• moja liga
  • 002
  • 002
  • moja liga
  • slider003
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Klasa C2 -> Gród wywalczył promocję na wyższy szczebel, w Kozińcu padł gol, który został potraktowany jako „widmo”. Witanowiczanie mogli szeroko otwierać drzwi do klasy B, ale przegrali mecz o „sześć punktów”, a może i o awans.

Gród wywalczył promocję na wyższy szczebel, w Kozińcu padł gol, który został potraktowany jako „widmo”. Witanowiczanie mogli szeroko otwierać drzwi do klasy B, ale przegrali mecz o „sześć punktów”, a może i o awans.

czarni-gronie Start

Kwestią czasu był awans Grodu do klasy B. Drużyna nie notująca wpadek, seriami wygrywająca mecze, zasłużenie zameldowała się na wyższym poziomie. Kto będzie drugą ekipą pijącą szampana? W praktyce walka rozegra się pomiędzy Skawą Witanowice a Victorią Półwieś. Wczoraj odbył się pomiędzy tymi zespołami mecz z gatunku tych wagowo najcięższych, najważniejszych i zwycięsko wyszli z niego goście. Witanowiczanie, mimo że pewnie mentalnie pokiereszowani, nadal jednak zajmują drugie miejsce w tabeli. Na zdjęciu drużyny Czarnych i Gronia przed meczem.

 

 
CZARNI KOZINIEC – GRONIE ZAGÓRNIK 2:1 (0:1)

 

 
Bramki: Dyrcz 48, Pawlik 55 – Ficek 44.

 

 
CZARNI: M. Kołodziejczyk – Pawlik, Worytko, Wiercimak, J. Kudzia – Nicieja, Hałabis, Kasicki (65 Zaborowski), Boczoń (46 M. Kudzia) – Kwiatkowski (90 Korzeniowski), Dyrcz.

 



 
GRONIE: K. Góra – P. Karcz, Białek, Gondko – Babiński, Góra, Fijołek, Bury, Ficek – Matusiak (71 Bogucki), Michalak.

 

 
- Na pewno w pierwszej połowie byliśmy zespołem lepszymprzekonuje kapitan gości Marek Fijołek.Udokumentowaliśmy to golem, poza tym stworzyliśmy przynajmniej dwie inne dogodne sytuacje. Strzał Matusiaka na rzut rożny sparował bramkarz, a później zbił na słupek piłkę po uderzeniu Burego.

 

 
Goście zdobyli gola „do szatni” w 44 minucie. Czarni wyszli z akcją, ale źle ją rozwiązali, piłkę przejęli goście, Michalak uruchomił Ficka, a ten nie dał szans bramkarzowi. Miejscowi sami mogli wcześniej otworzyć wynik, ale bardzo dobrze zareagował obrońcy wybijając piłkę spod nóg wychodzącego na czystą pozycję Hałabisa.

 

 
Nieco inaczej niż w obozie Gronia pierwszą odsłonę ocenia trener Czarnych Daniel Zaborowski.

 

 
- Przez pierwsze piętnaście minut graliśmy mądrzej od rywalamówi. – Później dostosowaliśmy się do niego poziomem gry. Gra z obu stron wyglądała bardzo słabo. Nie dało się na to patrzeć. Na koniec straciliśmy gola.

 

 
Czarni wyszli na drugą część z mocnym postanowieniem poprawy gry i na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już po dziesięciu minutach prowadzili 2:1. W 48 minucie indywidualną akcją popisał się Dyrcz, kiwnął dwóch rywali, po czym zmieścił piłkę przy „krótkim słupku”. W 55 minucie po wyrzucie z autu piłkę przegłówkował Kasicki i Pawlik kropnął nie do obrony z 6 metrów.

 

 
Najciekawsze wydarzenie miało miejsce w 66 minucie. Po kontrze graczy z Zagórnika, wyrzucony do boku Ficek wpakował piłkę do bramki gości. Tyle że siatka w bramce była dziurawa i… piłka przez nią przeszła na wylot.

 

 
- Gol był ewidentny, nawet gospodarze nam o tym mówili, bramkarz Czarnych przyznał to naszym piłkarzommówi kapitan Gronia. – Sędzia tłumaczył się, że przed meczem jego asystenci sprawdzali siatki, ale mówił nieprawdę, bo nikt siatek nie kontrolował, a największym kuriozum były słowa głównego arbitra, który w końcu powiedział nam, że może uznałby tego gola, ale się nie cieszyliśmy… Widać należy mieć przygotowaną „cieszynkę” na każdego zdobytego gola, bo inaczej arbitrzy nie będą zaliczać bramek.

 

 
- Nie widziałem tego dokładnie, ale z tego co mi wiadomo gol powinien być zaliczony gościomskomentował po sportowemu trener Czarnych Daniel Zaborowski.Cóż, my cieszymy się z trzech punktów na własnym boisku, o które ostatnio było ciężko.

 

 
W 85 minucie gospodarze powinni poprawić na 3:1, ale rzut karny zmarnował Dyrcz. Lepszy od niego okazał się Góra.

 

 
Obie drużyny nie grają już o awans, ale już teraz można w nich upatrywać faworytów do promocji w następnym sezonie.

 

 
- W pozostałych meczach chcemy udowodnić, że potrafimy grać w piłkętwierdzi kapitan Gronia Marek Fijałek.Mamy jeszcze ciekawy meczy wyjazdowy ze Skawą Witanowice, na pewno go nie odpuścimy. Podobnie jak pozostałych dwóch. Prezes klubu w jednej z wypowiedzi stwierdził, że nie ma już z nami trenera. Otóż trenera nadal jest i będzie nas prowadził w kolejnym sezonie.

 

 
- Ostatnie mecze traktuję już jako przygotowanie do następnego sezonumówi szkoleniowiec Czarnych.Ten sezon miał wyglądać inaczej, ale porażki też uczą. Ważne, że widać ciągły progres.

 

 
(PK)

 

 

 

 
ORZEŁ RADOCZA – GRÓD GRODZISKO 2:4 (0:2)

 

 
Bramki: Pustułka 68 (karny), Nidecki 82 – Stanek 14, 33, 66, Kutermak 57.

 

 
ORZEŁ: Nowak – Strojny, Kisiała, Pszczeliński, Cisoń – Piskorz (59 Kosowski, 80 Waliczek), Pustułka, J. Bik (70 Mlak), Harmata – Dyrcz (18 Nidecki), Odrowąż.

 

 
GRÓD: Klaja – Kutermak (62 R. Stanaszek), Szlęzak, Kluska, Polus – Dziedzic, A. Stanaszek (69 D. Kajfasz), Kajfasz, Ciemiera – Czopek, Stanek.

 

 
W starciu ostatniej drużyny w tabeli z pierwszą trudno było spodziewać się innego rozstrzygnięcia niż victorii lidera. Gród kontrolował spotkanie. Do przerwy zdobył dwa gole, a powinien dołożyć przynajmniej jeszcze dwa. Ciemiera nie wykorzystał dwóch znakomitych okazji, swoją szansę zaprzepaścił też Dziedzic, który biegł od połowy boiska na spotkanie z bramkarzem, żeby w ostatniej chwili źle podać do partnera z drużyny.
Odkąd na boiska klasy C wrócił Stanek, zaczął kolekcjonować gole. W Radoczy dorzucił kolejne trzy. W 14 minucie po podaniu Polusa z prawej strony, Stanek przyjął piłkę na klatkę w „szesnastce”, po czym uwolniwszy się od rywala płaskim strzałem dał swojej ekipie prowadzenie. W 33 minucie napastnik Grodu podwoił swój dorobek robiąc dobry użytek z prostopadle zagranej przez Kajfasza piłki. W 57 minucie grający trener Adam Kutermak wpakował piłkę do siatki głową, choć reagować próbował jeszcze bramkarz. W 66 minucie Stanek fetował swojego trzeciego gola, wykorzystując sytuację „sam na sam” z bramkarzem.

 

 
- Orzeł jest na ostatnim miejscu, ale nam nigdy ten przeciwnik „nie leży”mówi trener Grodu Adam Kutermak.Podeszliśmy więc do meczu skoncentrowani i z respektem dla rywala. Przyznam jednak, że całkowicie zdominowaliśmy pierwszą połowę.

 

 
Po przerwie nieco oddechu złapali miejscowi, co zapewne też spowodowane było małymi perturbacjami kadrowymi gości. Przy wysokim wyniku z boiska zszedł trener, za chwilę na placu gry zameldował się drugi i zarazem ostatni rezerwowy D. Kajfasz, który praktycznie przy pierwszym kontakcie z piłką skręcił kolano. Tak więc przez ostatnie dwadzieścia minut Gród grał w „dziesiątkę” i bez trenera. Wkradło się kilka błędów co wykorzystał Orzeł. W 68 minucie w polu karnym powalony został Harmata, a z „wapna” piłkę do siatki pokierował Pustułka. W 82 minucie gospodarze trafili po raz drugi. Po nieudanej próbie strzału Odrowąża, futbolówkę przejął Harmata, „złamał” akcję do środka, jego strzał sparował bramkarz, ale ze skuteczną dobitką pośpieszył Nidecki.

 

 
- Cóż powiedzieć, nic się „nie klei” w naszej grze ubolewa prezes Orła Tomasz Pytlowski.Goście wyprowadzali sporo ataków ze środka pola, nie umieliśmy sobie z tym poradzić. Były jakieś przebłyski lepszej gry, ktoś powalczy, ale za chwilę piłka zostaje, podania nie dochodzą do adresatów. Po zdobyciu dwóch goli humory na pewno nieco się poprawiły. Mamy ciężką sytuację. Od pewnego czasu, z rundy na rundę, walczymy o to, aby utrzymać drużynę. Chcemy przetrwać ten trudny okres.

 

 
- Po tym meczu cieszymy się z awansu, ale czeka nas sporo pracyzapowiada trener Grodu. Na pewno przed rozgrywkami w klasie B musimy się wzmocnić przynajmniej jednym zawodnikiem. Cieszy to, że potrafimy grać inaczej niż w poprzednich latach. Jest więcej spokoju. Kiedyś stale dostawaliśmy kartki za „pyskówki”, piłkarze musieli przez to pauzować, teraz tego nie ma, przez co zespół nie traci na jakości. Kładłem na to duży nacisk i faktycznie zmieniła się mentalność chłopaków.

 

 
(PK)

 

 

 

 
SKAWA WITANOWICE – VICTORIA PÓŁWIEŚ 0:3 (0:0)

 

 
Bramki: Korecki 64, 80, M. Maślona 53.

 

 
VICTORIA: Stokłosa – Krzysztof Piórkowski, Karol Piórkowski, K. Łąka, P. Łąka – P. Dawidowicz (81 Sikora), M. Dawidowicz, T. Maślona (87 Maj), M. Maślona (74 P. Maślona) – Krężołek, Korecki.

 

 
To było najważniejsze spotkanie 15 kolejki. Przy stole zasiedli gracze z Witanowic i Półwsi. Karty z napisem „awans” mieli w rękach ci pierwsi, ale goście wytrącili je rywalom z rąk. Gdyby witanowiczanie zaksięgowali trzy punkty w praktyce weszliby do klasy B. Na trzy kolejki przed końcem mieliby 8 punktów przewagi nad trzecią drużyną – Victorią Półwieś właśnie. Porażka mocno skomplikowała sprawę Skawie. Nadal zajmuje drugie miejsce w tabeli, ale Victoria zbliżyła się na dwa „oczka”. Dodatkowo piłkarze z Witanowic mają teoretycznie gorszy układ gier (dwa wyjazdy) i musi poradzić sobie z mocniejszymi rywalami. Nic to jednak nie musi oznaczać. Wpadka może przytrafić się również aktualnie bezpośredniemu rywalowi.

 

 
- Byliśmy bezwzględnie lepszym zespołem przez cały meczmówi piłkarz Victorii Piotr Dawidowicz.Nie wiem kto awansuje – my czy Skawa, ale dziś udowodniliśmy sobie i rywalom, że bez względu na wszystko, my na to bardziej zasługujemy. Bez problemów wygraliśmy 3:0 praktycznie na nic rywalom nie pozwalając. Gospodarze oddali w meczu może trzy celne strzały, z czego jeden był groźny, domagali się też rzutu karnego, być może słusznie.

 

 
Mimo że goście posiadali sporą przewagę nie potrafili w pierwszych 45 minutach skierować piłki do siatki Skawy.

 

 
- Wszystko nam na boisku wychodziłostwierdza Piotr Dawidowicz.Utrzymywaliśmy się przy piłce, graliśmy „z klepki”, oddawaliśmy dużo strzałów. Powinniśmy wygrać dużo wyżej, ale do przerwy był tylko remis i ostatnie minuty pierwszej połowy były jedynymi, w których na moment oddaliśmy nieco pola rywalowi.

 

 
W 53 minucie odblokował się, być może w najważniejszym dla klubu momencie, Maciej Maślona, który wcześniej do siatki jeszcze nie trafił. Piłkę zagrywał prostopadle między obrońców M. Dawidowicz, ta odbijała się, ale skrzydłowy trafił ją z powietrza, w pełnym biegu, w idealnym momencie. Bramkarz nie mógł zareagować. W 64 minucie bardzo dobrze radzący sobie w środku pola M. Dawidowicz podbiegł z piłką kilka metrów, podał do brata Piotra, który z prawej flanki wrzucił futbolówkę za obrońców wprost do Koreckiego. Ten szansy nie zmarnował. Przy wyniku 2:0 goście wyprowadzali sporo kontr. Mecz „zamknęli” w 80 minucie. Z prawej strony zacentrował Krzysztof Piórkowski, dzięki czemu po raz drugi na listę strzelców wpisał się Korecki.

 

 
- To jeden z naszych najlepszych meczów jakie pamiętammówi Piotr Dawidowicz.Z dobrej strony zaprezentowali się młodsi koledzy. Skład był praktycznie optymalny. Zabrakło pauzującego za kartki Rybarza. Nie było też w bramce pierwszego bramkarza Srokosza, więc przed meczem były pewne obawy. Między słupkami stanął Mateusz Stokłosa, nasz były bramkarz, który nabawił się kiedyś poważnej kontuzji. Nie grał w piłkę osiem lat, ale okazał się pewnym punktem, choć wiele się nie napracował. Widać jednak było, że nie zapomniał jak należy się zachowywać w bramce. Pewnie wychodził do piłek, czuł grę.

 

 
(PK)

 

 

 
W pozostałych meczach:

 
Sokół Chrząstowice – Zaskawianka – mecz przerwany z powodu ulewy w 35 minucie przy wyniku 2:0.

 
Dąb II Paszkówka – Orzeł II Ryczów 1:1

 

 
(PK)