• moja liga
  • 002
  • slider003
  • moja liga
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Ludzie sportu -> Dawid Pająk. “Efektywnie wykorzystać czas i pracować wśród najlepszych jak najdłużej”

Dawid Pająk. “Efektywnie wykorzystać czas i pracować wśród najlepszych jak najdłużej”

ej synek widze to-crop

Pochodzący ze Świnnej Poręby Dawid Pająk znalazł się w gronie 70 najlepszych arbitrów w Polsce. Od jesieni będzie prowadził mecze w II lidze, reprezentując Małopolskie Kolegium Sędziów. Pająk podkreśla, że gdyby nie bardzo dobrzy mentorzy i nauczyciele z Wadowic, nigdy by tego poziomu nie osiągnął. O tym jak trudno jest znaleźć się w elicie świadczy fakt, że w tym roku awansowało na szczebel centralny tylko 7 sędziów z całej Polski.

 
ej synek widze to - Awansowałeś do elity polskich sędziów, na szczebel centralny. Marzenia się spełniają…

 
- Tak, rzeczywiście, choć jest to dla mnie duże zaskoczenie. Znaleźć się w tym gronie jest bardzo trudno. Nie sam jednak na to zapracowałem, bo wielką zasługę mają sędziowie z Wadowic i Krakowa. Bardzo dużo zawdzięczam panu Markowi Brańce. On budował mój profil sędziowania, wniósł dużo pozytywnych zmian do mojej pracy.

 
- Jakie warunki należy spełnić, żeby znaleźć się w drugiej lidze?

 
- Podstawą jest osiągnięcie poziomu III ligi. Tam przez cała rundę jesienną ocenianych jest 170 sędziów. 34 najlepszych wiosną przechodzi testy biegowe, merytoryczne, psychologiczne, później podlegają obserwacji. Ostatecznie do II ligi awansuje siedmiu. Miałem na to szansę w poprzednim sezonie, ale się nie udało. Wydaje mi się, że to przyniosło dobry skutek. Teraz spokojniej do tego podchodziłem. Wiedziałem gdzie mam braki, co należy poprawić. Przez ten czas byłem objęty programem CORE Polska (nowatorski kurs dla sędziów wzorowany na programie UEFA – Centre of Refereeing Excellence – przyp. red.).

 
- Poziom rozgrywek zobowiązuje. Wymagania wobec sędziów wrastają…

 
- Tak, trzeba podchodzić do tego z dużym zaangażowaniem. Staram się jak mogę. Trenuję cztery razy w tygodniu po godzinie. Należy się odpowiednio, dietetycznie, odżywiać. To wszystko pomaga. Sędziowanie idzie w stronę profesjonalizmu. Nie można sobie pozwolić na zaniedbania. Poza tym oczywiście cały czas trzeba “siedzieć” w przepisach. Zmieniają się. Czasami podczas meczów ktoś przekonuje mnie, że popełniłem błąd. Bywa że później zapraszam taką osobą – działacza czy piłkarza i tłumaczę, że sytuację o którą mu chodziło od kilku lat interpretuje się już inaczej. Niektóre przepisy zmieniły się sześć razy w ciągu dziesięciu lat.

 
- Kiedy rozpocząłeś przygodę z sędziowaniem i skąd pomysł na taką aktywność?



 
- Zaczynałem w wieku 16 lat, w 2004 roku. Dużą rolę odegrał pan Piotr Wajdzik, mój nauczyciel wychowania fizycznego w Świnnej Porębie, a zarazem arbiter i były szef wadowickiego Kolegium Sędziów. Zawsze byłem człowiekiem aktywnym sportowo, udzielałem się w wielu dyscyplinach. Oczywiście próbowałem sił w piłce nożnej, w młodzieżowych zespołach Skawy Wadowice, Garbarza Zembrzyce, czy w SMS-ie Kraków. Swoją grę nazwałbym raczej kopaniem, stąd poważniej pomyślałem o sędziowaniu.

 
wyjscie na stadion-crop- Od początku wiązałeś z nim przyszłość, byłeś zorientowany na osiąganie sukcesów w tej dziedzinie?

 
- Przez pierwsze dwa lata, do momentu osiągnięcia pełnoletności, sędziowałem na linii, więc trudno było wtedy snuć jakieś plany, ale gdy zacząłem prowadzić mecze na środku, pomyślałem, że chyba nie najgorzej mi idzie. Sporo się nauczyłem, dojrzałem i stwierdziłem, że warto. To nie jest jednak tak, że zawsze było świetnie. Nie raz i dwa dostałem kolejną szansę, bo nie da się nie popełniać błędów ucząc się. Wielką rolę odegrali sędziowie z Wadowic. Niepowodzenia nie załamywały mnie, a motywowały. Przyznam jednak, że dziesięć lat temu nie uwierzyłbym, jeśli ktoś powiedziałby, że uda mi się zameldować w drugiej lidze.

 
- Dosyć szybko pniesz się w sędziowskiej hierarchii…

 
- Nie jest to duże tempo. Nie notowałem awansów rok po roku. Patrząc z perspektywy uważam, że dobrze. Kiedy miałem 20 lat wydawało mi się, że o sędziowaniu wiem wszystko. Teraz podchodzę do tego z dużym dystansem. Im więcej człowiek wie, im więcej się uczy, tym bardziej widzi, ile mu jeszcze brakuje. Dobrze, że nie udawało się szybciej awansować. Lubię przeanalizować mecz który prowadziłem, obejrzeć płytę z nagraniem. Zerknąć jak pracowałem, czy i gdzie popełniłem błędy.

 
- Są sędziowie na których się wzorujesz?

 
- Nie wzoruję się na nikim, bo trzeba mieć jednak swój styl pracy, ale podoba mi sposób w jaki zawody prowadzą panowie Siejewicz i Musiał. Z kolei z zagranicznych wskazałbym na pewnego swoich decyzji i panującego nad sytuacją Webba, czy będącego kiedyś na topie charyzmatycznego Collinę.

 
- Przepisy gry w piłkę nożną są wszędzie takie same, ale już sposób sędziowania różny. Niektórzy arbitrzy szastają kartkami, inni z nauczycielską cierpliwością przywołują do porządku piłkarzy, tłumaczą. Jaki jest Twój profil?

 
- Poziom i sposób sędziowania zależy przede wszystkim od tego, jak do meczu podejdą obie drużyny. Jeśli chcą grać w piłkę, nie należy być “aptekarzem”. Inna sprawa jeśli od początku zaczyna się polowanie na nogi. Wtedy trzeba gwizdać i karać, żeby sytuacja nie zaogniła się. Jestem osobą kontaktową. Nie wchodzę w poufałe relacje z zawodnikami, których przecież z wielu meczów znam, ale czasem znajdzie się miejsce na żart. Kiedyś wyciągałem więcej kartek. W tej chwili udzielam więcej reprymend. Każdego sędziego powinna cechować stanowczość i musi mieć szacunek u zawodników. Jeśli zauważą, że arbiter jest niepewny swoich decyzji, może to przynieść kłopoty. To jakim się jest sędzią oczywiście zależy również od indywidualnych cech charakterologicznych. Kibice i piłkarze powinni jednak pamiętać, że sędzia to człowiek, nie komputer i zdarzają się błędy. Tak jak przykładowo napastnikowi, który nie kopnie piłki do pustej bramki.

 
rzut moneta- Arbiter może prowadzić mecz bez zarzutu, jednak błędy popełnią asystenci. Wszystko idzie “na rachunek” głównego rozjemcy. To nie jest komfortowa sytuacja…

 
- Nie jest, ale w tej chwili każdego “rozlicza się” z osobna. Jeśli obserwator widzi, że błąd popełnił sędzia liniowy, to on ponosi konsekwencje. Ja akurat dawno nie miałem sytuacji, żeby ktoś ganił któregoś z asystentów.

 
- Na poziomie II ligi można zaproponować swoich asystentów, czy jest to narzucane niejako z góry?

 
- Jestem nowym człowiekiem w tym gronie, więc może się zdarzyć, że dostanę do pomocy na linię kogoś obcego. Sądzę jednak, że będę współpracował z kolegami, których zaproponowałem: Piotrem Ćwiertnią, Szymonem Putkiem, Ireneuszem Warchałem i Michałem Bobkiem. Zawsze będą mnie wspomagać dwaj sędziowie z tej czwórki.

 
- Na ile meczów w II lidze możesz liczyć jesienią?

 
- Trudno powiedzieć. Sądzę, że pewnie około 6-7. Przydział meczów nie jest równy. O wszystkim decyduje postawa arbitra i oceny obserwatorów.

 
walka musi byc- Zajęty będziesz jednak w każdy piłkarski weekend?

 
- Tak, będę prowadził mecze Centralnej Ligi Juniorów i wszędzie tam, gdzie zostanę oddelegowany. Nie odmawiam. Jeśli będzie to klasa C – nie ma spawy. Jestem normalnym chłopakiem, jakim byłem cztery czy pięć lat temu i nie noszę głowy w chmurach. Sędziowania to pasja. Czasem wspólnie z kolegami sędziami jedziemy poobserwować jak “idzie” innemu koledze prowadzącemu mecz. Potem wspólnie go omawiamy. To jest taka koleżeńska grupa, jak zespoły piłkarskie. Wspieramy się.

 
- W niższych klasach rozgrywkowych do uszów sędziego dochodzi znacznie więcej epitetów niż na ligowych boiskach. Siłą rzeczy kibice przegrywającej drużyny nigdy nie są zadowoleni, a jak wiadomo frustracja ogniskuje się na arbitrze. Jak sobie z tym radzisz?

 
- Nie mam z tym problemu. Skupiam się na swojej pracy, jest pełna koncentracja. Nie zajmuję się tym, jaki ktoś o mnie wyraża pogląd. Jestem zobowiązany do reagowania jedynie wtedy, jeśli na trybunach lub wokół boiska dochodzi do łamania przepisów, czy zasad bezpieczeństwa.

 
- Zaczyna się dla Ciebie nowy etap w życiu. Sędziowaniu trzeba będzie poświęcić zapewne dużo więcej czasu niż do tej pory.

 
- Tak. Nie ukrywam, że chcę wykorzystać ten czas i daną mi szansę pokazania się jak najefektywniej. Chciałby zakotwiczyć na szczeblu centralnym jak najdłużej.

 

 
PAWEŁ KRĘCIOCH

 

 

 

 

Zdjęcia z prywatnego archiwum Dawida Pająka.