniewicz, Serwin, K. Kołodziej, Odrowąż – Góra, J. Koczur.

 
ZNICZ: Wiktor – M. Jarosz, Wojewodzic, A. Ogiegło, Łysoń – F. Jarosz (46 Bizoń), Siwek, Piekiełko (65 Sobita), Ludwikowski (78 Wądrzyk) – Kierczak (75 M. Ogiegło) – Mizera.

 
W pierwszym kwadransie obie drużyny badały swoje możliwości. Żadna nie decydowała się na otwartą grę. Później przeważać zaczęli goście, choć jeszcze przy stanie 0:0 w znakomitej sytuacji pomylił się pomocnik gospodarzy Odrowąż. Znicz mógł napocząć rywala nieco wcześniej niż w ostatniej minucie pierwszej połowy, ale jeden z jego piłkarzy nabił piłką drugiego, stojącego na linii bramkowej. Strzelanie rozpoczął Kierczak. Po podaniu Łysonia ulokował piłkę przy „krótkim słupku”. W 55 minucie napastnik z Bolęciny zdobył drugiego gola po dwójkowej akcji z Siwkiem. Obaj nie byli oszczędzani w tej sytuacji przez rywali, którzy otrzymali dwie żółte kartki za faule. W 63 minucie Łysoń krótko rozegrał rzut rożny z Siwkiem. Po dwóch podaniach ten pierwszy strzałem sprzed narożnika pola karnego „zdjął pajęczynę” z bramki Kajfasza. Potem hat-tricka skompletował Włodzimierz Kierczak. Zrobił użytek z prostopadłego podania „łamiącego” akcję Bizonia, po czym pokonał bramkarza. Tuż przed końcem Wądrzyk znalazł M. Ogiegłę, który wpakował piłkę „pod ladę” z 6 metrów.



 
- Próbowaliśmy grać tylko w początkowych fragmentachmówi obrońca Stanisławianki Łukasz Jurek. – Później inicjatywa należała do gości. Poprzez zdarzenia losowe, kontuzje, było bardzo krucho ze składem. Żeby rozegrać mecz musieliśmy szukać dwóch piłkarzy do skompletowania „jedenastki”. Ostatecznie mieliśmy jeszcze rezerwowego. Na domiar złego już w 10 minucie urazu mięśnia nabawił się Król, później doszła do tego kontuzja kostki, ale wytrwał na placu prawie godzinę. Ciężko doszukiwać się jakichś pozytywów. Było bardzo źle.

 
- Moim zdaniem kluczowym momentem był sytuacja z 15 minuty, w głupi sposób straciliśmy piłkę i mogliśmy stracić golamówi trener Znicza Maciej Marek. – To był impuls do lepszej gry, skoncentrowania się. Druga połowa należała do nas, co udokumentowaliśmy golami. Zwycięstwo chcę zadedykować mojej żonie Asi, która w środę urodziła drugą wspaniałą córeczkę.

 

 

 

 
ORZEŁ WIEPRZ – NAROŻE JUSZCZYN 1:1 (0:0)

 
Bramki: Penkala 81 – M. Ferek 56 (karny).

 
ORZEŁ: Witkowski – Wróbel, Ł. Bury, Stokłosa, D. Bury – Kadłubicki, Grzybek, A. Niedziela, Penkala – Walczak, P. Niedziela (46 K. Lachendro).

 
NAROŻE: Fidelus – Gąstała, Kulka, Ceremuga, Baziński – M. Ferek, Uczniak (55 Kardas), Kryjak (82 Chorąży), R. Drobny – Lipka (75 G. Ferek), M. Drobny.

 
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gości, którzy przy lepiej nastawionych celownikach powinni byli zdobyć przynajmniej jedna bramkę. Już w 4 minucie po uderzeniu Kryjaka piłka obiła się od poprzeczki i podłoża. Nieskutecznie na dwa razy dobijał Kryjak. W 5 i 14 minucie minimalnie obok słupka uderzali M. Ferek i M. Drobny. W obu przypadkach bramkarz nie miałby szans na skuteczną interwencję. Po dwóch kwadransach Lipa nie zdołał pokonać bramkarza głową stojąc dwa metry przed nim (zmarnował centrę Ceremugi). Pierwsze dziesięć minut drugiej odsłony to aktywna gra Orła. Prowadził sporo akcji prawym skrzydłem, centrował, jednak gola zdobyli goście. W 56 minucie po faulu na M. Drobnym, M. Ferek uderzył z „wapna” pewnie, po ziemi, przy słupku. Orzeł nadal szukał gola, ale to juszczynianie powinni „zamknąć” mecz, gdyż został im przyznany drugi rzut karny. W 75 minucie poturbowano chwilę wcześniej meldującego się na murawie G. Ferka. Po raz drugi sprawiedliwość chciał wymierzyć M. Ferek, jednak uderzył z „jedenastki” identycznie jak za pierwszym razem, co „przeczytał” bramkarz. W 81 minucie wyrównał po kapitalnym uderzeniu z rzutu wolnego Penkala. Przy większym szczęściu gospodarzy punkty mogły zostać u nich, bo w końcówce w jednej akcji dwa strzały oddał Grzybek.

 
- Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Narożaprzyznaje piłkarz Orła Mariusz Wróbel.Nie stworzyliśmy praktycznie żadnego zagrożenia, goście za to mieli swoje szanse. Druga odsłona była już wyrównana i zwyciężyć mógł każdy zespół. Nikt nie może narzekać na zdobyty punkt.

 
- Jechaliśmy do Wieprza wygraćnie owija w bawełnę trener Naroża Jakub Jeziorski.Wiedzieliśmy, że Orzeł jest „na fali”, ale też znamy swoją wartość. Już po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić 2-3 bramkami. Decydujący okazał się jednak drugi zmarnowany rzut karny. Nie czuję satysfakcji z remisu, bo byliśmy zespołem o klasę lepszym. Gospodarze nadrabiali tylko wolą walki i ambicją. My też pod tym względem nie ustępowaliśmy , za co chcę chłopakom podziękować. Gdybyśmy zagrali z takim zaangażowaniem wszystkie mecze w tej rundzie, to stracilibyśmy tylko dwa punkty – w Wieprzu.

 

 

 

 
CEDRON BRODY – LESKOWIEC RZYKI 4:0 (0:0)

 
Bramki: Wolski 62, 66, 74 (karny), Boczkaja 90.

 
CEDRON: Szuba – Stanisławczyk, Wyka, Skiba, Ziaja – A. Kraus (84 Grudniewicz), Łężniak, Bogacz, Kryjak (80 Czaicki) – Zieliński (58 Wolski), Filipek (46 Boczkaja).

 
LESKOWIEC: D. Łysoń (75 Rusinek) – Z. Cibor, D. Kowala, K. Kraus, Łysoń – Hatala, S. Misiek (75 Ryczek), M. Misiek, Ł. Kowala (75 Mikołajek) – Balon (60 Ryczek), A. Cibor.

 
Wbrew pozorom mecz nie był jednostronny, przynajmniej przez pierwszą godzinę. Obie drużyny grały twardo, napsuły sobie sporo krwi, ale żadna przez długi czas nie mogła wykreować dobrej akcji. Obie oddały po dwa strzały. Bliżej szczęścia byli miejscowi, bo po strzale Filipka (18 min) piłka „pocałowała” słupek. W 58 minucie na boisku pojawił się Gabriel Wolski i mocno przyczynił się do okazałego zwycięstwa swojego zespołu. Trzy razy wpakował piłkę do siatki rywala, zaliczył też asystę. W 62 minucie zaskoczył bramkarza… bezpośrednio z rzutu rożnego.

 
- Zawsze obserwuję na przedmeczowej rozgrzewce bramkarzy rywali – czy przepuszczają piłki dolne, górne, jak się ogólnie prezentująmówi autor hat-tricka. – Tym razem zauważyłem dużą bierność w ich postawie. Nie starali się rozgrzać. Jeden zachowywał się tak, jakby był zawodnikiem z pola. Wchodząc na boisko postanowiłem to wykorzystać, stąd właśnie pomysł na strzał z rzutu rożnego.

 
Kika minut po stracie pierwszego gola, na gości spadł drugi cios i było właściwie po meczu. Po akcji Boczkai z Krusem i dograniu tego drugiego wzdłuż 8 metra, Wolski należycie wywiązał się ze swoich obowiązków. Potem (74 min) dołożył trzeciego gola. Tym razem z karnego, podyktowanego za faul na Ziai. W ostatniej akcji meczu o powodzeniu znów zadecydował dwójkowy wypad. Wolski założył „siatkę” obrońcy wystawiając piłkę Boczkai, który znalazł sposób na bramkarza.

 
- Gospodarze byli zaskoczeni naszą postawą stwierdza trener Leskowca Wojciech Seruga. – Długo stawialiśmy opór, nie tylko broniąc się, ale też konstruując akcje. W kilku przypadkach do sukcesu zabrakło kroku lub dwóch. Mówi się, że Leskowiec gra ostro, tymczasem to gospodarze wykazali się agresywnością, wręcz brutalnością. Tego się po liderze nie spodziewałem. Po pierwszym straconym golu chcieliśmy zaatakować, ale „poszła” skuteczna kontra i zeszło z nas powietrze. Wykorzystałem wszystkie zmiany, chcąc dać pokazania się na boisku chłopakom. Cedron nie był tak mocnym zespołem za jaki można go było uważać.

 
- Do 60 minuty toczyła się straszna walkamówi napastnik Cedronu Gabriel Wolski.Z obu stron dużo było gry siłowej, ciałem. Wyszliśmy z tego trudnego meczu zwycięsko. Dla mnie to ostatni mecz w barwach Cedronu. Zdałem już sprzęt. Trener decyduje o składzie, ma do tego prawo, bronią go wyniki. Mój limit cierpliwości wyczerpał się. Nie bawią mnie wycieczki na mecz, w którym zagram pół godziny czy połowę spotkania. Napastnik potrzebuje zaufania, rytmu meczowego. Mimo że grałem mało strzeliłem najwięcej bramek w tej rundzie dla swojego zespołu, w poprzednich rozgrywkach również (24 gole – wicekról strzelców sezonu 2014/2015 – przyp. red.), ale w tej chwili nie byłem nawet pierwszym rezerwowym napastnikiem. Szkoda, bo na koncie Cedronu goli mogło być znacznie więcej.

 
Napastnik tego pokroju raczej nie pozostanie długo bez klubu. Pewnie szybko stanie się łakomym kąskiem dla dobrego zespołu z klasy A lub z wyższego poziomu, gdzie przecież z powodzeniem występował.

 

 

 

 
ASTRA SPYTKOWICE – PŁOMIEŃ SOSNOWICE 1:0 (0:0)

 
Bramka: Borowczyk 72.

 
ASTRA: Chuderski – Panek, Cyzio, Rąpel, Sukhetskyi – Wawro (60 Wrona), Rokowski, Kowalski, Babiuch (46 B. Grondalczyk) – Borowczyk, P. Grondalczyk (90 Stasiak).

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Bujak, Kutermak, Piwowarczyk, Pacułt – Fuss (78 A. Kucia), Sikora (80 Szczypczyk), Dziedzic, Grych, Machno – Kwaśniak.

 
- Byliśmy stroną dominującą i staraliśmy się narzucić swój styl gryuważa Tomasz Borowczyk, zawodnik Astry. – To nie był mecz stuprocentowych okazji, ale mimo wszystko mogliśmy wcześniej podwyższyć wynik, brakowało jednak ostatniego podania. Pokazaliśmy, że zależy nam na trenerze i chcieliśmy dla niego wygrać. Mamy mniej punktów po rundzie niż zakładaliśmy, ale myślę, że wpływ na to miał fakt, iż ciągle nie mogliśmy zagrać w pełnym składzie.

 
Gospodarze wyjątkowo grający bez swojego szkoleniowca, stworzyli z Płomieniem typowy mecz walki, w którym nikt nie odpuszczał. Zespół z Sosnowic pierwszą groźną sytuację stworzył już w 2 minucie. Machno po podaniu od Kwaśniaka wyszedł sam na bramkarza, z którym przegrał pojedynek. Niezłą szansę pod koniec pierwszej odsłony zmarnował Fuss, z ostrego kąta przymierzył minimalnie obok słupka. Już w drugiej odsłonie z przytupem chciał trafić Dziedzic. Strzelił „piętką” w boczną siatkę, a później przeprowadził solową akcję, zatrzymując się jednak na Chuderskim. Astra trafiła za sprawą Tomasza Borowczyka. Panek wrzucił piłkę w pole karne, została ona jednak wybita na 18 metr, gdzie dopadł do niej „Boro” i bez zastanowienia „wypalił” z powietrza w wewnętrzną boczną siatkę. Goście nie byli już w stanie odpowiedzieć na ten decydujący cios.

 
- Zasłużyliśmy na remis, jak nie na zwycięstwoocenia Paweł Jachymczyk, kierownik Płomienia. – Pierwsza połowa była wyrównana, a potem rysowała się nasza lekka przewaga, wygrywaliśmy pojedynki. Do straty bramki byliśmy lepszą drużyną. Jedna i druga ekipa próbowały grać piłką, widać było jakąś kulturę gry i mecz mógł się podobać. Spotkały się dwie wyrównane drużyny o podobnym stylu gry, ale zabrakło nam skuteczności i szczęścia.

 

 

 

 
BURZA ROCZYNY – ŻAREK BARWAŁD 2:1 (0:1)

 
Bramki: Wysmołek 47, Karbowiak 87 – Chrapla 30.

 
BURZA: Klęczar – D. Rajda (89 Siwiec), M. Rajda, Garbarcz, J. Mizera – Talar (72 G. Misiek), A. Mizera, Karbowiak, Pilorz – Łysoń, Wysmołek.

 
ŻAREK: Pocztowski – R. Bucki, J. Filek, Żak, Wypiór – Ochman, Bartoszek, Różycki, Chrapla (75 Moskała) – Wilk, P. Filek.

 
- Uważam, że w całym meczu byliśmy lepsi, ale liczy się to co „w sieci”, co pokazała pierwsza połowa podkreśla Mateusz Siwiec, trener Burzy.Cieszy to zwycięstwo, bo daje nam ono zastrzyk pozytywnej energii przed rundą rewanżową. W rundzie wiosennej, to właśnie między innymi Żarek będzie z nami rywalizował o utrzymanie. Jestem zadowolony z tego, że stwarzamy sytuacje, ale jeszcze brakuje skuteczności. W ostatnich trzech meczach zdobyliśmy pięć punktów i to pozytywny aspekt.

 
Okazji w tym meczu nie brakowało. Już w 10 minucie strzelał J. Mizera, ale Pocztowski był na posterunku. Osiem minut później po dośrodkowaniu Pilorza, Talar z bliska nie trafił głową. W odpowiedzi Różycki „ostemplował” poprzeczkę, a dwie minuty później kąśliwie uderzył. Klęczar końcami palców sparował futbolówkę. W 30 minucie Różycki wystąpił jednak w roli asystenta. Dośrodkował, a nadbiegający Norbert Chrapla trafił z pierwszej piłki. Zaraz po przerwie był jednak remis. Pilorz leżąc już na ziemi zagrał do Wysmołka, a ten płaskim strzałem pokonał stojącego na linii obrońcę. Od 80 minuty Burza grała w dziesięciu, bo J. Mizera „zarobił” dwie żółte kartki. W ostatnich fragmentach gry A. Mizera chciał dośrodkował i trafił w poprzeczkę, ale w 87 minucie po podaniu z głębi pola A. Mizery, Mateusz Karbowiak skutecznie zamknął akcję na długim słupku, zapewniając Burzy komplet punktów.

 
- Ciąży na nas jakieś fatummówi Damian Michulec, szkoleniowiec Żarka.To był już kolejny mecz, gdzie tracimy bramkę w samej końcówce. Porażka nam się nie należała, ale brak konsekwencji, rozluźnienie, spowodowały stratę bramki w ostatnich minutach. Chwała chłopakom, że podjęli walkę i ambitnie grali. Brakuje nam szczęścia, które na razie sprzyja drużynom przeciwnym. Już przed sezonem mówiłem, że z tym składem ciężko będzie się utrzymać. To dobre chłopaki, ale dla 90% granie w A klasie to pierwszyzna. Wierzę w nich i wiem, że po małych korektach mogą się utrzymać w tej lidze.

 

 

 

 
BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA – LACHY LACHOWICE 5:1 (5:0)

 
Bramki: Choczyński 31, 45, Wójtowicz 24, Ścieszka 37 (karny), Szarlej 40 – Daniel Kachel 65.

 
BABIA GÓRA: Kachnic (82 Bubiak) – Rzepka, Kudzia (70 Rzeźniczak), Burliga, Szarlej – Kociołek, Ścieszka (80 Sajnog), Sumera (60 Świerkosz), Wójtowicz – Chrząszcz, Choczyński.

 
LACHY: Nowak – Banaś, M. Gach (80 Urbanek), Kubieniec, Kąkol – Pyrzyk, P. Gach, Daniel Kachel, Stachnik (70 Mateusz Kachel) – Dawid Kachel, Małysiak.

 
- Jeśli ktoś zobaczy tylko wynik, pomyśli, że łatwo wygraliśmy mecz, a tak nie byłoinformuje Sławomir Bączek, trener Babiej Góry.Zaprezentowaliśmy 30 minut bardzo dobrej gry i 60 minut słabej. Początek meczu należał do Lachowic, jednak od 15 minuty zaczęliśmy lepiej grać. Druga połowa była jednak bardzo słaba w naszym wykonaniu i przy lepszym rywalu wynik mógłby być inny.

 
Lachy kontynuują swoją niechlubną passę, bo na koniec rundy zanotowały ósmą porażkę z rzędu. Jednak od początku to goście sprawiali lepsze wrażenie. Już do 20 minuty mieli trzy „setki”. Daniel Kachel trafił w poprzeczkę, Kachnic końcami palców obronił próbę Pyrzyka, a podanie w sytuacji sam na sam Kubieńca było adresowanie do nikogo. Mecz odmienił się po dwóch żółtych kartkach dla Mateusza Małysiaka.

 
- To była kontrowersyjna sytuacja i moim zdaniem zbyt pochopna decyzja sędziego. Od tego momentu nastąpiła zdecydowana przewaga gospodarzymówi Krzysztof Chorąży, trener i prezes Lachów.

 
Strzelanie rozpoczął Wójtowicz, który trafił głową po rzucie rożnym. Następnie po podaniu Ścieszki, Choczyński wyszedł sam na bramkarza i okazji nie zmarnował. W 37 minucie faulowany był Kociołek, a rzut karny wykorzystał Ścieszka. Na 4:0 podwyższył Szarlej, który zamykał akcję po dograniu Choczyńskiego, a piąta bramka to z kolei dzieło samego Choczyńskiego. Po indywidualnej akcji, którą zaczął od połowy boiska, wpadł w pole karne i zmieścił piłkę w długim rogu. Goście w drugiej odsłonie nie mieli nic do stracenia, grali ambitnie i zdobyli honorową bramkę. Dawid Kachel przerzucił piłkę na lewą stronę, gdzie Daniel Kachel bez namysłu uderzył obok bezradnego bramkarza.

 
- Piętnaście minut wystarczyło, aby wygrać z nami meczubolewa Krzysztof Chorąży. – Spotkanie zostało rozstrzygnięte w pierwszej połowie. Jestem jednak podbudowany drugą odsłoną, bo grając w dziesięciu potrafiliśmy ją wygrać. Po czerwonej kartce dla Małysiaka nie potrafiliśmy odpowiednio ustawić się na boisku. Błędy taktyczne spowodowały stratę goli. Wynik jest za wysoki, bo byliśmy równorzędnym partnerem dla Babiej Góry. Nie składamy broni i na wiosnę spróbujemy pokazać, na co nas stać.

 

 

 

 
HALNIAK TARGANICE – RELAKS WYSOKA 1:2 (0:2)

 
Bramki: Fujawa 70 (karny) – Michorczyk 25, Wiecheć 33.

 
HALNIAK: Kiszczak – Nowak, Zieliński, Ławeczka, Wocial – Fujawa, Talik, Górski, Marczak, Powroźnik (46 Kuźma) – G. Kubik (85 Chrustek).

 
RELAKS: Brózda – Stanek, Żurek (60 Nicieja), Skowronek, Sarapata – Wiecheć, Michorczyk (80 Wróbel), Curzydło, Rzepka – Jończyk (86 Pyrek), Kobyłecki.

 
- Mieliśmy z gry dużo więcej niż Relaks, ale przegraliśmyocenia Tomasz Buda, kierownik Halniaka.Podobnie jak przed tygodniem w meczu ze Zniczem, byliśmy zespołem lepszym, ale nie umieliśmy zdobywać bramek. Było blisko, ale nie udało się wyciągnąć nawet remisu. W drugiej połowie Relaks nie stworzył żadnej okazji. Przy wyniku 0:2 goście zabezpieczyli tyły i skutecznie się bronili.

 
W meczu drużyn, które przed tym meczem dzielił ledwie punkt w tabeli, lepszy okazał się Relaks, bo skuteczniej zagrał w pierwszej odsłonie. Już w 3 minucie po strzale Marczaka na piątym metrze, obrońcy gości zdołali wybić piłkę z linii bramkowej. Później Kobyłecki przejął futbolówkę po błędzie defensora, wyszedł sam na Kiszczaka, ale za bardzo wyrzucił się do boku i nie oddał nawet strzału. W 25 minucie po wrzutce Kobyłeckiego z prawej strony, Michorczyk głową znalazł drogę do siatki. W taki sam sposób gola strzelił Wiecheć, ale tym razem z rzutu wolnego dośrodkowywał Jończyk. Halniak w drugiej połowie „cisnął”. Po faulu na Górskim, z rzutu karnego strzelił Fujawa i było już tylko 1:2. Gospodarze narażali się jednak na kontry. Wróbel zaraz po wejściu na boisko trafił „szpicem” centymetry od bramki. Relaks zdołał jednak utrzymać korzystny wynik do końca.

 
- W tej rundzie nasza gra na wyjazdach wygląda naprawdę fajniecieszy się Roman Skowronek, trener Relaksu. – Przegraliśmy tylko jeden mecz, co jest najlepszym wynikiem w lidze. Problem mamy u siebie, gdzie na małym boisku więcej jest przypadku niż normalnego grania. To spotkanie wygraliśmy pierwszą połową. Początek mieliśmy niemrawy, ale od 15 minuty dominowaliśmy i udokumentowaliśmy to bramkami. Od początku mieliśmy plan, aby wyjść wysoko. Wiedzieliśmy, że Halniak lubi grać krótką piłkę. Nie daliśmy im nawet rozegrać krótko „piątki” i to dało efekt.