• moja liga
  • 002
  • moja liga
  • slider003
  • 002
Brak pluginu Flash
drewan
Jesteś: Strona główna -> Ludzie sportu -> Adam Zwieńczak. „300 ligowych meczów na koncie w barwach Burzy Roczyny”

Adam Zwieńczak. „300 ligowych meczów na koncie w barwach Burzy Roczyny”

DSCN3395-crop123

DSCN3395-cropAdam Zwieńczak, grający trener Burzy Roczyny jest piłkarzem wpisującym się w historię klubu w sposób szczególny. Broni  jego barw od najmłodszych lat i choć mógł spróbować swoich sił wyżej, a miał ku temu predyspozycje, nigdy nie odszedł z Roczyn. Dzięki temu przed kilkoma tygodniami mógł świętować piękny jubileusz. 38-latek w koszulce Burzy wystąpił po raz trzysetny.

 

- Zagrał Pan w barwach seniorów Burzy ponad 300 meczów. Skąd tak dokładne statystyki?

 

- Tak, to prawda, mam rozegranych ponad 300  meczów  ligowych. Nie są w to wliczone spotkania rozgrywek w Pucharze Polski. Jeżeli chodzi o statystyki, historię, to w naszym klubie zajmuję się tym były zawodnik Burzy,  a obecnie wiceprezes klubu pan Zdzisław Potoczny.

 
 - Na ile sezonów złożyły się te występy?

 
- W Roczynach gram od 1990 roku. Zaczynałem wtedy w drużynie juniorskiej. W seniorach najpierw jako zawodnik rezerwowy dostawałem szansę od 1993 roku występując  jednocześnie w juniorach. Rozegranych meczów byłoby znacznie więcej, gdyby ominęła mnie służba wojskowa. Dużo czasu straciłem  przede wszystkim przez kontuzje odniesione  podczas gry: zwichnięcie stawu barkowego prawej ręki , uraz pachwinowy kończyny dolnej leczony przez ówczesnego II lekarza Wisły Kraków  Mariusza Urbana, złamanie palca w lewej stopie.

 
- Były możliwości występów w innych klubach?



 
- Burza Roczyny to mój pierwszy klub, choć mając 8 lat próbowałem dostać się do Beskidu Andrychów, byłem na dwóch  treningach, ale z powodu bardzo dużej ilości chętnych nie udało mi się tam zakotwiczyć. Miałem oczywiście propozycje gry w wyższych ligach. Pojawiały się najczęściej po meczach w Pucharze Polski lub sparingach albo wtedy gdy trenerzy z Roczyn przechodzili do innych drużyn. Moja odpowiedź na te propozycje była zawsze taka sama: „gram w piłkę tylko dla przyjemności i nie wiąże z nią kariery zawodowej, zarobkowej”. Ponadto jestem blisko związany z klubem z Roczyn. Trenerzy, którzy mnie trenowali rozumieli moją decyzję.

 
 - Największy sukces w przygodzie z piłką?

 
- Jakiś spektakularnych sukcesów w piłce nożnej nie posiadam, natomiast kilka pomniejszych by się znalazło. Kiedyś przyznano mi tytuł najlepszego obrońcy turniejów halowych, o czym informowały gazety. Zdarzały się sezony, w których nasza drużyna traciła najmniej bramek niezależnie od zajmowanego miejsca w tabeli. No i sukcesem jest fakt, że mimo upływających lat jestem w stanie grać w pierwszej drużynie Burzy.

 
 - Kiedy Burza była najmocniejszym zespołem przez wszystkie te lata, w których Pan w niej występuje?

 
- Moim zdaniem, najlepsze wyniki za mojej „kadencji” zawodnika  Burza osiągała począwszy od sezonu 2006/2007 – ponowny awans do „A” klasy, następnie rok 2007/2008 – III miejsce w „A” klasie, oraz sezon 2008/2009 – II miejsce w „A” klasie i na koniec w sezonie  2009/2010 – III miejsce w „A” klasie. Na tak dobre wyniki, oprócz tego że mieliśmy dobrych trenerów, najpierw Włodzimierza Partykę , a potem Stanisława Sobalę, wpływ miało to, że dysponowaliśmy szeroką kadrą 16 dobrych zawodników, a nie takich „na papierze”. Była to drużyna, której trzon składał się z piłkarzy w najlepszym wieku jak dla sportowca – między 24 a 30 rokiem życia.

 
- Pana najlepszy mecz?

 
- Dla mnie najlepszy mecz to taki, w którym bezpośrednio mam wpływ na wynik meczu np. strzelając zwycięską bramkę, czy też dającą remis. Z tego co pamiętam przez cały okres mojej gry, kilkanaście razy tak właśnie się zdarzyło (tylko w rundzie wiosennej obecnego sezonu taka sytuacja miała miejsce już dwa razy – przyp. red).

 
- W tej chwili jest Pan obrońcą, ale pozycja się zmieniała. Gdzie na boisku czuje się Pan najlepiej?

 
- Zgadza się obecnie w klubie gram na pozycji ostatniego stopera, jednakże na początku mojej przygody z piłką byłem napastnikiem, następnie pomocnikiem, a od 13 lat jestem obrońcą. Na każdej z dotychczasowej pozycji na ówczesne czasy grało mi się dobrze, jednakże w związku z tym że obecnie gram ostatniego stopera, to właśnie na tej pozycji czuję się najlepiej.

 
- Czy utkwiły Panu w pamięci jakieś zabawne, pozasportowe  sytuacje z boiska?

 
- Tak. Najczęściej związane były z niespodziewanym wtargnięciem zwierząt na boisko. Brak z ich strony „chęci” opuszczenia murawy kończyły się niejednokrotnie gonitwą za zwierzakami służb porządkowych. Pamiętam również taki czas, w którym podczas naszych kolejnych meczów, gdzie byśmy nie pojechali, nad boiskami przechodziły burze i my jako Burza w takich warunkach przeważnie odnosiliśmy zwycięstwa.

 
- Jak zmieniła się gra w piłkę i sprawy organizacyjne z tym związane przez wszystkie lata Pańskich występów na boisku?

 
- Z tego co zaobserwowałem piłka nożna zmieniła się dość znacząco. Na pewno gra się szybciej,  nie tylko dzięki zastosowaniu nowych rozwiązań technicznych, lepszych materiałów. Piłkarze stają się bardziej siłowi, stawia się  na ich szybkość kosztem techniki. Jeżeli chodzi o kulturę zawodników czy kibiców podczas meczów,  to tu nie widzę różnicy. Podejście do treningów, meczów zależy od wieku zawodnika, a przede wszystkim od jego indywidualnego zaangażowania i z tym bywa różnie. Moim zdaniem nie widać w piłkarzach tej pasji, którą mieli starsi koledzy jeszcze kilka lat temu. Stan boisk i zaplecza niektórych klubów na pewno się polepszyły. Widać to chociażby w Roczynach. Zaczynaliśmy od przebierania się w autobusie będącym szatnią,  a od kilkunastu lat mamy budynek klubowy, który był kilka razy rozbudowywany o kolejne pomieszczenia i piętro. Zamontowano plastikowe krzesełka, wykonano trybunę krytą na 70 osób. Posiadamy dużą tablicę świetlną na wyniki. Obecnie możemy być dumni ze swojego obiektu. Niestety nie wszyscy to doceniają.

 
 - Mimo wielu występów nadal gra Pan na bardzo dobrym poziomie. Po sposobie gry, poruszaniu się po boisku, sylwetce, kompletnie nie widać, że zbliżają się powoli 40 urodziny. Jak długo zamierza Pan kontynuować grę?

 
- Staram się grać najlepiej jak potrafię i dawać w każdym meczu „serce”. Chcąc swoją formę utrzymywać w dalszym ciągu na dotychczasowym poziomie muszę poświęcać sporo czasu na treningi i kontrolować przyjmowanie posiłków, czyli  ich ilość i jakość.  Zdaję sobie sprawę, że lata uciekają i czas mojej gry w klubie zmierza ku końcowi, ale dopóki drużyna będzie mnie potrzebowała i zdrowie pozwoli, to będę do dyspozycji.

 
- Po zakończeniu przygody z piłką planuje Pan jej się w jakiś sposób poświęcić?

 
- Po zawieszeniu butów na kołku chciałbym kontynuować swoją pracę trenerską w klubie, żeby swoje doświadczenie móc przekazywać kolejnym zawodnikom i prowadzić drużynę do zwycięstw, a co za tym idzie – awansów do wyższych lig.

 

 

PAWEŁ KRĘCIOCH