• 002
  • slider003
  • moja liga
  • 002
  • moja liga
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa A -> Klasa A. Relacje z 11 kolejki.

Klasa A. Relacje z 11 kolejki.

DSC01589 news

Tabela klasy A pękła na dwie równe połowy, które dzieli 7-punktowa „szczelina”. Wcale niemała. Szczególnie ciekawa sytuacja jest w zestawie siedmiu zespołów mających problem z zdobywaniem punktów (miejsca 8-14). Gdyby za dwa tygodnie kończył się sezon, a nie runda, poziom nerwowości w tych klubach sięgałby wskaźników zenitalnych. Stanisławianka nie potrafiła pokonać u siebie beniaminka z Sosnowic, choć teoretycznie wszystko miała pod kontrolą. Cedron pokonał Żarek Barwałd „spacerkiem”, choć przeciw gościom sprzysięgło się przed tym meczem i w jego trakcie wszystko. Babia Góra punktuje w czwartym kolejnym meczu. Niewiele zabrakło jej do kolejnych trzech punktów, jednak ambitni wysoczanie wyrwali dla siebie „oczko”. Orzeł Wieprz szybko zdobył dwa gole decydujące o zwycięstwie nad Leskowcem Rzyki, który – zdaniem trenera – zagrał jeden z najgorszych meczów w rundzie. Burza Roczyny roztrwoniła dwubramkową przewagę nad Halniakiem Targanice i derby gminy Andrychów zakończyły się remisem. W spotkaniu ekip z górnych rejonów tabeli Naroże Juszczyn zakończyło mecz mając dwie bramki przewagi nad Zniczem. Astra Spytkowice uwolniła moc. Pokonała Lachy 7:0, a goli mogła zdobyć dwa razy więcej. Andrij Sukhetskyi w drugiej połowie skutecznie zapolował na hat-tricka.

 

 

 
STANISŁAWIANKA STANISŁAW – PŁOMIEŃ SOSNOWICE 3:3 (3:1)

 
Bramki: K. Kołodziej 6, 31, 44 – Kwaśniak 13, Kutermak 60 (karny), Dziedzic 67.

 
STANISŁAWIANKA: Kajfasz – Król, Jurek, M. Kołodziej, Sarapata – Żak (85 Grudniewicz), Odrowąż, Serwin, Górny (85 Orgal) – Góra, K. Kołodziej.

 
PŁOMIEŃ: Gonciarski – Sikora, Bujak, Kutermak, Machno (64 A. Kucia) – Piwowarczyk, Rudek, Dziedzic, Fuss (77 Ostrowski), J. Kucia – Kwaśniak.

 
- Było pięknie, a skończyło się jak zawszeubolewa trener Stanisławianki Piotr Koziołek. – Niedosyt pozostaje duży. W pierwszej połowie mieliśmy grę pod kontrolą. Czerwona kartka dla gości nic nam nie pomogła. Gdybyśmy jedni i drudzy kończyli mecz w komplecie, pewnie byłoby dla nas lepiej. U nas nadal „leży” skuteczność. Gościom zabrakło w końcówce sił i można było zdobywać gole. Obrona rywala grała na słabym poziomie. Łatwo dochodziliśmy do sytuacji strzeleckich.



 
Do 60 minuty wszystko układało się idealnie po myśli gospodarzy. Przed przerwą zdobyli trzy gole, a w zasadzie zdobył je jeden piłkarz – Karol Kołodziej. W 6 minucie sędzia zastosował przywilej korzyści i napastnik Stanisławianki posłał piłkę w górny róg bramki. Po oskrzydlającej akcji wyrównał Kwaśniak (13 min), ale po dwóch kwadransach znów prowadzili miejscowi, gdy K. Kołodziej oddał strzał w „długi” róg. Wcześniej przygotował sobie miejsce do strzału biegnąc wzdłuż 14 metra. Tuż przed zmianą stron arbiter po raz kolejny zastosował przywilej korzyści i ponownie sytuację wykorzystał K. Kołodziej robiąc użytek z podania Serwina. W 55 minucie bramkarz gości został relegowany z boiska za faul poza polem karnym na Żaku. Wydawało się, że Stanisławianka jest w komfortowej sytuacji. Trwało to tylko pięć minut, bo również golkiper gospodarz ujrzał czerwień za poturbowanie Dziedzica w polu karnym. Skutecznie „jedenastkę” wykonał Kutermak. W 67 minucie sosnowiczanie doprowadzili do wyrównania. Piłkę za obrońców otrzymał Dziedzic i precyzyjnym lobem wpakował piłkę do „sieci”. Środkowy pomocnik gości zatem już po raz drugi z rzędu „maczał palce” przy dwóch golach dla swojej drużyny, ale też jest to piłkarz klasą sporo przerastający A-klasowy poziom. Stanisławianka mogła jeszcze uratować ten mecz, jednak idealnej sytuacji nie wykorzystał Serwin, mierząc z rzutu karnego w bramkarza. Później goście byli w opałach jeszcze kilkukrotnie, sami również stworzyli w drugiej połowie kilka okazji.

 
- Cieszymy się z punktu, choć jechaliśmy po zwycięstwo stwierdza trener Płomienia Mariusz Rudek. – Zagraliśmy „wysoko”. Rywal wyprowadził kilka dobrych kontr. Po trzech padły gole. Zabrakło nam dwóch środkowych pomocników – Grycha i Staśko. Cieszy mnie konsekwencja, bo przy dwubramkowym deficycie i stracie bramkarza, nadal potrafiliśmy grać, to co zostało założone. Nie jestem zadowolony z naszej gry obronnej, nie była szczelna. Po stracie piłki ciężko nam się było szybko zorganizować na dużym boisku.

 

 

 

 
CEDRON BRODY – ŻAREK BARWAŁD 4:0 (2:0)

 
Bramki: Filipek 24, Zieliński 35, Wolski 57, Boczkaja 80.

 
CEDRON: Szuba – Stanisławczyk, Wyka, Dobisz, Ziaja (46 Skiba) – Łężniak, Bogacz (67 Boczkaja), Kryjak, Kraus – Zieliński (64 Czaicki), Filipek (46 Wolski).

 
ŻAREK: Janiczak – Paweł Bucki, Gałuszka, Kosowski, Karcz – Bartoszek, Różycki, Góralczyk, Kondak, Chrapla (10 Moskała) – Maciusiak.

 
Spotkanie derbowe, ale kibice nie będą wspominać go latami. Możliwe, że zostanie zapomniane już po rundzie jesiennej. Mecz „do jednej bramki”. Mocno osłabieni goście praktycznie nie zagrozili bramce Szuby, a Cedron grając spokojnie zdobył cztery gole, choć mógł postarać się o więcej.
W 24 minucie Filipek pewnym strzałem obok bramkarza sfinalizował dokładne podanie z środkowej strefy. Dziesięć minut później Kraus podał wzdłuż piątego metra, gdzie swoją robotę należycie wykonał Zieliński. W 57 minucie faulowany w obrębie pola karnego był Wolski i on też skutecznie kopnął z „wapna”. W 80 minucie, przy ostatnim golu miejscowych, było sporo kontrowersji. Ruch do podanej z głębi pola piłki wykonał Wolski, ale ostatecznie jej nie dotknął, zawodnicy z Barwałdu stanęli sądząc, ze będzie spalony, ale futbolówkę przechwycił Boczkaja i pokonał bramkarza stając z nim wcześniej „oko w oko”. Gracze ofensywni gospodarzy mieli jeszcze po jednej, a niektórzy pod dwie sytuacje na kolejne gole.

 
- Nie mogłem skorzystać z pięciu obrońców: Rafała Buckiego, Marcina Ochmana, Dominika Żaka, Stanisława Wypióra i Jakuba Filka. Nie grał też Piotr Filek. Dwie godziny przed meczem dowiedziałem się, ze nie wystąpi Paweł Wilk, który udał się do rodzącej żonywymienia nieobecnych trener Żarka Damian Michulec. – Grający przeciw Cedronowi w defensywie Kosowski i Gałuszka nie wystąpili przed tym meczem ani minuty, a Paweł Bucki zagrał może pięć minut. Na dodatek już na początku spotkania kontuzji mięśnia dwugłowego nabawił się Chrapla. W przerwie czerwoną kartkę za dyskusje z sędzią dostał bramkarz i w bramce musiał stanąć Moskała. W meczu musieli wystąpić zawodnicy kontuzjowani. Gospodarze byli lepsi, ale zaskoczyli mnie in minus. Gdybyśmy mieli optymalny skład, trudno byłoby im z nami wygrać.

 
- Mecz miał dla nas taki trochę sparingowy klimat, choć podeszliśmy do przeciwnika z szacunkiempodkreśla napastnik Cedronu Gabriel Wolski.Widać było, że goście ledwo się zebrali. Nasze posiadanie piłki oscylowało w granicach 80 procent. Standardowo wymienialiśmy dużo podań. Przy koncentracji na wyższym poziomie, wynik byłby bardziej okazały.

 

 

 

 
BABIA GÓRA SUCHA BESKIDZKA – RELAKS WYSOKA 2:2 (0:0)

 
Bramki: Wójtowicz 81, 86 – Jończyk 62, Pyrek 88.

 
BABIA GÓRA: Kachnic – Chrząszcz, Kudzia, Rzepka, Szarlej – Kociołek, Żmuda (46 Bałos), Sumera, Wójtowicz, Rzeźniczak (46 Ścieszka) – Burliga (69 Mika).

 
RELAKS: Brózda – Wróbel, Żurek, Curzydło, Sarapata (90 Zalewski) – Stanek, Wiecheć, Michorczyk (54 Kobyłecki), Jończyk – Pyrek, Rzepka.

 
W pierwszej połowie działo się mniej niż w drugiej, ale przewagę posiadali goście. Stworzyli trzy okazje, celu jednak nie osiągnęli. Uderzający z okolic 15 metra Pyrek i Wróbel posyłali piłkę obok słupka, a najlepszą okazję zmarnował Wiecheć. Uderzył głową, ale akurat na wysokości rąk bramkarza. Wynik otworzyć mógł Burliga w 58 minucie – dostał piłkę pod nogi od Kociołka, ale nie trafił z 5 metrów. Skuteczniejszy był Jończyk dający gościom prowadzenie po strzale z rzutu wolnego poprzez gąszcz nóg. Szybko ripostować mógł Ścieszka, jednak kropnął z woleja w miejsce, w którym na posterunku stał Brózda. Ostatnie trzy gole padły między 81 a 87 minutą. Kiedy do siatki gości dwukrotnie w niecałe pięć minut piłkę posłał Wójtowicz, wydawało się, że jest już „po herbacie”. Skrzydłowy Babiej Góry najpierw zrobił użytek z idealnie wykonanej na prawej flance pracy Bałosa, a potem skorzystał z indolencji obrońców, którzy pozwolili dośrodkowanej z daleka piłce przelecieć nad ich głowami i odbić się w polu karnym. Być może miejscowi nieco się rozluźnili, bo po 60 sekundach do wyrównania doprowadził Pyrek po asyście Kobyłeckiego.

 
- W pierwszej połowie wyglądaliśmy gorzej niż w praktycznie wszystkich przegranych do tej pory meczachanalizuje trener Babiej Góry Sławomir Bączek. – Brakowało przyjęcia, podania, podstawowych rzeczy. Potem było lepiej, ale nie zdołaliśmy dowieźć trzech punktów do ostatniego gwizdka.

 
- Remis jest sprawiedliwym rozstrzygnięciemmówi Roman Skowronek, trener Relaksu. – Szkoda pierwszej straconej przez nas bramki. Była kuriozalna. Przez godzinę graliśmy dobrze. Nie mieliśmy kim straszyć. Kadrowo z meczu na mecz wyglądamy gorzej. Ważne, że walczyliśmy o punkt do końca, co się udało.

 

 

 

 
ORZEŁ WIEPRZ – LESKOWIEC RZYKI 2:0 (2:0)

 
Bramki: Grzybek 4, Penkala 18.

 
ORZEŁ: Witkowski – D. Bury, Stokłosa, Ł. Bury, Wróbel – Penkala, Grzybek, Kadłubicki, K. Szymański (62 Lachendro) – Walczak, Dyrcz.

 
LESKOWIEC: D. Łysoń – Z. Cibor, Mikołajek, T. Łysoń, Ł. Kowala – M. Kowala, M. Misiek, Balon, S. Misiek – Gajczak, A. Cibor.

 
Wszystko rozstrzygnęło się w pierwszych dwudziestu minutach. Obie drużyny miały szanse – niewiele – ale jednak. Skuteczniejsi okazali się gospodarze. Już w 4 minucie Grzybek skutecznie dołożył nogę na 8 metrze po podaniu Dyrcza. W 18 minucie z kolei bramkarza Leskowca płaskim strzałem zza pola karnego zaskoczył łamiący akcję ze skrzydła na środek Penkala. Po każdym z goli mogli odpowiedzieć goście, jednak T. Łysoń „główkował” w poprzeczkę po podaniu Gajczaka. W drugiej sytuacji lepiej powinien zachować się A. Cibor, mający przed sobą tylko bramkarza, który zdołał zastopować zapędy napastnika rzyczan. Druga połowa należała do Orła. Jego piłkarze zmarnowali kilka doskonałych okazji. „Odgryźć” próbował się tylko Balon z rzutu wolnego. Gościom sytuację skomplikowała czerwona kartka jaką w 60 minucie ujrzał za faul ratunkowy Michał Kowala. Miejscowi również kończyli w „dziesiątkę”, ale nie miało to już wpływu na losy spotkania, bo Penkala drugie „żółtko” musiał „przełknąć” w 90 minucie.

 
- Przegraliśmy w sferze psychicznej przekonuje trener Leskowca Wojciech Seruga. – Nie poznawałem swojej drużyny. Chłopaki podeszli do tego meczu bojaźliwie. Straciliśmy gole „z niczego”. Zagraliśmy gorzej niż zwykle. Nic nie wychodziło z naszej przedmeczowej koncepcji zagrywania piłek za obrońców. Każdy narzeka na boiska w Rzykach. Boli mnie to jako trenera, bo w Wieprzu graliśmy na fatalnym boisku, ale nie mam zamiaru z tego powodu robić problemu. Obie drużyny biegają po tej samej trawie. Trenerzy którzy próbują tłumaczyć słabe wyniki stanem boiska, chyba nie rozumieją piłki. Na mecz pojechaliśmy, ze względu na kartki, choroby, w trzynastoosobowym składzie. Byliśmy na fali, jednak w tym meczu coś się załamało. Dużo było gry siłowej. Gospodarze lepiej się w niej odnajdywali. Gratuluję im wygranej.

 
- Goście mogli odpowiadać na nasze bramki, ale brakowało im skutecznościmówi trener Orła Tomasz Gwiżdż.Dobrze zaprezentowaliśmy się w drugiej połowie, choć zmarnowaliśmy kilka sytuacji, kiedy moi piłkarze mieli przed sobą tylko bramkarza. Nie ma co jednak narzekać. Liczą się punkty. Nie gramy pięknie. Po przejęciu drużyny nie miałem czasu na wypracowanie stylu. Może przyjdzie na to czas w przerwie zimowej.

 

 

 

 
BURZA ROCZYNY – HALNIAK TARGANICE 2:2 (1:0)

 
Bramki: A. Mizera 40, M. Rajda 55 – Górski 72, Talik 83.

 
BURZA: Klęczar – D. Rajda, M. Rajda, Garbacz, Pilorz – J. Talar, A. Mizera, Starypan, Misiek (65 Kalisz) – Łysoń, Wysmołek (74 Swakoń).

 
HALNIAK: Kiszczak – Nowak, Zborowski, Zieliński (79 Wocial), Ławeczka – Fujawa, Marczak, Powroźnik (58 Talik), Górski, Urbańczyk (70 Toma) – G. Kubik.

 
W pierwszej połowie oba zespoły zdołały wykreować sytuacje, choć gol padł tylko jeden. W 40 minucie rzut wolny z 17 metrów wykonał A. Mizera i piłka przeleciała obok muru i wpadła do siatki przy słupku, gdzie powinien stać bramkarz. Wcześniej dobre okazje dla miejscowych zmarnował Misiek, którego strzał instynktownie odbił bramkarz i Wysmołek „stemplujący” poprzeczkę. Halniak nie oddawał pola. W pierwszych dwudziestu minutach tuż nad bramką uderzali Górski i G. Kubik. Kapitalną szansę targaniczanie zmarnowali w 35 minucie. Po strzale Górskiego futbolówkę sparował Klęczar, poprawiał Urbańczyk, ale znów lepszy był bramkarz, który poradził sobie także z trzecim w tej akcji strzałem G. Kubika. W 55 minucie było 2:0. Po centrze z kornera A. Mizery, celnie z 5 metrów „główkował” M. Rajda. Po stracie tego gola nastąpiły przetasowania w formacjach gości. Grający do tego momentu na skrzydle Górski wspomógł w ataku G. Kubika, na boisku pojawił się Talik, który jak się okazało był piłkarzem potrzebnym, bo brał udział przy obu golach gości, podobnie zresztą jak Górski, który zdobył gola kontaktowego w 72 minucie, po akcji przeprowadzonej w lewym sektorze przez Talika. Dziesięć minut później ci dwaj piłkarze zamienili się rolami: „asystent” i „strzelec”. Gdyby przy stanie 2:0 Wysmołek nie dał wykazać się dwa razy bramkarzowi Halniaka, mogło być po meczu. Ostatnie minuty należały do gości, ale derbowy pojedynek skończył się podziałem punktów.

 
- Ostatnie pół godziny, a już szczególnie końcowe dziesięć minut należały bezwzględnie do nasocenia członek zarządu Halniaka Marek Płaszczyca.Poza tym okresem dominacji mecz był równy. Dużo wniosły zmiany po drugim straconym golu, dały nową jakość. Burza też dokonywała zmian, ale nic one temu zespołowi nie dały. Czujemy jednocześnie i niedosyty i zadowolenie.

 
- Zadowolenie i niedosytdokładnie powiela zdanie działacza Halniaka trener Burzy Mateusz Siwiec. – Takie mamy odczucia, bo z jednej strony jest punkt, który przyznam przed meczem chętnie bym sobie dopisał, a z drugiej jeśli się prowadzi u siebie 2:0, to trzeba taki mecz wygrać. Nadal jesteśmy osłabienie kadrowo. Do bramki wrócił jednak Klęczar i dobrze się w niej sprawdził. Stworzyliśmy więcej sytuacji niż w trzech poprzednich meczach. Obrona gości spisywała się słabiej, niezbyt pewnie interweniował też ich bramkarz. Moi zawodnicy zagrali ambitnie, co ostatnio nie było normą.

 

 

 

 
NAROŻE JUSZCZYN – ZNICZ SUŁKOWICE-BOLĘCINA 3:1 (0:0)

 
Bramki: M. Ferek 63, 89 (obie z karnych), Lipka 60 – Siwek 80.

 
NAROŻE: Fidelus – M. Drobny, Kulka, Baziński, M. Ferek – Pietrzak (25 Trybała), G. Ferek (46 Lipka), Kryjak (88 Lyvka), Ceremuga (68 Chorąży) – M. Drobny, Kuszyk.

 
ZNICZ: Wiktor – Jarosz, Paś, Manda, Łysoń – Kryjak (46 Bizoń), Sobita (75 Piekiełko), Siwek, F. Jarosz (60 Ludwikowski) – Sobala (78 Mizera), Kierczak.

 
- Zagraliśmy naprawdę dobre zawodypodkreśla Jakub Jeziorski, trener Naroża. – Rezerwowi wznieśli dużo ożywienia. Graliśmy w innym zestawieniu, w porównaniu do poprzednich spotkań. Do składu wrócił Rafał Drobny i uspokoił grę z tyłu. Wygraliśmy zasłużenie, bo o tę może nie dwie, ale jedną bramkę byliśmy lepsi. Po raz kolejny spotkaliśmy się z drużyną, która prezentuje dobrą piłkę. Znicz starał się grać na Kierczaka, ale dostał on „plastra” w postaci Bazińskiego i w ciągu 90 minut, tylko raz znalazł się w niezłej sytuacji.

 
Przed przerwą bramki nie padły, choć okazji nie brakowało. Najlepszą okazję u gości zmarnował Kierczak. Wychodził sam na sam, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany. Z kolei w Narożu Kryjak przestrzelił z siedmiu metrów. Po godzinie gry padł pierwszy gol. Kryjak zagrał do Lipki, który miał na plecach obrońcę, ale zdołał się odwrócić i strzelić pod poprzeczkę. Za chwilę Łysoń faulował Marcina Drobnego w polu karnym, a „jedenastkę” wykorzystał Marcin Ferek. Dziesięć minut przed końcem spotkania Kamil Siwek dał nadzieję gościom na chociażby remis. Dostał futbolówkę od Ludwikowskiego na 16 metrze, przyjął i zmieścił ją pod nogami bramkarza. W końcówce dał o sobie znać znowu Marcin Drobny. Tym razem był nieprzepisowo zatrzymywany przez Pasia, a rzut karny znowu wykorzystał Marcin Ferek zamykając ten mecz.

 
- Błędy indywidualne przyczyniły się do porażki w tym meczuocenia Maciej Marek, szkoleniowiec Znicza. – Naroże prezentowało bardziej fizyczną piłkę od nas, grali ostro i zdecydowanie. Dużo krwi napsuł nam Marcin Drobny. Super się zastawiał i zgrywał piłki do kolegów. Obrońcy byli na to wyczuleni, ale nie wykonywali dobrze zadania w kryciu. Gdyby nie te karne, to spotkanie mogłoby potoczyć się inaczej.

 

 

 

 
ASTRA SPYTKOWICE – LACHY LACHOWICE 7:0 (3:0)

 
Bramki: Sukhetskyi 52, 65, 87, Cyzio 10, 80, Borowczyk 15, P. Grondalczyk 40.

 
ASTRA: Chuderski – Panek, Cyzio, Rąpel, Sendera – Sukhetskyi, Kowalski, Stasiak (59 Rokowski), Wawro (59 Babiuch) – Borowczyk (78 Hercog), P. Grondalczyk (86 Mamoń).

 
LACHY: Nowak – Banaś, M. Gach, Kąkol, Kubieniec – Daniel Kachel, Dawid Kachel, Tomasz Kachel, P. Gach – Stachnik (60 Mateusz Kachel), Pyrzyk.

 
- Pocieszające jest to, że bramki padały po ładnych i zespołowych akcjachmówi Piotr Balonek, trener Astry. – Drużyna zagrała bardzo dobry mecz i chwała chłopakom, że cały czas dążyli do tego, aby zwycięstwo było jak najbardziej okazałe. Gdybyśmy mieli stuprocentową skuteczność, to goli byłoby ponad dziesięć. Graliśmy po ziemi, szukaliśmy akcji oskrzydlających i to się mogło podobać.

 
Już w 10 minucie zawodnik gości rzucił nieparlamentarnym słowem, dzięki czemu Daniel Cyzio po rzucie wolnym pośrednim z 17 metrów trafił pod poprzeczkę. To był początek lawiny bramek. Później po wycofaniu piłkę przez Wawrę, Borowczyk celnie strzelił z 8 metrów, a tuż przed przerwą Grondalczyk dobił strzał w poprzeczkę Sukhetskyiego. Lachy ograniczały się do sporadycznych kontr, podczas których Paweł Gach posłał piłkę obok słupka, a Pyrzyk trafił w bramkarza. W drugiej odsłonie klasą dla siebie był „Andrzej Suchecki”, czy jak kto woli Andrij Sukhetskyi. Trzy razy zdobył bramkę po strzałach głową. Wykorzystywał on podania Wawry, Panka i Sendery z bocznych sektorów boiska. Kolejnego gola dołożył Daniel Cyzio, umieszczając piłkę w siatce wewnętrzną częścią stopy z siedmiu metrów. Licznik bramek zatrzymał się na siódemce.

 
- To był najniższy wymiar karyprzyznaje Krzysztof Chorąży, prezes i trener Lachów Lachowice.Próbowaliśmy grać, ale Astra, to chyba najlepsza personalnie drużyna w naszej lidze. Wszystko im wychodziło i mogli zdobyć drugie siedem bramek. Mamy prawdziwy szpital w drużynie i jesteśmy rozbici psychicznie. Niestety na dużych boiskach nie umiemy grać i nie mamy możliwości przygotowania się. Z sześciu zawodników zaraz po meczach wyjeżdża do Krakowa, bo to studenci, przez co rzadko trenujemy w pełnym składzie. Rozegraliśmy jeden z najsłabszych meczów i trzeba przyznać, że nasza gra na tle rywala wyglądała tragicznie.